środa, 10 września 2014

20. You have to go, NOW!

*oczami Julie*
Obudziłam się prawie nie czując nóg. Jezus Maria, co się dzieje?
Przetarłam oczy i powoli dźwignęłam się do siadu. Ah tak.
Na moich nogach spał Tom.
Wczoraj gdy wrócił z piwem gadaliśmy praktycznie do rana. Głównie o tym co działo się u niego, no bo…
Cóż, mój brat i ojciec są przekonani, że jestem z Harry`m. Chociaż teoretycznie dawałam sygnały, że prawdopodobnie nasze rozstanie niedługo nastąpi.
Tak bardzo chciałam się poradzić Toma w sprawie Dylana.
Ale nie mogłam. Powiem mu wszystko a on co?
,,Ale jak to, jaki Dylan, przecież ty jestes z Harry`m, to czemu się całowałaś z Dylanem”
UH.
Byłoby o wiele łatwiej gdyby Harry nie zaczynał tej głupiej gry. Albo gdybym o wiele wcześniej to przerwała.
Spojrzałam z czułością na Toma. Biedactwo. Wczoraj dowiedziałam się konkretnie o co chodziło z tą Agnes.
Mój biedny zakochany brat.

*wspomnienie, poprzedni wieczór*


-Tata dał Ci piwo? – zaśmiałam się widząc Toma rozwalającego się na moim łóżku z kilkoma piwami w dłoniach.

-Z relacjami brata z siostrą nie pogadasz. – parsknął otwierając dwie butelki i podał mi jedną.  

-No dobra, to mów, co się stało z Agnes. –usiadłam wygodniej i wzięłam łyk.

Tom westchnął pociągnął dużego łyka z butelki i dopiero zaczął mówić.
-Byliśmy razem od 7 miesięcy. Właściwie rzecz biorąc pomijając okresy gdy byliśmy na siebie śmiertelnie obrażeni i nie odzywaliśmy się do siebie, to pewnie wyszłoby jakieś 5 miesięcy. Cóż, sama wiesz jaki mam charakter. Zresztą to rodzinne, ty też taka jesteś. A Agnes jest z kolei zawsze spokojna, wrażliwa, delikatna. I wszystko bierze do siebie. Do momentu aż wybuchnie i wtedy wścieka się, krzyczy, przeklina… No a biorąc pod uwagę mój charakter, nie trudno się domyślić, że bardzo często doprowadzałem do sytuacji, kiedy wybuchała. Nawet nie wiedziałem, że jakaś głupota może ją dotknąć. Nie panowałem nad tym. A kiedy już straciła cierpliwość i się kłóciliśmy, to też się nie hamowałem, znasz mnie. Jedyne co mogłem zrobić to błagać ją o wybaczenie jak już emocje opadły. Przez dłuższy czas, jeszcze jak dzwoniłaś, wszystko się układało. Naprawdę byliśmy szczęśliwi. Chciałem ją zabrać tutaj, do domu, żebyście ją poznali. Traktowałem to poważnie. – głos mu nieco zadrżał.- Byliśmy na imprezie. Nasze grono znajomych, zwykłe spotkanie.

 Poszedłem po piwo i jak wróciłem, usłyszałem jak gada z Quinnem, Paige i Noelem. Quinn wyskoczył z jakimś żartem, że tak długo się nie kłócimy, że to jakiś cud i znak, że czas na ślub. Śmiała się. Ja też od razu się uśmiechnąłem, bo sam często o tym myślałem. Nie raz oglądałem pierścionki… - w tym momencie aż pisnęłam z zachwytu, ale szybko się opanowałam widząc jego smutny uśmiech. – w końcu niedługo 30 urodziny. Myślę o rodzinie. Pragnę tego. I wtedy ona powiedziała coś w stylu, że co on w ogóle gada, jaki ślub, niech tak nawet nie żartuje, że w naszym przypadku ślub to najgorszy pomysł z możliwych. Poczułem się wtedy jakby ktoś mi przypierdolił.  Kurwa, to najgorsze uczucie w życiu, Julie, serio. – pokręcił głową i urwał.

Przysunęłam się do niego i wzięłam go za rękę.
-Co wtedy zrobiłes? –zapytałam łagodnie, powoli głaszcząc jego knykcie, chcąc dac mu wsparcie.
-Poczekałem do końca imprezy. Udawałem że nic nie słyszałem. Jak wszyscy się rozeszli i zostaliśmy sami, miałem nadzieję, że jest pijana i po prostu powiedziała to pod wpływem nie wiem, emocji? Ale  była trzeźwa. Wtedy spytała mnie chyba czy nie pojechałbym z nią do jej siostry, na chrzciny jej dziecka. Ja wypaliłem, że po co. Wściekła się, miała pretensje, że nie traktuję jej poważnie, że czym my w ogóle jesteśmy. Zadałem te same pytania i dodałem, że słyszałem co powiedziała o małżeństwie. Zatkało ją. Przestała krzyczeć. Zaczęła mówić coś, że  po prostu kłócimy się co chwila i że małżeństwo nie ma sensu dopóki się nie dotrzemy, nie poznamy na tyle, żeby żyć razem bez kłótni co chwilę. Ale wtedy to ja krzyczałem. Byłem wściekły, byłem… zraniony… - po raz kolejny głos mu zadrżał.
Westchnął głęboko.
-W każdym razie, w końcu powiedziałem, ze skoro małżeństwo nie ma sensu, to jaki sens ma nasz związek. Powiedziała, że… Że może nie ma. I to mi wystarczyło, żeby stamtąd wyjść. Nie dzwoniłem, nie przepraszałem, jak zawsze. Ona też nie. I do tej pory nie miałem z nią żadnego kontaktu.  – skończył z wyraźną ulgą.
-Jejku Tom. – jęknęłam i przytuliłam go mocno. Wtulił się we mnie z całej siły. Mój biedny braciszek. Tak bardzo było mi go szkoda. Nadal mu na niej zależy, to pewne. Ale …
-Nie ma szans, żebyście się spotkali, pogadali na spokojnie?- zapytałam ostrożnie.
-Nie wiem, Julce. Nie wiem. – mruknął.
-Kochasz ją. – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam. Odpowiedziała mi wymowna cisza.
-Jeszcze się ułoży Tommy. – mówiłam cicho głaszcząc go po plecach.
-Błagam Julce, tylko nie Tommy. – jęknął, ale zaśmiał się lekko więc chyba udało mi się trochę go odciążyć.
-Okej, wybacz.- zachichotałam.
-A ty i ten Harry? – zapytał odsuwając się trochę.
-Co? – zapytałam nie wiedząc o co chodzi.
-No o co poszło konkretnie?
O cholera. Zupełnie zapomniałam.
-Nie bardzo mam ochotę o tym gadać. – wycedziłam, nie wiedząc co wymyślić.
-No dalej Julce,mów co się dzieje.- trącił mnie łokciem.
-Po prostu… To bardzo podobnie jak z Tobą i Agnes. Nasze charaktery… Wszystko… Po prostu… Tak myślę, ze… Um, że to.. koniec. – wydusiłam z siebie.
-Ale jak to? – drążył, najwyraźniej zaskoczony tym co powiedziałam.
-Ja… My po prostu do siebie nie pasujemy. Nie sądzę, żebyśmy mogli być razem. – powiedziałam w końcu coś konkretnego.
-Nie zależy Ci na nim?
-Zależy! – zaprotestowałam od razu. Zaraz, co?
-To czemu nie dasz wam szansy?
-Czemu ty nie dasz szansy sobie i Agnes? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie powiedziałem, ze nie dałbym nam szansy.
Kurwa, ja też nie.
-A ja tak. – powiedziałam. – Nie gadajmy o tym, okej? Niektóre rzeczy muszą się skończyć i umrzeć śmiercią naturalną. Jestem z tym pogodzona. – ucięłam ku jego zaskoczeniu.
-Hm, okej. To twoje życie.
Skinęłam głową. Jezus Maria, jakim cudem to zaszło tak daleko…
-Opowiadaj lepiej jak z pracą, w ogóle, jak u Ciebie poza ta sprawą z Agnes. – zmieniłam od razu temat. 
Udało się. Do rana gadaliśmy o tym jak nam się układa, co u naszych wspólnych znajomych i innych pierdołach. 
Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem albo się przepychaliśmy.
Jakby czas wcale nie mijał. Jakbyśmy nie byli dorosłymi ludźmi.
*koniec wspomnienia*

Niesamowicie gryzło mnie sumienie. Naprawdę.

