niedziela, 20 grudnia 2015

49. I knew you`ll be back


*oczami Julie*
Od wyjścia Harry`ego minęło dobre kilka godzin, jest już późno.
A ja nadal nie ruszyłam się z miejca, dalej tkwię tam, gdzie siedziałam, gdy brunet wychodził. Z tą samą, niedopitą, zimną już herbatą w dłoniach.
Dzisiejszy dzień jest cholernie męczący. Nie umiem nawet do końca poukładać sobie wszystkiego w głowie, za dużo się wydarzyło.
I cały czas myślę o Harry`m, bo wiem, ze dla niego ta sytuacja jest szczególnie trudna. Chcę mu pomóc, wysłuchać go, nie wiem, cokolwiek.
Ale chyba średnio mi to wychodzi. Harry był milczący, nie miał ochoty mi się zwierzać ze swoich odczuć.
Wyszedł jak tylko Louis napisał do niego, że potrzebuje pomocy. Może to i lepiej? Pogadają…
Tylko czy to nie ja powinnam dawać mu jakieś wparcie?
Mam wrażenie, że im dłużej jesteśmy razem, tym wszystko jest trudniejsze i bardziej się komplikuje.
Czemu to wszystko nie może być prostsze? Kochasz kogoś, jesteś z nim i to jest tak proste jak oddychanie.
Hm, niespodzianka, musi być ciekawiej.
Dzisiaj nachodzą mnie najróżniejsze myśli. Nie wiem po co się tym wszystkim zadręczam i to wszystko roztrząsam… Ale jednak to robię.
Musimy jakoś pogodzić odwiedziny u taty Harry`ego z pracą, z życiem…
Mało tego, nadal nie wiem jak jego rodzice będą się wobec nas, a w szczególności wobec Harry`ego zachowywać.
Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero dźwięk sms`a.
Sięgnęłam po telefon.

Od: Cody
Rodzinny weekend aktualny? ;)

Cholera. Zupełnie zapomniałam, że w ten weekend mieliśmy wybrać się do taty i Samanthy.
To nie wypali. Harry pewnie będzie chciał skorzystać z wolnej chwili i pojechać do ojca do szpitala.
A ja razem z nim.
Zaczęłam już odpisywać Cody`emu, że nie damy rady w tym tygodniu przyjechać, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Od razu wstałam z nadzieją, że to Harry.
Otworzyłam drzwi, czując momentalny spokój widząc w nich bruneta.
Uśmiechnęłam się do niego słabo.
Nagle znalazłam się w jego ramionach. Zaskoczona, objęłam go.
Zdziwił mnie jego nagły przypływ czułości, zwłaszcza po tym, jak się zachowywał po powrocie ze szpitala.
- Dziękuję. – wychrypiał. Poczułam zapach piwa.
Oh.
- Za co? – szepnęłam.
- Za to, że ze mną jesteś. – odparł, dalej trzymając mnie w ramionach.
Westchnęłam cicho i wtuliłam się w niego.
- Przepraszam. – odezwał się znowu, po kilku minutach.
- Za co? – powtórzyłam.
- Za wszystko co zrobiłem i co jeszcze zrobię. – odparł.
Aż przeszły mnie ciarki.
Westchnęłam po raz kolejny.
- Kocham Cię, Harry. – wyszeptałam.
- Ja Ciebie też skarbie. Bardziej niż jesteś w stanie sobie to wyobrazić. – zapewnił.


*oczami Harry`ego*
Kreśliłem palcem kolejne nieokreślone wzory i kształty na plecach Julce, która spała spokojnie, wtulona w mój tors.
Spała tak już od ponad godziny, kiedy ja leżałem, wpatrywałem się w nią i myślałem.
Cholernie się cieszę, że ten chory dzień się już kończy, że mam go za sobą.
Chwila oddechu u Louis`a dobrze mi zrobiła. Zdystansowałem się trochę do tego wszystkiego.
Pomyślałem trochę. I przy okazji uświadomiłem sobie, jakim cholernym dupkiem jestem wobec Julie, a ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. 


