środa, 18 lutego 2015

33. Give me what I want then I`ll give you what you like


*oczami Julie*
Powoli otworzyłam powieki, mrugając kilka razy, by przyzwyczaić się do wścibskich promieni słońca świecących centralnie w moją twarz.   Zapomniałam zasłonić zasłony?
Która godzina do cholery? Jeśli spóźniłam się do pracy, którą mam zaledwie od dwóch tygodni, chyba się zastrzelę, przysięgam.
Pośpiesznie zerknęłam na budzik stojący na mojej szafce nocnej po prawej stronie łóżka. O dziwo, na szafce ni było mojego budzika. Ba, to nie jest moja szafka nocna.
Automatycznie obróciłam głowę w lewo. Umięśnione plecy, ciemne loki rozwalone na poduszce.
Styles.
Wczoraj.
Noc.
Wspomnienie z wczoraj uderzyły we mnie z subtelnością rozpędzonego pociągu.
Momentalnie poczułam ciepło na policzkach i dotarło do mnie, że  nieświadomie zaczęłam się uśmiechać do siebie jak idiotka.
CHOELRA JASNA, BLACKBURN, OGARNIJ DUPĘ!
Spałam z Harry`m.
SPAŁAM Z HARRY`M.
Spokojnie, uspokój się, musisz znaleźć telefon i lecieć do pracy.
Cholera, już 7.
Powiedział, że mnie kocha.
JULIE, DO JASNEJ ANIELKI.
Zacisnęłam wargi i wstrzymując oddech, starałam się możliwie jak najciszej i jak najsubtelniej wyślizgnąć się  z łóżka.
Zamarłam gdy usłyszałam, że rytm oddechu Harry`ego się zmienił. BŁAGAM, STYLES, NIE UTRUDNIAJ, ŚPIJ.
Chcę tylko spokojnie stąd wyjść i zdążyć do pracy.
Nie jestem dobra w jakichś rozmowach ,,po” , czy czymś w tym stylu.
Kogo ja oszukuję, nie jestem dobra w żadnych rozmowach.
Może boję się, że kłamał? Wczoraj z tym kochaniem, ze wszystkim?
Ba, na pewno kłamał. Albo przynajmniej przesadzał, wyolbrzymiał.
Czułam dziwne uczucie na myśl o jego słowach.
,,Kocham cię”.
PRZECIEŻ TO DO CHOLERY SĄ DUŻE SŁOWA, NIE MÓWI SIĘ ICH OD TAK.
Poza np. ,, O Boże, ten prezent jest super, KOCHAM CIĘ!”  albo ,,OMG ta piosenka jest świetna, Justin, KOCHAM CIĘ”.
Może to wczoraj było jak:
,,Powiem że ją kocham, może się zamknie”
Albo
,,Ale fajnie się kłócisz, KOCHAM CIĘ!”
albo
,, Ale supi majtki, KOCHAM CIĘ!”

BOŻE KOCHANY NIE WIERZĘ, O CZYM JA DO CHOLERY MYŚLĘ.
Sięgnęłam po moją bieliznę leżącą na podłodze i na palcach jak najszybciej  się dało skierowałam  się do drzwi.
Musi to wyglądać komicznie, bo robię dziwne miny,  wstrzymując oddech i błagając  w duchu Boga żeby Harry się nie obudził.
Przecież gdyby teraz się obudził i zobaczył mnie nagą na środku pokoju…
O MAMO, BŁAGAM WSZYSTKO TYLKO NIE TO.
To znaczy, nie jest tak że mnie nie widział w tak niecodziennym wydaniu ale…
ALE. 
Spaliłabym się ze wstydu. Niemal pisnęłam z radości gdy udało mi się wyjść na korytarz.  Moja radość nie trwała długo, gdyż moje kolano zaliczyło bliskie spotkanie z rogiem solidnej komody postanowionej przy ścianie na korytarzu.
Bezgłośnie wykrzyczałam całą litanię  wszystkich znanych mi przekleństw i kulejąc ruszyłam do łazienki, gdzie zostały moje rzeczy z wczoraj.

Styles, może i dobrze całujesz, ale architekt z Ciebie beznadziejny.
KTO NORMALNY STAWIA W TAKIM MIEJSCU KOMODĘ, O KTÓRĄ MOŻNA SIĘ ZABIĆ, WYMYKAJĄC SIĘ NAGO Z SYPIALNI?
Szybko się ubrałam, ogarnęłam i ostrożnie wyszłam z łazienki, nie chcąc narobić hałasu.
Zostało mi jakieś 40 minut na to żeby pojechać do siebie, odświeżyć się, przebrać i dojechać do pracy. Cholera,  to nie będzie łatwe.
Minimalnie wstrzymując oddech by lepiej słyszeć, stawiałam pośpieszne, ale ostrożne kroki, zbliżając się do schodów.
Prawdopodobnie konfrontacja z Harry`m mnie nie ominie, tak samo jak niekomfortowa rozmowa ale w tym momencie to ostatnia rzecz o jakiej myślę.
Zeszłam po schodach, wsunęłam nogi w szpilki i spojrzałam na siebie w lustrze, poprawiając się.
-Nieładnie tak uciekać facetowi  z łóżka, wiesz?
Serce podeszło mi momentalnie do gardła ze strachu, a ja głośno wciągnęłam powietrze.
Harry stał przy schodach, oparty nonszalancko o poręcz i OMÓJSŁODKIBOŻE ma na sobie tylko bokserki.
-Doprowadzisz mnie kiedyś do zawału. – syknęłam, opanowując oddech.
Sam Harry pokręcił tylko głową z tym swoim uśmiechem i ruszył w moją stronę.
O dobry Boże, nie.
Niech on się w takim stanie do mnie nie zbliża. Rozczochrany, zaspany, prawie nagi i cholernie gorący. O nie nie nie nie.
Nie mam czasu na szybkie numerki z rana.
Boże, czy ja naprawdę o tym pomyślałam?
Serce zabiło mi mocniej gdy objął mnie w talii, lekko do siebie przyciągając.
Błagam, tylko nie rozmawiajmy teraz o zeszłej nocy, błagam.
-Hm, z tego co pamiętam, to jedyne do czego Cię doprowadziłem do szał i ewentualnie orgazm. – powiedział to nieco ściszonym i cholernie niskim głosem do mojego ucha, wywołując u mnie ciarki.
CZY ON WŁAŚNIE POWIEDZIAŁ TO CO POWIEDZIAŁ?!
Ciepło na policzkach. Nie.
Postanowiłam jednak się z nim droczyć.
-Nie bądź tego taki pewny. – powiedziałam nonszalancko.

Chyba nie tego Harry się spodziewał ale nie tracił rezonu, przysuwając mnie jeszcze bliżej, tak, że  OCHOLERAJASNA czułam GO  przez te pieprzone bokserki.
-Twoje jęki świadczyły o mojej racji, wiesz? –ten jego uśmieszek mnie kiedyś zabije.  – Zawsze mogę to zrobić  ponownie teraz, żeby przypomnieć Ci jakie to uczucie. – po raz kolejny zniżył głos i pocałował moją szyję kończąc zdanie.
NIE WIERZĘ, ŻE TO POWIEDZIAŁ.
-Z ogromną przyjemnością wzięłabym udział w tej niewątpliwie absorbującej retrospekcji, ale muszę iść do pracy. – dalej się z nim bawiłam, ale CHOLERA jeśli zaraz nie wyjdę to się spóźnię. Właściwie to jeśli zaraz stąd nie wyjdę to różne rzeczy mogą się stać przy tej ścianie albo tej komodzie, stojącej obok nas, jeśli Harry się nie zamknie i nie przestanie obcałowywać mojej szyi.
Tak przy okazji, alternatywa ze ścianą bardziej mi odpowiada.
NIE POMYŚLAŁAM TEGO.
-Jestem przekonany, że mogę Cię przekonać, żebyś została. – zacisnął dłoń na moim biodrze, patrząc mi w oczy i będąc, cholera jasna, tak blisko moich ust.
AŻ ZA DOBRZE WIEM, ŻE MOŻESZ MNIE PRZEKONAĆ DO ZOSTANIA.
-Optymizm jest rzadkością w dzisiejszych czasach, ale w twoim wykonaniu jest uroczy, naprawdę. – kontynuowałam zabawę z nim, bezwiednie obejmując luźno jego szyję, na co zareagował zadowolonym uśmiechem.
-Ktoś chyba ma dzisiaj  wyjątkowo dobry humor, ciekawe dlaczego? Może to przez miło spędzoną noc, hm… - mruknął mi do ucha i momentalnie zostałam przyciśnięta do ściany, znowu go czując.
CZYLI JEDNAK ŚCIANA, WYGRAŁAM.
Ja nic nie mówiłam.
-Cóż, faktycznie,  masz niesamowicie wygodne poduszki. – ostatnie słowo nieco mi się zniekształciło ze względu na to, jak Harry zassał moje czułe miejsce na szyi. Właściwie, ostatnie słowo wyjąkałam, ups.
On musi przestać to robić.
Albo, nie przestawać. O mamo.
-Rób dalej to co robisz zła kobieto, a przysięgam, wezmę Cię przy tej pieprzonej ścianie. – warknął w moją szyję i spojrzał mi w oczy OMÓJBÓŻE oblizując usta.
-Brzmi kusząco, ale muszę iść. – powiedziałam szybko i starałam się zwiększyć nieco dystans między nami.
-Julie. – mruknął, zacieśniając uścisk.
-Naprawdę, Harry, muszę. Spóźnię się. – powiedziałam już całkiem poważnie odchylając się.
-Nie pożegnasz się? – spojrzał na mnie wymownie. Hm?
Momentalnie spojrzał centralnie na moje usta.
ON CHCE ŻEBYM GO POCAŁOWAŁA.
To jest dziwne, że po tylu przeżyciach z Harry`m i jego bliskością jeszcze mi serce nie padło, bo to co on z nim robi jest aż chore.
Czy to nie pary całują się na pożegnanie?
A może przyjaciele z przywilejami?
CHYBA ZA DUŻO MYŚLĘ.
Nie myśląc zbyt wiele pocałowałam go. Cholera, aż mi nogi zmiękły.
To jak na mnie działa jest aż niemożliwe.
Mogłabym tak trwać całą wieczność, ale cholera, PRACA.
Z ociąganiem odsunęłam się od niego.
Jakby mi tych wszystkich wrażeń było mało, Styles jeszcze mnie uraczył swoim szczerym i cholera, idealnym uśmiechem.
-Teraz ewentualnie mogę Cię puścić. – mruknął wesoło, cmokając ustami mój policzek.
Rozluźnił uśmiech a ja od razu podeszłam do lustra skontrolować mój wygląd.
O cholera. Wygląda na to, że przez ten cały czas nieświadomie się uśmiechałam.
To chyba za dużo jak na mnie.
Odwróciłam się w kierunku drzwi, miałam już się pożegnać z Harry`m, ale zatrzymały mnie jego dłonie na moich biodrach.
NIE UŁATWIASZ MI WYJŚCIA STĄD, STYLES.
-Widzimy się wieczorem, kochanie. – mruknął i pocałował mnie w czoło.
O MÓJ SŁODKI JEZU CZY ON WŁAŚNIE
-Khm, cześć. – udało mi się wydusić i w końcu wyszłam. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, AUTENTYCZNIE skakałam schodząc szybko po schodach.
HARRY STYLES POTRAFI BYĆ SŁODKI. I TO CHOLERNIE SŁODKI.
O Boże.
HARRY STYLES POWIEDZIAŁ DO MNIE ,,KOCHANIE”.
Moje serce urządza sobie właśnie sesyjkę zumby.
Mało tego, policzki mnie centralnie bolą od wyszczerzu, który złapałam gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi.
Nie ogarniam co się ze mną dzieje.