Tom tak bardzo przeżywał rozstanie z Agnes, a ja wciskam mu taki kit i udaję zranioną, a potem niezależną, gotową ruszyć dalej bez chłopaka. JEZU.
 - Julie, zaniesiesz sztućce? Ja przypilnuję sosu. – zawołał tata wchodząc do kuchni.
-Pewnie. –uśmiechnęłam się i oddałam mu łyżkę, a sama wzięłam sztućce i zaczęłam rozkładać w jadalni.
Dzwonek do drzwi. Kogo tam niesie w takim momencie?
-Otworzysz Julcy? – zawołał tato.
-Okej! –odkrzyknęłam i ruszyłam do drzwi. Myślałam, ze ten obiad ma być w naszym rodzinnym gronie. Może zaprosił ciocię Lydię? Albo… może tata ma kobietę?
Zaintrygowana przejrzałam się tylko w lustrze i otworzyłam pośpiesznie drzwi.
Zatkało mnie.
-Witaj, Julie. – przede mną stał Harry.
Harry Styles w swojej własnej pieprzonej, kurwa, osobie.
Otworzyłam usta ze zdziwienia. 
Zamrugałam dla pewności. Harry. Zamknęłam oczy. Otworzyłam. Harry.
TO JEST HARRY W ELEGANCKIEJ KOSZULI, MARYNARCE, SPODNIACH I KWIATAMI I WINEM W DŁONI.
-Co ty tu do cholery robisz? – mój głos mnie zawiódł i wyszło na to, że wypiszczałam to co miałam zamiar powiedzieć ze złością.
-Rodzinny obiad, kochanie. Twój tata mnie zaprosił, a ja się zgodziłem. Swoją drogą, nieładnie tak za moimi plecami odrzucać w moim imieniu zaproszenie. – mrugnął do mnie i wszedł bezceremonialnie do środka.
-Nie, nie, nie, NIE. Musisz stąd wyjść. TERAZ, Harry, ja nie żartuję. – powiedziałam tym razem normalnie. Przecież to niemożliwe. O mój Boze, przecież my mieliśmy zerwać!
To znaczy… My w ogóle nie.. 
-HARRY! – syknęłam zatrzymując go siłą w pół kroku. – Nie rozumiesz? Nie możesz tu być, MUSISZ wyjść, błagam Harry, naprawdę, chociaż raz mnie posłuchaj, PROSZĘ. – panikowałam coraz bardziej.
-Skarbie, spokojnie. – zachichotał i wręczył mi bukiet pięknych róż. Przy okazji objął mnie luźno i pocałował w policzek. – Mnie tez jest miło Cię widzieć, kochanie. – szepnął mi do ucha, niby przypadkiem muskając jego płatek. JAKIE TO TYPOWE.
-Ty nic nie rozumiesz Harry, nie możesz zostać, powiedziałam im, że się pokłóciliśmy, zerwiemy, rozumiesz Harry?! - mój głos stał się przeraźliwie cienki.
-Czyli jednak się w to bawisz. – stwierdził z zadowoleniem.
-Kurwa, Harry! – syknęłam jak najciszej umiałam. – Nie dociera?! MY ZRYWAMY, rozstajemy się, break kurwa up, koniec, kumasz? A przynajmniej dla mojej rodziny, której wmówiłeś, że jesteśmy razem!
-Nie protestowałaś, skarbie.
-HARRY. –jęknęłam z bezradności.
-Tak kochanie, idealnie. Tylko poczekaj z tymi jękami do wieczora, jak zabiorę Cię do domu.  Wtedy będziesz mogła jęczeć moje imię ile tylko będziesz chciała. – szepnął uśmiechając się jak idiota.
NO NIE WIERZĘ.
-I przy okazji, nie poinformowałaś mnie, ze masz zamiar ze mną zerwać. Ale jakbyś nie zauważyła też mam coś w tej sprawie do powiedzenia, cóż, będę walczył, kochanie. – mrugnął, wziął mnie za rękę i pociągnął w głąb domu. Wyrwałam się od razu.
-Przestań, to nie jest śmieszne! To się musi skończyć, wyjdź, błagam Cię Harry, teraz!
-Harry! – usłyszałam nagle głos mojego taty wchodzącego do pokoju. Cholera jasna, no!
-Panie Blackburn. – Harry z uśmiechem uścisnął dłoń mojego ojca.
Tom patrzył na mnie i uśmiechał się porozumiewawczo. JAKIM CUDEM, PRZEPRASZAM BARDZO, NIE DZIWI ICH, ZE HARRY TU JEST?
-Jestem Tom. – wyciągnął dłoń w kierunku Harry`ego, którą ten uścisnął.
-Harry. – odpowiedział i objął mnie w pasie. ZABIERZ TE ŁAPY STYLES, BO CI JE POURYWAM.
Ostentacyjnie się odsunęłam i bez słowa ruszyłam po wazon, wychodząc z pokoju. Nie obchodziło mnie, jak bardzo niezręczną sytuację stworzyłam zostawiając ich tam po moim wymownym geście.
Co ja mam teraz robić, Boże. 
Usiadłam na krześle, na którym zaczęłam się monotonnie obracać wznosząc oczy w górę. Błagam, niech ktoś mnie zabije.
Próbowałam skupić jakoś myśli, cokolwiek.
Ale kręcenie się w kółko nie pomagało. A czas mijał.


*oczami Toma*

Dzwonek do drzwi. Oho. Romeo naszej Julie w czarnym BMW przybył.
Zszedłem pośpiesznie na dół do kuchni posyłając w stronę taty porozumiewawcze spojrzenie.
-Dajmy im może chwilę na rozmowę. – szepnął tata. Kiwnąłem tylko głową i staliśmy jak idioci w kuchni czekając na ewentualne krzyki, trzaski, brzęk tłuczonego szkła, albo coś w stylu:
-Oh, Julie, kocham Cię!
-Oh, Harry, ja Ciebie też !
I mlaskanie oznaczające wymienianie śliny. Ale nic nie nastąpiło. Tylko niewyraźne głosy rozmowy. Miałem szczerą nadzieję, że się pogodzą. Jeśli Julie czuła się tak jak ja po kłótniach z Agnes, to trzeba wykorzystać każdą, nawet najmniejszą szansę na ich pogodzenie.
Zbliżyłem się po cichu do korytarza, ciągnąc za sobą ojca.
-…cóż, będę walczył, kochanie. – usłyszałem głęboki głos.
-Przestań, to nie jest śmieszne! To się musi skończyć, wyjdź, błagam Cię Harry, teraz! – rozhisteryzowany ton Julce zaważył.
-Wchodzimy, tato. – rzuciłem tylko i wparowaliśmy do pokoju.
Julie najwyraźniej była przerażona. Pewnie po naszej rozmowie, fakt, że ten cały Harry tu jest narobił jej bałaganu w głowie.
Chłopak witał się z moim ojcem. Ja posłałem tylko Julie uspokajające spojrzenie i za chwilę sam witałem się z gościem.
Spojrzałem na niego wymownie. Wymownie, czytaj: jestem starszym bratem twojej kobiety, skrzywdź ją, a urwę Ci jaja.
Zrozumiał moje intencje bo tylko skinął mi porozumiewawczo. No i bardzo dobrze, że się rozumiemy.
Brunet od razu objął Julie w pasie. Po jej minie widać było, że jest wściekła. Stanowczo się odsunęła i wyszła bez słowa z kwiatami w ręku. Cóż, zrobiło się niezręcznie. Ten Harry też chyba był zbity z tropu.
-Cóż, chodźmy może do jadalni. – tata uratował sytuację. Harry uśmiechnął się z wdzięcznością i podążył za nami. W końcu dołączyła do nas Julie z grymasem niezadowolenia na twarzy.
Bez słowa usiadła na swoim miejscu obok Harry`ego.
Zaczęliśmy jeść. 
-Więc, czym się zajmujesz Harry? – zapytałem nie chcąc niezręcznej ciszy.
-Zajmuję się współpracą w firmie. Mam na myśli dbanie o umowy, przetargi, negocjacje, wszelkiego rodzaju interakcje między korporacjami.
-Fajna sprawa. – stwierdziłem.
-Nie narzekam. – uśmiechnął się.
-Hm, a… jak się poznaliście? – pytałem dalej, mając nadzieję na wciągnięcie Julie do rozmowy. 
Ta jednak tylko spiorunowała mnie wzrokiem i dalej milczała.
Ale Harry nie miał nic przeciwko mówieniu, był spokojny i opanowany.
- W kancelarii, gdzie pracowała Julce. Miałem sprawę do jej szefa, przyszedłem tak, spotkałem ją no i tak się w sumie poznaliśmy. – uśmiechnął się pod nosem.

*oczami Harry`ego*

-Hm, a… jak się poznaliście? – zapytał jej brat, wyraźnie próbując zwrócić uwagę uparcie milczącej Shawty, siedzącej obok mnie.
Pomijając fakt, ze byłem zaniepokojony tym, że jest na mnie obrażona, to dobrze się bawiłem. Mimo nietypowej sytuacji, miałem wrażenie, że zyskałem sympatię jej ojca i brata.
Co do pytania postanowiłem pominąć nasz spotkanie w klubie.
- W kancelarii, gdzie pracowała Julce. Miałem sprawę do jej szefa, przyszedłem tak, spotkałem ją no i tak się w sumie poznaliśmy. – uśmiechnąłem się sam do siebie.
Wczuwałem się w swoją rolę. Nie powiem, gdybym rzeczywiście był z Julie, to rodzinne spotkania nie stanowiłyby najmniejszego problemu.
Po chwili już przestałem grać. Wciągnąłem się w rozmowę z jej bratem i ojcem o samochodach, polityce, firmach. Czułem się jakbym rzeczywiście był na obiedze u rodziny mojej dziewczyny. Jak dla mnie, tak może być zawsze. 