Skutkiem tego było moje zachowanie, kiedy wróciłem do Julie.
Kurwa, to takie trudne, być facetem, na jakiego ona zasługuje.  Staram się, ale chujowo mi wychodzi, jak na razie.I nawet czasami nachodzi mnie myśl, że nigdy nim nie będę.
Mówiąc jej, co prawda nie do końca co czuję, poczułem w końcu spokój, którego potrzebowałem. Wiem, że jest ogólnie źle.
Ale jeśli jest dobrze między mną a Julie, czuję się, jakby cała reszta też jakoś miała się ułożyć.
Moją chwilę spokoju zburzyła dopiero informacja, że Cody pytał Julie o weekend.
Oczywiście przekonałem ją, żeby nie odwoływała niczego, że pojedziemy, najwyżej po prostu będziemy minimalnie krócej.
Chcę mieć to już za sobą. A na weekend na pewno nie wybieram się do ojca, do szpitala. Z tego co mówiła babcia, z którą cały czas jestem w kontakcie, większość rodziny, która mnie nie trawi ma do niego przyjechać w odwiedziny. Dlatego pojadę tam jutro i w piątek, na krótko.
A dopiero w przyszłym tygodniu, o ile mój ojciec nie zażąda wyproszenia mnie ze szpitala, mam zamiar wziąć wolne i pojechać na jakieś dwa dni. Wynając coś niedaleko szpitala. Szczerze, nie wiem do końca co jest moim celem. Po prostu czuję taki obowiązek, własną potrzebę. Żeby przy nim być, mimo tego, co się działo.
Nie ukrywam, byłoby miło z nim porozmawiać i nie kłócić się chociaż w takiej sytuacji. Nadal mam do niego ogromny żal, ale nie to jest teraz najważniejsze.
Cholera, zaczynam mieć mętlik w głowie, gdy tylko zaczynam się zagłębiać w to wszystko.
Muszę się teraz skupić na moich priorytetach, czyli na Julie, jej szczęściu i na spełnieniu potrzeby spędzenia trochę czasu z ojcem.
No i w końcu, na sprostowaniu sprawy z Cody`m. I wykręceniu się jakoś z tego całego biznesu, który jak na razie tylko spędza mi sen z powiek.
Od jutra zaczę te cholerne zmiany.


*oczami Julie*
- Poczekaj chwilę, zapomniałam telefonu! – zawołałam zawracając do salonu i wzięłam w pośpiechu telefon ze stolika.
- Czekam w samochodzie! – usłyszałam wołanie Harry`ego.
Przejrzałam się jeszcze w lustrze, poprawiłam koszulę i wyszłam z domu, zamykając na klucz drzwi.
Odetchnęłam i ruszyłam do samochodu.
- Masz już wszystko?- zapytał brunet otwierając mi drzwi od auta.
- Teraz już tak. – odpowiedziałam i wsiadłam.
Po chwili Harry siedział już obok mnie i wyjeżdżaliśmy spod mojego domu.
Tak jak wczoraj ustaliliśmy jechaliśmy znowu do szpitala, do taty Harry`ego.
Stwierdziłam, że nie będę więcej naciskać w żaden sposób na Harry`ego, żeby mówił mi co mu leży na sercu. Mam wrażenie, że im bardziej chcę mu pomóc, tym bardziej on się odsuwa i nie mówi nic. Mam nadzieję, że teraz się to zmieni i zacznie mi mówić szczerze co czuje.
Chociaż ciekawość aż mnie zżera co powiedział Lou wczoraj, że po powrocie Harry zachowywał się zupełnie inaczej i był taki uczuciowy i mówił takie rzeczy.
Przepraszam za wszystko co zrobiłem i co jeszcze zrobię.
Miejmy nadzieję, że to nie jest hm, groźba przed tym co jeszcze nas czeka, bo szczerze, wszystkie nasze kłótnie, nawet te najmniejsze, dobijają mnie.
Każda kolejna jest bardziej męcząca od poprzedniej.
- Mówiłaś już tacie, że przyjedziemy na weekend? – z zamyślenia wyrwał mnie głos Harry`ego.
- Nie odbierał, zostawiłam mu wiadomość. – odpowiedziałam i rozparłam się wygodniej w fotelu.
- Cody będzie mógł przyjechać?
- Pisał, że tak. Będzie z tą swoją Rylie. – ożywiłam się.
Tego nie mogłam się doczekać, bardzo chciałam poznać dziewczynę Cody`ego.
- To dobrze. – mruknął bardziej do siebie niż do mnie Harry.



