czwartek, 27 listopada 2014

27. I fucked up

PRZEPRASZAM

wiem, czekacie, wiem, czas leci

Krótko i na temat: nie wyrabiam się, wracam codziennie o 17 do domu, aktualnie moje życie to ciągły spontan i survival, sama nie nadążam za tym co się u mnie dzieje. 

PROSZĘ TYLKO O CIERPLIWOŚĆ
ogarnę tyłek i napiszę rozdział, tylko jeszcze trochę wytrzymajcie. Postaram sie uwinąć jakoś, ale nie podaje terminu bo jeszcze doszedł mi wolontariat i nie mam pojecia jak to wszystko się ułoży. 


W każdym razie
ŻYJĘ, PAMIĘTAM, NAPISZĘ 

Jeszcze raz przepraszam, odezwę się w najbliższym czasie

BUZIAKI <3 
@awhniallable
j

poniedziałek, 10 listopada 2014

26. Long Way Home



Dedykacja dla KochamSpongebobainicwamdotego, ktokolwiek się pod tym kryje :D 


17 000 wyświetleń stukłoooo *>*



*oczami Julie*
Wstrzymałam oddech z momentem gdy przekroczyliśmy próg Sali restauracyjnej.
Pewnie gdybym nie była tak zdenerwowana, zauważyłabym, jak urocze jest to miejsce.
Wszystkie oczy zgromadzonych momentalnie powędrowały na mnie i Harry`ego. Starałam się wyglądać naturalnie, chociaż miałam ochotę uciec z krzykiem. Skoro ja się tak czuję, to przez co teraz przechodzi Styles?
Jego dłoń mocno ściskała moją. Harry ruszył spokojnym krokiem w kierunku pustych miejsc przy jednym ze stołów. Podziwiam go, ja ledwo się ruszałam. W sumie ciężko stwierdzić co myślą o nas goście.
Większość patrzyła z obojętnym wyrazem twarzy, z ciekawością, zaskoczeniem. Odszukałam twarz Gemmy i jak przypuszczałam rodziców Harry`ego. Oni patrzyli na nas z wyraźnym poruszeniem. Jego ojciec zaciskał szczęki. To chyba nie znaczyło nic dobrego. Jego mama? Cóż, targały nia emocje, ale ciężko powiedzieć jakie. Gemma starała się nam przekazać spojrzeniem tyle wsparcia ile się tylko da. Nasze miejsca były na szczęście blisko dziadków Harry`ego. Naprzeciwko, już siedziała Gemma z jego rodzicami. To dobrze, czy źle?
-Harry, Julie. – babcia Harry`ego wstała i uśmiechnęła się do nas serdecznie. Postanowiłam odwzajemnić uśmiech.
-Siadajcie kochani. – wskazała na miejsca obok nich. Starałam się usiąść z możliwie jak największą gracją, co nie było wcale takie łatwe.
Przy stole panowała niezręczna cisza, atmosferę można by było kroić nożem.
-Więc, Harry, jak Ci się układa? – dziadek chłopaka starał się jakoś złagodzić sytuację, która była coraz bardziej napięta.
-Dobrze, dziadku. – odpowiedział Harry. Prychnięcie jakiegoś mężczyzny w wystarczający sposób pozbawił mnie nadziei na poprawę tej sytuacji.
Babcia Harry`ego spojrzała karcąco na mężczyznę i zwróciła się do mnie.
-Julie, skarbie, skąd właściwie jesteś? –wszystkie spojrzenia na mnie. Cholera. Dobrze, ze mam tyle makijażu na sobie, bo na stówę byłabym czerwona jak róże w wazonie.
-Z Brown Hill, a kiedy zaczęłam studia, przeprowadziłam się do Northland. – powiedziałam, starając się, żeby nie trząsł mi się głos.
-A co studiowałaś? – pociągnęła temat Gemma, uśmiechając się do mnie.
-Prawo. – odpowiedziałam. Tata Harry`ego zakrztusił się wodą.
-To by wyjaśniało, dlaczego niektórzy z nas są tutaj, zamiast  dawno siedzieć w więzieniu. – powiedział zgryźliwie mężczyzna, który wcześniej prychnął pogardliwie. O mój Boże. Widziałam jak Harry zaciska szczękę.
-Michael! – babcia Harry`ego była wyraźnie oburzona postawą tego faceta.
-Nie udawajmy, że jesteśmy cudowną i zgraną rodzinką mamo. – tata Harry`ego zabrał głos. Nie wierzę.
-Koniec tej dyskusji. To dla nas ważny dzień, nie będziecie się kłócić. – dziadek Harry`ego spojrzał na wszystkich surowo. To wystarczyło, żeby wszyscy zamilkli.
-Jak w pracy, Gemmo? – jedna kobieta w średnim wieku postanowiła się odezwać. Zapytana dziewczyna wyglądała na nieco zaskoczoną, ale odpowiedziała na pytanie, co pociągnęło za sobą kolejne i w końcu atmosfera przy stole zelżała pod wpływem rozmowy. Tylko ja i Harry milczeliśmy.
Właściwie jedyne co robiłam to rozglądałam się po wnętrzu restauracji, albo  próbowałam się uśmiechać do osób, które złapały moje spojrzenie.
Tylko Gemma, dziadkowie Harry`ego i jakaś para, chyba małżeństwo odwzajemniło mój gest.
Siedziałam jak na szpilkach. Moja dłoń nadal była spleciona z dłonią Harry`ego pod stołem.
W normalnych warunkach pewnie byłabym już czerwona jak burak, ale teraz jedyne na czym się skupiałam to na tym, żeby zachowywać się w miare naturalnie i nie zwymiotować ze stresu.
-…Dlatego zdecydowaliśmy się na założenie spółki. Plan wydaje się być dobry, mamy nadzieję na chociaż minimalny sukces. – powiedział wesoło mężczyzna, który zwrócił moją uwagę tym, że jako jeden z nielicznych, odwzajemnił mój uśmiech.
-Na pewno Wam się uda, wujku. – zareagowała radośnie Gemma. O, czyli to jest wujek jej i Harry`ego.
Na dobrą sprawę, przy tym stole tylko dziadkowie Harry`ego, Gemma i ta miła para zachowywali się normalnie. Tak, wesoło, naturalnie.
Poza nimi, wszyscy byli spięci. Może po większości napięcia nie było tak widać bo się udzielali i uśmiechali od czasu do czasu, ale my z Harry`m i jego rodzice siedzieliśmy praktycznie cały czas cicho.
-Gemmo, zauważyłam, że zawsze gdy Cię widzę, masz na nadgarstku tą samą bransoletkę. Jakiś talizman? – zagadnęła dziewczynę ta miła kobieta.
Gemma uśmiechnęła się szeroko.
O dziwo, u Harry`ego też zauważyłam cień uśmiechu na twarzy.
-Tak, można powiedzieć, że to mój talizman. Zawsze ją noszę od kilku ładnych lat. – powiedziała dumnie.
-Czyżby prezent od kogoś ważnego? Szykuje się jakaś uroczystość? – ta sama kobieta zagadnęła wesoło, jak to ciotki mają w zwyczaju, na temat związków, oczywiście.
Gemma się cicho zaśmiała, ale nie traciła pewności siebie i wyraźnej dumy.
Przyjrzałam się jej bransoletce, którą śmiało eksponowała, wyciągając lekko nadgarstek ku naszym oczom.  Była delikatna, srebrna. Na łańcuszku były dwie zawieszki obok siebie. Mała kuleczka z diamencikami i prosta zawieszka w kształcie malutkiego misia.
Cóż, chłopak się postarał. To znaczy, może i dziewczyna, nie wnikam.
-Właściwie to tak, to prezent od kogoś ważnego. Bardzo ważnego. Dla mnie zawsze jednego z najważniejszych.  – powiedziała z szerokim uśmiechem.
Cóż, to urocze. Naprawdę.
-To prezent od Harry`ego. – powiedziała specjalnie nieco głośniej.
Zapadła cisza. O mamo.
To dlatego Harry się tak uśmiechał. Teraz starał się zachować powagę, by wytrzymać ciężar wszystkich spojrzeń, ale jego oczy były o wiele weselsze niż przed kilkoma minutami. Już nie puste i smutne.
Ten wredny facet wymownie chrząknął. Jeśli do końca tego przyjęcia nie dostanie ode mnie w ryj to będzie cud, naprawdę.
-Oh, to urocze. – ich ciocia przerwała niezręczną ciszę. Uśmiechnęła się życzliwie w stronę tej dwójki, ale widać było, ze nie wiedziała co teraz powinna powiedzieć. Postanowiłam jej pomóc.
-Jest śliczna. – odezwałam się. Ciężar wszystkich spojrzeń uderzył we mnie jak tona cegieł. Ale uśmiechnęłam się tylko i nie spuszczałam wzroku z Gemmy, która odwzajemniła uśmiech kiwając mi dyskretnie głową w geście podzięki.
-Prawda? Uwielbiam ją. – powiedziała wesoło i wyciągnęła do mnie dłoń, żebym mogła się przyjrzeć ozdobie.
Jeju już lubie tą dziewczynę. Przypomina mi trochę Vic swoją odwagą.
Przyjrzałam się. Drobiazg był uroczy.  Spojrzałam na Harry`ego, który uśmiechał się do mnie tym razem w pełni co mnie niesamowicie uradowało.
Chyba szczerzę się jak idiotka, ale trudno. I tak mnie tu nie lubią, a przynajmniej znaczna część tego towarzystwa.
-Wiąże się z tym urocza historia, prawda Harry? – Gemma skinęła w stronę bruneta, który pokręcił z uśmiechem głową. Zrelaksowała go ta sytuacja.
-Powiedz, kochanie. – zachęciła ją do tego ta miła kobieta. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością. Czy naprawdę tylko my trzy ratowałyśmy tą sytuację?
-Raczej dziecinna historyjka, jakich wiele. Tak samo jak takich nic nie znaczących błyskotek. – ojciec Harry`ego nagle się odezwał.
Lekko mnie zamurowało.
Harry zresztą zareagował podobnie. Z tym, że jego oczy natychmiast opuściła radość, a brunet na powrót stał się obojętny i surowy.
Natomiast Gemma? W jej oczach zaczeły szaleć ogniki.
Ups.
Charakterek dziedziczny, widzę.
-Może dla Ciebie, tato. Dla nas to coś wyjątkowego. – powiedziała z wyczuwalnym sarkazmem.
-Wyjątkowo głupiego przywiązywania się do rzeczy jak do symboli. – prychnął ich ojciec. Zagotowało się we mnie.
-Nie od dziś wiadomo, że dla Ciebie tato, niektóre bardzo ważne rzeczy i symbole nie mają żadnego znaczenia. Nawiasem mówiąc, bardzo ładna obrączka tato, nigdy wcześniej jakoś jej nie widziałam. – jej wesoła odpowiedź okraszona niewinnym uśmiechem ociekała ironią. Robi się gorąco. Spojrzałam na dłonie ich ojca. Nie było żadnej obrączki. On sam zrobił się nieco czerwony i zacisnał szczęki ale zamilkł.
Dopiero teraz dotarł do mnie sens wypowiedzi Gemmy. Jej ojciec nigdy nie nosił obrączki, nawet dla głupich pozorów na uroczystości rodzinnej.
Przez twarz Harry`ego przebiegł uśmiech, natomiast ich matka wyraźnie się speszyła i starała się dyskretnie położyć dłonie na kolanach, żeby nie były widoczne. Oh.
Czyli przykład kochającego się małżeństwa?
Harry nie mówił co prawda, że byli kochającą się rodziną, ale z tego co widzę to ich relacje nigdy nie były jakoś specjalnie dobre.
-Hm, i jaka to historia? – ta miła ciocia zagadnęła żeby wyraźnie odejść od tej aluzji, którą wyczuli już wszyscy.
-Harry, zaczniesz? – Gemma uśmiechnęła się szczerze do bruneta, który był wyraźnie zaskoczony.
-Oh. – mruknął. Ścisnęłam lekko jego dłoń, żeby okazać mu moje wsparcie. Uśmiechnął się słabo. – Cóż, odkąd pamiętam, miałaś swojego ulubionego misia, którego dostałaś kiedyś na swoje czwarte urodziny. Nie rozstawałaś się z nim. Nazwałaś go Kleoś. Niewiadomo skąd przyszło Ci to do głowy ale uparłaś się. Zawsze z nim spałaś, a ja zawsze się z tego śmiałem. – ciągnął Harry. – Pojechaliśmy kiedyś razem na obóz na wakacje. Miałaś jakoś koło 12 lat. I wzięłaś Kleosia. Gdy wróciliśmy do domu okazało się, że go nie masz. Zostawiłaś go albo zgubiłaś. Mimo, ze byłaś już duża, to byłaś bardzo smutna, widziałem nawet jak płaczesz po kryjomu. Nie chciałaś innego bo to była po prostu pamiątka, nie chodziło Ci o zabawkę a o znaczenie.
-I kilka dni później dostałam od Ciebie bransoletkę z zawieszką z misiem, na której z tyłu jest zaznaczona literka ‘’K’’ jak Kleoś. – przerwała mu Gemma, mówiąc wesoło.
-Aaaw, to urocze. – ta miła kobieta uśmiechnęła się szeroko.
Harry tylko pokręcił głową z uśmiechem.
-Wzruszające. – prychnął ten wredny facet, na co Gemma drgnęła.
JAK NIC DZISIAJ OBYDWIE DAMY MU W RYJ.
- I po co wiara w te symbole, skoro tylko one zostają, w przeciwieństwie do tego co symbolizują? – wtrącił nagle ojciec Gemmy i Harry`ego.
-Mówisz o swoim małżeństwie a naszej rodzinie? – odparł z ironią Harry.
Atmosfera momentalnie maksymalnie stężała.
Jego tata już miał coś odpowiedzieć cały czerwony ze złości, ale babcia Harry`ego interweniowała.
-Pamiętam tego misia Gemmy, ona nawet do prania nie chciała go oddać! – zaśmiała się nieco nerwowo.
Ta miła ciocia z wujkiem roześmiali się nieco sztucznie.
-My też mieliśmy kilka takich śmiesznych symboli. Raz… - dziadek Harry`ego zagłębił się w opowieść z ich wspólnego życia, ja natomiast przeprosiłam cicho i poszłam do toalety. Potrzebuje oddechu. Czułam na sobie wzrok wielu osób.
Zamknęłam za sobą drzwi i od razu rozejrzałam się za oknem, które szybko uchyliłam by zaczerpnąć powietrza, które choć trochę by mnie zrelaksowało.
Wzięłam kilka oddechów i spojrzałam w lustro.  Dziwne, że ci ludzie jeszcze nie uciekają na mój widok.
Nagle usłyszałam, że drzwi do łazienki się otwierają.
W lustrze zobaczyłam twarz mamy Harry`ego.
O cholera.