Starałem się w naszej rozmowie dawać okazje Julie do dołączenia do konwersacji, ale ta uparcie milczała. Postanowiłem działać inaczej. Podczas gdy Tom mówił o tym jak bardzo niesprawiedliwy był sędzia na meczu jego ulubionej drużyny (swoją drogą mamy podobny gust jeśli o to chodzi), ja nie postrzeżenie wsunąłem dłoń pod stół, tak, że zakrywał mnie obrus. Odnalazłem dłonią gładką skórę kolana Julie.

Gdy dziewczyna poczuła mój dotyk wzdrygnęła się. Oczy jej ojca i brata od razu zwróciły się na nią. Próba. Jeśli chce mnie ostatecznie udupić i to skończyć, ma okazję. Ale ona tylko poprawiła się jak gdyby nigdy nic na krześle i wzięła kieliszek do ręki.
Uśmiechnąłem się tylko do siebie w duchu. Czyli nie jest na mnie aż tak zła. Cóż, mam zamiar ją dzisiaj trochę odstresować. Ponownie odszukałem jej kolano i ułożyłem delikatnie na nim dłoń. Wyczułem, że przeszły ją dreszcze, co mnie usatysfakcjonowało.
Udawałem że słucham z przejęciem jej brata, skupiając się na tyle, żeby wiedzieć o czym mówi, a opuszkami palców powoli zacząłem kreślić małe wzorki na jej nagiej skórze. Siedziała spokojnie, o dziwo, co jakiś czas wtrącając słowo do dyskusji.
Udało się.
Teraz jej tata mówił o współpracy naszej firmy opowiadając anegdoty, a ja lekko przesunąłem dłoń wyżej, do jej uda. Spięła się nieco. Nie odtrącała mnie, ale już nie była zrelaksowana.
Powtórzyłem czynność, tym razem na jej udzie. Powoli masowałem jej skórę, aż znowu poczułem, że się odpręża i udziela w rozmowie.
Tym razem małe kroczki. Nie przestawałem, ale przesuwałem powoli dłoń wyżej. Milimetr po milimetrze. Poczułem na dłoni materiał jej sukienki. Gładziłem jej udo, zahaczając o wewnętrzną stronę uda. 

Kurwa coś zaczyna się dziać w moich bokserkach. Jak na razie Julie mnie nie odtrącała. Pozwoliłaby mi, gdybym zaczął dotykać ją jeszcze wyżej? …O mój Boże, Styles ogarnij się.

Jak tak dalej pójdzie to dojdę podczas obiadu z jej ojcem i bratem.
Odrzuciłem wszystkie mało odpowiednie myśli i dalej masowałem jej udo. W pewnym momencie gdy to ja mówiłem, nie skupiłem się i musnąłem ręką materiał jej bielizny na jej biodrze. Poczułem jak robi mi się gorąco, gdy dotarło do mnie co zrobiłem. Julie też natychmiast zareagowała. Poczułem jej dłoń na swojej, zsunęła moją rękę w dół nogi, przed kolano. Ale nie strąciła jej.
Uśmiechnąłem się do siebie.
Coraz lepiej.
Kontynuowałem muskanie jej delikatnej skóry aż w końcu poczułem, że wstaje. Zabrałem rękę jak gdyby nigdy nic.

*oczami Julie*

Obiad zjedliśmy już dawno, od ponad godziny toczyła się zagorzała rozmowa.Na początku denerwowało mnie to, że Harry tak szybko zyskał sympatię taty i Toma i uparcie nie odzywałam się przez cały czas. Ale z czasem mi przeszło. To było nawet miłe. A byłoby świetne, gdybyśmy faktycznie byli razem…
W końcu się zrelaksowałam i zaczęłam się udzielać w rozmowie.
I TO WCALE NIE DLATEGO, ŻE HARRY TRZYMA RĘKĘ NA MOIM KOLANIE.
W pierwszym momencie musiałam powstrzymać pisk przerażenia gdy poczułam jego dotyk. Ale od razu się zreflektowałam i udałam, ze tylko siadam wygodniej. 
Mój mózg i cało wysyłało mi mnóstwo sprzecznych sygnałów.
Ale poddałam się i przestałam myśleć. Siedziałam spokojnie i rozluźniałam się stopniowo pod wpływem jego dotyku.
Było w cholerę przyjemnie. Zapomniałam, ze mam się na niego gniewać.
Ale kiedy jego dłoń zaczęła wędrować wyżej, spięłam się momentalnie. Przerażenie mnie ogarnęło. CO ON ZAMIERZA.
Ale trzymałam dłonie na stole. Zacisnęłam zęby i czekałam na rozwój wydarzeń. Pominę fakt, ze nie miałam pojecia o czym wszyscy rozmawiają, bo nie mogłam skupić się na niczym więcej niż przyjemność jaką daje mi dotyk Harry`ego.
Kolejny moment mrożący krew w moich żyłach nastąpił niedługo potem.
Dłoń Harry`ego wylądowała ZBYT wysoko, zahaczył palcami o moją bieliznę na biodrze. Wtedy ledwo powstrzymałam się przed jęknięciem.
Zamiast tego pierwszym odruchem było zabranie dłoni Styles`a z niebezpiecznego obszaru. Ale nie strąciłam jego ręki, tylko zsunęłam ją niżej. Dlaczego?
Sama nie wiem. Chyba za bardzo mi się to spodobało. Najgorsze jest to, że nie przewidziałam co powiem Stylesowi po obiedzie. Na bank zapyta o to, czemu go nie odpchnęłam, nie uderzyłam, nie wyzwałam, nie wywaliłam z domu.
Nie mogę powiedzieć mu, ze tak po prostu mi się podobało, bo nie da mi spokoju. To w końcu on.
O matko.
Dobra, myślę, że Harry, Tom i mój tata zaprzyjaźnili się wystarczająco.
Wstałam chcąc zebrać naczynia ze stołu.  Ku mojemu niezadowoleniu poczułam jak ciepło dłoni chłopaka znika z mojego ciała.
-Pomogę Ci. – Harry poderwał się z miejsca i wziął resztę talerzy.
-Nie potrzebuję pomocy. – powiedziałam. Nie byłam wredna, najzwyczajniej mu odmówiłam. Brunet spojrzał na mnie uważnie, tak samo jak mój ojciec i brat. Cholera, zapomniałam, że oni myślą, że się pokłóciliśmy. Cóż, trzeba to w takim razie doprowadzić do końca i tyle.
-Daj spokój, Julce. – rzucił Harry.
-Nie potrzebuję TWOJEJ pomocy. – powiedziałam sucho. Skoro mamy się ,,rozstawać” to się ,,rozstajemy” i już.  
Wzięłam naczynia i bez słowa poszłam do kuchni.
Odetchnęłam. Niech ten dzień się już skończy.
Usłyszałam za sobą kroki. Jak to Harry, to nie będę się bawić tylko go wywalę i powiem wszystkim prawdę, niezależnie od tego co mogą sobie pomyśleć.
Odwróciłam się. Tom. Oczywiście.


_________________________________________

Hej Lejdis ♥
HERI SIĘ POJAWIŁ XD
TeamHarry może się jarać sytuacją pod stołem xd
Hahahah w ogóle nie wierzę, że ciągnę tą sytuację dalej, serio :D

ALE YOLO
jeśli się Wam podoba, to mi wystarczy :P

Jak myślicie, co będzie dalej? Jak skończy się ten obiad? Julie pęknie i wszystko wyjaśni? 
,,Zerwie"? Czy może wręcz przeciwnie? 



Pasowałoby Wam jakby sinister był dodawany w soboty a YTR w środy? 