*oczami Harry`ego, kilka godzin później*

Parkując samochód na szpitalnym parkingu czułem już narastający stres.
Fakt, że za kilka chwil zmierzę się z tatą, jego stanem, a przede wszystkim nastawieniem do mnie, z lekka mnie przerażał.
Mam ogromną nadzieję, że nie wyrzuci mnie od razu za drzwi.
Idąc w stronę wejścia szpitala, ująłem szybko dłoń Julie w swoją, by poczuć pewniej.
Jak zwykle mnie nie zawiodła, uścisnęła lekko moją dłoń i uśmiechnęła się do mnie.
Niczego więcej nie potrzebowałem.
Od wejścia od razu powitał mnie typowy dla szpitali zapach i chłód sterylnej bieli i pastelowych kolorów na ścianach. Nienawidzę szpitali.
Od zawsze żle mi się kojarzą, tylko jako miejsce cierpień chorych i łez bliskich, którzy muszą się temu przyglądać.
Szybko skierowałem kroki znajomym korytarzem, czując jak rytm bicia mojego serca przyśpiesza.
Prawie tak samo jak szpitali, nienawidzę sytuacji, gdy nie wiem czego mam się spodziewać.
Przed salą, gdzie leży mój ojciec nikogo nie było, spodziewałem się zobaczyć Gem, albo jej narzeczonego.
Pewnie mama jest w środku. Wyprosi mnie?
Zdenerwuje się?
Będzie miła?
Jak zareaguje ojciec na nasz widok?
- Harry? – poczułem jak Julie lekko mnie szturcha.
- Hm? – mruknąłem zdezorientowany.
- Wszystko okej? – zapytała przyglądając mi się z troską.
Zdałem sobie sprawę, że od kilku dobrych minut stoję i wpatruję się w drzwi Sali na oddziale intensywnej terapii zamiast wziąć się w garść i po prostu tam wejść.
Palant.
- Jasne. – odparłem wymuszając uśmiech i nie zastanawiając się dłużej weszliśmy do środka.
Tak jak się tego spodziewałem, mama siedziała obok łóżka taty, który teraz patrzył na nas, o dziwo wcale nie zaskoczony naszym widokiem.
- Dzień dobry. – bąknąłem skrępowanym tonem.
To chujowe uczucie gdy nawet nie wiesz jak przywitać się z własnymi rodzicami.
Zwykłe ,,cześć” wydaje się być tak cholernie nieodpowiednie.
A z nowu ,,dzień dobry” cholernie niewygodne.
Co z tą moją rodziną jest kurwa nie tak?
- Harry. – westchnął ojciec.
- Dzień dobry. –przywitała się od razu Julie.
Oboje jej odpowiedzieli, a ojciec skinął w naszą stronę głową, abyśmy podeszli bliżej.
- Zostawię was. – powiedziała tylko mama wstając.
Nie zatrzymywałem jej. Nikt tego nie zrobił, czemu mnie to nie dziwi.
- Usiądźcie. – powiedział tata.
Przystawiłem obok łóżka jeszcze jedno krzesło i usiedliśmy.
- Jak się czujesz? – postanowiłem zadać pierwsze pytanie.
- Lepiej, dziękuję. – uśmiechnął się słabo.
Dobry Boże, kiedy ja ostatni raz widziałem na jego ustach zwykły uśmiech.
Zwłaszcza skierowany do mnie.
- Nie ma Gemmy? – pytałem dalej.
- Jest w pracy, przyjedzie później. – odparł spokojnie.  – Co u was? – zapytał patrząc na mnie i Julie.
Brunetka zdawała się być niemal tak samo bardzo zaskoczona tym pytaniem jak ja, nie odważyła się odpowiedzieć.
- Dobrze. – odparłem biorąc oddech.
Przysięgam, nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem w tak niezręcznej sytuacji i kiedy miałem aż tak ogromny mętlik w głowie.
Natomiast ojciec zdawał się czuć całkowicie komfortowo i naturalnie. Patrzył na nas przyjaznym wręcz wzrokiem, co dla mnie było wyjątkowo niepsotykane zważywszy na to, że ostatnim razem gdy się widzieliśmy albo udawał że nie istnieję, albo mierzył mnie złowrogim spojrzeniem.