*oczami Harry`ego*
Zaraz po wyjściu Julie, zrobiłem sobie kawę i śniadanie.
Najbardziej chciałbym, żeby zjadła to śniadanie ze mną, żeby ze mną została.
Na myśl o niej, automatycznie moje usta rozciągnęły się w uśmiechu. To niesamowite co ta dziewczyna ze mną robi, jak się dzięki niej czuję.
To niecodziennie uczucie ale dzisiaj po prostu czuję… szczęśliwy. Tak po prostu.
Mnóstwo myśli naraz kłębi się w mojej głowie.
Od wczorajszej kłótni, ciągłych wyrzutów sumienia przez to co jej powiedziałem i jak ją potraktowałem, aż po dzisiejszy ranek i naszą ,,sytuację”  w korytarzu.
Na samą myśl tego jak się ze mną droczyła, uśmiechnąłem się szerzej.
Dalej też trochę dziwnie się czułem z tym, co jej wczoraj powiedziałem, właściwie nieświadomie. Sam do końca nie zdawałem sobie sprawy z tego co czuję, co mówię.
Wrzeszczałem na nią, ona na mnie, a myślałem tylko o tym, jak bardzo chcę, żeby po prostu była ze mną zawsze.
Nie panowałem nad tym.  Właściwie nie spodziewałem się, że jeśli kiedykolwiek bym jej powiedział co do niej czuję to tak by się to skończyło.
Samo uczucie, świadomość, nie wiem nawet jak to nazwać, że ją kocham, że jej to powiedziałem jest… dziwne.  Po prostu sam nie umiem nawet opisać co czuję.
Ale biorąc pod uwagę co się wczoraj wydarzyło, nie jestem jej obojętny. Co zdecydowanie sprawiało, że uśmiech pojawiał się na mojej twarzy.
Żałuję tylko, że nie obudziłem się pierwszy. Na pewno nie wypuściłbym jej tak szybko.  Jej mina, gdy złapałem ją gdy chciała wyjść była bezcenna. Byłem ciekawy jej zachowania po tym wszystkim. Właściwie jednocześnie się tego obawiałem. Ale moje obawy znikły tak szybko, jak zaczęła się ze mną droczyć.
Jest niesamowita. A sposób w jaki się ze mną przedrzeźnia i uwodzi działa na mnie jak nic innego. Jest cholernie dobra w tym co robi.
A nasz pocałunek na pożegnanie był idealnym początkiem dnia.
Mam tylko wrażenie, że niekoniecznie ma ochotę na hm, rozmowę o tym co się stało, o tym co ode mnie usłyszała. Chociaż właściwie to dobrze, nie jestem w takich gadkach dobry. To nie dla mnie.
Ale mam nadzieję, że  nie odsunie się ode mnie, albo nie wiem, nie będzie między nami jakichś niezręcznych sytuacji z tego tytułu.
Julie mimo wszystko jest skomplikowaną osobą, zresztą tak jak ja.
Nie będę za dużo o tym myśleć, w końcu zwariuję. Przejdę się do niej jak będzie kończyć pracę, muszę ją znowu zobaczyć, objąć, pocałować.
Zjadłem śniadanie, dokończyłem kawę i postanowiłem wziąć prysznic.
Podszedłem do szafy by wziąć ubrania. Siarczyście zakląłem gdy nadepnąłem na coś ostrego i cholernie twardego.
Dokładając kolejną wiązankę przekleństw schyliłem się po obiekt mojego bólu.
Srebrna bransoletka z zawieszkami. To się jakoś nazywało, słyszałem o tym, na pewno. CHOLERA, WALIĆ TO NIE JESTEM DZIEWCZYNĄ, NIE MUSZĘ WIEDZIEĆ TAKICH RZECZY.
Julie. Na samą myśl o brunetce mącącej mi w głowie,  po raz kolejny się uśmiechnąłem.
Ale cholera, chyba coś jest nie tak. Przyjrzałem się uważniej bransoletce. Cholera, jest zerwana.  Pewnie niechcący ją zerwałem w trakcie niesienia jej tutaj i cóż, pozbawiania jej ubrań.
Przejechałem usta językiem na samo wspomnienie.
Wszystko fajnie, ale popsułem jej tą bransoletkę. Uh.
Dziwne, że nie zauważyła jej rano, gdy wstała.
Rozsiadłem się na łóżku i zacząłem próbować jakoś ją naprawić.

*kilka godzin później*
Szedłem spokojnie do biura, w którym pracuje Julie, rozmyślając już tylko o słodkiej brunetce i o tym jak ją przywitam.
Cholera, totalnie zawróciła mi w głowie. Brzmię jak jakaś nastolatka ale to jest pieprzona prawda.
W dłoni już obracam naprawioną bransoletkę Julie. Jestem z siebie dumny.
Pieprzyłem się z tym upartym pomiotem szatana prawie godzinę, ale udało mi się ją naprawić, tak żeby wyglądała jakby nie spotkała jej żadna przykra przygoda.
Przy okazji zdążyłam przyjrzeć się wszystkim tym malutkim zawieszkom, które miały jakąś swoją pieprzoną nazwę,  na niej.
Jakaś kuleczka, serduszko,  nutka, klucz, kolejna kuleczka, śnieżynka, kłódka, kolejne serduszko i kilka  jakichś diamencików, czy czegoś w tym stylu.
Ciekawe czy miały jakieś znaczenie dla niej. Cóż, dowiem się.
-Cześć Harry! – usłyszałem nagle jakiś wysoki, znajomy głos, który wyrwał mnie z zamyślenia. Podniosłem wzrok i poznałem blondynkę z zaraźliwym uśmiechem idącym w moją stronę, kręcąc przy tym biodrami.
Kilku facetów oczywiście aż się za nią obejrzało. Zaśmiałem się w duchu.
-Hej, Vic. – uśmiechnąłem się do niej.
-Dawno Cię nie widziałam. Zresztą Julie tak samo. Ciekawe czemu… - uśmiechnęła się sugestywnie.
Pokręciłem tylko głową z uśmiechem. Podejrzewam, że doskonale wie, gdzie byłem ja i Julie.
-Co u Ciebie? – zapytała wesoło. Czy ona kiedyś traci tą swoją energię? Zastanawiające.
-W porządku, idę właśnie do Julie. A u Ciebie?
-Ja od niej wracam. – zaśmiała się.
Czyli rozmawiały… Ciekawe. Rozmawiały o wczoraj…?
-A to nie jest przypadkiem jej bransoletka? – wskazała palcem na mały przedmiot w mojej dłoni.
-Tak, to jej. Zostawiła ją u mnie, jak wychodziła rano. – powiedziałem od razu.
Vicky na chwilę zastygła.  Zamrugała i patrzyła to na bransoletkę to na mnie.
O chuj. Zorientowałem się co powiedziałem i jak można to zrozumieć. Właściwie wnioski, jakie można wysnuć z mojej wypowiedzi, są cholera, słuszne.  I to jak.
Ale sądząc po jej reakcji i tym co niewątpliwie sobie pomyślała, Julie nie wspominała jej najwyraźniej o tym co działo się wczoraj. Hm.
-Oh. – w końcu się, hm, odezwała, o ile można to tak nazwać.
-Tak, hm. Wybacz Vic, ale ja chyba już pójdę, chciałbym zdążyć zanim wyjdzie z pracy. – powiedziałem z przepraszającym uśmiechem.
-Tak, pewnie. – odzyskała rezon i uśmiechnęła się. – To do zobaczenia. – posłała mi pewniejszy uśmiech.
-Na razie. – skinąłem jej z uśmiechem i rozminęliśmy się. Wygląda na to, że właśnie załatwiłem Julie małe przesłuchanie.
Spojrzałem na zegarek. Za 15 minut Julie kończy pracę. Jak na zawołanie znowu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.  Nie mogę się doczekać aż znowu ją zobaczę, to jest aż chore.
Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.
Od razu skierowałem swoje kroki do kwiaciarni.

*oczami Julie*
Ostatnie pięć minut i będę miała spokój. Słowo daję, myślałam, że nie wytrzymam w tej pracy. Nie mogę się na niczym skupić, dręczą mnie myśli o wczoraj i o dzisiejszym poranku.
Przerabiałam w głowie wszystkie możliwe scenariusze naszej ewentualnej rozmowy, czy też może kolejnej kłótni, analizowałam jego najróżniejsze zachowania, słowa, a zwłaszcza te dwa szczególne, które usłyszałam wczoraj. Może to było tylko z emocji?
W końcu to jest COŚ, tego się nie mówi od tak. Z drugiej strony OMÓJBOŻE.
Nie mogę nawet myśleć o tym, ze on naprawdę może…
I jeszcze jedna sprawa, czy ja mogłabym powiedzieć to samo do niego?
Niewątpliwie zależy mi na tym dupku, ale…
Nie mogę nawet myśleć o tym, ze on naprawdę może…
BOŻE MAM JUŻ DOŚĆ MYŚLENIA, ANALIZOWANIA I CAŁEGO TEGO GÓWNA.
Czemu to nie może być łatwiejsze?
O ironio, jestem fanką jasnych sytuacji, mówienia sobie wszystkiego wprost, a uwielbiam się droczyć ze Styles`em i mało tego, panicznie boję się jakiejkolwiek konfrontacji z nim a sama w życiu nie powiem mu o tym co czuję ja. O mamo, nie, za bardzo się boję.

Boże, jestem beznadziejna w takich sprawach, nie nadaję się do tego.
Chociaż właściwie do czego?  Jak nazwać to w czym teraz tkwię ze Styles`em?
Przecież to chyba nie jest związek…?
OMÓJBOŻE BYĆ  Z HARRY`M STYLES`EM.
Ta myśl jebła we mnie równie subtelnie co tona cegieł.
Boże kochany, za dużo myślę. Stanowczo za dużo. Chcę tylko stąd wyjść, odetchnąć i mieć święty spokój.
Miło było by też pocałować Styles`a.
To znaczy, zobaczyć go.
Cholera jednocześnie tak bardzo nie chcę się z nim konfrontować, a z drugiej chcę go znowu zobaczyć, usłyszeć, przytulić…
Czemu jeśli chodzi o niego, zawsze czuję w sobie tak sprzeczne emocje?
Nie może być jakoś, no nie wiem, normalnie?
Uh.
Wierciłam się na tym krześle, a ostatnie pięć minut zdaje się dłużyć bardziej niż cały ten dzień.
Ze zniecierpliwienia zaczęłam klikać długopisem.
Uuuuuuuuuuuuuhhh.
-Komuś się chyba nudzi. – głęboki głos wypełnił pomieszczenie, w którym siedziałam. Serce zabiło mi mocniej. Harry.
Stał w drzwiach jak gdyby nigdy nic i OMÓJBOŻE trzyma za plecami jakieś kwiaty.
No proszę, czyżby jedna noc potrafiła zmienić Harry`ego Styles`a w najsłodszego faceta pod słońcem?
Gdybym tylko wiedziała kilka miesięcy wcześniej…
-Tobie chyba też, skoro postanowiłeś przyjść tutaj.- zabawa w droczenie zaczęta.
-Oh proszę Cię, przecież oboje dobrze wiemy, że tego chcesz. – uśmiechnął się cwaniacko i podszedł do mnie, wyjmując zza pleców bukiet kwiatów. OMAMODOSTAŁAMKWIATYODSTYLES`A.
-Łał, hm, dziękuję. – powiedziałam biorąc od niego uroczy bukiet. Harry był wyraźnie z siebie zadowolony.
-Nie ma za co. – powiedział i objął mnie jedną ręką w pasie, przysuwając do siebie. O mamo. Pocałował mnie, a kolana się pode mną ugięły. W porę go objęłam i rozkoszowałam się tą chwilą. Cholera, uwielbiam go całować.
Oderwał się ode mnie z uśmiechem na ustach. Gdybym tylko mogła wiedzieć o czym myśli.
-Zostawiłaś u mnie bransoletkę. – powiedział wyjmując z kieszeni moją srebrną bransoletkę z charmsami.
Spojrzałam od razu na mój nadgarstek. O nie, faktycznie!
JAK TO MOŻLIWE ŻE DO TEJ PORY NIE ZAUWAŻYŁAM BRAKU TAK WAŻNEJ DLA MNIE RZECZY?!
Co ten Styles robi z moją głową i sercem… Uh.
-Właściwie to ucierpiała z mojej winy wczoraj, gdy Cię rozbierałem. – powiedział spokojnie, patrząc mi w oczy I O MAMO przebiegając językiem po ustach.
ON NIE MOŻE OD TAK PO PROSTU MÓWIĆ TAKICH RZECZY.
Czemu on to wyciąga, uh.
-Nie wygląda na popsutą. – przyjrzałam się jej, postanawiając zignorować jego słowa o rozbieraniu mnie.
-Naprawiłem. – powiedział dumnym głosem.
-Oh. Dziękuję. – mruknęłam.
-Nie ma za co. – uśmiechnął się szeroko, nie wypuszczając mnie z objęć. – To jak,  idziemy? – spojrzał na mnie.
-Gdzie? – zmarszczyłam brwi.
-Proponuję spacer i obiad. – uśmiechnął się szeroko.
Jak Boga kocham, coś mu się stało.
Przecież on nie jest słodki, to Harry Styles, halo.
-Oh, okej. – odwzajemniłam uśmiech nadal zaskoczona.
Zadowolony Harry wziął mnie OBOŻE za rękę i poprowadził do wyjścia. Pożegnałam się z sekretarką. Olivią i szłam dalej zszokowana za Harry`m.
Zapowiada się ciekawie
______________________________________________________

AUTENTYCZNIE DZIĘKI WAM MOJA BABCIA SIE NA MNIE TERAZ
DZIWNIE PATRZY OK XD
Wchodzę sobie na sinistera, na luzie, patrzę. DWADZIEŚCIA komentarzy
moja reakcja: 
-O CHUJ!
I taka podjarka etc.
Patrzę w prawo: BABCIA W DRZWIACH
ja:

nie skomentowała mojego odchyłu ale jej wzrok do końca dnia bezcenny XD
ALE TO DOBRZE PYSIE, UWIELBIAM TAKIE NIESPODZIANKI ♥

chciałabym też zauważyć że  moje ff się na mnie mszczą
jak nie dziwny ,,przyjaciel" TO CHOLERA
po napisaniu tej sceny pod drzwiami Hazzy
 w szkole w tłumie i ścisku przy szatni
POCZUŁAM CHŁOPAKA NA SOBIE
KONKRETNIE NA MOIM TYŁKU
I W TAKIM SENSIE GO POCZUŁAM
już nigdy nic takie nie napiszę
 to NIE JEST jednak fajne okej
nie.
JUST NO/
ANYWAYS.