>> KLIKAMYY << 

Wcześniej 11 komentarzy pojawiało się już po kilku godzinach.
Teraz 8 pojawia się po tygodniu :c
Why?
Coś jest nie tak?
Naprawdę zależy mi na tym, żebyście pokazywały mi swoją obecność.
Nie mówię tu o niewiadomo jakich koemntarzach, kropka, przecinek WYSTARCZY.


cóż, miłego dnia kochane <3
@awhniallable



środa, 3 września 2014

19. Did he hurt her?

*oczami Julie*
To co powiedział Harry nie daje mi spokoju. Po pierwsze, skąd on zna Dylana?
Po drugie, kurwa mać, nadal nie wiem jak jest między mną a Dylanem.
To aż dziwne, dzięki Styles`owi zapomniałam na chwilę o tej sprawie.
Nie powiem, wolałabym, żeby to się nie wydarzyło. Wszystko byłoby po staremu.
Biłam się z myślami. Dylan powinien być w mieście. Powiedział, że jeszcze się spotkamy. Chyba że… Tak naprawdę wcale nie chce mnie widzieć. Cholera.
Jeszcze ślub zbliża się wielkimi krokami. Właściwie zostało tylko udekorować salę. Dwa tygodnie. Moim jedynym zmartwieniem w tym momencie powinno być to, czy buty pasują mi do sukienki.
Ale to w końcu ja.
Za dwa dni, jadę ze Styles`em szykować salę. O Boże.
Telefon. Z bijącym sercem zerknęłam na ekran. Tata.
Ciężko powiedzieć czy poczułam ulgę, czy zawód.
-Halo?
-Cześć kochanie. Nie przeszkadzam?
-Nie tato. – powiedziałam z uśmiechem. Stęskniłam się za nim.
-Wiesz, że Tom przyjeżdża? Pomyślałem że miło by było mieć waszą dwójkę znowu w domu, chociaż na jeden obiad.
-Wraca? Kiedy? – ucieszyłam się.
-Tak właściwie ma przyjechać dzisiaj wieczorem a myślałem, żebyśmy jutro spotkali się na obiedzie.
-Przyjeżdżam dzisiaj! – zawołałam uradowana.
-Naprawdę? – mój tata wydawał się być przeszczęśliwy.
-Pewnie! Spędzimy czas jak rodzina.
-Świetnie córeczko, czekamy na Ciebie. A i…. No wiesz, jeśli chcesz to… zaproś też Harry`ego…
CO?
-Tato…
-Wiem.- przerwał mi.- Ale chcę żebyś wiedziała, że zaakceptuję każdy twój wybór. Chciałbym go lepiej poznać. Tom pewnie też. Rozumiem, że to coś poważnego, więc nie bój się, możesz swobodnie zaprosić go na obiad.
-Tato…
-No dobra, ostatecznie mógłbym przeżyć, jeśli będzie u nas spał. Ale nie zgadzam się na jedno łóżko, nie w domu.
O MÓJ BOŻE TATO BŁAGAM.
-TATO.
-DOBRA, NIECH BĘDZIE JEDNO ŁÓŻKO. Ale nie chcę Was słyszeć albo widzieć w podobnej sytuacji jak ostatnio. To moje ostatnie słowo.
JEZUS MARIA.
-Mogę już coś powiedzieć?
-Oczywiście kochanie.
-Myślę, że nie będzie problemu. Harry i tak nie mógłby przyjechać.
-Dlaczego?
MOŻE DLATEGO ŻE NIE JESTEŚMY PARĄ.
-Ma sporo zajęć.
-Nawet na jutrzejszy obiad?
-Nawet na jutrzejszy obiad. Może innym razem.
Ewentualnie nigdy.
-No cóż, dobrze. W każdym razie, czekamy na Ciebie.
-Do zobaczenia.
-Pa kochanie. Jedź ostrożnie!
-Będę. – powiedziałam z uśmiechem. Kochany tato. Rozłączyłam się.
Mój tata naprawdę jest przekonany, że jestem ze Styles`em. Brawo Harry.
Przecież nie mogę powiedzieć tacie prawdy.
Jakby to zabrzmiało? Nie jesteśmy razem.
Widział nas w takiej sytuacji. Pomyśli, że…. Że się puszczam.
Lepiej za jakiś czas po prostu powiem mu że się rozstaliśmy i tyle. To na pewno łatwiej przełknie niż moje słowo że nie jesteśmy razem, a wtedy, wbrew pozorom, nie spaliśmy ze sobą.
Cholera.
Wzięłam głębszy oddech. Dobra, teraz o tym nie myślimy.
Wyjęłam z szafy moją torbę i zaczęłam pakować kilka rzeczy na noc w domu w Brown Hill.
Po godzinie byłam spakowana. Dzwonek do drzwi.
Zaczęłam zbiegać po schodach.
-UWAŻAJ NA SCHODACH! – usłyszałam donośny głos. Zamarłam. Dylan.
Od kiedy się tu wprowadziłam, zauważył, że jeden z ostatnich schodków jest źle wyprofilowany i można spaść. Oczywiście zauważył to, kiedy po raz pierwszy wyrżnęłam ze schodów. Od tego czasu zawsze albo ratował mnie przed upadkiem, albo darł się z daleka, żebym uważała, bo mam tendencję do zbiegania ze schodów.
DYLAN.
DYLAN PRZYSZEDŁ.
DYLANOWI DALEJ ZALEŻY NA TYM, ŻEBYM SOBIE NIC NIE ZROBIŁA.
Może mnie nie nienawidzi?
Z głośno bijącym sercem podeszłam do drzwi. Jeden głęboki wdech. Otworzyłam drzwi.
Dylan patrzył na mnie nieco zakłopotany.
-Przyszedłeś. – wydusiłam z siebie.
Pokiwał tylko głową i wszedł do srodka. Nie wchodził dalej, stanął na holu.
Zamknęłam drzwi. Co teraz?
-Julce… Powiem wprost. Sama dobrze wiesz, że nie jestem dobry w gadaniu o uczuciach, Ty zresztą też.
O racja.
-Dlatego… - urwał na chwilę.- Po prostu nie chcę Cię stracić, okej? Wiem co zrobiłem, zrobiliśmy… Nie przeproszę Cię za to teraz. Bo dla mnie to nie było nic złego. Ale wiem, że jeśli będę na cokolwiek naciskać, to Cię stracę. A tego nie chcę. Dlatego po prostu nie odsuwaj mnie od siebie.
Patrzył na mnie wyczekująco.
-Nie mam zamiaru Cię odsuwać. – powiedziałam ostrożnie. – Po prostu zapomnijmy…
-Nie. –przerwał mi.- Nie będę o niczym zapominać, bo chcę to pamiętać. To nie było dla mnie złe, nie chcę tego zapomnieć, nie chcę udawać, że tego nie było. Ale nadal chcę być blisko. Aż się do mnie przekonasz.
-Dylan to nie jest takie proste jak Ci się wydaje. Że od tak się przekonam, że od tak…
-Wiem. - wpadł mi w słowo.-  Ale mogę mieć nadzieję.
-Wolałabym, żebyś jej nie miał, bo to Cię krzywdzi. –powiedziałam cicho.
-Ale ja chcę ją mieć. I będę ją miał. Po prostu mnie nie odsuwaj. Nie traktuj inaczej. Chcesz, to zapomnij. Tylko traktuj mnie jak wcześniej. Ja nie zapomnę. A przypomnisz sobie dopiero, kiedy i ty zechcesz to powtórzyć.
Trawiłam w ciszy jego słowa. To jest złe. Złe, że nie chce ruszyć dalej. Złe, że będzie się łudził.
Złe, że będzie się doszukiwał moich uczuć w każdym geście.
Złe, bo go skrzywdzę.
-W porządku. – powiedziałam. Co ja najlepszego robię.
Jestem pieprzoną egoistką. Po prostu nadal chcę go jako przyjaciela w moim życiu nawet za cenę jego cierpienia.
CHOLERNA EGOISTKA.
Ale co innego mogę zrobić? Nie ma wyjścia z tej sytuacji. Albo skrzywdzę go teraz i go stracę, albo przez trochę będzie przy mnie, ale będę go krzywdzić cały czas. Boże.
Odetchnął głęboko i lekko się uśmiechnął.
-Więc… Masz jakieś plany?
-Tak, jadę do domu. Tom przyjeżdża. – odpowiedziałam.
-To super. Pozdrów ich do mnie, dawno się nie widzieliśmy.
Przez moją głowę przebiegł szalony pomysł. Żeby zaprosić Dylana na obiad. ALE CHOLERA NIE.
To tylko zaszkodzi i da mu nadzieję. Nie mogę mu tego zrobić.
A możesz teraz udawać że nic się nie stało?
Cholera, gadam do siebie.
UH.
-Może zgadamy się na jakiegoś grilla, czy coś w tym stylu? Z Tomem…
-Pewnie, czemu nie. Będziemy w kontakcie. – rozpromienił się.
KURWA, JULIE.
-To ja będę leciał. – ruszył do drzwi.
-Jasne. – mruknęłam. Kolejna myśl przebiegła po mojej głowie. – Dylan?
-Tak? – zatrzymał się.
-Znasz może Harry`ego Styles`a? – zapytałam.
Chyba zbiłam go z tropu. Zmarszczył brwi. Zdziwiła mnie chwila ciszy. Przecież to proste pytanie.
-Nie, nie znam. A co? – zapytał.
Teraz to mnie zbił z tropu.
-Nie, nic, tak tylko pytam.
Wzruszył ramionami.
-Ok. To cześć, baw się dobrze. – uśmiechnął się i przytulił mnie.
-Pa. – wycedziłam zamykając za nim drzwi. Byłam w szoku.
Mój najlepszy przyjaciel.
Właśnie.
Po raz pierwszy.
Mnie.
Okłamał.