*oczami Gemmy*
Cała aż trzęsłam się ze złości w środku. Mój tata zachowywał się strasznie. Za to wujek Michael?
Skończony…. UGH.
Co mnie najbardziej irytowało? Postawa mamy. Milczała jak zaklęta. Nawet gdy w grę wchodziły komentarze na temat jej małżeństwa.
Chociaż w sumie, może sama jest już na tyle świadoma tego jak wyglada nasza sytuacja rodzinna i jej małżeństwo, że nawet nie zaprzecza?
Było mi niesamowicie przykro, ze tata tak zlekceważył moje najlepsze i najważniejsze wspomnienia z Harry`m.
W naszej rodzinie nigdy nie było dobrze, może poza wczesnymi latami dzieciństwa mojego i Harry`ego. Ale od pewnego momentu aż do teraz jest strasznie.
Rodzice nie zachowuję się ani trochę jak małżeństwo.
Byli dla nas zawsze surowi. Często lekceważyli to, co dla nas miało wartość. Nie zauważali małych rzeczy, które sprawiały nam radość.
A gdy w końcu nadszedł czas tej sytuacji z Harry`m i Dylanem… Było już tylko gorzej. Mało tego, straciłam brata.
A to on był dla mnie najbliższy. Właściwie przez to, ze mieliśmy taki słaby kontakt z rodzicami (a może to oni z nami) to byliśmy bardzo blisko jako rodzeństwo. Zawsze staliśmy za sobą murem. Do czasu gdy Dylan nie namieszał mi w głowie a ja byłam zbyt głupia i zaślepiona by to zauważyć.
Dziadek zaczał opowiadać jakąś historię, żeby rozładować  napięcie a Julie wstała i wyszła do toalety. Nie dziwię się. W koncu to dla niej niełatwa sytuacja. Cieszę się, że Harry ją ma. Mam nadzieję, ze to poplątane życie rodzinne Harry`ego (i nie tylko rodzinne) nie zniechęci jej.
Nagle moja mama także wstała od stołu i ruszyła w kierunku, w którym przed chwilą udała się Julie.
O cholera.
Zauważyłam spanikowane spojrzenie Harry`ego, który zaczął się wiercić na krześle.
Wiem czego się obawiał. Ba, i nawet ma czego.
Posłałam tylko cioci Ruth, która dzielnie walczyła o milszą atmosferę przy stole ze mną i Julie, błagalne spojrzenie.
Zrozumiała mnie od razu i ruszyła w ślad mamy. Odetchnęłam. Harry jednak się nie uspokoił. Ale posłałam mu łagodne spojrzenie. Odpowiedział słabym uśmiechem.
JULIE, BĄDŹ SILNA.
*oczami Julie*
Momentalnie moje serce zabiło kilkanaście razy szybciej, o ile to w ogóle możliwe.
Uśmiechnęłam się do niej niepewnie i ruszyłam do drzwi pragnąć się stąd wydostać.
-Chciałam z Tobą porozmawiać. – zatrzymała mnie. Fuck.
-Hm, tak? – mruknęłam zestresowana jak nigdy dotąd. To będzie atak? Zrozumienie? A może : ,,Nikt Cię tu nie chce”. Albo co gorsza: ,,Nikt nie chce tu was”?
A może czeka mnie niespodzianka jak ze strony Gemmy?
-Nie spodziewałam się, ze Harry w ogóle się pojawi. Tymbardziej nie spodziewałam się, że przyjedzie z kimś.
Czekałam w napięciu na dalszy ciąg jej wypowiedzi.
-W każdym razie, Julie – wzięła oddech- nie znam Cię, nie mam nic przeciwko Tobie, ale dla własnego dobra, przemyśl lepiej to co robisz.
No dobra, zamurowało mnie. Jak mam to w ogóle rozumieć?
-Co Pani ma na myśli? – wydusiłam z siebie.
Westchnęła.
-Mówiłaś, że studiowałaś prawo. Jesteś młoda i masz przed sobą wszystko, wiele świetnych możliwości. A jesteś… Jesteś z Harry`m. – powiedziała i popatrzyła mi w oczy.
Chyba jestem głupia bo nie łapię o co jej chodzi.
-Nie rozumiem… ? – mruknęłam zdezorientowana.
-Obie wiemy jaki jest Harry. I sama chyba nie zaprzeczysz, że ma niesamowity talent do ściągania na siebie kłopotów. Nie oszukujmy się, nie jest zwykłym i przykładnym chłopakiem. Powiem tak: uważam, że popełniasz błąd będąc z nim, ściągasz tylko na siebie problemy. – mówiła wręcz z troską.
A mnie wbiło w ziemię. Naprawdę po to za mną przyszła? Żeby mówić mi, że powinnam zostawić jej syna?
Wezbrała we mnie złość. Jak mogła?
-I przyszła tu Pani za mną, żeby dać mi do zrozumienia, że nie powinnam zadawać się z Pani synem? – zapytałam ze złością.
-Posłuchaj, nie chcę tylko, żebyś żałowała swoich decyzji, zwłaszcza tych związanych z moim synem. Nie chodzi mi tylko o to, ile przykrości może Cię przez niego spotkać. Harry jest agresywny. Nie chciałabym, żeby jego agresja przełożyła się na Ciebie – zawahała się chwilę- o ile już się nie przekłada. – powiedziała ostrożnie, przyglądając mi się uważnie.
Teraz to przesadziła. Sugerowała, że Harry mnie bije?!
-Harry NIGDY by mnie nie skrzywdził. – powiedziałam ze złością.
-Teraz tak myślisz. Ja kilka lat temu  myślałam, ze nam swojego syna i też nie wpadłoby mi do głowy, że Harry mógłby być zdolny do niektórych rzeczy. A jednak.
-Źle go Pani ocenia. Nie zna Pani całej prawdy. – powiedziałam ostro.
-No to jesteśmy dwie. – westchnęła.
-Nie. – zaprzeczyłam  twardo.
-Harry powiedział Ci, dlaczego atmosfera tutaj jest taka a nie inna? – zapytała.
-Tak. – potwierdziłam od razu.
-Oh i sądzisz, że powiedział Ci prawdę? – zapytała wręcz z politowaniem.
-Tak, powiedział mi prawdę. – odparłam zdecydowanie. Westchnęła na moje słowa.
-Przestałam ufać mojemu synowi już dawno, gdy okazało się, że jest zupełnie inny, niż Harry jakiego znam. Myślę, że też powinnać przemyśleć kwestię swojego zaufania jemu. Dla własnego dobra.
-A ja myślę, że powinna Pani przemyśleć sprawę tego jak państwo go traktujecie. Bo NIKT na takie zachowanie ze strony własnej rodziny nie załużył. A zwłaszcza osoba niewinna, jaką jest Harry. Nie mówię, że był czy jest święty. Ale Państwo nie znają prawdy, a zamiast jej dociekać, wysłuchać wyjaśnień, od tak go państwo zostawili i się go wyparli. Tak postępują kochający rodzice? – mało mnie tam nie rozniosło.
- Kochający rodzice zainteresowaliby się tym, że ich córka jest z przestępcą. – odparła.
-Na szczęście Harry nim nie jest. – odgryzłam się.
-Najwidoczniej nie znasz go na tyle dobrze…-zaczęła, ale jej przerwałam.
-To świetnie, że Pani go tak dobrze zna.
-Zrobisz jak będziesz chciała. Chciałam Cię tylko prosić, żebyście w miarę możliwości, szybko stąd wyjechali. Harry… - chciała coś jeszcze powiedzieć, ale dołazienki weszła nagle ta miła ciocia Gemmy i Harry`ego.
Uśmiechnęła się do nas i odezwała się do mamy Harry`ego:
-Anne, Mary Cię szukała. – powiedziała uprzejmym tonem. Anne tylko popatrzyła na mnie wymownie i wyszła.
Odetchnęłam głęboko zbierając się w duchu do wyjścia z łazienki.
-Nie przejmuj się tym, co Ci nagadała. – kobieta powiedziała nagle patrząc na mnie ze współczuciem.
Chciałam coś powiedzieć, ale zamiast tego westchnęłam tylko.
-Mam na imię Ruth. – uśmiechnęła się promiennie i wyciągnęła dłoń w moją stronę.
-Julie. – odwzajemniłam gest.
-Mój mąż, siedział obok mnie, to Daniel. –powiedziała.
-Hm, dziękuję za… za to przy stole. – powiedziałam niepewnie.
-Nie ma za co kochanie. Cieszę się, że Harry ma Ciebie. Razem z jego dziadkami martwiliśmy się o to, że został kompletnie sam i cóż, zniszczy sobie życie.
-Dziękuję. I miło wiedzieć, że Harry nie ma tutaj tylko samych wrogów. – uśmiechnęłam się do niej słabo.
-Nie. Jestem chrzestną Harry`ego, a mój mąż jest chrzestnym Gemmy. Właściwie chyba tylko z nami i jego dziadkami Harry został w kontakcie. Gemma powiedziała mi jakiś czas po całym tym zdarzeniu z Dylanem jaka była prawda. Gdy ona sama się tego dowiedziała. Cóż to dość skomplikowana historia. Ale mam nadzieję, że kiedyś wpadniecie do nas razem z Harry`m i będziemy mogli porozmawiać w normalnych warunkach. – uśmiechnęła się do mnie życzliwie.
-Z przyjemnością. – odwzajemniłam uśmiech.
Wracaj już lepiej, pewnie Harry tam już umiera ze stresu co usłyszałaś od jego własnej matki. –powiedziała z ironią.
Westchnęłam tylko, podziękowałam jej za wsparcie i wyszłam toalety. Byłam spokojniejsza wiedząc, że nie wszyscy tutaj są przeciwko nam.
Najbardziej chyba uderzyła we mnie zaciętość rodziców Harry`ego, fakt, ze chcą nas stąd wygonić i te insynuacje jego mamy, że Harry mnie bije.
Przecież on nigdy by mnie nie uderzył. To znaczy, gdybyśmy byli razem.
Bo jesteśmy.
Znaczy teraz. Znaczy tak tylko przed nimi.