MISIE MOJE CUDOWNE
KOCHAM WAS 
CENTRALNIE KOCHAM
Uprzedzam też, że mogę mieć małe poślizgi z dodawaniem bo FERIE SIĘ SKONCZYŁY ZANIM SIĘ ZACZĘŁY OK :c
I po prostu jak już się wciągnę w tą szkolną rutynę to tracę orientację ile minęło i nie zawsze mam wszystko zrobione. 
ALE BĘDĘ SIĘ STARAŁA ZE WSZYSTKICH SIŁ.

Tym, którzy mjaą ferie- zazdro, bawcie się dobrze, odpocznijcie pysie ♥
tym, którzy męczą się zze mną w szkole - byle do Wielkanocy
byle do maja
byle do wakacji ♥

KOCHAM MAAAX ♥

STRZAŁKA, MAŁA :*
*małe? hm ._.

(wybaczcie, małe zboczenie po 50 twarzach Greya XD)

poniedziałek, 9 lutego 2015

32. I hate you much but I love you more



18 komentarzy - AUTENTYCZNIE ZACZĘŁAM BECZEĆ I ŚMIAĆ SIĘ JEDNOCZEŚNIE OK
 DZIĘKUJĘ ANIOŁKI MOJE CUDOWNE ♥



*oczami Julie*
- A JA, CIĘ KOCHAM! – wydarł się nagle i poczułam momentalnie jego usta na swoich.
Chwycił pewnie moje policzki w swoje dłonie i przysunął się do mnie maksymalnie.
O CHOLERA.
Z jednej strony chciałam go natychmiast od siebie odsunąć, ale z drugiej…
Smakował tak dobrze. Tak idealnie.
Nim mogłam cokolwiek zrobić, podniósł mnie do góry i złapał za moje uda, żebym nie spadła. Mimowolnie wplątałam dłonie w jego włosy i lekko za nie pociągnęłam. Wydał z siebie cichy pomruk i pogłębił pocałunek. Zrobiłam to jeszcze raz, żeby go usłyszeć.
Julie co ty do cholery robisz?!
Nie mogłam się od niego oderwać, to było zbyt trudne. Cholera.
Julie, opanuj się!
Jego ręce wkradły się pod koszulkę i ścisnął skórę na moich żebrach. Przygniótł mnie do równoległej ściany tak mocno, że jęknęłam.
I to jak.
Co ja w ogóle wyprawiam…
Jego usta zachłannie całowały moje. Jakbym była powietrzem, a on za wszelką cenę pragnął wziąć porządny oddech.
Czemu ja mu się nie sprzeciwiam? Czemu poddaje mu się w tak prosty sposób?
Kurwa, nie mogę. Ale ten frajer całuje tak dobrze, że nie sposób się od niego oderwać.
-Julie –szepnął, a mnie przeszedł dreszcz na sam ton jego cichego głosu. –Przepraszam.
Łał. Styles umie przepraszać. Ale nadal to nie zmienia faktu, że jest kłamcą. Kłamie na każdym kroku. Nawet przed chwilą, mówiąc, że mnie kocha.
Przeniósł usta na moją szyję i zaczął ją intensywnie całować.
Zaraz dojdę, jeżeli nie przestanie, przysięgam.
Zaskomlałam, gdy przyssał się do skóry na ramieniu i zostawił na niej prawdopodobnie malinkę.
-Harry – wypadło szybko z moich ust i słowo daję, zabrzmiało to wręcz lamentacyjnie.
Nie mogłam się powstrzymać i podniosłam jego głowę, żeby ponownie złączyć się z nim wargami.
Tak kurewsko go nienawidzę. Tego jak na mnie działa. W jednej chwili udusiłabym go gołymi rękoma, a w drugiej mogłabym zrobić dla niego wszystko. Jest taki sprzeczny. Ugh, doprowadza mnie to do szaleństwa.
Cholera, no.
Odrywa mnie od ściany i idzie ze mną w stronę swojego pokoju. O NIE. Pcha jedną ręką drzwi, a drugą nadal trzyma mnie pod moją, a właściwie swoją, bluzką. Gdy tylko się tam znajdujemy, wplątuje palce w moje włosy i przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie, chociaż myślałam, że nie jest to możliwe.
Rzuca mnie na łóżko.
Autentycznie, mnie rzuca i natychmiast nade mną góruje.
Jego wargi niemal kłócą się z moimi o dominację.
DLACZEGO JA TO ROBIĘ?!

 czerwona czcionka
if you know what I mean ^^

Jestem zdenerwowana. Na siebie, że pozwoliłam mu się dotknąć i na niego, że to wykorzystał. Rosnąca frustracja przejmuję kontrolę nad moimi ruchami.
Przejeżdżam paznokciami po materiale jego koszulki na plecach, ale nie wywołuje to u niego żadnej reakcji. Postanawiam, więc zrobić to na jego gołej skórze i otrzymuję pożądany efekt.
Warczy.
Cholera, naprawdę warczy.
Nie ze złości, nie z frustracji.
Z przyjemności.
Z przyjemności, którą sprawiam mu ja.
Nie wiem co mną kieruje, ale chcę więcej. Dużo więcej.
Harry podciąga się wyżej i wtedy to czuję.
Jego. Pragnie mnie. 
Poruszyłam lekko biodrami i znowu się o siebie otarliśmy. Jęknęłam i chwyciłam go za kark. To uczucie. Zupełnie zapomniałam, że istnieje.
-Jesteś najbardziej wkurwiającym człowiekiem na tej ziemi –mówi i ponownie przejeżdża kroczem z góry na dół wywołując u mnie ciarki.
-Nie, Styles. Ty stoisz na pierwszym stopniu podium –odpyskuję i podwijam jego koszulkę w górę.
Przyciska do mnie biodra, a ja tracę dech. To jest nienormalne. 
-Nienawidzę cię –powiedziałam szeptem, chcąc bardziej przekonać siebie niż jego o prawdziwości tego krótkiego stwierdzenia. –Nienawidzę cię –powtórzyłam jeszcze raz, ale wydało mi się, że te słowa straciły swoją moc.
Co się w ogóle ze mną dzieje?
-Kłamiesz. – mruknął zadziornie w moją szyję, wywołując falę dreszczy i obezwładniającej przyjemności.
 Przeciągnęłam koszulkę przez jego głowę i zbadałam palcami jego skórę. Cholera. Podniosłam głowę i pocałowałam jego nagie ramię. Mocno kąsałam jego skórę przechodząc coraz wyżej po jego szyi aż do linii szczęki.
Szarpnął gwałtownie moją koszulkę i zdjął ją nim się obejrzałam.
Czy ja właśnie leżę w samej bieliźnie na łóżku Styles’a, który całuje tak namiętnie, że zaraz jebnę na zawał?
Jeśli by mi ktoś powiedział to jakąś godzinę temu, wyśmiałabym go.
A teraz proszę!
Nie umiem się ogarnąć, przysięgam nie umiem.
Jego ręce pieszczą moje ciało. Całuje mocno mój dekolt, piersi, brzuch… Nie mogłam się powstrzymać od cichych jęknięć kiedy zostawiał sine i purpurowe ślady na mojej skórze od malinek, które robił mi dosłownie wszędzie gdzie popadnie. Zacisnął palce na moich majtkach i zaczął je delikatnie zsuwać, badając uważnie moją reakcję.
Jedyne co wiedziałam to, że muszę wymieniać powietrze w płucach, żeby się nie udusić. Jego wzrok był przenikliwy. Zamknęłam oczy, żeby oddać się jego dotykowi. Czułam jak ostrożnie materiał przesuwa się po moich nogach, aż w końcu się od niego uwolniłam.
Westchnęłam i zgarnęłam włosy do tyłu.
BOŻE.
Powoli dotykał pacami moje uda i talię. Za chwilę zwariuję.
Zsunął ramiączka od biustonosza i pocałował miejsca, gdzie przed chwilą były. Złożył ręce pod moje plecy i zwinnym rucham pozbył się ze mnie biustonosza. Westchnęłam na brak jakiegokolwiek okrycia mojego ciała i czułam jak z każdą sekundą, kiedy Harry mnie skanował, moje ciało nabierało temperatury.
-Jesteś taka piękna, Julie. –szepnął i wpił się w moje usta.
Cholera jasna, on całuje za dobrze. Jest zbyt pewny siebie i za bardzo na mnie działa.
Nie mogę odpowiedzieć. Po prostu nie mogę wydusić z siebie nawet jednego prostego słowa, którym mogłabym opisać to co on mi robi.
Słyszę jak rozsuwa swoje spodnie, a chwilę później lądują na podłodze wraz z bokserkami. 
To naprawdę na mnie za dużo.
Nie mogę się z nim kochać po tym jak powiedział mi dzisiaj tyle sprzecznych rzeczy, do cholery!
Pieprzony Styles!
Słyszę szelest rozrywanej folii i odrywam się od niego momentalnie.
-Nie –odpowiadam obronnie i chcę uwolnić się z jego objęć.
-Julie –przylega na krótko do moich ust i ściska moje ramię.
-Nie pozwolę byś znowu wygrał. Zawsze dostajesz to czego chcesz, idioto. –jęknęłam, gdy złapał w zęby moją wargę po ostatnim moim słowie.
-Jedyne czego chcę teraz to, żebyś pragnęła mnie tak bardzo jak ja ciebie. –szepnął w moje usta.
I TAK JEST, MÓJ BOŻE, TAK JEST.
Robię najgłupszą rzecz na tym świecie.
Nie ma głupszej.
Otulam dłońmi tą jego cholernie seksowną twarz i przyciągam ją do pocałunku.
Jestem największą idiotką na tym świecie. Wiem o tym doskonale, ale po prostu on jest… ugh, idealny.
Wchodzi między moje nogi i nasuwa na siebie prezerwatywę. Rosnące między moimi nogami napięcie sprawia mi katusze , bo cholera, Harry jest tak blisko, a nadal go nie poczułam. Jego pocałunki są takie zachłanne, takie zaborcze. Kurewsko tego potrzebowałam. Po całych tych zgrzytach między nami, ciągłymi kłótniami i wyzwiskami, potrzebowałam tej przyjemności. Cholera, tak dawno tego nie czułam.
Harry oderwał się ode mnie i przyłożył czoło do mojego. Nasze oddechy były tak nierówne, zmęczone. Przejechał dłonią po mojej talii i zaraz ułożył ją pod moim udem. Rozsunął szerzej moje nogi i ustawił się zaraz przed moim wejściem.
-Mam nadzieję, że chociaż raz w życiu uda mi się zamknąć na długo te twoje słodkie, pyskate usta, Shawty. –powiedział i wszedł we mnie odrobinę.
Kurwa.
KURWA.
Nabrałam powietrza w płuca i odchyliłam głowę do tyłu. To uczucie…
Niepowtarzalne.
Nigdy nie czułam kogoś TAK dobrze. Cholera.
Wypchnął biodra mocniej, a ja zaskomlałam. Złapał moje ramiona i zaczął ponownie znaczyć ścieżkę pocałunków na mojej szyi. Jego ruchy szybko nabrały pewnego tempa. Nie mogłam oddychać. Wiem, że dawno się nie kochałam, ale nie sądziłam, że ponownie będę w sytuacji gdzie po prostu wszystko wiruje i jestem jak w transie, skupiając się tylko na tym co dzieje się z moim ciałem.
A ewidentnie ono płonęło.
Żywym, pieprzonym ogniem.
Od każdego pchnięcia jego bioder chciało mi się krzyczeć z rozkoszy. Gryzł lekko moją skórę co wywoływało u mnie jęki. Wbiłam pięty w materac, a paznokcie w jego bicepsy. Mało obchodziło mnie to, że zrobię na nich ślady. Musiałam to zrobić.
Przestaje mnie całować i podnosi głowę, żeby na mnie spojrzeć. Porusza się we mnie brutalnie i mocno, tak że pojedyncze westchnięcia opuszczają moje usta, gdy tylko dociska swoje biodra do moich. Jego mięśnie po raz pierwszy zadrżały. Dopiero teraz się im przyjrzałam. Rozluźniłam ucisk na jego bicepsach i obserwowałam jak jego ramiona za każdym ruchem napinają się i rozluźniają zaraz po tym jak się wycofywał. Dotykam ich i wywołuje u nas obojga ciche westchnięcie.
Postanawia jeszcze bardziej przyśpieszyć swoje ruchy. Dyszy ciężko i zaraz łączy na krótko nasze usta. Wiercę się pod nim i jęczę głośno jego imię.
-Powiedz mi… -sapie i muska nieudolnie moje usta –Jakie to uczucie? –kończy zdanie i znowu drży.
-Nie mogę –odpowiadam niewyraźnie i drapię jego plecy, nie mogąc się powstrzymać. 
Nie potrafię tego opisać. Czuję wszystko. Każdy najmniejszy nerw krzyczy z przyjemności, którą obdarza mnie Harry. Nie potrafię wyrazić tego słowami. Jego ruchy, są zdecydowane, precyzyjne, całkowicie wie czego od niego chcę.
-Proszę… Spróbuj mi powiedzieć. Co czujesz? –dyszy cicho nie przestając się poruszać.
-Ciepło –mówię w końcu i odchylam głowę w tył –właściwie, gorąco. –skomlę, a jego usta gorączkowo poszukują moich.
Drażni je zębami i całuje na zmianę. Wbija się we mnie coraz szybciej i zaciska palce na mojej skórze.
-Ból –kontynuuję, ale ani mu się śni zatrzymywać się.
-Jaki ból? –pyta i opiera się o moje czoło, wpatrując się w moje oczy.
-Przyjemny –szepnęłam i zarzuciłam ręce na jego ramiona. –Harry, czuję cię wszędzie. Jesteś takim… pieprzonym kretynem. –oddycham głęboko powietrzem, które Harry wypuścił z ust. Uśmiecha się zadziornie i pociera nosem o mój.
-Widzę, że mechanizm obronny nadal masz włączony. –komentuje i przywiera do mnie ustami. Wkłada dłonie pod moje łopatki, dzięki czemu jesteśmy maksymalnie blisko siebie.
Dreszcz przebiega moje ciało i zarzucam sobie łydki na jego plecy. Mruczy cicho i choć to jest naprawdę dla mnie ciężkie otwieram oczy i patrzę jak wiele wysiłku wkłada, by było nam dobrze. Włosy opadły mu na czoło, a pulsująca żyłka pojawiła się na jego szyi. Dyszę ciężko i czuję jak fala przyjemności obmywa moje ciało.
-Oh, Harry –jęczę i zaciskam powieki dochodząc. Skomlę jeszcze bardziej, gdy nie przestaje się we mnie poruszać.
-Spójrz na mnie… skarbie –z ogromnym trudem dodaje po chwili, a ja nie mogę się powstrzymać przed nie spełnieniem tej prośby i patrzę na niego.
W jego oczach jest coś niewyjaśnionego, tajemniczego. Stara się powstrzymać jęk, który pragnie wydostać się z jego ust, ale rozwiera wargi i słyszę jak dochodzi. Gładzę jego policzek i unoszę lekko jego głowę, żeby złączyć nasze usta.
Pocałował mnie… delikatnie.
Z pasją, ale uroczo i lekko.
Wtulam się w jego bark i masuję delikatnie jego kark. Staram się powoli uspokoić przyśpieszony oddech i otworzyć te cholernie zmęczone powieki. Harry sapie głęboko w moje ramię i głaszcze moje włosy.
Cholera jasna. 
Pieprzyłam się ze Styles’em.
-Tak strasznie cię nienawidzę. –szepnęłam i poczułam jak się uśmiecha.