*oczami Harry`ego*
Jak zwykle bałagan w księgowości. Dno totalne.
I jak zwykle to ja musiałem się z tym bujać. Właśnie skończyłem z trzecim wspólnikiem.
Zostało mi jeszcze dwóch. Na szczęście nie potrwa to długo, tylko podpisy
Zerknąłem na papiery. Withmore i Blackburn. Uśmiechnąłem się pod nosem. Chyba nie trudno zgadnąć, gdzie wybieram się najpierw.
~*~
Zadzwoniłem do drzwi.
Poprawiłem się lekko i rozluźniłem mięśnie.
Bawiło mnie to, co zacząłem z ojcem Julie. Był przekonany, że jestem chłopakiem jego córki. Podobało mi się to. No i ta pamiętna mina Julie.
Lubię jej ojca. Sprawiedliwy i miły człowiek. A jaką ma córkę…
-Harry. – pan Blackburn był zdziwiony moją obecnością.
-Dzień dobry panie Blackburn. Przepraszam, że niepokoję, ale był mały problem w księgowości i potrzebuję pana podpisu. – uśmiechnąłem się serdecznie do mężczyzny.
-Oczywiście, wejdź. – otworzył szerzej drzwi.
-Dziękuję. – wszedłem do środka.
-Julie mówiła, że masz dużo pracy i dlatego nie możesz przyjść, ale nie sądziłem, ze jest jakiś problem z dokumentami.
Zaraz, Julie?
-Julie coś panu wspominała?- zainteresowałem się.
-Oh, Harry, myślę, ze powinieneś do mnie mówić po imieniu. Myślę że moja córka też by sobie tego życzyła. Mów mi George. –uśmiechnął się.
O proszę.
-Dobrze. – odwzajemniłem gest.
-Więc tak, jak wiesz, Julie dzisiaj do nas przyjeżdża i jutro mamy wszyscy w końcu jako rodzina spędzić czas. Zaproponowałem, żeby zaprosiła Cię na obiad, żeby nie było że mam coś przeciwko Wam. – zaśmiał się nieco nerwowo. – Ale mówiła, że masz dużo pracy i nie możesz. A szkoda, poznałbyś jej  starszego brata Toma.
Oho. To już zabrzmiało jak groźba. Coś w stylu : ,,udaję że Cię lubie dla mojej córki, ale wiedz, że jeśli ją skrzywdzisz to masz przejebane i u mnie i u starszego brata”.
Pięknie.
Hm, czyli Julie też ciągnęła tą grę, którą zacząłem. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Powiedziała, że nie mam czasu.
- Wie pan, tak właściwie, to na obiad mógłbym przyjechać. Z chęcią poznam Toma. Julie sporo o nim mówiła.
-Oh. Świetnie. – uśmiechnął się niemrawo.
-Tylko niech pan jej nie mówi, że przyjadę. Będzie miała miłą niespodziankę. – uśmiechnąłem się.
-Oczywiście. –odwzajemnił uśmiech.- To co z tym podpisem?

~*~
*oczami Julie*
Z dziką radością otwierałam drzwi mojego rodzinnego domu.
Rzuciłam torbę już w progu i wpadłam do kuchni.
-Julcy! – zawołał tata używając określenia z czasów gdy byłam mała.
-Tato! – wpadłam w jego ramiona, mocno się wtulając. Znowu poczułam się jak małe dziecko
-Moja mała córeczka… - zachichotałam cicho słysząc jego słowa.
Ile bym dała, żeby być beztroskim dzieckiem.
-Dobrze Cię widzieć. – mruknęłam dalej tkwiąc w silnych ramionach taty.
-Ciebie też kochanie. –puścił mnie powoli uważnie mi się przyglądając. – schudłaś. – zatroskał się nieco.
Przewróciłam oczami.
-Dziękuję za komplement tato. – uśmiechnęłam się wymownie.
-Dbasz o siebie? – spojrzał na mnie badawczo ignorując to co powiedziałam.
-Tak tato. –westchnęłam sięgając po szklankę soku i wzięłam łyk.
-Myślałem, że Harry lepiej się Tobą zajmuje.- skrzywił się nieco.
Zakrztusiłam się.
-Hm, jestem na tyle dorosła, że nie potrzebuję opieki tato. – mruknęłam.
Cholera co mnie podkusiło żeby dalej to ciągnąć.
-Co nie zmienia faktu, że spodziewałbym się po nim większej troski o Ciebie. Myślałem, że to coś poważnego i że mu zależy.
KONIEC TEGO DOBREGO. To zachodzi za daleko.
-Tak właściwie to jeśli chodzi o mnie i Harry`ego…
-DZIEŃ DOBRY! – usłyszałam trzask drzwi wejściowych i dobrze mi znany donośny głos.
TOM.
W ciagu sekundy zapomniałam co chciałam powiedzieć tacie i pędem rzuciłam się do korytarza.
-Tom! – pisnęłam gdy wpadłam do pomieszczenia.
-Juce! – Tom rozpostarł szeroko ramiona uśmiechając się szeroko.
Wskoczyłam na niego jak jeszcze niedawno na Dylana. Na myśl o Dylanie poczułam ukłucie w środku.
Ale szybko pozbyłam się tego uczucia wtulając się w ciało mojego starszego brata.
-Cześć seksie. – mruknęłam ściskając go.
-Cześć mała. – zaśmiał się tuląc mnie.
-Tom. – rozpromieniony tata pojawił się w drzwiach.
-Cześć tato. – Tom powoli mnie postawił i przywitał się z tatą.
-Jak dobrze mieć Was znowu w domu. – tata był wniebowzięty.
-Jak dobrze być znowu w domu. – zaśmiał się Tom. –Co tak pachnie?
-Tata zrobił kolację. – pochwaliłam.
-Od kiedy to nasz kochany ojczulek bawi się w gotowanie? – zaśmiał się Tom wchodząc do jadalni.
-Od kiedy moje dzieci dorosły i ojciec został sam. – rzucił ironicznie tato. – Siadajcie do stołu.
-Pomogę Ci. – wstałam od razu.
-Siadaj. – powiedział stanowczo wskazując palcem krzesło.-
-Ok., ok. – zaśmiałam się i usiadłam.
Tata znikł w kuchni a ja zostałam z Tomem.
-Jak w Californii? – zapytałam z uśmiechem.
-Dobrze, radzę sobie. – odpowiedział.
-Spodziewałam się, że przyjedziesz z jakąś narzeczoną. – puściłam mu oczko.
-To samo mogę powiedzieć o tobie. – zaśmiał się.
-Ze będę miała narzeczoną? –zmarszczyłam brwi powstrzymując śmiech.
Wywrócił oczami. To jest u nas chyba rodzinne.
-Spodziewałem się że będziesz miała faceta.
-A no widzisz. –wzruszyłam ramionami.- Ale przecież jak gadaliśmy przez telefon ostatnio to mówiłeś coś o jakiejś Alice…?
-Agnes. –parsknął.
-Wybacz.
-To było miesiąc temu, Julce. Pokłóciliśmy się.
-Oh. –mruknęłam. – Ale to pokłóciliście się tak już na zawsze?-zabrzmiałam jak małe dziecko.
-Tak jakby już na zawsze. –zaśmiał się z mojego doboru słów.
-Szkoda.
-Szkoda. – przytaknął. Chyba nie do końca jest  z tym pogodzony. Ale o tym pogadamy we dwójkę na spokojnie. Dowiem się co się stało.
-Gotowe. – tata wszedł do jadalni z talerzami i półmiskiem.
-Skoczę po sztućce.- zaoferowałam szybko i po chwili wróciłam ze sztućcami.
                                                             ~*~
-I mam spore szanse na stanowisko menadżera. – uśmiechnął się Tom.
-Wow. – byłam pod wrażeniem.
-To świetne, jestem z Ciebie dumny. – tatę aż rozpierało poczucie dumy.
Od godziny siedzieliśmy przy stole rozmawiając o tym, co się u nas dzieje.
-Dzięki tato. –uśmiechnął się ciepło Tom.
-A poza pracą? Układa Ci się?
-Jeśli masz na myśli dziewczynę, to nie, nie mam dziewczyny. – uśmiechnął się pod nosem.
-Okay, tylko pytam. – tata uniósł dłonie w geście obronnym. –Szkoda, że Harry nie mógł przyjechać, to byś go poznał.
Zakrztusiłam się powietrzem. O KURWA.
-Jaki Harry? – ożywił się Tom spoglądając to na mnie, to na tatę.
Cholera jasna, miałam to odkręcić.
-Chłopak Julie. – powiedział tata. Ciężko wyczuć czy w miły sposób czy niekoniecznie.
JAKI CHŁOPAK JULIE, O MATKO.
-To nie… -zaczęłam, ale było za późno.
-Chłopak?! Julie ty małpo, mówiłaś, że nikogo nie masz!
BO NIE MAM.
-Nie powiedziałam tego ! Nie zaprzeczyłam ani nie potwierdziłam.
Julce, co ty pieprzysz.
Niech to się już skończy.
-Ty mała…! – rzucił we mnie winogronem. –Jak mogłaś mi nie powiedzieć?
-Nie rzucaj jedzeniem. – wtrącił tata jak to on.
-Nie ma o czym. – mruknęłam.
-No cóż, ostatnim razem gdy Was widziałem, to nie wydawało się niczym. – chrząknął tata.
O. MÓJ.BOŻE.
-Co widziałeś? – zainteresował się Tom.
-Możemy skończyć ten temat? – rzuciłam błagalnie.
-Coś, czego niekoniecznie życzyłby sobie widzieć ojciec. – mruknął.
-NO NIE MÓW! –parsknął Tom.
Czułam jak moje policzki palą mnie niemiłosiernie.
-To naprawdę…
-Wszedłeś im?
-Słucham? – tatę aż zamurowała bezpośredniość Toma.
-O BOŻE. – jęknęłam kuląc się na krześle.
Tom parsknął głośnym śmiechem.
-JEZU NIE, NIKT NAM NIGDZIE NIE WSZEDŁ, TOM BŁAGAM SKOŃCZ. – starałam się jakoś zapanować nad tym co się właśnie dzieje.
Wyszło na to, że jestem ze Stylesem, pieprzymy się, mało tego, mój tata wszedł nam w trakcie.
W co ja się wpakowałam. Chyba wolałam już tłumaczyć tacie prawdę i żeby podejrzewał ze to była jednorazowa przygoda czy coś.
-Pocieszyłaś mnie. – mruknął tata.
-Dobra pomijając, co z tym Harry`m? Opowiedz trochę o nim.
O mój…
-Nie ma o czym opowiadać.
-Pracuje w jednej z firm, której jestem wspólnikiem, skąd go znam. – odpowiedział tata totalnie mnie ignorując.
HALO, gadamy o moim…. O Harry`m!
-Czyli jakiś poważny facet? Starszy?
-EJ, JA TU WCIĄŻ JESTEM. – rzuciłam.
-No właśnie Julie, kiedy go poznam? –nagle Tom przypomniał sobie o moim istnieniu.
-Proponowałem jutrzejszy obiad. – wtrącił tato.
-To świetnie. – uśmiechnął się Tom.
-Harry nie przyjdzie, nie ma czasu. – jęknęłam. NIECH KTOŚ MI POMOŻE.
Tata patrzył na mnie nieco dziwnie. Co?
-Jak to nie ma czasu? Nie ma chwili na poznanie brata swojej dziewczyny? – zmarszczył brwi Tom.
-Nie. – mruknęłam wstawiając od stołu. – Nie wiem jak ty, ale ja jestem zmęczona, pójdę się już położyć.
-Ej, co to za unikanie tematu? – Tom popatrzył na mnie uważnie.
-Nie unikanie, tylko zmęczenie. –wywróciłam oczami.
Niech to się już skończy, błagam.
-Ej no powiedz prawdę. Nie chce mnie poznać? Angażować? – drążył dalej Tom, a tata tylko się przysłuchiwał. UH.
Nagle zaświtało mi w głowie, jak rozwiązać tą sprawę.
-Właściwie to… trochę się pokłóciliśmy. I tyle. – powiedziałam kierując się z naczyniami do kuchni.
Nie usłyszałam już więcej pytań. DZIĘKI CI BOŻE.
Wzięłam głęboki wdech, zanim do nich wróciłam.
Uśmiechnęłam się i weszłam do pokoju.
-Dobranoc. – rzuciłam możliwe jak najweselej i pożegnałam się z nimi buziakiem w policzek.
Odpowiedzieli mi i nie zadając więcej pytań pozwolili iśc do pokoju.
Uff.
Teraz mam plan. Kłótnia już na nich zadziałała.
Za jakiś czas swobodnie będę mogła powiedzieć, że się rozstaliśmy i ten beznadziejny epizod Styles`a jako mojego chłopaka się zakończy.
Matko jak dobrze, że Harry o niczym nie wie.