Cholera, chyba za bardzo się wczuwam w rolę dziewczyny Styles`a.
Gdy pojawiłam się przy stole, od razu napotkałam zaaferowany i zaniepokojony wzrok Harry`ego i Gemmy. Uśmiechnęłam się tylko do nich uspokajająco. Może i Gemmie to starczyło, ale za to Harry tak szybko jak usiadłam, tak szybko chwycił moją dłoń pod stołem.
-Wszystko okej? – szepnął do mnie zaniepokojony.
-Tak, Harry. – posłałam mu uspokajający uśmiech po raz kolejny.
-Chyba będziemy się zbierać…? – spojrzał na mnie pytająco.
-Jak wolisz, Harry, to twoja decyzja.
-Naprawdę chciałbym już wyjść. – powiedział spokojnie, chociaż widzę, że jest mu ciężko.
-W takim razie, wychodzimy. – ścisnęłam lekko jego dłoń i wstaliśmy od stołu.
Posłałam spojrzenie Gemmie, która szybko zrozumiała o co chodzi.
Ruszyliśmy w kierunku dziadków Harry`ego.
-Coś się stało? – zapytała nas jego babcia.
-Myślę, że będziemy się już zbierać, babciu. – powiedział Harry, uśmiechając się słabo.
-Harry…- zaczęła jego babcia, ale chłopak jej przerwał.
-Jest w porządku babciu, naprawdę. Po prostu już pójdziemy. Obiecuję, że odwiedzimy Was niedługo.
Oh, okej, Harry?
-Mamy taką nadzieję. – powiedział dziadek chłopaka, uśmiechając się do nas życzliwie.
Po kolei pożegnałam się z jego dziadkami tak jak on, zapewniając ich przy tym, że jeszcze się zobaczymy, chociaż nie mam zielonego pojęcia jak to ma się wydarzyć, ale okej.
 Nagle poczułam czyjeś delikatne dłonie na mojej talii.  Odwróciłam się.
-Poczekajcie na mnie, też chcę już wyjść. – Gemma pojawiła się obok nas.
-Gem, nie musisz… - zaczął Harry.
-Ale chcę. – dziewczyna wpadła mu w słowo.
Chłopak westchnął tylko.
-To my pójdziemy się pożegnać z ciocią Ruth  wujkiem  Markiem.
O tak, z nimi musze się pożegnać.
Już po kilku minutach znaleźliśmy tą dwójkę na tarasie.
-Ciociu, wujku,  my już wychodzimy. – powiedział Harry, całując ciocię w policzek i podając rękę wujkowi.
-Wpadnijcie do nas koniecznie, kochani, - powiedział Ruth całując mnie na pożegnanie.
-Na pewno. – zapewnił ją Harry.
Oh, tylko nie wiem kiedy i jakim cudem, Harry.
-Miło było Cię poznać, Julie. – uśmiechnęli się do mnie uprzejmie.
-Mi państwa także. – odwzajemniłam gest.
-Ruth, kochanie, Ruth. – zaśmiała się krótko.
Skinęłam tylko grzecznie głową i pożegnaliśmy się. Harry odetchnął głęboko gdy znaleźliśmy się już na zewnątrz i czekaliśmy przy samochodzie na Gemmę.
-Jak się trzymasz? – zapytałam go niepewnie. Gdy nie czułam już jego dotyku na mojej skórze, czułam się tutaj niekomfortowo. O ile w ogóle tą sytuację można nazwać komfortową w jakimś stopniu.
Anyways.
- Jest w porządku, Julce. – uśmiechnał się do mnie. – I to w dużej mierze dzięki Tobie. – puścił mi oczko.
Eh, czy smutny Harry czy nie smutny, to nadal Harry Styles.
-Jestem już. – Gemma pojawiła się obok nas. – I zabieram Was teraz do mnie, oszalałbym, puszczając Was od tak wolno. – zaśmiała się wesoło.
-Gem, spotkamy się, ale teraz naprawdę Tyl wrażeń i Julie pewnie też ma już dość…
-Proszę, Harry! – jęknęła dziewczyna, powodując momentalnie milczenie u Styles`a. Hoh, nie spodziewałam się że ktoś może mieć na niego taki wpływ.
-Ale… Julie… - zaczął, ale chyba sam nie był przekonany do tego, żeby odmówić.
-Julce, kochana, błagam, oddam Ci całe moje łóżko, wszystko co chcesz…- dziewczyna doskoczyła do mnie z ekscytacją ale powstrzymałam jej zapędy.
-Pewnie, nie mam nic przeciwko, możemy iśc do Ciebie. – uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-O Boże, kocham Cię, dziewczyno! – Gemma rzuciła mi się na szyję.
Znad jej ramienia zobaczyłam tylko wdzięczny, promienny uśmiech Harry`ego skierowany w moją stronę.
-Ty musisz kiedyś być jego żoną, nie ma innej pieprzonej opcji. – usłyszałam szept dziewczyny, skierowany tylko do mnie.
Zesztywniałam.
-Jedźmy! – zawołała wesoło puszczając mnie i kierując się do samochodu.
_____________________________________________________________
ZNOWU SPÓŹNIONAAAAAAA

moja twórczość? -----> KLIK

Helou Lejdis ♥

PISZĘ PARTOWCA Z NIALL`EM ALE CIIIII 

A jednak nie ma super wzruszającej rodzinnej zgody, ups 
Zaskoczone?
Więcej na temat DOKŁADNEJ sytuacji rodzinnej Harry`ego w następnym rozdziale :)
Jak wygląda wasze zdanie na temat zachowania rodziny? I kogo konkretnie?
Bo temu jednemu facetowi co się wtrącał co chwile to chya grupowo razem z Julce i Gemmą damy w ryj, nie? :D

A jak postać Gemmy? Lubicie?
A co sądzicie o zachowaniu Julie?
LET ME KNOW :3

DEDYKACJA:
Cóż, autorka ostatniego, 13 komentarza pod rozdziałem 25, rozłożyła mnie na łopatki :D 
ahahahah kimkolwiek jesteś, wiedz że KUWA LOVJU SO MUCH hahah wierz mi lub nie, ale dałaś mi motywację i wgl
YOU MADE MY DAY :D 

So specially for you dedykuję ten rozdział  :*


love you all
@awhniallable


niedziela, 26 października 2014

25. Alone Together


Dedykacja dla  Ady Siek i Milenki Lis ♥


*oczami Julie*
-Hm, za krótka, za długa,  do tej nie mam butów, do tej nie mam torebki, w tej wyglądam grubo, tej nie lubię, ta jest pechowa...