- Nie musicie zachowywać się jak na kazaniu. – powiedział.
Łatwo powiedzieć.
- Gdyby pewne sprawy wyglądały inaczej, może teraz by tak nie było. – powiedziałem spokojnie.
- Masz rację, Harry. – zgodził się. Teraz naprawdę jestem w ciężkim szoku.
Westchnął ciężko.
- Nie będę udawał, że to co działo się przez ostatnie kilka lat nigdy nie miało miejsca. Wiem jak się zachowałem. Nidgy nie byłem dobrym ojcem. Nie umiem wytłumaczyć czemu, może dlatego że tak młodo zostaliśmy rodzicami z Anne. Uważałem, że jeżeli jestem w stanie was utrzymać bez większych trudności to jest to już wystarczające. Ale tak nie jest, co widać po naszych relacjach. I przepraszam Cię za to, Harry. Gemmę także, ale z nią już rozmawiałem. I ja i mama nie jesteśmy dobrymi rodzicami, wiemy o tym dobrze, przynajmniej ja.
- Musiałeś tu wylądować żeby to zrozumieć? – to było silniejsze ode mnie.
Nie powiem, że mój ojciec przyznający się do błędu był dla mnie szokiem. Ale nie mogłem opanować narastającego żalu i goryczy, że następuje to dopiero teraz, w takich okolicznościach.
Poczułem jak Julie ściska lekko moją dłoń.
- Też mnie to przeraża, ale na to wygląda, Harry. Tak naprawdę dopiero gdy wszystko poważnie się pogorszyło, miałem okazję otwarcie porozmawiać z Gemmą. To ona otworzyła mi oczy tym co mi powiedziała. A leżąc całe miesiące w szpitalach, człowiek ma trochę czasu by nad wieloma sprawami pomyśleć. Przepraszam Harry, za wszystko. Wiem też, jak wyglądała tamta sytuacja z Gemmą i tym chłopakiem, którego pobiłeś. Wiem, że nic nie wynagrodzi ci tego, że się od ciebie odwróciliśmy…
- Wyrzuciliście mnie z domu. – syknąłem przerywając mu.
- Przepraszam. – westchnął ciężko. – Nawet nie wiesz jak bardzo tego żałuję.
- Mama jakoś nie ma wyrzutów sumienia. – zauważyłem kąśliwie.
- Bo do niej nadal nie dociera jaką krzywdę wam obojgu wyrządziliśmy przez te wszystkie lata.
- Bo nie jest umierająca. – warknąłem w przypływie złości, przez co momentalnie poczułem mocniejszy uścisk dłoni Julie, co sprowadziło mnie szybko na ziemię. – Przepraszam. – dodałem szczerze.
- Nie szkodzi, Harry. – odparł. – To nic w porównaniu do tego co spotkało cię z mojej strony. I nawet nie wiesz jak bardzo doceniam fakt, że tu jesteś. I że ty także tu jesteś – spojrzał na Julie, przez co drgnęła zaskoczona, że się do niej zwrócił. – Dziękuję i ciebie też chcę przeprosić za to, jak zostaliście oboje potraktowani na rocznicy dziadków. Żałuję, że w taki sposób nas poznałaś, jeśli w ogóle można to nazwać poznaniem.
- Nic nie szkodzi. – powiedziała niepewnie Julie.
Jeżeli wcześniej miałem w głowie mętlik, to nawet nie wiem jak mam nazwać to co aktualnie się w niej dzieje.
- Naprawdę was przepraszam. A przede wszystkim ciebie Harry, za to że kilka lat temu w ciebie zwątpiłem. Byłem naprawdę zaskoczony, że się tu pojawiłeś. Nie śmiałbym pomyśleć, że  naprawdę mógłbyś przyjechać. I miałbyś pełne prawo do olania tego. A jednak tu jesteś. I jestem ci za to niesamowicie wdzięczny. –uśmiechnął się do mnie słabo.