*oczami Toma*
Julie ruszyła po schodach do swojego starego pokoju.
-Wiesz coś o tej ich kłótni? – zapytałem taty.
-Nie mówiła mi o tym wcześniej. Powiedziała tylko, że nie ma czasu.
-Jak ją skrzywdził, to zatłukę sukinsyna. – syknąłem.
-Teraz żałuję, że go zaprosiłem. – skrzywił się ojciec.
-Przecież i tak ,,nie ma czasu” – prychnąłem.
-Ale przyjdzie.
-Co?
-Spotkałem się z nim wczoraj przy okazji załatwiania papierów. I wspomniałem o obiedzie, że Julie mówiła, że nie może. A on powiedział, że da radę wpaść na obiad. Tylko żeby to była niespodzianka dla Julie. No i zgodziłem się, myślałem że jest z nimi okej i Julce się ucieszy.
-Pff.
-No właśnie. – skrzywił się ponownie.
-Ale w sumie, myślę że  jakby mu nie zależało czy coś, to by się tu nie pchał. –mruknąłem.
-Albo Julie go do siebie nie dopuszcza i robi to specjalnie. Może ją zdradził i próbuje ją odzyskać. – zacisnął szczęki.
-Jeśli ją skrzywdził to się tego dowiem jeszcze dzisiaj, a on jutro tu nawet nie wejdzie. Nie zdąży się obejrzeć a mu wpierdolę. – powiedziałem wstając od stołu. –Nie martw się tato. – poklepałem go po ramieniu.
-Dobranoc.
-Dobranoc synu.
Wszedłem po schodach na górę, ale zamiast do siebie, poszedłem do pokoju Julie.
*oczami Julie*
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.
W drzwiach pojawił się Tom. Wiedziałam, ze nie odpuści.
To ten opiekuńczy typ brata.
-Mogę?
-Pewnie. –przesunęłam się na łóżku, żeby mógł usiąść obok.
-Wiesz, przyszedłbym z czekoladą, ale nie wiem czy znajdę ją w tym domu, więc musi Ci wystarczyć moja osoba. – zasmiał się cicho.
Zachichotałam na jego słowa. Ale to był wymuszony chichot. Zaraz będę musiała mu wcisnąć jakąś bajeczkę.
-To jak jest z tobą i tym Harry`m? O co poszło? – zapytał rozkładając się obok mnie na łóżku.
UH.
-No po prostu, pokłóciliśmy się… - mruknęłam.
-Zdradził Cię?
-Nie…
-Skrzywdził? Oszukał?
-Nie. –O MATKO CO JA MAM POWIEDZIEĆ. – To tak jakby… Um. Posprzeczaliśmy się o drobnostkę i… samo tak wyszło.-wydusiłam z siebie.
-I o drobnostkę go odtrącasz?
-Skąd pomysł, że go odtrącam?
-No bo wiesz… Chyba nie wciśniesz mi kitu, że on wie o zaproszeniu na obiad. Pewnie mu nie powiedziałaś.
-No…nie.
-Czyli go odtrącasz. Tylko dlaczego z powodu drobnostki? -przyjrzał mi się uważnie.
-Uh… Po prostu… Jego charakter, mój… Kłócimy się bardzo często… uh. To męczące ciągle sprzeczać się o takie głupoty. To chyba nie ma… sensu. –dukałam kombinując jak mogę.
Na szczęście Tom chyba odbierał moje dukanie jako fakt, że jest mi ciężko,  a nie, że najzwyczajniej w świecie ściemniam.
-Chcesz zrezygnować z niego bo macie ciężkie charaktery?
-Nie chcę rezygnować…- Boże co ja gadam…
-Czyli Ci na nim zależy. I wydaje mi się że jemu na Tobie też. Uważam, że powinnaś dać Wam szansę a nie odpuszczać po pierwszych niepowodzeniach.
-Od kiedy ty taki mądry jesteś? – rzuciłam ironicznie chcąc zrobić cokolwiek by skończyć ten temat.
-Od kiedy straciłem przez takie drobnostki Agnes. – odpowiedział od razu a mnie zamurowało.
-Uh, przepraszam, nie wiedziałam…
-Nie szkodzi Julie. Ale nie popełniaj tego błędu co ja.
-Powiesz mi co się stało? – chciałam, żeby mu ulżyło. On w przeciwieństwie do mnie, naprawdę ma problem i jest mu ciężko.
-Idę się przebrać i wracam z piwem. Albo przynajmniej kakaem. Tak bez niczego nie przebrnę. – parsknął wstając z łóżka.
-Okej. – uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco. Wyszedł z pokoju.
*oczami Toma*
Zamknąłem drzwi jej pokoju i zszedłem na dół.
-Tato?
-Tak, Tom?
-Masz jakieś piwa?
-Tom… - rzucił ostrzegawczo.
-Tato, sprawy sercowe do obgadania, no. – zaśmiałem się.
-Ostatnia szafka po prawo.-westchnął.
-Dzięki.
-I co? Skrzywdził ją?  - spojrzał na mnie poważnie.
-Nie, tato. A jutro musimy się postarać, żeby się pogodzili. Koniecznie. Nie mogą siebie stracić.
______________________________________________________
Heej c; 
Rozdział podoba mi się osobiście jakoś do połowy only XD
ale yolo 