Przerzucałam zawartość mojej szafy w poszukiwaniu sukienki odpowiedniej na rocznicę ślubu dziadków Harry`ego, która była już jutro. Jak słowo daję, jeszcze dzisiaj będę musiała lecieć kupować jakąś kieckę.  Starałam się zignorować uczucie stresu, które już we mnie siedziało. Powtarzałam sobie ze ja nie mam się czgeo bać, że Harry ma gorzej, ale to nie sprawiało, że czułam się lepiej, wręcz przeciwnie.
Gryzło mnie też sumienie. Nadal nie powiedziałam Vic o Dylanie. Przecież ona też nie miała pojęcia o tym, że Dylan był człowiekiem Mike`a. 
Że nas okłamywał. 
Może i Vic jest wyluzowana i do wszystkiego podchodzi z dystansem i nie załamuje się byle czym. 
Ale jeśli w grę wchodzą tak bliskie osoby i kwestie zaufania, to takie sytuacje uderzają w nią dwa razy bardziej. 
Będzie mi miała za złe, ze dopiero teraz jej mówię, to na pewno. I wcale się nie dziwię, na jej miejscu byłabym wściekła.
W końcu wpadła mi w ręce kremowa, skromna sukienka. Bingo. Czarna marynarka, czarne szpilki i moja ulubiona kopertówka i będzie super.  NO W KOŃCU. 
Zadowolona z siebie zaczęłam się zastanawiać nad fryzurą i makijażem. 
Zadzwonił mój telefon.
Serce zabiło mi mocniej a stres powrócił gdy na wyświetlaczu zobaczyłam imię Dylan.
Cała drżąc odebrałam. 
-Halo? 
-Cześć Shawty. - usłyszałam jego wesoły głos. Mi w przeciwieństwie do niego, nie  było tak wesoło.
-Cześć Dylan. 
-Myślałem już, że coś Ci się stało z telefonem, bo nie odpisywałaś na smsy. 
-Mhm. - mruknęłam, co nie nadawało się na żadną odpowiedź ale nie dbałam o to. Teraz czułam tylko złość i żal.
Najwidoczniej zbiło go to z tropu bo zawahał się chwilę zanim mówił dalej.
-W każdym razie chciałem zapytać jak po weselu.
-Dobrze. - odpowiedziałam krótko. 
-Hm, nie jesteś zbyt wylewna. - zauważył. No brawo.
-No. - mruknęłam chłodno. - Ale za to masz pozdrowienia od Harry`ego Styles`a. 
Cisza z jego strony. 
 CZYLI TO JEST CHOLERNA PRAWDA.
 Cały czas miałam nadzieję mimo wszystko, że Harry się pomylił, albo że nie o tym Dylanie mowa, albo chociaż że to wszystko podkoloryzował. Teraz moja nadzieja zniknęła w całości.
-Oh, to ciekawe bo nie kojarzę gościa. Ale nieważne, też przekaż pozdrowienia, ktokolwiek to jest. - usiłował zabrzmieć wesoło ale nie wyszło mu. Albo wyszło, ale ja wiedziałam to wszystko jest fałszywe.
-Pewnie, przekażę. Gemmie też przekazać? - zapytałam gorzko.
Znowu cisza. Tak bardzo oczywiste.
-Teraz zapomniałeś języka w gębie? Nie masz pod ręką jakiegoś kłamstwa, które mógłybyś mi wcisnąć? - drążyłam.
-Julie... Nie wiem skad o tym wiesz i nie wiem ile wiesz ale...
-No właśnie w tym problem, że wiem wszystko Dylan. Albo nie, wiesz, największy problem jest w tym, ze nie dowiedziałam się tego wszystkiego od Ciebie. - wyrzuciłam.
-Julie, z Gemmą samo tak wyszło, nie spodziewałem się, że...
-SAMO TAK WYSZŁO?! - wpadłam w szał.
-Julie, byłem młody i głupi...
-Głupi byłeś na pewno! A ja jeszcze głupsza, że nic nie zauważyłam, że tak naprawdę pomagasz komuś takiemu jak Levine! 
Cisza. Ha.
-Tak, to też wiem, Dylan. Powiedziałam, wiem już wszystko. I zgadnij, co? NIE OD CIEBIE. 
-Julie, ja naprawdę...
-Nie, Dylan! Nawet jeśli kilka lat temu nie chciałeś mi o tym mówić, to teraz miałeś okazję, żeby pogadać ze mną szczerze. Pytałam dwa razy czy znasz Harry`ego. Zaprzeczyłeś. Nawet się nie zawahałeś. A skoro twierdzisz że to wszytsko minęło, że BYŁEŚ młody i głupi, albo to nie tak jak wygląda, to miałeś idealną okazję, żeby o tym ze mną porozmawiać. Nie zrobiłeś tego. 
-Bo zostawiłem to za sobą, teraz jestem....
-Kłamcą? Nie, Dylan, mylisz się. Kłamcą jesteś już od dobrych paru lat. I nic się nie zmienia. Poza moją łatwowiernością, z której mnie w tym momencie wyleczyłeś. Cześć, Dylan. - rozłączyłam się. 
Cisnęłam telefonem przed siebie. Odbił sie od mojego łóżka i leży na dywanie. Oddychałam szybko i cieżko. Cholera mam łzy w oczach. To jest cholerna prawda, 
Cudownie. Nie sądziłam nigdy, że zawiodę się na Dylanie. Nigdy.
Telefon zadzwonił. Imię Dylana na wyświetlaczu kuło mnie  w oczy. Szybko wzięłam telefon i zablokowałam jego numer. Mam dość kłamstw. 
Nie jestem teraz gotowa na rozmowę z nim, albo co gorsza kłótnię.
Gorzej, bo muszę sie zebrać w sobie by w końcu powiedzieć o wszystkim Vic,..