-Zamknij się –odpowiedział i znów złączył nasze usta razem.

*oczami Harry`ego*
Kurwa, nie mogę powstrzymać. Jej usta są tak cholernie idealne, ciepłe, miękkie i ewidentnie kłócą się z moimi o dominację. Mam ochotę po prostu jęczeć w jej pieprzone pyskate usta tylko dlatego, że pozwoliła mi je choćby dotknąć. 
Tak wiele chciałbym jej teraz powiedzieć. Chcę na nią nakrzyczeć i chcę ją przeprosić. Chcę nią potrząsnąć za to, że mnie tak denerwuje i przytulić za to, że jeszcze ze mną wytrzymuje. Chcę się od niej odsunąć i przyciągnąć do siebie jeszcze bliżej. 
Sunę dłońmi po jej ciele. Boże, dlaczego ona jest taka idealna. Słodka i zadziorna jednocześnie. Ponownie tłumię w sobie jęk kiedy lekko ocieram kroczem o jej. Tylko dwie pieprzone warstwy cienkiego materiału dzielą mnie od jej kobiecości. Napięcie między moimi nogami staje się uporczywe i brakuje mi miejsca.
Pierdolić, muszę ją rozebrać. I choć wiem, że prawdopodobnie mnie zaraz zabije i strzeli w ryj, muszę to zrobić. Delikatnie zsuwam ramiączka jej stanika i całuję nowo odkryte miejsca. Wkładam dłonie pod jej ramiona i bez przeszkód rozpinam biustonosz i pozbywam się go w końcu z jej ciała. Wzdycha i o Chryste skanuję jej nagie ciało. Wierci się niespokojnie. 
Cholera, wstydzi się.
Wstydzi się, że na nią patrzę.
Ale, kurwa czego ona ma się wstydzić?! 
Wygląda jak pieprzona Afrodyta.
Bogini, kurewsko szaleńczego, seksu.
-Jesteś taka piękna, Julie. –szepczę i muszę ją pocałować. 
Znowu czuję wszystko. Kurwa, no co ona ze mną robi?! Obejmuję delikatnie moją twarz i nie broni się od pocałunków. Moje jaja niemal błagają mnie, żebym je uwolnił. Nie mogę tego nie zrobić. Wyjmuję prezerwatywę z tylniej kieszeni i trzymam ją kurczowo w dłoni. Drugą ciągnę w dół za materiał dżinsów i bokserek i wyswobadzam się z nich z ulgą. Gdy wiem, że są już na ziemi rozrywam folię i słyszę jedno pierdolone słowo, którego nie ma w tej chwili w moim słowniku. 
-Nie –mówi, a ja klnę w duchu na wszystkie świętości tego świata. Błagam tylko nie w tym momencie, Julie. Mogłaś odtrącić mnie dużo wcześniej zanim nas, do cholery, porozbierałem do naga.
-Julie –ostrzegam się, jednocześnie prosząc, gdy zaczyna wyrywać się z moich objęć. 
- Nie pozwolę byś znowu wygrał. Zawsze dostajesz to czego chcesz, idioto. – jest niemożliwa. Kąsam jej wargę po tym jak nazwała mnie idiotą, na co jęczy cicho. 
- Jedyne czego chcę teraz to, żebyś pragnęła mnie tak bardzo jak ja ciebie. – szepczę cicho i błagam dobrego Boga, żeby się na mnie rzuciła. Wiem, że jestem samolubny i za cholerę, nie wiem dlaczego tak długo udało mi się ją przy sobie zatrzymać, ale chyba ktoś bardzo musi mnie lubić, bo to co robi Julie, przechodzi ludzkie pojęcie.
Szczerze? To myślałem, że prędzej da mi w pysk i powie coś co by mnie wkurwiło, a ona przyciąga mnie do pocałunku. 
Powinienem to zatrzymać już dawno temu, ale nie potrafię. Nie umiem pozbyć się jej z moich myśli, z chęci dotykania jej, całowania i przebywania z nią. 
A teraz, właśnie tym jednym pocałunkiem, pozwala mi zrobić coś jeszcze. Nic nie mówię, nawet nie próbuję, bo nie chcę się od niej odrywać. Po prostu nasuwam na siebie gumkę, ustawiając się między jej nogami. Całuję ją tak, żeby zapamiętała, że nikt inny nie będzie całował jej równie mocno jak ja, że nikt nie dorówna mojej zachłanności i pewnego rodzaju brutalności jaką wkładam w każdy jeden pocałunek. Opieram swoje czoło o jej i oddycham głęboko. Dyszy słodko ze zmęczenia, ale nic nie mówi. 
Dobrze. 
Tak właśnie miało być. 
Miałem sprawić by głośno milczała. 
-Mam nadzieję, że chociaż raz w życiu uda mi się zamknąć na długo te twoje słodkie, pyskate usta, Shawty. –mówię z radością i wchodzę w nią lekko.
JA PIERDOLE. 
To naprawdę się dzieje.
Moje ciało jest w niej. 
Powstrzymuje się, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Ale ja chce ją słyszeć. Chcę słyszeć każde pojedyncze westchnięcie jakie będzie wychodziło z jej gardła. 
Cofam lekko biodra i wypycham je mocno w jej stronę. 
Skomli.
Chryste Panie, skomli tak głośno, że sam wypuszczam z siebie westchnięcie. Zaczynam całować jej szyję, miejsce za uchem, znaczę ścieżkę pocałunków na jej ciele i jestem pewien, że gdy spojrzy w lustro, będzie wiedziała, gdzie i JAK ją całowałem. Liczne ślady ukąszeń czy malinek przypomną jej, jak bardzo ją pragnę. Wiem, że moje pchnięcia są jak nasz pierwszy seks zbyt brutalne, ale nie potrafię za cholerę przestać. Nawet gdy próbuję się powstrzymać i lekko zwolnić, ona wzdycha lub jęczy, a mnie szlag jasny trafia i chcę więcej jej dźwięków, więc poruszam się mocniej. 
Z jej ust wychodzi moje imię i słowo daję, moje mięśnie zaczynają przez to drżeć. Co ona ze mną do cholery robi? Wbija paznokcie w moje ramiona, drapie, przeczesuje moje włosy i wierci się na łóżku i mam ochotę wyć i jęczeć całując jej delikatną skórę. 
Chcę wiedzieć czy czuje to wszystko co ja. Całuję ją lekko i patrzę jak ciężko oddycha.
-Powiedz mi… -zaczynam i jest to o wiele trudniejsze niż się spodziewałem, chcę sobie jakoś ulżyć i znów ją pocałować, ale jedynie wypuszczam powietrze w jej wargi. – Jakie to uczucie? –kończę swoją myśl, będąc dumnych, że w ogóle cokolwiek więcej dodałem. 
-Nie mogę. –odpowiada natychmiast. Jezu, muszę to wiedzieć. 
-Proszę… Spróbuj mi powiedzieć. Co czujesz? –dyszę i za cholerę nie mogę powstrzymać się przed wypychaniem bioder w jej stronę.
-Ciepło –mówi odchylając głowę tył. Chcę, żeby na mnie patrzyła dlatego natychmiast wędruję ręką do jej szyi i przywracam jej głowę do poprzedniej pozycji –właściwie, gorąco. –dodaje skomląc i muszę pocałować jej usta, które tak podrażniłem, że stały się mocno malinowe.
Nie mogę się powstrzymać, po prostu nie mogę. 
-Ból –kontynuuje. Kurwa, oszaleję z nią, przysięgam.
-Jaki ból? –pytam i modlę się, żeby nie kazała mi przestać.
-Przyjemny –szepcze i mam ochotę przywrzeć do niej mocniej, ale nie będę ryzykował. Jest taka słodka, masakra. –Harry, czuję cię wszędzie. Jesteś takim… pieprzonym kretynem. –wiedziałem, że humorek jej nie opuścił. Cholera, uśmiecham się i łaskoczę jej nos swoim.
-Widzę, że mechanizm obronny nadal masz włączony. –komentuję i ponownie ją całuję.  
Chcę być bliżej. Chcę ją usłyszeć, dosadnie i głośno jak nigdy dotychczas. Chcę, żeby krzyczała moje imię, gdy będę wlewał w nią swoje spełnienie.
Nie wytrzymam długo, a przecież to panie mają pierwszeństwo. 
Przez jej ciało przechodzi dreszcz. 
Dobrze, to znaczy, że to już nie może wytrzymać. 
Ze wszystkich sił staram się nie wypuścić z siebie niczego, pomijając delikatne westchnięcia, ale z każdą sekundą jest coraz ciężej. 
Otwiera usta. Patrzę na nie, a ona wydaje się tego nie zauważać, jakby była zupełnie indziej. 
Cholera jasna, chcę usłyszeć cokolwiek. Nawet lekki pomruk, ale musi coś zrobić. Nie mam pojęcia dlatego tak rozpaczliwie tego pragnę, ale to niesamowicie podnieca. 
-Oh Harry. –jęczy tak głośno i tak cudownie, że mam ochotę się rozpłakać. Zaciskające się wokół mnie jej ścianki i rozchodzące ciepło jej orgazmu, sprawiają, że poruszam się jeszcze mocniej. 
Ma zaciśnięte oczy i skomli moje imię nieustannie, ale pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
-Spójrz na mnie… skarbie. –mówię do niej, a ona wykonuje moją prośbę od razu. 
Dochodzę, gdy tylko jej oczy odnajdują moje. Nie spodziewałem się, że zachowam się tak cholernie bezbronnie i wyjęczę pół litanii, bo sądząc po długości moich dźwięków, właśnie mniej więcej tyle to trwało. 
Julie zaczyna lekko mnie głaskać i otulać ramionami, gdy głośno dyszę. Podnosi moją głowę za podbródek i łączy razem nasze usta. 
Chcę jej podziękować za jej oddanie. Całuję ją najdelikatniej jak potrafię i chcę przemówić pierwszy, ale jest szybsza.
-Tak strasznie Cię nienawidzę – szepcze, a ja się uśmiecham.