Co wy na to? 
Co TeamDylan na właśnie takie zachowanie Cole`a?
A co TeamHarry na tą ,,niespodziankę" dla Julce? :D
Jak Wam się podoba postać brata Julie? :D
Jak widzicie, kłamstewka się piętrzą xd
Rozdział wyszedł długi :o 

Komentujcie, piszcie co myślicie, wpadajcie:
 KLIKAJCIE :)

ilość komentarzy wpływa na szybkość dodawania rodziałów

szybkiego końca szkolnego tygodnia Pysie <3
awh niallable

wtorek, 26 sierpnia 2014

18. Stoned In Paradise

ROZDZIAŁ DEDYKOWANY MOJEJ BDAY GIRL -
 JESS <3
Wszystkiego Najlepszego kochanie ♥
*oczami Julie*
Złapałam szybko telefon.
 -Co tam Shawty? – usłyszałam wesoły głos Vicky.
-Vic, błagam przyjedź do mnie. Teraz. – wyjąkałam żałośnie.
-Co jest? – od razu spoważniała.
-Dylan. – jęknęłam ponownie i rozłączyłam się. Opadłam głową w poduszkę. Po chwili uniosłam ją i powtórzyłam czynność. Najchętniej zamieniłabym poduszkę na ścianę. Jaką ja jestem idiotką. Zjebałam. Na całej linii.
Co mi strzeliło do tego głupiego łba, żeby mu na to wszystko pozwalać? To mój przyjaciel, wiedziałam, że tylko go skrzywdzę jeśli mu na to pozwolę. A i tak to zrobiłam.
Nagle usłyszałam trzask drzwi wejściowych. No tak, Vic wchodzi do mnie jak do siebie.
-JULCE! – wydarła się.
-W pokoju! – zawołałam żałośnie.
Chwilę później do mojej sypialni wparowała zmartwiona blondynka.
-J, co się stało? – zapytała od razu rzucając się obok mnie na łóżko.
-Całowałam się z Dylanem. – jęknęłam i ponownie schowałam twarz w poduszce. Odpowiedziała mi cisza. A za chwilę jej śmiech.
Co?
Podniosłam głowę. Ona się śmiała. Serio.
-I to jest ten problem? To chyba dobrze? – rzuciła wesoło.
Kurwa, Vic błagam!
-VICKY! On się we mnie zakochał! Ja go nie kocham w ten sposób! A dałam się mu pocałować i zrobiłam nadzieję! – Naprawdę brzmiałam żałośnie.
Wyraz twarzy blondynki zmienił się. Spoważniała.
-O kurwa. – mruknęła.
-No właśnie.
-Ale co dalej? Pocałował Cię i? – drążyła.
-I ja odwzajemniłam, zaczęło się wszystko rozkręcać ale w końcu się opamiętałam i odsunęłam! On powiedział ze mu na mnie zależy, że znowu nie daję mu szansy… Potem że to nieważne i wyszedł.  – głos mi się łamał.
-Czyli krótko mówiąc narobiłaś mu nadziei na bzykanko, a potem odepchnęłaś?
Serio?
Zgromiłam ją wzrokiem.
-Oj no dobra, już dobra. – wzruszyła ramionami.- Mówił coś jeszcze?
-Że przyjdzie jutro.
-Przyjdzie jutro? – spojrzała na mnie dziwnie. – Który facet mówi że przyjdzie jutro lasce, która narobiła mu nadziei?
-Dzięki Vic. – jęknęłam.
-Ale serio. – wzięła poduszkę spod mojej brody. – Zastanów się. Sorry ale spodziewałabym się raczej czegos w stylu : ,,Dobra nie to nie, Nara” albo mniej miło, np. ,,A to spierdalaj suko”.
Naprawdę, te jej komentarze pocieszają coraz bardziej.
-Vic, nie pomagasz. – mruknęłam.
-On chyba serio Cię ‘’lubi’’. – uśmiechnęła się, robiąc w powietrzu znak palcami wypowiadając ostatnie słowo.
-Vic co teraz?
-Jak to co teraz? Teraz trzeba się cieszyć. Żyj chwilą Shawty. Jutro się będziesz martwić. O ile będzie czym. Podejrzewam, że za bardzo mu zależy, żeby teraz o Tobie zapomnieć. Samo się ułoży. – Powiedziała radośnie. Jej entuzjazm jakoś nie był zaraźliwy.
-To nie jest takie proste.
-Jest, Shawty. – zaprzeczyła od razu. – Choćbyś nie wiem ile teraz myślała, ubolewała czy kombinowała co zrobisz, to i tak nie przewidzisz tego co się stanie i jak się zachowa.
Uh.
-Serio, Julce. Znasz Dylana, wiesz jaki jest. Raczej skryty. Poza rozmowami z Tobą, oczywiście. –przewróciła oczami. – Daj mu czas. Wyluzuj. Serio zdziczałaś przez tą odpowiedzialną pracę. Czasami trzeba przyjąć pewne rzeczy an chłodno i z dystansem.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Dylan? Cholera, tak szybko?!
-Błagam Cię Vic, pójdź otworzyć, błagam! – poderwałam się do siadu.
-Dobra, dobra, luz. – wstała z ociąganiem i ruszyła na dół.
Z nerwów zaczęłam gnieść w dłoniach poduszkę. Zamarłam próbując usłyszeć jakikolwiek dźwięk z dołu. Co ja mu powiem?!
Słyszałam przyśpieszone bicie mojego serca.
-Julce! Masz gościa! – usłyszałam wesołe wołanie Vic.
CHOLERA, SMITH! MIAŁAŚ MI POMÓC.
Na miękkich nogach zeszłam na dół
Oddychaj. Kurwa oddychaj. Może Vic ma rację?
Może powinnam trochę wyluzować? Jakoś się ułoży. Przecież to mój kochany Dylan, zawsze się z nim dogadywałam, teraz też się dogadamy i będzie po staremu. Prawda?
Wzięłam głębszy oddech i wyszłam zza rogu szykując już sztuczny uśmiech.
-Cześć Shawty. – Lekko zachrypnięty głos rozniósł się po domu.
To się zdziwiłam.
Przede mną stał Harry. W koszulce. Bez rękawów. I ze swoimi mięśniami. I tatuażami. O kurwa.
-Napijesz się czegoś Harry? – Usłyszałam przesadnie wesoły głos Vic, która spojrzeniem dawała mi sto znaków na sekundę.
Otrząsnęłam się. Ponowiłam próbę uśmiechu, tym razem się udało.
Harry uśmiechał się kpiąco i mimo ciemnych szkieł jego okularów przeciwsłonecznych wiedziałam, że patrzy prosto na mnie. Vicky natomiast stała obok niego wyszczerzona od ucha do ucha jednocześnie posyłając mi znaczące spojrzenia.
-Nie, dzięki Vic. – odpowiedział. – Porywam Julie. – woooow to takie dziwne słysząc moje pełne imię z jego ust.
Vicky tam mało nie rozsadziło gdy to usłyszała.
Cały czas wymownie się uśmiechała i patrzyła na mnie.
-Ale… O co chodzi? – otrząsnęłam się w końcu.
-Zabieram Cię. –rzucił tylko i złapał moją rękę. Vic gdy to zobaczyła zaczęła się uśmiechać jeszcze bardziej idiotycznie.
-Idźcie, idźcie. – powiedziała z wielkim uśmiechem. Przyjaciółka…
Nie dyskutując ruszyłam za Harry`m, który prowadził mnie do drzwi. Mijając Vic, ona sama wyszczerzyła się jeszcze bardziej i zaczęła się wachlować dłonią.
Wywróciłam oczami i pokazałam jej gestem, że jak wrócę, to ją normalnie zabiję. Jak wrócę.
Gdy tylko wyszliśmy z domu od razu wyrwałam swoją dłoń. Harry popatrzył na mnie surowym wzrokiem.
-Gdzie znowu mam z Tobą jechać? – zatrzymałam się i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
-Jedziesz ze mną wybrać garnitur. –wzruszył ramionami i otworzył mi drzwi do samochodu.
-Ja? Po co? – zmarszczyłam nos.
-Wybrać garnitur? – zasugerował tonem jakby mówił to jakiegoś nierozumnego dziecka.
-Ale po co Ci ja? Sam nie możesz? – drążyłam. Serio ostatnie na co mam dzisiaj ochotę to szukanie garniaka dla Styles`a.
Swoją drogą ciekawe jak wygląda w garniaku. Pewnie nieźle…
NIC.
-Jesteś druhną, kolor sukienki, te sprawy. No i kobiece oko. Sama wybierzesz co ze mnie zdejmiesz. – puścił mi oczko.
Wywróciłam oczami. No chciałby.
-Nie masz siostry, mamy, koleżanki czy coś? –westchnęłam.
Spiął się na moje słowa.
-Wsiadaj. – rzucił tylko.
Zaskoczył mnie. Skąd taka irytacja, jeszcze nawet nie zdążyłam mu pocisnąć.
-Wsiadaj, albo sam Cię wsadzę. – warknął. Ups.
Zrobiłam zbolałą minę i wsiadłam do środka.