*dzień później*

Czuję się średnio po tak emocjonującym, jeśli można to tak nazwać tygodniu.  Ślub, Dylan, Harry… HARRY. 
Po wczorajeszej konfrontacji z Dylanem, Harry do mnie wpadł. Wiedział, ze coś jest nie tak, ale nie chciałam mu mówić o co chodzi. Zrozumiał i nie drążył. Zamiast tego... przytulił mnie. I powiedział, że niezależnie o co chodzi, ułoży się. 
Cholera, chyba nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam go lubić. Cóż, bardzo lubić. 
NIE WIEM. Po prostu nie umiem się określić. Harry`ego lubię jakoś.. inaczej. W dziwny i pokręcony sposób. Niby działa mi na nerwy jak nikt inny, miałam ochotę go zabić aż nienaturalnie często, ale go hm, lubiłam.
Lubiłam nasze droczenie się, jego głupie teksty a szczególnie te momenty gdy zamieniał się w tego szczerego Harry`ego.
Oczywiście po jego wyjściu wrócił smutek. I stres. Silniejszy bo nie tylko przed dzisiejszym dniem ale i przed rozmową z Vic. Oczywiście stchórzyłam i nic jej nie mówiłam. Nie mogę. Boję się jej reakcji. Na pewno długo będzie na mnie zła, że zwlekałam  tyle. Muszę odczekać i sama oswoić się z tym wszystkim.
Czułam stres przed dzisiejszym spotkaniem z rodziną Harry`ego. Właściwie, niewiadomo jaka będzie ich reakcja, nie wiem, czego się spodziewać. Pocieszam się tylko, że chociaż jego dziadkowie będą dla nas życzliwi. Zrobiłam sobie loki i makijaż. 
Spojrzałam na godzinę i momentalnie zestresowałam się jeszcze bardziej. Zostało pół godziny do przyjazdy Harry`ego. Przejrzałam się kontrolnie w lustrze, poprawiłam fryzurę i odetchnęłam głęboko. Nie wiem jak przeżyję drogę, padnę ze stresu. A to dobra godzina jazdy. Wrzuciłam do torebki lusterko i kilka kosmetyków w razie gdybym się rozmazała. Cholera, ręce mi się trzęsą! 
To co musi czuć Harry…
Uh.
Musze się wziąć w garść. Tym razem ja dzisiaj pełnię funkcję podpory. Muszę dać mu tyle wsparcia ile tylko się da.
Chyba stresowałam się nie tylko jego rodziną ale też jego osobą. Czułam się dziwnie biorąc pod uwagę, co działo się między nami ostatnio. Niby nic wielkiego ale w jakiś pokręcony sposób dziwnie się z tym czułam.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. O cholera, już?!
Szybko sprawdziłam czy mam wszystko i ruszyłam do drzwi.
-Hej Julce. – Harry uśmiechnął się nieco niemrawo. Jest zestresowany. Pierwszy raz widze go w takim stanie.
-Cześć Hazz. – powiedziałam łagodnie i przytuliłam go luźno chcąc go bardziej pocieszyć tym gestem niż powitać.
-Pięknie wyglądasz. – pochwalił dalej mając na ustach nieco smutny uśmiech.
-Dzięki. – mruknęłam czując rumieńce. Uh. 
Wsiedliśmy do auta i Harry ruszył. Przyjrzałam mu się. Jak zwykle robił na mnie wrażenie w garniturze. Zauważyłam, ze ma luźno i nieco krzywo założony krawat. Nie był też zrelaksowany, jak zwykle za kółkiem. Zaciskał nieświadomie dłonie na kierownicy. Co gorsza milczał, myślał. A kiedy się o coś martwisz to myślenie jest najgorszą rzeczą. Nakręcasz się jeszcze bardziej. Dlatego postanowiłam przerwać milczenie.
-Harry, nie martw się tak, będę tam z Tobą. – zaczęłam łagodnie.
Spojrzał na mnie, ale zaraz uciekł wzrokiem. 
Nadal nie mogłam się przyzwyczaić do tej niepewnej. Zestresowanej wersji Harry`ego. 
-Julce, jestem Ci wdzięczny, że chcesz mnie pocieszyć, ale naprawdę nie przestanę się denerwować. – mruknął. 
Westchnęłam. I tak będę próbować.
-Myślałam długo nad sukienką, wiesz? No bo w sumie taka okazja, przydałoby się wyglądać elegancko, ale tak no wiesz, spokojnie, jakby, nie byłam pewna co byłoby najlepsze, wahałam się nawet nad szpilkami, wiesz? – zaczęłam pieprzyć bez sensu co mi przyszło do głowy, żeby zająć jego myśli czymkolwiek, Nawet gdybym miała mu pieprzyć o tym, kiedy dostanę okresu.
To była przenośnia.
Zauważyłam, ze Harry kręci nieznacznie głową, ale uśmiecha się. W taki naturalny sposób. HA! KTO JEST MISTRZEM?
- Julie, to naprawdę miłe, ale serio? Będziesz mi opowiadać o problemach z wyborem sukienki? – zapytał wyraźnie rozbawiony.
-ALE DZIAŁA! – zauważyłam entuzjastycznie, czym znowu wywołałam jego uśmiech.
-Ty naprawdę potrafisz być urocza, jak akurat nie zajmujesz się wkurwianiem człowieka. – parsknął.
-Pffff. – założyłam ramiona na klatkę piersiową.
-Ale musze przyznać, że mimo tych wielkich komplikacji z wyborem sukienki, jak zwykle wyglądasz oszałamiająco. – powiedział po chwili ciszy z szerokim uśmiechem.
Wybuchnęłam śmiechem na te słowa. Ale Harry się trochę odprężył. 
Więc gadaliśmy o wszystkim i o niczym co chwilę śmiejąc się. 
Ale moment w którym włączyłam radio wygrał wszystko.
Zaczęliśmy się wydzierać do każdej możliwej piosenki, niezależnie czy znaliśmy tylko linijkę tekstu czy wszystko.
Gdy leciało This Is How We do, Katy Perry, wyjęłam z torebki maskarę i zaczęłam do niej śpiewać przy okazji robiąc dziwne miny i pozy. Pomińmy fakt że więcej się śmiałam niż śpiewałam. Ale Harry był cały czas uśmiechnięty i odprężony. Śpiewał razem ze mną wygłupiając się. Tak minęła nam cała droga. Dopiero gdy się zatrzymaliśmy zauważyłam, ze Harry znowu zaczyna się denerwować. Wysiedliśmy, podeszłam do niego od razu. Bez słowa poprawiłam mu krawat, żeby wyglądał tak jak powinien. 
-Uh, Julie, kurwa, uduszę się tak. – warknął niezadowolony. Poluzowałam delikatnie.
-Musisz wytrzymać. – powiedziałam cicho patrząc mu w oczy.  –Ej. – mruknęłam zaczepnie widząc jak omiata pośpiesznie wzrokiem parking pewnie w poszukiwaniu swoich rodziców. 
Zwrócił na mnie uwagę dopiero gdy  położyłam dłonie na jego policzkach. 
-Będzie dobrze, Harry, Jestem z Tobą, nie zostawię Cię. – powiedziałam dobitnie patrząc mi w oczy. On natomiast w błyskawicznym tempie zamknął mnie w silnym uścisku. Byłam nieco zaskoczona, ale oddałam uścisk. 
-Dziękuję, Julce. – wyszeptał w moje ucho. 
Rozluźnił uścisk i odetchnął głęboko. Ruszyliśmy w stronę kościoła. Uh, przynajmniej mamy tą pewność, że w kościele nikt nie zacznie nas wyganiać, wyzywać, czy coś.
Harry szedł jak na ścięcie, mimo że dla kogoś obcego mógł wyglądać na obojętnego i silnego. Złapałam go za wolną dłoń i ścisnęłam lekko. 
Harry  był wyraźnie zaskoczony, ale uśmiechnął się do mnie i też ścisnął moją dłoń. Ulga.
Nie przemyślałam dokładnie tego ruchu. Harry trzymał w drugiej dłoni bukiet kwiatów i mały prezent. O cholera, wchodzimy. 
Uścisk Harry`ego się nieco zacieśnił gdy szliśmy do jednej z ławek. Nie było wielu ludzi. Ale momentalnie wszystkie oczy spoczęły na nas. Przeklęłam się w myślach za założenie szpilek, które stukotały zamiast balerinek. Cholera. Starałam się wyglądać naturalnie i w miarę przyjaźnie, ale sądząc po minach zgromadzonych, to będzie ciężki dzień. Harry był silny, miał obojętny wyraz twarzy. Niektórzy byli wyraźnie zaskoczeni. Ciężko powiedzieć czy obecnością Harry`ego, że tym, ze towarzyszyłam mu ja. 
Szybko zauważyłam dwie twarze wyróżniające się mimiką. Byli wyraźnie zadowoleni. Starsza kobieta i starszy mężczyzna, szeroko uśmiechnięci i wpatrzeni w nas. To pewnie jego dziadkowie. Od razu się do nich lekko uśmiechnęłam. Zauważyłam ze i Harry się rozpogodził i nieco odprężył. Usiedliśmy sami w ławce i cierpliwie znosiliśmy te wszystkie spojrzenia do rozpoczęcia ceremonii. Miałam łzy wzruszenia w oczach, podczas odnawiania przysięgi. Cudowna miłość. I to pięćdziesiąta rocznica. Mnóstwo czasu. Nawet nigdy nie marzyłam, żeby obchodzić coś takiego.
Harry też wydawał się być poruszony. Wiedziałam, ze pod maską tego seksownego i pewnego siebie Harry`ego Perfekcyjnego Styles`a kryło się dobre i wrażliwe na uczucia innych serducho.
Gdy ceremonia się skończyła i ustawiła się niewielka kolejka z prezentami i kwiatami, spokojnie stanęliśmy z boku, na końcu. Zauważyłam,  że wszyscy jak na razie trzymali dystans, tylko jedna, młodo wyglądająca dziewczyna, w sumie może trochę starsza ode mnie patrzyła na nas wyjątkowo długo i z wyraźnym poruszeniem. Chociaż ciężko było powiedziec jakiego rodzaju było to poruszenie.
W końcu nasza kolej. Harry puścił na chwilę moją dłoń.
-Harry! – powiedziała wzruszona kobieta i rzuciła się na szyję Hazzie. Od razu objął ją i tulił. Jejku. Jego dziadek zrobił po chwili to samo, a jego babcia już przyglądała mi się z szerokim uśmiechem na twarzy. Ten uśmiech z dołeczkami jest chyba dziedziczny.
Odwzajemniłam szczerze uśmiech.
-Babciu, dziadku, to jest Julie. – Harry położył luźno dłoń na mojej talii.
-Miło mi, wszystkiego najlepszego. – powiedziałam przyjaźnie, ale nie zdążyłam jeszcze skończyć zdania a kobieta już mnie przytulała. Byłam nieco zdezorientowana ale odwzajemniłam uścisk.    