   Najchętniej zniknąłbym stąd, rzuciłbym się w poduszkę i rozryczał jak dzieciak.
Nie umiem ogarnąć chaosu panującego w mojej głowie i sercu.
Jadąc tu nie wiedziałem czego się spodziewać, rozpatrywałem miliony scenariuszy, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że coś takiego się stanie.
Mam niesamowicie mieszane uczucia. Z jednej strony mam ochotę zapomnieć o wszystkim co się działo i powiedzieć że nic się nie stało, ale z drugiej żal jaki w sobie nosiłem przez cały ten czas jest tak ogromny, że teraz najchętniej rozniósłbym tą salę i wykrzyczał mu wszystko, co mam mu za złe w twarz.

- Ciężko jest mi to wszystko sobie jakoś poukładać… - mruknąłem nie mogąc nawet sklecić porządnego zdania, zarządać więcej wyjaśnień, zrobić cokolwiek.
- Nie dziwię ci się i nie oczekuję wybaczenia. Chciałem tylko zebyś wiedział, że cię przepraszam. I jestem wdzięczny za to, że mimo wszystko się tu pojawiłeś.
- Mało brakowało, a bym się nie pojawił. – westchnąłem. – Gemma długo zwlekała z powiedzieniem mi prawdy.
Zauważyłem, że Julie cicho westchnęła. Podejrzewam, że nadal czuje się winna, że nic mi nie powiedziała, mimo że już nie mam jej tego za złe.
Ojciec popatrzył na mnie i westchnął ciężko.
- Bo sam ją o to poprosiłem. – powiedział nagle z mi mózg wręcz się zagotował.
- Jak to? – wydusiłem. 
- Gemma chciała od razu do ciebie zadzwonić. Ale wtedy byłem tchórzem. Balem się tego, że powiesz że cię to nie obchodzi. I miałbyś do tego święte prawo. Ale bałem się. Bałem się przyznać do błędu. Więc poprosiłem ją żeby milczała. Wmawiałem jej że cię to nie obchodzi, aż w końcu sama uwierzyła w to, że nie powinna ci mówić. Za to też już ją przeprosiłem i po raz kolejny przepraszam ciebie. – powiedział szczerze.
Zgłupiałem.
- Ale Gemma mi nie mówiła…- zacząłem, ale mi przerwał.
- Bo to anioł, nie człowiek. – powiedział.
- To chyba za dużo jak na jeden dzień. – westchnąłem przecierając twarz dłońmi.
Nie wierzę w to co się dzieje.
- Rozumiem i wcale się nie dziwię.
- Przepraszam, ale potrzebuję świeżego powietrza… tato. – zawahałem się.
- Dobrze, Harry.
Bez słowa wziąłem Julie za rękę i wyszliśmy w milczeniu ze szpitala.
Czułem z każdym krokiem postawionym na tym szpitalnym korytarzu, że głowa mi zaraz eksploduje.
Gdy tylko wyszliśmy przed budynek zaczerpnąłem haust świeżego powietrza i oparłem się o barierkę oddychając głęboko.
Niemal od razu poczułem dłoń Julie na plecach.
- Czy to naprawdę się stało, czy to tylko moja chora wyobraźnia? – zapytałem.
- Naprawdę. – westchnęła Julie.
- Nie wierzę w to wszystko.
Wyprostowałem się i spojrzałem na nią.
Wyglądała nieco blado i patrzyła na mnie wyraźnie poruszona i zaniepokojona.
- Moja rodzina jest pokurwiona. – syknąłem.
- Nie mów tak. – skarciła mnie brunetka.
- Ale taka jest prawda! Przecież to jest aż niemożliwe! – zawołałem.
- Proszę pana, proszę zachować spokój, to teren szpitala, tu się nie krzyczy! – upomniała mnie jakaś pielęgniarka wychylając się zza drzwi wejściowych.
- Pierdolę to. –warknąłem.  
- Harry! – syknęła Julie.
- Przepraszam! – powiedziałem głośniej do zirytowanej pielęgniarki, która tylko pokręciła głową i wróciła do środka.
- Po prostu nie mieści mi się to w głowie, Julce. – westchnąłem sfrustrowany.
 - Wiem, Harry. – powiedziała łagodnie, ujmując moje dłonie w swoje. – Ale twój tata wydawał się mówić szczerze.
 - Wiem. – zgodziłem się. – Ale sam nie wiem jak się z tym wszystkim czuję i to jest najgorsze.
- Nikt cię nie goni Harry, potrzebujesz czasu. – mówiła spokojnie, patrząc mi w oczy.
- Ale co jeśli mój ojciec nie ma czasu? – zapytałem, a głos mi się załamał co tylko mnie rozwścieczyło, bo nie chciałem być słaby za nic w świecie.
Jednak zanim zdazyłem się wściec, Julie mnie przytuliła, a wtedy wszystko odpuściło.
Owszem nadal nie wiedziałem co mam myśleć, ale uspokoiłem się.
- Dla niego najważniejsze jest to, że tu jesteś, wysłuchałeś go i że powiedział to co leżało mu na sercu.  On nie oczekuje niczego w zamian. – powiedziała, gładząc moje plecy.
- Chcę mu wybaczyć. – niemal wyszeptałem.
- Co cię powstrzymuje?
- Nie wiem. – odparłem bezradnie.
Nie cierpiałem tego, że jestem przy niej słaby, że jej to pokazuję.
Jestem facetem, to ja powinienem ją przytulać, pocieszać, być dla niej wsparciem. A nie się mazgaić.
Ale nic nie poradzę, że już nie mogę. Dzisiejszy dzień mnie przerósł.
- Nie musisz mu wybaczać, jeśli to nie jest to co chcesz zrobić. Nie musisz nic robić. Dla niego wystarczy twoja obecność.
- Dziękuję, Julie. -  westchnąłem ciężko, dalej wtulając się w jej drobne ciało.
- Nie masz za co, Harry. – zapewniła mnie.
- Mam. – odparłem tylko. – Wróćmy do niego. – powiedziałem.
- Na pewno? – upewniła się.
- Tak. – powiedziałem biorąc głęboki oddech.