-Zamknij się. – uciszam ją, muskając ponownie jej wargi.

*oczami Julie*
Głaszcze moje włosy i muska moje usta. Jest taki delikatny, spokojny. Jakby w ogóle mnie przed chwilą nie przeleciał. 
-Harry, nie wybaczę ci tego. -mówię i sunę dłońmi po jego plecach. Jestem idiotką, ale cholera nigdy nie było mi tak dobrze.
-Cicho Julie, nie atakuj mnie tak szybko.
-Nie atakuję cię, po prostu... ugh- jęknęłam i schowałam twarz w dłonie.
-Zobacz jak do siebie idealnie pasujemy. -powiedział i poruszył się we mnie lekko. Westchnęłam i momentalnie zamknęłam oczy. -Czujesz mnie Julie? Czujesz jak jest nam dobrze? Cholera jesteś taka wygodna. -zaskomlał i pocałował mnie za uchem. 
Jeśli zaraz nie przestanie, dojadę jeszcze raz. 
Jezu, nie mogę.
Jego delikatne ruchy doprowadzały mnie do obłędu. 
Jak to możliwe, że podobają mi się jego powolne jak i te stanowcze pchnięcia ?
Muszę to przestać chociaż bardzo nie chcę. 
Jęknęłam mimowolnie i otuliłam jego policzki, żeby spojrzał mi w oczy.
-Przestań Harry. -powiedziałam z ogromną niechęcią i stęknęłam cicho. 
-Daj mi się tobą nacieszyć, zanim znowu staniesz się wkurwialajcą wiariatką, którą jakimś cudem pokochałem. -jęknął i przytulił się do mojej piersi słuchając jak bije mi serce.
A waliło jak popieprzone. 
Ja pierdole.
On musi przestać, bo ja nie wytrzymam dłużej dzisiejszego dnia.
Wbyt wiele się zdarzyło, żeby wyznawał mi jeszcze takie rzeczy, do cholery. 
PIEPRZONY KRETYN.

A jednocześnie uroczy mężczyzna. Mój mężczyzna.
O słodki Jezu...


______________________________________________


hihihihihihii ^^
zaskoczone? XD

koniecznie dzielcie się wrażeniami ! :D


Rozdział pisany z moją kochaną pisareczką 
gdyz iż ponieważ ona lepiej  ogarnia pisanie takich
rzeczy XD
Blog tego aniołka : http://dont-you-say.blogspot.com/
  
SPOTKAŁAM SIĘ Z TYM ANIOŁKIEM W ZESZŁĄ SOBOTĘ PO PONAD PÓŁ ROKU 
PISANIA, ROZMÓW NA SKYPE, ROZMÓW PRZEZ TELEFON, SMS-ÓW
I BYŁAM W TĄ SOBOTĘ NAJSZCZĘŚLIWSZA NA ŚWIECIE BO W KOŃCU JĄ PRZYTULIŁAM
SIEDZIAŁA NAPRZECIWKO MNIE 
Jezu to uczucie gdy ją zobaczyłam, jest nie do opisania, ale to jedno z najlepszych przeżyć ok ♥
więc dziękuję Ci kochanie za to, że jesteś, że mogłam Cię zobaczyć, przytulić, porozmawiać, za pomoc z rozdziałem, za pomoc we wszystkim, wsparcie i wszystko wszystko ♥
KOCHAM CIĘ SKARBIE♥


 A WAM MISIE DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERDUSZKA ZA WASZ REKORD 18 KOMENTARZY
JESTEŚCIE CUDOWNE ♥




środa, 28 stycznia 2015

31. I hate you...



muzyczka :>


It was the fourth of July
You and I were, you and I were fire, fire, fireworks
That went off too soon

WIEDZIAŁAM, ŻE NIE ZAWIEDZIECIE MNIE Z KOMENTARZAMI
DZIĘKUJĘ MYSZKI ♥
pobijecie swój rekord 13 komentarzy?  *.*

-Chyba temat rodziny został wyczerpany. – odchrząknął Harry.
-Przeciwnie. – wpadła mu nagle w słowo Gemma. Harry i Nick spojrzeli na nią zaskoczeni. Natomiast dziewczyna  była wściekła.
Wiem, co ma zamiar zrobić. Ale w tym momencie ani trochę nie jest mi szkoda Harry`ego.

-Wiesz, Harry nie było okazji, żeby porozmawiać o naszej wspólnej sprawie, a mianowicie tego co się dzieje z naszą rodziną. – Gemma mówiła spokojnie, ale było po niej widać, że jest zdenerwowana.
-Nie powiem, ale i mnie to ciekawi. – prychnęłam. Nick był nieco rozkojarzony i bardzo wiedział co powinien zrobić.
Natomiast Harry wbijał wzrok to we mnie to w Gemmę.
-Nie ma tu o czym rozmawiać. – warknął.
-Jest, Harry. – odparła twardo Gemma. Nick spoglądał  na nas, nie wiedząc jak się zachować. W końcu tylko wziął za rękę Gemmę.
-Przestań, Gemma. To dotyczy tylko mnie i rodziców. – nie ustępował Harry.
-No popatrz. – prychnęłam lekceważąco.
-A mnie nie? – uniosła brwi Gem.
-Gemma, zostaw ten temat. – burknął ostrzegawczo Harry.
-Może naprawdę zmieńmy temat… - zaczął Nick, ale Gem go skutecznie zagłuszyła.
-Nie Harry! – krzyknęła, aż wstając. – Zawsze mówiłeś, że nienawidzisz tego jak ojciec się zachowuje, jak wszystko bagatelizuje, a teraz robisz dokładnie to samo! To Cię nie ominie!
Harry zacisnął szczęki.
-Nie będę o tym z tobą rozmawiać. – syknął Harry.
-A z kim, do cholery?! Skoro nie z Julie, nie ze mna, to z kim?! – patrzyła na niego z wyrzutem.
Harry momentalnie zmroził mnie wzrokiem.
-Rozmawiałaś o tym z Gem za moimi plecami? – zmarszczył brwi. Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, Gemma zrobiła to za mnie.
-Sama zapytałam! I nie mów do Julie w ten sposób, bo do cholery jasnej, właśnie dojebałeś jej, robiąc komentarze na temat jej rodziny i zachowałeś się jak dupek, nawet jej nie przepraszając! – wyrzuciła ręce w górę. Aż otworzyłam buzię ze zdziwienia, przekleństwa w jej ustach brzmiały aż nienaturalnie. Sądząc po zszokowanej minie Nicka, coś takiego nie zdarza się często.
-Nie chciałem tego, okej?! – teraz Harry też podniosł głos i też wstał. Oh Boże.  – Wiem, że często mówię bez zastanowienia, ale taki właśnie jestem! Próbuję, ale nie zawsze nad tym panuję.
-Ty w ogóle nad tym nie panujesz. – zauważyłam. Zwróciłam tym samym jego uwagę.
-Proszę Cię Julie, nie dokładaj się do tego jeszcze ty. Prosiłem, żebyś zostawiła sprawę mojej rodziny, bo to moja sprawa. – powiedział nieco spokojniej, ale rozjuszył mnie tym.
-Od tygodnia nie słyszę nic innego Harry! – ja też wstałam. – Nie widzisz, jaki jesteś zaborczy?! Co tak strasznego jest w tym temacie, że go unikasz? Czemu nie dajesz szansy sobie i bliskim? Nie pojmuję tego! - westchnęłam głęboko.
- I ja też nie! – zawołała Gemma.
-Co was dwie opętało, do cholery? Uwzięłyście się na mnie, czy co? – warknąl Harry. Nick dalej siedział na kanapie nie chcąc się wtrącać.
-Bo może się o Ciebie troszczymy i martwimy? Czy to właśnie nie jest to, co robisz, gdy kogoś kochasz? – Gemma była na skraju wytrzymałości, a ja drgnęłam na słowo ,,kochasz”. Ten nasz ,,związek” wszystko utrudnia, padają zbyt duże słowa.
Albo po prostu aż za bardzo trafione.
-Gemma, naprawdę, daj spokój. Mam z Tobą kontakt i to jest dla mnie najważniejsze, rodzice najwidoczniej tego nie chcą! To wszystko w tym temacie! Mam Ciebie i Julie, nie mam rodziców, koniec tej rozmowy! Powinniśmy już wracać do domu!- zawołał.
-Harry, proszę Cię… - zaczęłam o wiele spokojniej, chcąc w tym momencie tylko mu pomóc, ale przerwał mi.
-Julie, naprawdę, nie wtrącaj się w to więcej i nie zaczynaj ze mną tego tematu, - warknął. Jest naprawdę wściekły. – Dlaczego Cię to w ogóle obchodzi? Czemu tak strasznie Ci na tym zależy?!
-Bo może zalezy jej na tobie tak jak i mi! – zawołała Gemma. Już nie dbałam to, żeby myśleć nad tym co powiedziała. Zależy mi.
Zależy mi na tym, żeby mu pomóc.
Zależy mi na tym, żeby go uspokoić.
Zależy mi na nim. I to cholernie bardzo.
-Harry.. – zaczęłam ponownie strarajac się go uspokoić i już sięgałam dłonią do jego barku, gdy znowu wpadł mi w słowo.
-Jeśli myślisz, że możesz leczyć swój brak matki na mojej rodzinie, to się grubo mylisz!- zawołał nagle. Moja dłoń zastygła w powietrzu. Momentalnie zapadła cisza, przerywana tylko przez gwałtowne oddechy Harry`ego. Poczułam bolesne ukłucie w sercu i łzy napływające do oczu. Spięłam się w sobie żeby to powstrzymać i opuściłam spokojnie dłoń.
,, Jeśli myślisz, że możesz leczyć swój brak matki na mojej rodzinie, to się grubo mylisz!”
Kurwa, ała.
Oczy całej trójki były skierowane na mnie, jakby tylko czekali aż się tutaj rozpadnę. Nie. Nie tym razem.  Harry patrzył na mnie przerażony, otwierając i zamykając usta, a Gemma miała otwarte z szoku usta. Niespodzianka, Gem, oto twój kochany braciszek Styles!
-Julie… - zaczął Harry i podszedł do mnie gwałtownie, ale tylko cofnęłam się o krok i uniosłam dłoń, by go zatrzymać.
-Myślę, że lepiej będzie jak już wrócimy. – powiedziałam spokojnie. Jestem dumna, że głos mi się nie trząsł. Ledwo oddychałam, próbując powstrzymać łzy cisnące się do oczu, ale jakoś wytrzymałam.
-Odwiozę Was. – powiedział cicho Nick i poszedł po kluczyki i kurtkę. Ja wzięłam torebkę.
-Julie... Ja naprawdę nie… - Harry znowu zaczął, ale ja podeszłam tylko do Gemmy.
-Dziękuję za wszystko kochana, przepraszam i jeszcze raz wszystkiego najlepszego. – przytuliłam ją, starając się brzmieć jak najnormalniej. Dziewczyna natomiast zatrzymała mnie w uścisku na dłużej.
-Przepraszam. – szepnęła mi tylko na ucho. Uśmiechnęłam się do niej słabo i poszłam za Nickiem. Nie obchodzi mnie czy Styles za mną idzie czy nie. Usłyszałam krótką wymianę zdań pomiędzy nim a Gemmą i jego szybkie kroki za mną. Nick stał przy drzwiach i patrzył na mnie z troską. Zatrzymał mnie go przechodziłam, przez drzwi, które dla mnie trzymał i zadał mi nieme pytanie. Kiwnęłam tylko głową i wysiliłam się na uśmiech.
Zeszłam po schodach na dół, słyszac za sobą spokojne kroki Nicka i nerwowe kroki Harry`ego. Kurwa, to naprawdę zabolało.
Bardziej niż mogłabym się spodziewać. Zwłaszcza, że padło to z jego ust. A najśmieszniejsze jest to, że zdałam sobie sprawę, że w pokręcony sposób, cholernie mi na nim zależy. W takim momencie.  Nawet bardziej niż zależy… Ja go… Ja go… Zacisnęłam mocno powieki.
Teraz? Nie chcę go więcej oglądać. A na myśl o czekającej mnie nocy w jego domu, robi mi się niedobrze.
-Julie… - Harry powiedział cicho gdy w końcu znalazł się przy mnie.
-Daj mi spokój. – syknęłam tylko i wsiadłam do auta. Powoli się ściemnia. Zanim dojedziemy będzie już ciemno i późno.
Mam tego dość. Jednocześnie chcę Styles`a i mam go tak bardzo dość.
Czuję tylko narastający ból i wściekłość.
Niech to się skończy.
~*~