-Miło Cię poznać kochanie, pokaż mi się. – odsunęła mnie delikatnie i przyjrzała mi się. – Jejku, jestes śliczna, skarbie. – uśmiechnęła się szeroko.
-Dziękujemy, ze również przyjechałaś. – jego dziadek luźno mnie uścisnął. 
-Nie chwaliłeś się Harry. – kobieta nie przestawała się uśmiechać. – Więc to jest twoja dziewczyna. – powiedziała wyraźnie podekscytowana.
-Właściwie… - zaczął cicho Harry, ale wpadłam mu w słowo.
-Tak. – rzuciłam bez zastanowienia. Tak, własnie potwierdziłam, ze jesteśmy w związku. Harry był zszokowany. Witaj w klubie Hazz.
Po co to zrobiłam? Chyba chciałam mu dać wsparcie i…
NO DOBRA, NIE WIEM CZEMU TO ZROBIŁAM.
-Cudownie! Bardzo się cieszę, że przyjechaliście razem. – jego babcia była przeszczęśliwa. – Mam nadzieję, ze zostaniecie na przyjęciu. 
Harry`emu zrzedła mina.
-Babciu, nie wiem czy to jest… -zaczął, ale dziadek mu przerwał.
-Harry, to dla nas ważne, żebyś był z nami. Nie przejmuj się resztą. Jestes tu dla nas. – powiedział.
Harry niepewnie na mnie spojrzał. Dałam mu nieme potwierdzenie. 
-No dobrze, ale na krótko. – mruknął niepewny swoich słów. 
-Dziękuję, Harry. – kobieta miała łzy w oczach. 
-Pięć minut drogi stąd jest restauracja, gdzie odbędzie się przyjęcie. – powiedział dziadek. Harry skinął głową.
-Jejku, pięknie razem wyglądacie. – powiedziała podekscytowana babcia. Harry uśmiechnął się pod nosem, widziałam to. Ja sama też nie powstrzymywałam uśmiechu. Byłam wdzięczna za to, że dziadkowie Harry`ego, szli zaraz obok nas, jakby gotowi do obrony naszej dwójki przed resztą. Wyszliśmy z kościoła. Przyjrzałam się wszystkim. Chyba poznałam mamę Harry`ego. Tak myślę. A ta dziewczyna, która się nam przyglądała to chyba jego siostra. Wnioskując po tym, że mama Harry`ego szeptała coś na ucho mężczyźnie, to chyba jego ojciec. Szybko wsiedliśmy do samochodu. Czułam ulgę, ze nikt nas nie zaczepił.
Harry odetchnął głośno, ale był wyraźnie szczęśliwy, że widział dziadków.
-Dziękuję Julie. – spojrzał na mnie uśmiechając się,
-Nie masz za co. – odpowiedziałam uśmiechem.
-Mam. Nie wiem też dlaczego nie zaprzeczyłaś, ze jesteśmy razem, ale za to też dziękuję, babcia jest przeszczęśliwa. –aż promieniał.
-Ja też nie wiem czemu to zrobiłam. – mruknęłam bardziej do siebie, spuszczając wzrok. 
-Nie powiedziałem, ze to źle. – ruszył.
Oh.
Po kilku minutach już parkowaliśmy.
Kolejny głęboki wdech i wysiedliśmy, Harry ponownie złapał moją dłoń.
Im bliżej byliśmy do wejścia i tych ludzi, tym atmosfera gęstniała. Z każdym krokiem. 
Zatrzymaliśmy się zachowując mały dystans, żeby oni weszli pierwsi. Rodzice Harry`ego (jak mniemam) chyba sami nie byli przekonani, co powinni zrobić. 
Znowu tylko ta dziewczyna patrzyła na nas dziwnie. Ale weszła za resztą. To pozbawiło mnie reszty nadziei i szacunku do jego rodziny. Widziałam ile bólu sprawiało ich zachowanie Harry`emu. Ścisnęłam jego dłoń i lekko pociągnęłam w kierunku wejścia. Niechętnie poddał się i weszliśmy. Tak szybko jak weszliśmy tak samo nagle pod wpływem czyjegoś nacisku znaleźliśmy się w zakątku korytarza. 
Co się dzieje?
Naprzeciwko nas stała ta dziewczyna. Mierzyła się przez chwilę wzrokiem z Harry`m, aż nagle się odezwała. 
-Nie powinno Cię tu być, Harry. – jej głos się załamał. I nagle ni z tego ni z owego wpadła w ramiona bruneta. Chłopak był zaskoczony tak samo jak ja ale zaraz mocno ją przytulił. Widziałam jakie emocje targały tą dwójką.
 -Gemma… -usłszałam zduszone mruknięcie Harry`ego.
-Hazz… - szloch dziewczyny. 
O mamo. 
W końcu dziewczyna się nieco odsunęła i spojrzała na mnie,posyłając mi uśmiech przez łzy. Po jej policzkach ciekł tusz. 
-Harry, to nie jest dobry pomysł, zebyście tam wchodzili…
-Dziadkowie mi nie wybaczą, muszę to zrobić dla nich. – wychrypiał Harry. – Gemma, ty… Ty tez mnie nienawidzisz? – ledwo to powiedział.
-Jezu, Harry, nie. – jęknęła dziewczyna. – Po prostu… Nie mogłam mieć z Tobą kontaktu, ja… Sama nie wiedziałam co myśleć, ale… tęskniłam Hazz, tak bardzo. – jej głos przechodził w szept. – Ale było za późno, wyjechałeś i… 
Brunet ponownie zamknął ją w ramionach. A ja dalej stałam jak kołek. 
-Przepraszam Harry. – wyjąkała dziewczyna.
-Cśś. – mruknął, głaskając ją po plecach. Dziewczyna uwolniła się z uścisku.
-W ogóle, jestem Gemma, przepraszam, że się nawet nie przywitałam z Tobą. – jęknęła uśmiechając się przez łzy do mnie. 
-Nic się nie stało, jestem Julie. – odpowiedziałam łagodnie i uśmiechnęłam się.
Dziewczyna wyciągała dłoń, ale nagle mruknęła tylko:
-Pieprzyć to, jesteś dziewczyną mojego Harry`ego! – i porwała mnie w ramiona. Chyba rodzinne u nich jest takie przytulanie z  nie nacka.
Odwzajemniłam uścisk, widziałam uśmiech Harry`ego.
-W ogóle Jezu, jak ja wyglądam, co ja teraz zrobię. – jęknęła gdy już mnie puściła, podeszła do wiszącego lustra. – o mój Boże, co teraz!
-Umm… - mruknęłam wyciągając z torebki chusteczki i małą kosmetyczkę.
-Rany, Hazz, trafiłeś na anioła! – rzuciła i podziękowała  mi. Szybko się poprawiła.
Harry w tym czasie zbliżył się do mnie i objął mnei luźno w talii. Uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco.
-Teraz najgorsze, Hazz. – mruknęła smutno Gemma. 
-Wiem. – odparł. Dziewczyna jeszcze nas przytuliła krótko, skinęła głową i ruszyła na salę.
-Jestem z wami. – powiedziała tylko. Harry wziął oddech.
-Gotowy? – zapytałam nieśmiało. On pokręcił przecząco głową, ale złapał moją dłoń i ruszył. 
O mój Boże.
_________________________________________________________
heeej :3
zacznijmy od dedykacji.
Dla Milenki i Ady, którym chcę bardzo bardzo bardzo podziękować, bo zawsze komentują te moje wypociny, wspierają mnie i naprawdę mobilizują c;
DZIĘKUJĘ WAM, naprawdę ♥
 no kurde, kocham Was :*
zapraszam na bloga mojej Agnes. http://dont-you-say.blogspot.com/
 #potwierdzoneinfo: JEJ ONE SHOTY TO JEST KUWA ŻYCIE

soł polecam zdecydowanie, pisze świetnie ♥

co do rozdziału: pisało mi sie całkiem fajnie więc mam nadzieję, że nie jest źle :) 
no i w sumie tyle, pozdrawiam i życzę fajnego tygodnia kochane ♥

KOMENTARZE MOBILIZUJOOO 
awhniallable


czwartek, 16 października 2014

24. High For This



Dedykuję Nutellada i Olaaa ♥
dziękuję, że dajecie o sobie znać
dostałam dzięki Wam kopa w tyłek i się zmotywowałam ♥