*kilka godzin później*
Obrazy dzisiejszego dnia przwijały się w mojej głowie z prędkością obrazów za szybą auta. Wpatrywałem się w drogę przed nami, wracając z Julie do domu.
Dziewczyna spała w fotelu, okryta moją bluzą.
A ja myślałem o wszystkim co się dzisiaj wydarzyło kolejny milion razy.
Podjąłem dzisiaj kolejną ważną decyzję. Wybaczyłem ojcu.
Mimo, ze nadal targały mną różne emocje, czułem że to jest to co chcę zrobić. Ale i tak potrzebuję czasu by to wszystko sobie ułożyć.
No i fakt, że podejście mamy nadal się nie zmieniło nie ułatwia sprawy.
Tak naprawdę to wszystko co się dzieje jest, cóż, chore, ale wygląda na to że tak to już musi być w moim życiu. 
Gdyby ktoś miesiąc temu mi powiedział że coś takiego mnie czeka, prawdopodobnie zawiózłbym tą osobę do szpitala na oddział psychiatryczny.
 A rok temu? Stwierdziłbym, że musi się ze mną podzielić tym, co bierze skoro taka jest po tym faza.
Nie wiem jak wiele czasu minie zanim wszystko to przetrawię i to do mnie dotrze, ale cieszę się że mniej więcej się dogadałem z ojcem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo tego potrzebowałem.
Gdy wróciliśmy, rozmawialiśmy jeszcze o tym co działo się u mnie przez ten cały czas, co u mnie i u Julie, tata próbował nas przekonać na wizytę w weekend, mówiąc że sam postanowił całą tą nieszczęsną rodzinę, która mnie nie cierpi uświadomić o tym, że może jednak nie wszystko co mi się zarzuca jest prawdą. Zdecydowałem jednak, że nie potrzebuję i chyba właściwie nie chcę tego robić.
Nie zależy mi na zdaniu jakichś ciotek czy wujków na mój temat. W weekend jedziemy do Charlesa i Samanthy i uh, Cody`ego.
Co przypomina mi o kolejnej rzeczy, którą muszę dzisiaj załatwić.
Zerknąłem na zegarek. Po 19. Muszę się pośpieszyć.
   Po kilkunastu minutach byłem już pod domem Julie. Nachyliłem się nad nią i musnąłem ustami jej policzek.
- Skarbie… - powiedziałem chcąc ją obudzić.
Po kolejnych dwóch buziakach zamrugała i mrucząc przeciągnęła się na fotelu pasażera.
- Nie chce mi się wstawać… - jęknęła przeciągle zaspanym głosem.
- Przykro mi kotku, wycieczka dobiegła końca. – zaśmiałem się.
Mruknęła coś tylko niezadowolona i z ociąganiem wysiadła z auta.
Poszedłem w jej ślady i odprowadziłem ją do drzwi, zatrzymując ją by się z nią pożegnać.
- Zaraz, nie wchodzisz? – zapytała zaskoczona, odchylając się nieco.
- Nie skarbie, muszę jeszcze przygotować kilka rzeczy na jutro, zaczynam pracę wcześniej i się rano nie wyrobię. – westchnąłem.
Kłamca, kłamca, kłamca.
- Harry… - jęknęła, co nie miało być ( tak sądzę) seksowe, ale cholera, było.

Nie, Styles. Jesteś zmęczony i bardziej podatny niż zwykle na jej wdzięki, ale NIE MOŻESZ, jest sprawa do załatwienia.