Przez całą drogę usilnie wbijałam wzrok w widok za szybą, mimo, że jedyne na co miałam ochotę to odwrócić się w stronę Harry`ego  i wykrzyczeć mu w twarz jakim jest zaborczym i zadufanym w sobie idiotą, a potem w tą obrzydliwie przystojną twarz mu po prostu z całej siły przywalić.
Ale nie. Nie będę więcej marnowała energii na Harry`ego Styles`a i jego humory.
Nigdy więcej.
Naprawdę nienawidzę go. Tak, aż UGH, do cna!
Naprawdę nie wiem co ja jeszcze robię z nim w jednym samochodzie. Dlaczego do cholery jasnej od razu gdy zaczął mnie irytować nie mogłam go po prostu zignorować i zapomnieć o jego istnieniu?
NIGDY nie spotkałam tak irytującej i upartej osoby jak Styles. W jednym tylko ma zawsze swoją cholerną rację: zawsze dostanie tego, czego chce.
Ja też mam zawsze jedną cholerną rację: jestem naiwna i głupia. Ba, mało tego wbrew pozorom jestem ułomna, aż przykro. Daję sobą rządzić i manipulować. UGH.
Gdyby tak nie było nie siedziałabym teraz w jednym cholernym aucie z cholernym Styles`em!
A już myślałam, że będzie ok. Że mimo jego charakteru i droczenia się, które wbrew pozorom polubiłam, to Harry jest jednak kimś… kimś…. KIMŚ.
BUM, niespodzianka Julie!
Harry Styles to skończony…
-Jesteśmy. – Nick powiedział niepewnie, pozorując uśmiech.
-Dziękuję, cześć. – powiedziałam tylko i od razu wysiadłam. Mam dosyć atmosfery w tym pieprzonym aucie.
Przez całą drogę milczeliśmy.  Nic już dawno zaprzestał jakichkolwiek prób nawiązania luźnej rozmowy.
Widziałam po jego minie, że bał się odezwać, jakby przez jedno słowo, momentalnie uwolniłby lawinę wyzwisk i krzyków.
Cholera, niby taka głupota, a tak bardzo się pokłóciliśmy.
Ale to już ostatni raz kiedy się kłócimy. Ba, to będzie ostatni raz gdy się widzimy.
Nie będę dłużej taką idiotką.  Po prostu NIE.
Gdybym tylko nie musiała nocować dzisiaj u tego kretyna.
Ale Nick żyje w takim a nie innym przekonaniu i mimo kłótni nie mogę od tak  nie jechać na noc niewiadomo gdzie skoro ,,mieszkam z Harry`m”. Swoją drogą to już za daleko zaszło. Przyjazdy, rozmowy, okej. Ale do cholery mieszkanie?
Momentalnie zamarłam gdy pomyślałam o tym, co z dziadkami Harry`ego i Gemmą, którzy są przekonani o naszym związku. Po tych wszystkich słowach od tak mam urwać kontakt?
Jak mam im wyjaśnić to że nie ,,jesteśmy razem” bo nigdy razem nie byliśmy? I jak wyjaśnić że ,,zerwałam”?
DO CHOELRY JASNEJ W CO JA SIĘ WPAKOWAŁAM.
Po prostu nie chcę już nigdy więcej mieć nic wspólnego z kimś takim jak Harry Styles. Ale miło by było gdybym przy okazji nie raniła i nie zawiodła jego rodziny.
Ouhh…
Gdyby jeszcze nie było tak ciemno i daleko to wróciłabym pieszo. Ale cholera, boję się. Po prostu się boję. Z Dylanem sytuacja dalej nie jest zbyt dobra wiec odpada. Vic pewnie na imprezie w takim a nie innym stanie. Lucy i Niall są w Mullingar. Reszta chłopaków? Pewnie w swoich domach, przy swoich rodzinach, dziewczynach. OUH.
Na taksówkę nawet nie mam kasy. Kolejny błąd, Julie. ZAWSZE pamiętaj żeby sprawdzić czy przełożyłaś portfel do innej torebki, którą zabierasz.
Czemu to zawsze spotyka mnie? ZAWSZE musze znaleźć się przez swoją ułomność i głupotę w takiej sytuacji bez wyjścia i ląduję z najgorszą możliwą opcją, która niczego nie poprawia.
I dlaczego, do cholery, JA?!
Usłyszałam kroki Styles`a za sobą. Minął mnie i otworzył drzwi domu. Poczekał aż wejdę pierwsza.
Pieprzony dżentelmen się znalazł. Nawet na niego nie spojrzałam i weszłam do środka.  Gdyby tylko chłopaki nadal tu mieszkali, mogłabym bez problemu wrócić do domu. Nawet gdyby mnie nie odwieźli, to chociaż odprowadzili.
Zerknęłam na zegarek. 23:35.
Mimo to nie byłam zmęczona, buzowała we mnie złość, żal i rozczarowanie. Nie wiem skąd te dwa ostatnie uczucia, ale okej.
Harry po chwili pojawił się obok mnie ze swoją dużą koszulką w dłoni. A SPODENKI?!  Popatrzyłam tylko na niego wrednym wzrokiem i bez słowa ruszyłam do łazienki. Przez te liczne wizyty  już orientowałam się w tym domu, nawet w szafkach w kuchni.
Ugh, kolejny błąd, nigdy nie powinno mnie tu być.
Weszłam pod prysznic. Gorąca woda odprężyła mnie trochę. Teraz było mi bardziej smutno, niż byłam zła. Chociaż czułam po sobie, że gdy tylko zobacze go po wyjściu z łazienki, dostanę szału.
W głowie nadal brzmiały mi słowa Styles`a. Że nie powinnam się wtrącać, że powinnam się zająć własną NIEPEŁNĄ rodziną. Ale i tak najbardziej zabolały mnie dopiero jego późniejsze słowa:
,, Jeśli myślisz, że możesz leczyć swój brak matki na mojej rodzinie, to się grubo mylisz!”
Poczułam łzy napływające mi do oczu. To był dla mnie ciężki temat. Niby na codzien tego tak nie odczuwałam, ale jednak nadal bolała mnie śmierć mojej mamy.
Czy rzeczywiście to popychało mnie do tych kłótni ze Styles`em o jego rodzinę?
Czy to jakoś na mnie oddziaływało? Może.
W każdym razie to wystarczyło, żeby posypały się następne pełne goryczy słowa  z moich ust.  Jeszcze próbował mnie za to przepraszać.
Ale jak widac, po Styles`ie prędzej czy później, wszystko spłynie.
Szybko i on zaczął mnie atakować. Nie wiem jak mam wytrzymać tą noc w tym domu.
Wyszłam spod prysznica, wysuszyłam się i założyłam koszulkę, którą mi dał. Ma szczęście, idiota, że jest dość długa.  Wzięłam oddech na uspokojenie nerwów rosnących z każdym moim krokiem ku drzwiom łazienki.
Wyszłam. Bez zastanowienia ruszyłam do jednego ze znanych mi już pustych pokojów, wcześniej to był chyba pokój Zayn`a, był na samym końcu korytarza, cóż najbardziej oddalony od sypialni Styles`a, więc to chyba wystarczający argument, żeby tam spać. Wyrównałam krok, żeby jak najszybciej przejść obok pokoju Harry`ego, gdzie drzwi były otwarte. Mam cichą nadzieję, że ten idiota jest na dolę i będę mogła w pokoju iść spać, a rano wrócić do domu.
Moje serce przyśpieszyło, gdy zbliżałam się do otwartych drzwi.
Słabe światło księżyca padło na moją twarz, gdy znalazłam się idealnie w drzwiach pokoju.
-Julie. –usłyszałam jego głos w chwili gdy już miałam minąć pokój.
NIE, CHOLERA, NIE.
Zignorowałam to. Po prostu poszłam dalej do pokoju.
-Julie! – usłyszałam wyraźniej.
Wołać to ty sobie możesz.
-Julie do cholery! – mogłam usłyszeć walenie swojego serca gdy usłyszałam kroki Styles`a.
Przyśpieszyłam, żeby zdążyć zamknąć mu drzwi pokoju przed nosem. Szybkie kroki za mną. O nie, nie wyrobię się.
-Julie, przestań! – minimalnie podskoczyłam na jego wściekły ton i wpadłam do pokoju.
Gdy tylko się odwróciłam z nadzieją na zamknięcie w porę drzwi, prawie wpadłam na rozjuszonego Harry`ego.
Momentalnie złapał moje ramiona na wysokości łokci. Nie mocno, ale na tyle skutecznie, żeby odebrać mi pewność siebie.
-Nie pamiętasz, co Ci kiedyś powiedziałem? – warknął nachylając się do mnie.- Nigdy. Mnie. Nie. Ignoruj. – akcentował każde słowo do mojego ucha. Nie głośno, ale cholera, przerażająco.
Momentalnie złość we mnie wezbrała. Znowu mną rządzi, a ja się temu poddaję. Nie.
-Puść mnie. – odsunęłam się wyrywając moje ręce.
-Przestań stosować na mnie jakieś pieprzone kary milczenia i fochów i nie zachowuj się jak dziecko ! – zdecydowanie podniósł głos.
Aż cała buzowałam wewnątrz. Jest TAK BARDZO irytujący, a jednocześnie taki…
- Ja się zachowuję jak dziecko? Spójrz na siebie Styles! To ty zawsze musisz dostać to czego chcesz! To ty nie liczysz się z uczuciami innych! To Ciebie obchodzi tylko własny tyłek! Więc do cholery nie mów mi, że to ja zachowuję się jak dziecko! – też podniosłam głos do krzyku.
-A jak nazwiesz te twoje pieprzone fochy?!
-Nawet nie zaprzeczasz, że taki jesteś. – prychnęłam z ironią.
-Dobrze wiesz, ze tak nie jest! Nie wmawiaj mi, ze nie obchodzą mnie uczucia innych i nie troszczę się o nikogo poza mną!
-Oh, proszę Cię! A kogo niby tak bardzo się troszczysz?! –aż mnie nosiło ze złości.
-O Ciebie! – wykrzyczał.
Nie mogłam opanować śmiechu. Sarkastycznego śmiechu.
-Śmieszne, Styles. – prychnęłam z pogardą, na co zacisnął szczęki. – Tak bardzo się o mnie troszczysz, że aż musisz mną manipulować i wypowiadać się o moim życiu i MOICH uczuciach, mimo, że nie masz o tym NAJMNIEJSZEGO pojęcia?! To fakt, masz rację, jeśli tak dla Ciebie wygląda troska, to jesteś pieprzonym świętym Harrym Styles`em z pieprzonego Northland! Gratuluję!
Harry przebiegł palcami po swoich włosach.
-Przepraszałem Cię za to! Wiem, co powiedziałem, nie miałem tego do cholery na myśli! Nie myślę tak! Wiem, że przegiąłem, okej? Ale naprawdę żałuję! – nieco ściszył głos.
Za to ja się nakręcałam.
-Co mi z tego, Harry?! Ty zawsze mówisz coś ,,w złości” a potem przepraszasz! A ludzie zawsze Ci wybaczają! Tylko co mi po twoich przeprosinach? To, ze powiesz jedno nic nie znaczące słowo, nie zmieni tego, co poczułam! Nic nie zmieni!
-Julie, wiem, po prostu…
-Nie, Harry! Mam Cię dość rozumiesz?! Tak samo jak traktujesz mnie, traktujesz innych ludzi, nawet swoją rodzinę!- wiem, ze uderzam w jego słabe strony i wrażliwe tematy, ale teraz mam to gdzieś.
-Zrozum w końcu, że sprawa mojej rodziny nas nie dotyczy! A to, że ty cały czas będziesz mnie przekonywać do czegokolwiek, nic nie zmieni! Nie masz i nie będziesz mieć na to wpływu okej?
- Bo ty nie chcesz, żeby ktokolwiek miał na to wpływ! Nie przeszkadza Ci to, jak jest, bo już się przyzwyczaiłeś i nie walczysz! Ale przykro mi, że cię rozczaruję, tym razem nie dostaniesz od tak tego czego chcesz!
- Nie liczę na to! Przestań do cholery drążyć ten temat! – warknął.
-Jesteś niemożliwy! Pretensje o to wszystko możesz mieć tylko do siebie, a i tak masz je do wszystkich innych dokoła! To jest fair?
-A do kogo ty masz pretensje? Kiedy coś złego się stanie, cokolwiek, nawet ta sytuacja z Dylanem, do kogo masz pretensje?
-Do siebie! – zawołałam.
-A przy okazji wyładowujesz się na innych!
-Ja? Wiesz co Harry, akurat ty nie powinieneś się wypowiadać o wyładowywaniu złości na innych!
-Boże, czemu ty jesteś taka uparta?!
-To ty jesteś zaborczy! Nie widzisz nigdzie swojej winy, zawsze liczysz że wszystko przyjdzie samo, nawet się o to nie starając!
-WIEM, że nie jestem święty, okej? Wiem. Ale to jest moje życie.
-No to życzę powodzenia. – prychnęłam.
-Jezu, jestes niemożliwa. Nadal Cię boli to co powiedziałem i dlatego się tak denerwujesz, prawda?
-Nie zmieniaj tematu! – warknęłam.
-Trafiłem. – mruknął tylko.
Może i trochę tak. Ale nie tylko o to mi chodziło.
Chodziło mi o coś więcej. Dużo więcej.
- Dlaczego nie umiesz niczego załatwić normalnie, dlaczego taki jesteś? Nigdy nie wiadomo co w danej chwili myślisz, co sądzisz czy czujesz! Myślisz, że to jest takie fajne uczucie, nie wiedzieć na czym się stoi? – wyrzucałam z siebie słowa bez ładu i składu nie zważając na to, że mogę powiedzieć za dużo.
-Powiedziałem, żebyś zostawiła temat rodziny  w spokoju! –znowu się wściekł.
-Gdyby to tylko o twoją rodzinę chodziło, Harry!  Jesteś idiotą, wiesz?!
-A ty jesteś niemożliwa! Po prostu niemożliwa! I tak cholernie uparta jak nikt inny!
Czułam, ze zaraz oszaleję.
Momentalnie podeszłam do niego bliżej.
-NIENAWIDZĘ CIĘ! – krzyknęłam mimo, że miałam ochotę dodać coś jeszcze.
-A JA, CIĘ KOCHAM ! - wykrzyczał nagle i momentalnie zanim zdążyłam zarejestrować znaczenie jego słów, poczułam jego usta na swoich.
_________________________________________________________