*oczami Julie*
Stałam spięta z tymi wszystkimi ludźmi czekając aż ta cała zabawa się skończy. Nawet nie bardzo wiem o co chodzi w tej zabawie.
Świetna ze mnie drużba, nie ma co. O cholera.
Nie mogę się upić. A przynajmniej musze zostać chociaż trochę przytomna i myśląca. UGH.
Ale potrzebuję alkoholu, chociażby w małej ilości. Ale potrzebuję. Teraz.
Ludzie, kończcie, błagam.
Spróbowałam się skupić na tym, co się dzieje wokół. Trzy pary na środku parkietu w centrum uwagi bawiły się świetnie biorąc udział w tych konkurencjach. Po lewo Niall i Lucy co chwilę wybuchali śmiechem, podobnie zresztą jak ludzie wokół mnie.
Przeklinałam w duchu fakt, że Vic jest chora i nie może tu dzisiaj być.
Do Lucy teraz nie podejdę, nawet nie będę jej w takim dniu zawracać głowy moimi problemami. Nagle napotkałam niewiadomo skąd wzrok Harry`ego. O kurwa.
Jak najszybciej się dało odwróciłam wzrok i zaczęłam się przedzierać przez ludzi starając się wtopić w tło. OHHHH.
Czemu ja zawsze muszę mieć takie problemy? Co ja mam teraz zrobić? Może udawać, że nic się nie stało?
Nie, bez alkoholu tego nie uniosę. Wemknęłam się do kuchni. Nie było nikogo widać więc złapałam butelkę alkoholu. Szybko odkręciłam wzięłam dużego łyka. Gdy tylko przełknęłam, od razu się skrzywiłam. Cholera, o soku już nie pomyślałam. Ale jest nieco lepiej, lżej.
-Hm, myślę, że sok Ci się przyda. – usłyszałam nagle za plecami obcy głos,. Aż podskoczyłam. Za mną stał ten uroczy kelner z sokiem w dłoni.
-O Boże… - jęknęłam, w sumie nie wiem czy jeszcze z szoku, gdy mnie przestraszył czy z ulgi, że mam popitkę.
Wzięłam sok od chłopaka, który patrzył na mnie wyraźnie rozbawiony.
-Dziękuję. – rzuciłam po dużym łyku, który przyniósł ulgę.
-Nie ma sprawy. – rzucił z uśmiechem i przysiadł na blacie przede mną.- Ale wydaje mi się, że tam przy stole też mogłabyś się napić, nie musisz się tu chować.
-Ludzie stoją na parkiecie, a ja muszę się rozluźnić TERAZ. – mruknęłam i pociągnęłam jeszcze jeden mały łyk, który popiłam sokiem.
-Czyli mówisz, że ciężka noc przed tobą? – zapytał przyglądając mi się z uśmiechem.
-Nawet nie wiesz jak. – prychnęłam znowu biorąc łyk. Czułam się już nieco bardziej rozluźniona i było mi ciepło. Aż za ciepło. Jeszcze dwa i wystarczy, tak.
-Jestem Paul. – wyciągnął dłoń w moją stronę.
-Julie. – uścisnęłam lekko jego dłoń.  Kolejny łyk. – Uh, już lepiej. – mruknęłam usatysfakcjonowana z działania alkoholu.
-Podobno na problemy najlepszy jest alkohol, czekolada i seks, jak widać coś w tym jest. – zaśmiał się.
Ostatni łyk.  Sok. O, jak dobrze,
-Mojej ulubionej czekolady tu nie widzę, nie mam czasu na zaciagnięcie Cię do łazienki na szybki numerek więc jak widzisz, został mi alkohol. – wzruszyłam ramionami.
Chłopak odpowiedział śmiechem.
-Szkoda, że nie masz czasu. – puścił mi oczko. Ups, czyżbym się zapędziła przez to moje ,,rozluźnianie”?
-Dobra, dzięki za wszystko Patrick, ja lecę. – puściłam mu buziaka i odwróciłam się w stronę drzwi. Byłam totalnie zrelaksowana. Nie czułam się specjalnie pijana, chociaż chyba troszkę mnie wzięło. To dobrze. Byle tylko nie za bardzo.
-Paul. – zachichotał chłopak.
-Hm? – mruknęłam odwracając się z jedną ręką na drzwiach,
-Mam na imię Paul, nie Patrick. – uśmiechnął się szeroko.
-Paul, okej, to cześć Paul. – pomachałam mu i wyszłam na salę, gdzie powitała mnie muzyka i śmiechy. Miałam ochotę się wybawić z tymi wszystkimi ludźmi. Kontrolnie zajrzałam do łazienki by sprawdzić swój stan. Nie jest źle. Moje źrenice były trochę rozszerzone, ale biorąc pod uwagę oczy gości na weselach, nie wyróżniałam się z tłumu ani trochę.
Energicznym krokiem wróciłam na salę.
-Shawty, kochanie zatańcz ze mną! – nagle na mojej szyi uwiesił się Liam. Oj, Payne zaszalał.
-Gdzie masz Sophię? – zapytałam.
-Bawię się z nią w chowanego. – zachichotał. – Bo mówi mi, ze jestem pijany, wyobrażasz sobie? Ja? – oburzył się dalej wisząc na mojej szyi.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-Payno, ale się uchlałeś, stary ! – Louis uratował mnie, ściągając Liama z mojego ramienia.
-LOUUUUIIIIIEEEE! – Payne zareagował bardzo entuzjastycznie na przyjaciela wywołując u naszej dwójki śmiech.
-Sophia go szuka. – powiedziałam do Tomlinsona, a on już wiedział co robić. Jednak nawet teraz nie dotarłam do stołu. Jakiś wujek Niall`a porwał mnie do tańca i nie odstąpił na dwie piosenki.
Jeśli wcześniej się dobrze bawiłam, to teraz bawię się zajebiście.
Po wujku Niall`a, tańczyłam z kuzynem Lucy przez bite pół godziny, potem z Zayn`em i Geo. Właściwie to w pewnym momencie przestałam się orientować z kim tańczę poza osobami, które znam.
W każdym razie w końcu gdy dotarłam do stołu, zerknęłam na godzinę.
2:30.
Tak trochę długo sobie potańczyłam.
Nie czuję się pijana. Ale w każdym razie teraz cała panika na samą myśl o Harry`m wydaje mi się po prostu śmieszna. Ja zachowałam się śmiesznie. Jak idiotka.
-Julce! Zatańcz ze mną! – Lucy rozbawiona ni z tego ni z owego pojawiła się obok mnie. Aż miło było popatrzeć na taką rozpromienioną Lucy.
Od razu wstałam i już szłam z nią na parkiet. Leciała akurat skoczna piosenka więc od razu zaczęłyśmy się bawić, wygłupiałyśmy się i szalałyśmy mimo kamery co jakiś czas przewijającej się po nas.
Właściwie, kaleczyłyśmy wszystkie możliwe tańce z fałszowaniem i złaczyłyśmy to w jedno. Tak tylko my potrafimy. No i my i Vic, oczywiście.
~*~
Dochodzi czwarta. Już dawno jestem bez butów. Po tańcach z Lucy i Niall`em i chłopakami nie wytrzymałam dłużej w tych szpilkach. Cóż, spora część gości bawiła się hm, bardzo, bardzo dobrze. Wesoło im, to na pewno. Liam jak padł jakiś czas temu, tak w końcu został w którymś z pokojów na górze z Sophią.
Niall i Lucy byli weseli aczkolwiek trzeźwi. Właściwie to ja, para młoda, rodzice i wszyscy starsi ludzie, kierowcy i dzieci byliśmy trzeźwi. Reszta albo już spała w pokojach na górze, albo bawiła się na parkiecie, albo śpiewała przy stołach gadając już kompletne głupoty, albo siedzieli na zewnątrz. Też muszę się przewietrzyć, zdecydowanie. Wyszłam.
Znalazłam wolną ławkę i usiadłam. Była nieco dalej od budynku, co powodowało nieco ograniczoną widoczność, ale było idealnie. Chłodna noc, troche alkoholu w moich żyłach na rozluźnienie i muzyka z daleka.
- Shawtaaayyy – podskoczyłam w miejscu ze strachu na dziwne przeinaczony dźwięk mojej, hm ksywki.
Jedyne co zobaczyłam to wysoka sylwetka, na pewno męska. Loki.
Oh, Styles.
-Harry.
Usiadł obok mnie. Czuć było od niego woń alkoholu. Mi przeszła już faza paniki z tym, co się stało a raczej co się nie stało. To nic wielkiego więc nie ma czym się przejmować. Teraz jestem tylko zła na niego. Już po tym jego Shawtay, można się domyślić, że zbyt trzeźwy to on nie jest. Co on sobie myśli? Nie tylko ja pełnię tu rolę drużby, więc chyba do cholery przydałoby się, żeby był przytomny.
-Uciekłaś mi,,, I to aż DWA razy! – wymamrotał pokazując mi uniesione trzy palce. Tak bardzo typowe.
Wywróciłam oczami.
-Harry, idioto nie zapomniałeś przypadkiem, że twoją rolą na tym weselu jest wyjątkowo coś więcej poza nawaleniem się w trzy dupy? – złość na jego głupotę wzbierała we mnie coraz bardziej.
-Nie jestem nawalony, kochanie. – burknął, rozkładając się na całej ławce, zarzucając ramię za mnie.
-Jesteś nieznośny Styles, naprawdę. – warknęłam ze złością.
-Ty też Shawty. – mruknął.
-Słucham?! – myślałam że się przesłyszałam.
-Nie słucham bo Cię…
- STYLES! – wpadłam mu w słowo, czym najwyraźniej go rozbawiłam bo zaczął chichotać.
-Uciekasz, Julie. Cały czas uciekasz. – wymamrotał z zamkniętymi oczami.
-Niby przed czym?
-Przed wszystkim. – wzruszył ramionami dalej nie otwierając oczu.
-Co ty o mnie wiesz. – prychnęłam.
-Więcej niż Ci się zdaje. Cały czas uciekasz. Przed prawdą, przed poważnymi decyzjami, przed porażką, ale jednocześnie przed szczęściem, z którego rezygnujesz ze strachu. Przede mną.  – wymieniał nie śpiesząc się.
-Jeszcze jakieś błyskotliwe uwagi? – wywróciłam oczami.
-Jesteś wkurwiająca. – mruknął i w końcu otworzył oczy.
-I kto to mówi. – prychnęłam.
-I cholernie gorąca. – popatrzył na mnie, Oh, proszę.
Teraz to się wkurzyłam.
-Nie wytrzymam z Tobą! Jesteś niemożliwy! Z Tobą się nie da, po prostu…
-.. Piękna… - wpadł mi w zdanie jeszcze bardziej mnie irytując.
-… SIĘ NIE DA Z TOBĄ WYTRZYMAĆ, zawsze masz najwięcej do powiedzenia, wyobrażasz sobie, że jesteś pępkiem świata i …
-…Za dużo gadasz. – po raz kolejny mi przerwał mało co nie doprowadzając mnie do istnego szału.
-…I myślisz, że jesteś fajny, nie kurwa, nie jesteś, jesteś irytujący, żałosny, zapatrzony w siebie… - nagle straciłam dopływ powietrza i możliwość mowy przez usta Styles`a
O CHOLERA JASNA. Czułam posmak alkoholu na moich ustach, gdy Harry przyciskał je do moich warg.
To co dzieje się teraz w mojej głowie to istne szaleństwo. A jednak, mój mózg przegrał bitwę. Przecież jest pijany, nie będzie tego pamiętał.  Zamknęłam oczy i poddałam się Harry`emu, który w tym samym momencie, gdy poczuł, że zaczęłam odwzajemniać pocałunek, zaczął mnie czule całować, tak jak powinien. O mój Boże.
Mimo smaku alkoholu, chciałam więcej. Mógłby nie przestawać. Tak szybko jak to pomyślałam, tak szybko oderwałam się od niego.
Widziałam tylko jego lśniące oczy, co było winą dużej ilości alkoholu i słabego światła księżyca i świateł.
Oddychałam szybko, serce mi waliło młotem.
Co teraz zrobić? O mamo.
Wstałam szybko z ławki i ruszyłam przed siebie.
-Znowu uciekasz! – usłyszałam jego bełkotliwy krzyk za plecami, ale nie zareagowałam. Weszłam do lokalu oddychając głęboko.
Całowałam się ze Stylesem.
Całowałam się ze Stylesem.
Całowałam się… O BOŻE.
Nadal czułam jego usta dotykające moich. Cholernie mi się podobało.
Ale to chyba niedobrze.
UGH. Czy ten dzień może być jeszcze bardziej pokręcony?
I czemu nie ma tu Vic? CZEMU?
Ona wiedziałaby co robić. Oddychaj, Julie.
Całowałam się ze Stylesem. Podobało mi się. Ale on jest pijany. Nie będzie nic pamiętał. Prawda?
Czemu takie rzeczy zawsze muszą przytrafiać się mnie? No czemu?
Moje serce nadal biło w przyśpieszonym tempie. W ogóle po co ja odwzajemniałam ten pocałunek? No po cholerę?
Jestem pijana. Tak, na pewno jestem pijana, albo chociaż trochę wstawiona.
-Julce, gdzie ty tak znikasz? – nagle pojawiła się przy mnie uśmiechnięta Lucy.
-Lucy, zabij mnie. – jęknęłam.
-Co jest, Julie? – spoważniała i poprowadziła mnie na bok.
-Jestem pijana, prawda? – zapytałam z nadzieją.
Spojrzała na mnie nic nie rozumiejąc.
-Na pewno coś piłaś, ale na jakoś specjalnie pijaną nie wyglądasz. – powiedziała wahając się.
-Cholera. – mruknęłam pod nosem.
-Julce, co się stało? – drążyła.
-CałowałamsięzeStylesem. – wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu zaciskając powieki, jakby to miało sprawić, że to wspomnienie zniknie.
Chwila ciszy. Powoli otworzyłam oczy. Lucy patrzyła na mnie zszokowana.
-Czy ja dobrze słyszałam i całowałaś się… - nie zdążyła dokończyć bo wpadłam jej w słowo.
-TAK. – jęknęłam, nie chcąc słyszeć jeszcze raz tego zdania.
-Wow. – powiedziała tylko Lucy.
-Lucy. – jęknęłam bezradnie.
-JEZU JULCE NO W KOŃCU! – pisnęła nagle brunetka. Co? – Wiedziałam, że to wasze droczenie się i dokuczanie sobie nawzajem się w końcu kiedyś tak skończy! – jest wyraźnie ucieszona.
Przepraszam, CO?
-Lucy, co ty pieprzysz?
-Julce, w czym problem?
-Jak to w czym? – dostawałam jakiejś histerii wymachując rękoma. – We wszystkim! Ja? Styles? Boże, Lucy! Między nami nic nie ma! A on jest pijany! – wyrzucałam z siebie słowa, jednocześnie żywo gestykulując. Nie mogłam nad sobą zapanować, cała frustracja ze mnie uchodziła.
-Julce. – Lucy położyła dłonie na moich ramionach. – Harry jest pijany? W sensie, nieświadomy tego że się całowaliście?
-Chyba tak, myślę, ze tak. Raczej tak. TAK. - jęknęłam.
-Ale… Podobało Ci się? – spojrzała mi w oczy.
-Lucy na litość boską jakie to ma znaczenie?! Co jeśli on będzie to pamiętał? I wyśmieje mnie, bo powie że to tylko pijacki wybryk?
-Julie. Uspokój się. Za dużo myślisz i niepotrzebnie się nakręcasz. Tymbardziej, że Harry dzisiaj na pewno nie będzie w stanie wejść samemu po schodach.
-Uh, ale jak ja mogłam być tak głupia… - jęknęłam bezradnie.
-Lubisz Styles`a, podobało Cię i tyle. – puściła mi oczko.
-Przestań. – zgasiłam ją.
~*~
-No mówię Ci, skopali! A ten co stał na obronie to ciota, jak większej nie ma. – słyszałam głos Harry`ego z salonu.
Ja sama byłam w kuchni z Lucy, szykując wszystko na grilla.
Od wesela minęły dwa dni. Harry zachowuję normalnie. Wydaje się nie pamiętać nic z wesela. Ani pocałunku ani nawet tamtej sytuacji.
Dziwi się bo nie pamięta też połowy zdjęć, na których jest. Cóż.
Właściwie to się z tego cieszę. Trochę dziwnie się czuję w towarzystwie Harry`ego, ale cieszę się, że nie pamięta.
Ogólnie nadal jest strasznie irytujący, ale też lubię z nim rozmawiać. Wczoraj obgadaliśmy szczegóły wyjazdu na rocznicę ślubu jego dziadków.
Swoją drogą na samą myśl panikuję, nie mam pojęcia jak to będzie.
O pocałunku wie tylko Lucy, na szczęście nie wraca do tego tematu.
Zbieram się żeby powiedzieć o tym Vic, ale boję się jej reakcji. Przecież Vic to Vic. Mało tego, ona jeszcze nie wie że jadę ze Styles`em na rocznicę ślubu jego dziadków więc już w ogóle dostanie świra.
Po weselu dostałam też smsa od Dylana, pytał jak się bawiłam. Jednak nie odpisałam.
Nadal jest mi cholernie przykro, że mnie okłamał i nadal nie mam pojęcia jak rozwiązać tą sytuację. Jak mu powiedzieć, że znam prawdę. Jak się zachować.
 Czyli normalka u Julie Blackburn.
~*~