- Julce, muszę. – powiedziałem stanowczo, cmokając ją ostatni raz w usta, co wykorzystała i przedłużyła pocałunek.
- Przez to wszystko… - mruknęła między pocałunkami – W ogóle nie mamy czasu dla siebie. – wywinęła dolną wargę i przekrzywiła głowę na prawo.

WIEM, CHOLERA WIEM.
Czuję to w moich pierdolonych, ciasnych bokserkach.

- Wynagrodzę ci to kotku, obiecuję, ale nie dzisiaj. – z ogromnym trudem dalej jej odmawiałem.
- A co jeśli innym razem to ja nie będę chciała? – skrzyżowała ramiona na piersi.
Spojrzałem nerwowo na zegarek.
Jebana 19:33.
- Zadbam o to, żebyś chciała. – zapewniłem ją i wyplątałem się z jej objęć.
Boże drogi, to wręcz boli, że nie mogę w spokoju zostać i po takiej przerwie spędzić noc z moją dziewczyną, no ja pierdole.
- Jesteś dupkiem, Styles. – powiedziała marudnie opierając się o drzwi. Nachyliłem się nad nią.
- Kochasz mnie takiego. – zasmiałem się i cmoknąłem jej usta. – Pa skarbie!
-Takiego cię nie kocham! – zawołała jeszcze głosem obrazonej dziewczynki.
Zaśmiałem się pod nosem. Niemożliwa.


*kilkanaście minut później*

Przerzucałem nerwowo ciuchy w szufladzie szukając stosu torebeczek.
19:48.
Nie wiem jak ja mam się pojawić pod Quore w ciągu 10 minut z namiotem z gaciach, ale jakoś muszę to zrobić.
Z ulgą znalazłem obiekt mojego pożądania i szybko zbiegłem na dół, wsiadłem do samochodu i jechałem w stronę klubu, pod którym umówiłem się z Cody`m.
W międzyczasie starałem się uspokoić bo jak mam się z nim zobaczyć z pierdoloną erekcją ?!
Przysięgam niczego bardziej nie pragnę w tym momencie tak bardzo jak jechać prosto do Julie i zadbać o moją dziewczynę tak jak powinienem.
Jebany Cody.
Z ulgą stwierdziłem, że się wyrobię, już po kilku minutach byłem pod klubem. Niestety, moje spodnie nadal mnie cholernie uciskały tam, gdzie nie powinny, ale chuj z tym. ( A/N Dosłownie chuj z tym ^^ NIE, NIC
Wysiadłem z auta i rozejrzałem się po prakingu w poszukiwaniu chłopaka.
W tym samym momencie mój telefon się rozdzwonił.
- Halo?
- Widzę cię, idź do parku bo pełno psów się tu dzisiaj kręci, nie chcę żeby zamknęli faceta mojej siostry za dilerkę. – zaśmiał się znajomy głos.
Zacisnąłem szczęki i się rozłączyłem.
Obejrzałem się za siebie czy nikt się nie kręci i wszedłem do parku, gdzie widziałem cień przy jednej z ławek w głębi parku.
Szybkimi krokami dotarłem do niego, nie pomyliłem się to Cody.
- No witam, Styles. – wyszczerzył się. – Masz to o co prosiłem?
Rzuciłem mu bez słowa niewielkie pudełko, które miało zachować pozory niewinnego, cóż, pudełka.
Chłopak zajrzał do srodka i uśmiechnął się szeroko.
-Jak zawsze dotrzymujesz słowa. –powiedział z fałszywym uznaniem.
- Nie mam czasu na twoje gówno, Cody. – warknąłem.
- Właśnie widzę. – zakpił i spojrzał w dół mojej sylwetki.
Kurwa.
- Pierdol się. – syknąłem.
- Zgaduję, że zrobisz to za mnie. – zaśmiał się. Wywróciłem oczami.
- Ale leć, zasłużyłeś.
Zignorowałem jego durną uwagę.
- Po co ci w ogóle aż tyle towaru? – zapytałem z czystej ciekawości.
- Im mniej wiesz tym lepiej śpisz, Styles. Udanej nocy i do weekendu! – powiedział i odszedł bez słowa.
Pierdolić to wszystko.