LOVE IS IN THE AIR



KONIEC MĘKI
NIE MA ZA CO xd



nie to żeby coś ale przyszły rozdział jest wyjątkowy, pisany z moją cudowną Agnes - @dont_you_say
której niewątpliwy talent pisarski możecie śledzić tutaj: http://dont-you-say.blogspot.com/

WIĘC SZYKUJCIE SIĘ MYSZKI ♥

3 dni do ferii
10 dni do spotkania z moim cudownym aniołkiem ♥

KOCHAM MOCNO
sincerely
@sheeranable

niedziela, 18 stycznia 2015

30. Blank Space


Stać Was spokojnie na 10 komentarzy i ja to wiem i ty to wiesz, prawda?

Byłoby miło zobaczyć znowu 10 lub więcej :>
komentarze=motywacja


*oczami Harry`ego*
-Mam nadzieję, że jakoś się to ułoży. – westchnął Horan, biorąc łyk piwa. Wieczór postanowiłem spędzić z chłopakiem, żeby wyluzować i odpocząć od tego wszystkiego. A przede wszystkim pogadać o wszystkim i o niczym.
-Jeśli chodzi o Ciebie i Lucy, to chyba świat by się musiał skończyć, żeby się nie ułożyło. – powiedziałem opierając się o stolik przy którym siedzieliśmy.
Nie doczekałem się odpowiedzi.
Cały czas nurtowała mnie jedna sprawa. I oczywiście, dotycząca Julie, bo jakżeby inaczej.
Nie chce zniknąć z mojej głowy, cały czas jest w moich myślach, po dzisiejszym dniu, szczególnie. A ja zacząłem myśleć.
Mam na myśli, tak naprawdę.
Zdecydowanie nasza relacja jest popieprzona. Kłócimy się, śmiejemy się, całujemy się, znowu się kłócimy, przytulamy się i mówimy jak siebie nie znosimy.
Z lekka chore.
Co dziwniejsze, nie przeszkadza mi to. Nie wiem, to głupie.
Ale nie przeszkadza mi to, jak chore jest to, co jest między nami, mimo, że dostrzegam tą absurdalność.
Okej, jestem zdrowo jebnięty. Ale to jest takie dziwne, to, co czuję będąc z Julie. Co czuję, jakby, kurwa, do niej.
  CO? 
-Niall, co właściwie czujesz do Lucy? W sensie, kochasz ją, zależy Ci, okej, ale co czujesz, jak, no, kurwa… - zirytowany przeczesałem włosy. – Po prostu co do niej czujesz, skąd wiesz, że Ci zalezy i tak dalej? – wysłowiłem się w końcu.
-Po prostu wiem. Nie wyobrażam sobie dnia bez niej, bez jej uśmiechu, czy rozmowy z nią. Potrafi mnie uspokoić, pogadać, jakby, sprawić, że wszystko jest prostsze niż było. Uwielbiam jej towarzystwo, bliskość, śmiech. To, co ona ze mną robi… Nie wiem, to dziwne uczucie, ale takie… fajne. – Horan też gubił się powoli w tym co mówił. Nie wiem czy to za sprawą kolejnego piwa, czy tego, że też różnie mu idzie gadanie o uczuciach i tym… wszystkim.
-Czemu pytasz? – zerknął na mnie.
Uh.
-Nie wiem. Bo, kurwa, Niall nie mam pojęcia o tych związkach, big love i tym gównie, nie czuję się w tym okej, stary. Nie wiem, to dziwne. Dla niektórych to jest takie naturalne, a dla mnie dziwne. – skrzywiłem się.
-Julie? – zapytał tylko blondyn.
-Tssa… - mruknąłem, biorąc łyk piwa. – Wiesz, nie myślałem wcześniej o niej w żaden sposób. Jest gorąca, okej. Ale gorących dziewczyn jest od chuja. Uwielbiam się z nią droczyć, wkurzać ją, zawstydzać… Dopiero niedawno zacząłem, nie wiem, myśleć o tym? – zapytałem bardziej sam siebie. – I nad tym co mówiłeś jak do mnie przyszedłeś. Że bez Lucy dostajesz szału, nie możesz się skupić, czyli to jakby znaczy, że Ci na niej zależy. A ja dokładnie tak samo miałem wtedy. Julie się do mnie nie odzywała a ja dostawałem przez to pierdolca. Nie wiem, potrzebuję jej. Po prostu, jakbym był uzależniony, czaisz? – wziąłem większy łyk.
-Chyba wpadłeś Styles. – mruknął Niall, uśmiechając się.
-Horan, nie śmiej się, nie ogarniam co się dzieje, okej? – burknąłem.
-Ja Ci nie powiem, stary. Ty sam musisz wiedzieć co czujesz. .
-Skąd?
-Harry, kurwa, nie wiem. Czy chcesz jej w swoim życiu, co czujesz jak z nią jestes, czy Cię pociąga, no czy ją kochasz… - przerwał nagle. Popatrzyliśmy na siebie.
-Czy możemy być bardziej gejami? – parsknąłem, a Horan momentalnie zaczął się śmiać a ja razem z nim.
-HA! GAYYYYY!* – zawołał Horan i zaczęliśmy się śmiać jak nienormalni.
Julie też pewnie by się z nas śmiała, że zrobiliśmy się tacy uczuciowi i wrażliwi nad piwem.
Cholera, znowu ona w moich myslach. SKĄD?
Kurwa, chyba zależy mi bardziej niż myślałem. 


*oczami Julie*
-Skoro go nie znosisz, czemu to robisz? Czemu z nim jedziesz? – Vic spojrzała na mnie, marszcząc brwi, gdy przymierzyłam kolejną sukienkę.
Westchnęłam.
-Vic, nie wiem. – jęknęłam.
-Nie nadążam, Shawty, naprawdę. – skrzywiła się blondynka. – Mówisz, że go nienawidzisz, potem się z nim całujesz,  tęsknisz, znowu się z nim kłócisz i Cię wpienia, a gdy potrzebuje pomocy to nawet się nie wahasz. Gdzie logika?
-Nie ma. – mruknęłam i rzuciłam się bezradnie na miejsce obok niej, na łóżku.
-No właśnie. – pokręciła głową Vic.
-Vic, nie umiem ogarnąć tego co się dzieje i co czuję. Naprawdę nie znoszę Styles`a, doprowadza mnie w ciągu sekundy do szału, działa mi na nerwy jak nikt inny. Ale gdy, no, jest po prostu miło...
-Czyli kiedy się liżecie, bo nie macie jak gadać i się kłócić…- wtrąciła blondynka z głupim uśmiechem, za co dostała ode mnie poduszką.
-W każdym razie – zaczęłam ponownie -  kiedy akurat się nie kłócimy, jest fajnie. I naprawdę lubię spędzać z nim czas. Nawet droczyć się z nim lubię. A kiedy mnie całuje… UH. – jęknęłam i schowałam twarz w poduszce.
-Motylki w brzuszku? – zaśmiała się blondynka i dźgnęła mnie w bok.
-Nie wiem, Vic. Za chuja nie wiem o co chodzi z tymi motylkami. W ogóle co fajnego jest w uczuciu, jakby jakieś owady urządzały orgię w środku twoich wnętrzności? – skrzywiłam się.
Blondynka parsknęła śmiechem.
-Blackburn, jesteś niemożliwa. – zawołała, śmiejąc się.
-Możliwe. – burknęłam. – Po prostu lubię jak Styles mnie całuje albo przytula, okej? To przyjemne i podoba mi się to i tyle.
-NIE GADAJ, ŻE STYLES SIĘ PRZYTULA! – Vicky aż usiadła wytrzeszczając oczy.
-Co w tym dziwnego? – zmarszczyłam brwi.
-Myślałam, że Styles to taki typowy bóg seksu, który jak już to po prostu się pieprzy i tyle. A nie bawi się w tulenie i trzymanie za rączki i to wszystko. – wyrzuciła dłonie w górę.
-Nie pochlebiaj mu za bardzo. – prychnęłam. – To nie jest pieprzony Christian Grey.
-Nie zdziwiłabym się jakby miał takie zamiłowania. – uśmiechnęła się, zagryzając wargę.
-Uspokój cycki, nie grozi Ci bycie jego Aną. – mruknęłam.
-TY JESTEŚ O NIEGO ZAZDROSNA! – krzyknęła nagle, podskakując przy okazji na łózku.
-Zamknij się, nie jestem! – zaprotestowałam, chowając głowę w poduszkę.
-Jeśli chcesz wiedzieć co myślę, to moim zdaniem lecicie na siebie i to porządnie.  I , aaaww, ZALEŻY WAM NA SOBIE! –zawołała, uśmiechając się robiąc rozmarzoną minę.
-Na szczęscie nie chcę wiedzieć co myślisz. – burknęłam.
Cholerny Harry Styles...



*następnego dnia, oczami Julie*

Dobry humor jak na razie mnie nie opuszcza. Niall zawiózł mnie i Harry`ego do Gemmy i Nicka. Dlaczego? Bo Harry stwierdził, że musi wypić zdrowie swojej siostry i po prostu Nick nas odwiezie bo on nie może pić bo bierze jakieś leki.  Potem po prostu spędzę dzisiejszą noc  w domu Harry`ego. Bo przecież nie powiem Nickowi żeby odwiózł mnie nagle do jakiegoś domu, skoro teoretycznie, jako szczęśliwa para, mieszkam razem z Harry`m.  Ewentualnie zadzwonię po taksówkę.Droga do Gemmy upłynęła nam na rozmowie i śmiechu, bawiłam się świetnie. To jest akurat ten moment w którym lubię Harry`ego. Po prostu można się z nim dobrze bawić, pogadać o wszystkim i pośmiać się.Gdyby zawsze był taki, nie byłoby dużym problemem, żeby się w nim zakochać.