-Fajna kiecka, Shawty. Trochę za grzeczna, ale fajna. - Vic zdjęła wieszak z moją sukienką uszykowaną na wyjazd z Harry`m i podeszła do lustra, przykładając sukienkę do swojego ciała. 
-Dla Ciebie każda długość do kolana to za duża długość, Vic. - zaśmiałam się.
-Mam tylko nadzieję, że w tej kiecce nie idziesz na imprezę bo po pierwsze - odwróciła się w moją stronę- nie zaprosiłaś mnie , po drugie : w tej długości narobisz sobie wstydu na imprezie. 
wywróciłam oczami. 
-Vicky, wyobraź sobie, że imprezy nie istnieją tylko w typowych klubach, gdzie nie spotyka się dziewczyny w sukience dłuższej niż do połowy uda. 
-A co, wybierasz się ,,imprezowy" obiad do babci? - prychnęła i rozłożyła się na łóżku.
-Vicky! - rzuciłam w nią poduszką na co zareagowała śmiechem. 
-No żartuję! Ale tak serio, wybierasz się gdzieś? Bo dawno Cie w niej nie widziałam więc to chyba jakaś okazja? Randkaaa? - ostatnie słowo przeraźliwie przeciągnęła zagryzając wargę. 
-Nie kochanie, nie randka. - prychnęłam. 
Kurczę, chyba czas jej powiedzieć. O mamo.
-No więc? 
-Jadę na rocznicę ślubu dziadków kolegi bo mnie poprosił. - mruknęłam. 
-KOLEGI? - doskoczyła do mnie. - Zaraz, ślub dziadków? No to, rzeczywiście, romantyk Ci się trafił. - zakpiła. 
-To tylko przysługa, nic więcej. 
-Dobra, dobra, kto to? - dźgnęła mnie lekko palcem w bok. 
-Noo... - zająknęłam się. - Harry.  
Chwila ciszy. Spojrzałam na nią. Patrzyła na mnie przez chwilę. Chciałam już coś powiedzieć, ale mnie uprzedziła i wybuchnęła śmiechem. 
Co?
-Nie wierzę! -parsknęła dalej chichocząc. 
Wywróciłam oczami.
-Vicky...
Momentalnie zrobiła poważną minę.
-Nie no, trzeba mu przyznać, że wie jak zbajerować laskę, serio. - powiedziała kiwając głową. 
Spojrzałam na nią. Od razu wybuchnęła śmiechem.
Cóż, nie zareagowała tak jak się obawiałam. Może jak się dowie, że się z nim całowałam to też będzie się tylko śmiała?
Blondynka znowu rozłożyła się na łóżku.
-Vic... - zaczęłam w sumie nie wiedząc jak to powiedzieć. - Bo jest jedno, o czym Ci nie powiedziałam jesli chodzi o Styles`a. - powiedziałam ostrożnie,
-Ma kogoś? - momentalnie usiadła.
-Nie, nie. To znaczy, chyba nie. W każdym razie nie o to chodzi. To nic takiego, ale pewnie urwałabyś mi głowę jakbym Ci nie powiedziała i no, cholera, to takie głupie. - jęknęłam.
-No dawaj, bo zaczynam się bać. 
-Na tym weselu, była pewna sytuacja, głupia totalnie, ale no, wypiłam trochę, ale chyba byłam trzeźwa, Styles nie, no w każdym razie....- dukałam właściwie nie wiedząc co powiedzieć. - CAŁOWAŁAMSIĘZESTYLESEM. - wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu.
Chwila ciszy. Spojrzałam na Vic. Chyba ja trochę zamurowało.
Nagle wydała z siebie pisk, aż podskoczyłam.
-Vic...- nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo dostałam poduszką w twarz.
-JAK MOGŁAŚ MI NIC NIE POWIEDZIEĆ, JULCE JAK?! - pisnęła i poderwała się z łóżka, a ja automatycznie zrobiłam krok w tył.
-NO W KOŃCU! STYLES I MOJA SHAWTY! - zakryła usta rękami ciesząc się jak głupia.
-Ale Vic, on nic nie pamięta, był totalnie zalany i po prostu...
-NO I CO Z TEGO, JULCE! - rzuciła mi się na szyję. - CAŁOWAŁA SIĘ ZE STYLESEM! - wydarła się na cały dom.
-Zamknij się idiotko. - parsknęłam śmiechem zakrywając jej twarz poduszką.
Zaczęła się śmiać.
-Ale jesteś pewna, że on nic nie pamięta? - zapytała.
-Raczej tak.
-Ale dobrze całuje? - zapytała przygryzając wargę.
-Cholera, tak. - jęknęłam robiąc to samo, na co wybuchłyśmy śmiechem.
Rzuciłyśmy się tak na łózko dalej śmiejąc się. Wytłumaczyłam jej konkretnie całą sytację z wesela jak i ten wyjazd na rocznicę ślubu dziadków Harry`ego.
-Powiem Ci - zwróciła się do mnie blondynka- że jak tak zaczęłaś o tym weselu, o tym, że wypiłaś, że Harry się upił, to narobiłaś mi nadziei na to, że się pieprzyliście. - wywinęła wargę na co zaśmiałam się po raz kolejny.
-Jesteś głupia. - jęknęłam.
-Możliwe. - parsknęła. 
___________________________________________
Helou :3
OBROBIŁAM SIĘ W MIARĘ Z SINISTEREM, fucking miracle
całowali się, HOHOHOHOH
Hazz nie pamięta, troszki go melanż poniósł, wybaczcie :D
Ale zaraz wybierają się na roczincę słubu, trochę emotions Hazzy, niewiadomo jak to wyjdzie :D

W każdym razie, jak wam się podobał kiss? :D
wstawiona Julce?
zalany Harry i Liam?
hahaha :D

od razu mówię, że samo wesele skopałam. miałam ambicję na wybitny opis wesela z wielu perspektyw no bo w końcu słub naszych Horanków.
ale ofkors szkoła nie pozwoliła mi na nic więcej, a wy czekałyście.
 Więc z góry przepraszam. Może się kiedyś zrekompensuję i jeszcze napiszę taki one shot weselny.
 TYLKO MOZE NIECH MI KTOŚ DA JAKIEŚ WAKACJE OR SOMETHING
anyways
hope you like it

Dziękuję  dziewczynom za komentarze, o to mi właśnie chodzi gdy o nie proszę. Żebyście po prostu dawały o sobie znać, że jesteście i czekacie, mam dla kogo pisać.
Nie wymagam w chuj długich komentarzy, głupia kropka mi naprawdę wystarczy.
Ostatnie komentarze mnie zmobilizowały i nadgoniłam Sinistera (przy okazji 2 z biologii wleciała no ale cóż. )
DZIĘKUJĘ WAM DZIEWCZYNY ♥