*kilkanaście minut później*

Zdyszany naciskałem jak popieprzony dzwonek drzwi Julie.
Sekundy, które zajęły jej dotarcie do drzwi i ich otworzenie trwały niemiłosiernie długo.
Zdążyła je lekko uchylić i zrobić zaskoczoną minę gdy mnie zobaczyła, a ja wszedłem do środka, zatrzaskując za sobą drzwi i porywając ją w swe ramiona. 
- Harr…- zaczęła, ale przerwałem jej namiętnym pocałunkiem. Przyparłem ja szybko do sciany, całując ją gwałtownie i błądząc dłońmi po jej półnagim ciele.


- Wiedziałam, że wrócisz. – mruknęła gdy nadal ją całując podniosłem ją i oplotła nogi wokół moich bioder. 
________________________________________
BANG, żyję XD
tzn dunno czy żyję bo ostatni tydzień mnie zabił a tu jeszcze dwa dni przetrwać :<
ALE TAK.
 Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda - KIERWA KOCHOM CIE DZIEŁCHA I DZIĘKUJĘ ♥
i tak.
 jakby kogoś to interesowało, próbnego egzaminu zawodowego nie zdałam, hehe 
tępota umysłowa, hehe
ALE

Także tak. 
WESOŁYCH ŚWIĄT ANIOŁECZKI ♥♥♥

Zdrówka, uśmiechu, sił na kolejne półrocze :D
miłości, szczerych przyjaciół, jak najmniej stresu,
niewidzialnej, poświątecznej ciąży spożywczej i wszystkiego co najlepsze myszki ♥

Jeszcze raz dziękuję każdmu kto jeszcze czyta i czeka, ryli max doceniam ♥
odezwę się niedługo 
@sheeranable

11 komentarzy:

  1. Boski jak zawsze :* Nic tylko czekać na następny mi pozostało ^^
    Wesołych Świąt słońce! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wesołych Świąt :* ;* Rozdział świetny ♥ /Dominika

    OdpowiedzUsuń
  3. warto czekać tak długo :D
    Promyczku cieszę sie że w koncu jest coś nowego (tyle sie stało że aż nie pamiętam jak mam funkcjonować)

    Ojciec Harrego oczywiście bez wątpienia wszystkich nas zaskoczył aczkolwiek bylo to do przewidzenia że bedzie chciał sie z nim pogodzic gdy los sprowadził go w szpitalne mury, kurwa mac zawsze ludzie sie tam godza przebaczaja i wgl ;/
    zoskoczylo mnie to jednak że kazal Gem siedziec cicho (?!) no lol
    Julie <333333333 love her so much w tym rozdziale nie wiem czemu ale awhwhhh *_*


    Cody... ja go zabijam nożem teraz normalnie w tym momencie ostrze wbija sie w jego plecy i umiera przed moimi stopami.
    tyle w temacie niech spierdala
    same przez niego problemy lel dont like him

    czyżby seksy pod koniec? TAK POPROSZE XD chce takiego mojego własnego Heriego żeby przychodił i mnie całował przy scianie na scianie na podlodze ewryłer i tag ._.

    nie ważne
    Słonko życzę ci na te święta wszystkiego absolutnie wszystkiego co najlepsze rodzinnych i szczęśliwych chwil zdrówka i prezentów pod choinka żebyś dostała co tam chcesz udanego sylwestra u tego placa Krystiana mam nadzieję że będzie świetnie mino że nie zagoszczę tam gdzieś tam gdziekolwiek on mieszka xd i on nowego roku samych przyjemności czasu na pisanie i rzucenia w koncu tej szkoly hahah :D All the Love. A. xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam.. Czekałam.. i się doczekałam... a teraz znowu czekam na next!!! <3 mega rozdział <333 Wesołych świąt!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. jeeeest w końcu !!! Dla mnie ten rozdział to taki troszeczke prezencik na gwiazdkę także dziękuje <3 <3 <3 <3
    Życze ci jak najlepiej w te świeta, żebyć miała bogatego gwiazdora czy jakoś tak dużo hajsów, takie osobistego Heriego xd Wesołych Świąt !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział :) A nie zdanym się nie przejmuj, w tamtym roku próbnego w mojej klasie nie zdał nikt, a oficjalny egzamin nie zdało tylko 3 osoby.Trzeba tylko dużo robić testów.
    Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O ezusiu jak za tym tesknilam 😔

    OdpowiedzUsuń
  10. nareszcie! ;p świetne! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny , normalnie kocham to !!!!!!😍😍😍😍

    OdpowiedzUsuń