Chyba za dużo myślę.
Mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej, bo naprawdę nie chcę znowu wracać do nienawiści, co potrafi mi zafundować w ciągu chwili. Boże, mam jakieś bipolarne zapędy.
Niall wraca do domu i jadą z Lucy prosto do Mullingar. Dogadali się w każdym razie. Oby już tak ostatecznie.
Wysiadłam z Harry`m z auta.  Zaczęłam szukać telefonu w torebce, żeby sprawdzić, która godzina. Cholera, nie wzięłam.
Cóż, taksówka odpada, czyli spędzam dzisiaj noc u Harry`ego. W sumie, to nie problem. Poprawiłam bluzkę i włosy.
Jednak zrezygnowałam z sukienki. Jakoś zawsze  gdy mam sukienkę, Harry robi się bardzo dotykalski.
Nie to, zeby  mi to przeszkadzało, czy coś.
Po prostu co za dużo to nie zdrowo.
Miałam bluzkę z baskinką i rurki.
Przed wejściem do ich mieszkania, Harry objął mnie luźno  w talii.
-Gotowa, moja dziewczyno? – uśmiechnął się cwaniacko.
-Gotowa, mój chłopaku. – odpowiedziałam w taki sam sposób,  śmiejąc się, chyba tylko dlatego, ze mam wyjątkowo dobry humor.
Zadzwonilismy do drzwi i już po chwili otworzyła nam rozpromieniona Gemma.
O dziwo, najpierw porwała w ramiona mnie, co z uśmiechem odwzajemniłam.
Zaraz za nią, wyszedł do nas owy Nick. Był wysoki, umięśniony i cóż, cholernie przystojny.
Uściskał mnie na powitanie, przywitał się z Harry`m i weszliśmy dalej. Jak można było się tego spodziewać, panowała przyjazna i luźna atmosfera.
Od razu poszłam za Gemmą do kuchni by pomóc jej w ostatnich rzeczach.
-Jeju, tak się cieszę, że przyjechaliście! – powiedziała wesoło Gemma sięgając po kieliszki.- Mów, kochana, jak tam u Was?
-W porządku. – powiedziałam z uśmiechem.
-Układa  Wam się? –uśmiechnęła się do mnie szeroko, krojąc ciasto.
-Jak nigdy. – powiedziałam. Mijanie się z prawdą naprawdę coraz lepiej mi idzie.
Chociaż faktycznie, jak na razie, dogadujemy się z Harry`m.
-A jak u Was? - zapytałam.
-Bardzo dobrze. - odparła radośnie a jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. - Zaraz po zakończeniu kursów Nicka, jedziemy na małe wakacje do Włoch. - pisnęła podekscytowana.  Boże, to niesamowite patrzeć na tak szczęśliwą osobę.
-To cudownie! - uśmiechnęłam się szeroko. - Jeju, zazdroszczę.Włochy, pogoda, pizza... -zrobiłam znaczącą minę, na co Gemma zareagowała śmiechem. - Włosi... - dodałam po chwili takim samym tonem.
Tym razem obydwie roześmiane  zabrałyśmy ostatnie talerze z ciastami i wróciłyśmy do salonu, gdzie Harry i Nick żywo dyskutowali o jakimś meczu. Chyba szybko złapali wspólny język. I bardzo dobrze.  Gdy tylko usiadłam obok Harry`ego, ten od razu objął mnie ramieniem i przyciągnął nieco bliżej. Uh.
Odprężyłam się nieco pod wpływem jego dotyku. Po chwili rozmowa dalej toczyła się w najlepsze. Tym razem Harry i Gemma rozmawiali z przejęciem a ja i Nick tylko siedzieliśmy uśmiechając się. Cóż.
Nie to, żeby była to jakaś niezręczna sytuacja. Po prostu tak to wygląda. Atmosfera jest luźna, po prostu biorąc pod uwagę nasze świeże więzi, jeszcze nie tak łatwo o niekończące się tematy. Tymbardziej, że Harry i Gemma jako rodzeństwo mieli dużo do nadrobienia.
Niestety już kilkanaście minut później poczułam się nieco gorzej bo i Nick wciągnął się w rozmowę. Cholera. Starałam się skupić na tym, co mówią i jakoś też się włączyć, chociaż słowem.  Czemu akurat dzisiaj muszę być mniej rozmowna? Ale jak się okazało, Harry sam wyszedł mi z pomocą.
-… Zresztą Julie sama wie najlepiej jak trudno jest mnie do tego namówić, prawda kochanie? – rozbawiony Harry spojrzał na mnie.
Od razu się zaśmiałam i ochoczo przytaknęłam. Mam nadzieję, że nie wychodzi mi to sztucznie.
-O Jezu, pamiętam jak trudno było z tobą wytrzymać, jak mieszkałeś w domu, naprawdę Julie, współczuję Ci. – zaśmiała się głośno Gemma.
-Ale jak widzisz, Julie jakoś ze mną daje radę. – uśmiechnął się szeroko Harry i obrócił głowę do mnie, patrząc mi w oczy, nachylając się niebezpiecznie blisko. O cholera, nie, STYLES, TYLKO MNIE NIE CAŁUJ!
Na szczęście Harry tylko uśmiechnął się szeroko i musnął lekko mój policzek ustami, co przypomniało mi tą niedawną sytuację na blacie  w mojej kuchni. O mamo. To było idealne.
Swoją drogą, trochę dziwnie to brzmi, ,,na blacie”.

Po jakichś trzech godzinach słuchania przeróżnych historii, począwszy od dzieciństwa Harry`ego i Gemmy, po aktualne życie Gemmy i Nicka, aż do zmyślonych historyjek Harry`ego na temat naszego ,,związku”,  w końcu udało się wymknąć z Gemmą do kuchni.
Swoją drogą jak Harry umie tak szybko wszystko wymyślać? To jest niepojęte, z jaką łatwością przychodzi mu kłamanie, wymyślanie, omijanie prawdy.

W każdym razie jestem z siebie zadowolona, udało mi się nawet włączyć kilka razy do rozmowy.
Z  Gemmą szybko złapałam dobry kontakt, myślę, że nawet mogłybyśmy być przyjaciółkami. Jest mega pozytywną osobą, a energia chyba nigdy się jej nie kończy. Nick jest też bardzo pozytywny i wesoły, ale nieco spokojniejszy i rozsądniejszy, więc się nawzajem równoważą i tworzą naprawdę świetną i zgraną parę.
Krojąc ciasto i zmywając gadałyśmy o wszystkim, co chwilę się śmiejąc.
-Harry zawsze się ze mnie śmiał jak byliśmy młodsi, że mnie musieli podmienić w szpitalu, bo mam nienaturalnie dużo energii w przeciwieństwie do naszej rodziny. Wiesz jak się przestraszyłam? Płakałam cały dzień! – zaśmiała się, na co jej zawtórowałam.
-Fakt, Harry nie ma takiej ilości energii, jest wręcz leniwy. –zgodziłam się.
-Harry ma właśnie charakter taty idealnie wymieszany z charakterem mamy. Tylko ja się urwałam niewiadomo skąd i przypominam rodzinę tylko z wyglądu. – parsknęła.
Ale w pewnym momencie Gemma spoważniała.
-Julie, mogę o coś spytać? –spojrzała na mnie nieco niepewnie.
-Pewnie. – uśmiechnęłam się do niej.
-Czy Harry powiedział Ci wszystko naszej sytuacji rodzinnej? Mam na myśli, czy mówił coś jak się z tym czuje, czy ma zamiar coś z tym zrobić? Nie musisz o tym ze mną rozmawiać, jeśli nie chcesz. – dodała szybko.
Ano właśnie.
-Spokojnie, Gem. – uśmiechnęłam się do niej słabo i westchnęłam. – Wiem jak wygląda sytuacja, wiem dlaczego… Ale nie wiem nic poza tym. Harry zawsze się odsuwa od tego tematu. Nie rozmawia o tym ze mną, a jak już, to kończy się to kłótnią. Nie chce w ogóle o tym rozmawiać.
Gemma była wyraźnie zmartwiona.
-Ale domyślam się, że wesoło mu nie jest. –westchnęłam.
-Miałam nadzieję, że chociaż z tobą o tym rozmawia, Ale widzę, że charakterek tatusia daje o sobie znać… - skrzywiła się.
-Charakterek tatusia? – zmarszczyłam brwi.
-Twój teść uwielbia uciekać od problemów i udawać że nie istnieją. A broń Boże, żeby o nich rozmawiać. Woli wszystko przemilczeć, ukryć prawdę…. Szkoda gadać. – drgnęłam na słowa: ,,twój teść”.
-Może z tobą porozmawia. – uśmiechnęłam się do niej pocieszająco.
Pokiwała tylko głową i wróciłyśmy do salonu.
Tym razem Gemma już nie była taka wesoła. Cholera.
Widzę, że ją to męczy. Zastanawiam się tylko kiedy pęknie.
O dziwo przesiedziała tak kolejną godzinę, uśmiechając się w nieco wymuszony sposób. Może to i dobrze, że nie zaczyna tego tematu.
Ja natomiast rozkoszowałam się dotykiem Styles`a, który cały czas mnie obejmował, muskał dłonią moje ramię, kolano, udo, bok…
Uwielbiam tak.
Ale jak to z szanownym panem dupkiem Styles`em bywa, potrafi momentalnie zmienić mój humor i nastawienie do jego osoby. Wkracza na drażliwe dla mnie tematy, których nie powinien nigdy ruszać.
-Naprawdę, wykapany z niej tatuś! – zaśmiał się Harry, dźgając mnie lekko w bok. Aktualnie opowiadał jak to się okazało, że koleś, którego znał z pracy, okazał się moim ojcem. I porównywał nasze charaktery. A ja wymuszam uśmiech. Cholera, nie cierpię go, no. Wypowiada się na tematy, o których nie ma pojęcia. Tak się przypadkiem składa, że jestem wykapaną mamusią, A nie tatusiem.
Ale Styles`owi  nic nie przeszkadzało, dalej pieprzył głupoty o swojej idealnej dziewczynie, a ja zaciskałam zęby, żeby nie dać mu z liścia a potem uciec gdzieś i się rozpłakać. Prawda jest taka, że strata mojej mamy nadal mnie boli. Mimo upływu lat i nieco przekłamanej mnie, która rzekomo się z tym pogodziła. Dalej na samą myśl mam łzy w oczach i to się już chyba nie zmieni. Harry dobrze wie, że straciłam mamę. Ale nawet nie pomyśli, zanim palnie głupotę. No tak, przecież to nie jego to boli, więc jak zwykle ma wyjebane.
-Cóż, Gem jest bardziej podobna do mojej teściowej. –uśmiechnął się Nick.
Boże, co za głupi temat do rozmowy, no naprawdę. Nie mogłam powstrzymać się od wywrócenia oczami.
-Julie nie, absolutnie. – powiedział pewnie Harry.
-Może dlatego, że moja mama nie żyje i nawet nie wiesz jaka była. – wtrąciłam, uśmiechając się fałszywie.
Uśmiech zastygł na ustach Harry`ego, który momentalnie pobladł. Atmosfera zgęstniała, Nick i Gemma byli, delikatnie mówiąc, zaskoczeni.
Chwila ciszy. Miałam ochotę się śmiać. Ale tak totalnie sarkastycznie. Teraz szanowny Styles się zamknął?
-Jeju, Julie, przykro mi. Co się stało? – zapytała delikatnie Gemma. Wiem, że stara się jakoś ratować sytuację.  Ale widze też jej wściekłe spojrzenie skierowane na Harry`ego.
-Zmarła kiedy byłam mała. – odparłam spokojnie.
-Przykro mi. – powiedział Nick. Uśmiechnęłam się do nich ciepło. A dłoń Styles`a, muskającą moje ramię, odsunęłam od siebie.
-Przepraszam. – dobiegł mnie szept Styles`a. Teraz to spierdalaj.
-Chyba temat rodziny został wyczerpany. – odchrząknął Harry.
-Przeciwnie. – wpadła mu nagle w słowo Gemma. Harry i Nick spojrzeli na nią zaskoczeni. Natomiast dziewczyna  była wściekła.
Wiem, co ma zamiar zrobić. Ale w tym momencie ani trochę nie jest mi szkoda Harry`ego.
_______________________________________________________________
NANANANANANA


 zgaduję, że Hulie/Jarry/whatever  Shippers widząc szykujący się konflikt zamiast big love są jak:






* HA! GAYYYYY!   jeśli ktoś nie wie o co chodzi KLIKAJ
nie, nie mam nic do homoseksualistów, uprzedzam pytanie.


Także tag. 
Hm. 
Kocham Was.
i jest sobota,  00:22 a ja byłam dzisiaj w szkole od rana. 
cóż. 
może dlatego moja notka jest tak porażająco kreatywna. 




W KAŻDYM RAZIE I LOVE YOU
NIE OBRAŻĘ SIĘ JAK SKOMENTUJECIE
zazdro tym czo mają ferie a łączę się w bólu z tymi, którzy czekają.

♥
@sheeranable