Gdy on zrobił to samo od razu skrzyżowałam ramiona na piersiach.
-O co się wkurwiasz? – zapytałam ironicznym tonem.
-O nic. – uciął nawet nie zerkając na mnie.
-Jasne. – mruknęłam. Nie odpowiedział.
Przez kilkanaście minut jechaliśmy w ciągłej ciszy. Proszę, Styles ma humorki.
Co za palant.
-Przepraszam. – usłyszałam nagle. CO.
Spojrzałam na niego momentalnie. Zerkał na mnie co chwilę.
To do mnie było?
-No co? – odezwał się ponownie.
-Hm… Nic. – mruknęłam nadal nieco zaskoczona. Jeszcze niedawno był na mnie wściekły nie wiem za co, a teraz sam przeprasza. –Czemu się tak wkurzyłeś? –zapytałam.
-Mam siostrę. Mam mamę. – odpowiedział. – Tylko, że mnie nienawidzą.
-Co? – wyrwało mi się. Chyba czegoś nie rozumiem.
-Moja rodzina myśli o mnie to samo co ty kilka tygodni temu. – wzruszył ramionami.
Czyli rodzinka Styles`a, wie o wszystkim? No proszę. Spodziewałam się raczej, że ma idealną, ciepłą rodzinkę, która uważa go za aniołka.
-Nie próbowałeś walczyć? – zapytałam. Spojrzał na mnie dziwnie.
- Z czym?
-Chodzi mi o twoją rodzinę. Nie chciałeś im wytłumaczyć, to twoja rodzina, a jak się kogoś kocha to chyba można wybaczyć wszystko. – Znowu się spiął na moje słowa.
-A wybaczyłabyś swojemu chłopakowi zdradę? Morderstwo? Gwałt? Zamach? – syknął. Co?
-No… -zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć.
-No właśnie. –zacisnął dłonie na kierownicy. – Nie wszystko da się wybaczyć mimo miłości.
-Ale..Skoro wiesz, że nie zrobiłeś większości tych wszystkich rzeczy, o które ludzie Cię posądzają to dlaczego nie walczysz o nich? Nie tłumaczysz? Nie pokażesz, ze Ci zależy? – drążyłam dalej. Nie mogłam tego zrozumieć.
-Mam na siłę wmawiać jedynej rodzinie, która nie chce mnie znać, że nie jestem aż taki zły za jakiego mnie mają? – Był wściekły.
Ale tym razem mnie nie przestraszył. Po prostu nie mogłam pojąć jak mógł tak łatwo odpuścić.
-Nie zależy Ci na nich? Nie walczysz o ludzi, których kochasz? Czy po prostu zawsze jak coś nie idzie po twojej myśli to się poddajesz i masz wszystko w dupie?
-Jak ty byś się kurwa czuła, jakby twój kochany tatuś wyjechał do Ciebie z tekstem że wstyd mu, ze jesteś jego córką i nosisz jego nazwisko?! – podniósł głos do krzyku.
Jeśli wcześniej nie czułam strachu, to teraz to odwołuję. Wściekł się.
Miałam wrażenie, że ta kierownica zaraz pęknie pod naciskiem jego dłoni.
Kurwa. Jego ojciec mu tak powiedział? Cholera, przegięłam. Jak zwykle, powiem za dużo i kogoś zranię. Idiotka.
Milczałam. On też. Powoli uspokajał oddech.
W końcu odważyłam się odezwać.
-Przepraszam. – powiedziałam cicho. Spojrzał na mnie.
-Nic się nie stało.-odpowiedział. Stało się. Pocisnęłam Ci w najgorszy możliwy sposób.
-Naprawdę przepraszam, przegięłam.
-Julie. –Zadrżałam na dźwięk mojego pełnego imienia z jego ust. – Nie mam Ci tego za złe. I nie chciałem się na Ciebie wydzierać, to nie twoja wina. – powiedział zatrzymując auto pod salonem z garniturami.
Westchnęłam cicho. Tym razem nie wyrywałam się żeby pierwsza wysiąść. Pozwoliłam mu na to, żeby otworzył mi drzwi.
Uśmiechnął się szeroko widząc zmianę w moim zachowaniu. Ale to tylko jeden raz bo czuję się kurewsko winna!
Uh Julie, jaka ty jesteś głupia.
-Jaką masz sukienkę? – zapytał uśmiechnięty. Rozchmurzył się kompletnie.
-Niebiesko białą. – odpowiedziałam.
Weszliśmy do środka. Od razu rzucił mi się w oczy garnitur idealny.
-Harry! –zawołałam go od razu. Był w zupełnie innej części salonu.
-Co tam? – podszedł do mnie.
-Mierz ten. – powiedziałam od razu. Był idealny. Ja sama mogłabym się ożenić z samym garniturem.
-Podoba Ci się? – uśmiechnął się do mnie cwaniacko.
-Mierz! – popchnęłam go w stronę przymierzalni. Biorąc pod uwagę moją siłę a jego, to wyglądało to raczej żałośnie. Zaśmiał się tylko i wszedł do przymierzalni.
Dobra Julce tylko nie padnij na jego widok.  W takim garniaku będzie wyglądał max gorąco. Uhhh, szybciej Styles ja tu czekam!
W końcu wyszedł nieco skrzywiony.
Uśmiech ekscytacji zniknął z mojej twarzy. Na wieszaku wyglądał… lepiej.
Ekspedientka, która stała obok w roli doradcy też nie wyglądała na zadowoloną.
-Ściągaj to. – jęknęłam i ruszyłam do innych modeli. Moje marzenia o tym garniturze legły w gruzach.
-Skarbie, tak publicznie? – usłyszałam rozbawiony głos Styles`a. Obejrzałam się. Uśmiechał się głupio a ekspedientka tylko z uśmiechem kręciła głową.
Uh, zboczeniec.
Szukałam dalej. Czy naprawdę nie znajdę nic równie dobrego?
-Shawty? – Poczułam ciepły oddech na szyi i równie ciepłą dłoń na mojej talii. Odwróciłam się,
Styles trzymał w dłoni inny garnitur. Hmm, nic nie równa się z tamtym, ale może na nim…
-Spróbuj. – powiedziałam. Ciepło zniknęło z mojej talii.
-Po kilku minutach Harry wyszedł z przymierzalni.
-Oh. – wyrwało mi się. Wyglądał… Oh.
-I jak? – uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
-O wiele lepiej. – odparłam sztywno siląc się na nie wykrzyczenie czegoś w stylu ,,zajebiście, gorąco” itp. Cholerka niezły jest.
-Podobam Ci się? – uśmiechnął się szerzej.
-Tak. –odparłam bez zastanowienia.
-Wiedziałem, że kiedyś się do tego przyznasz kochanie. – puścił mi oczko i zniknął w przymierzalni.
Co?
Ekspedientka stojąca obok mnie tylko cicho zachichotała.
-Tworzycie uroczą parę. – powiedziała do mnie i odeszła do następnych klientów. CO?
Jak tak dalej pójdzie, przez głupie żarty Styles`a, całe Noirthland będzie huczało o moim rzekomym ślubie z Harry`m a nie Niall`a i Lucy.
Westchnęłam cicho i czekałam aż wspaniałomyślny Harry wyjdzie.
Po kilku minutach wyszedł zadowolony z przymierzalni. Powitałam go chłodnym spojrzeniem.
-Chodź Shawty. – mruknął z uśmiechem i pociągnął mnie w stronę sprzedawczyni.
-Czyli biorą państwo? – zapytała z uśmiechem.
-Jeśli mojej Julie się podobam, to oczywiście, że bierzemy. – powiedział przesłodzonym tonem obejmując mnie w pasie.
Drań słyszał co ta kobieta o nas powiedziała! I znowu to wykorzystuje. Kobieta tylko uśmiechnęła się szeroko i szybko zapakowała garnitur. Ja ostentacyjnie się od niego odsunęłam robiąc obrażoną minę.
Harry zaśmiał się cicho na moją reakcję.
-Życzę państwu szczęścia. – powiedziała kobieta, podając nam zakup.
-Dziękujemy. – powiedział wyszczerzony Harry ponownie mnie obejmując.
UGH.
Ma szczęście, że jesteśmy w miejscu publicznym bo inaczej zarobiłby ode mnie w tą swoją wiecznie wyszczerzoną buźkę z dołeczkami.
Z obrażoną miną wsiadłam do samochodu. Harry tylko się głupio uśmiechał, jak to miał w zwyczaju.
-Pasuje mi ta rola szczęśliwej pary. – zaśmiał się odpalając samochód.
-No popatrz, mi nie. – prychnęłam.
-Oh, proszę Cię, wiem, że to lubisz. – mruknął niskim głosem. Pfff. – Sama powiedziałaś, ze Ci się podobam. Mam świadka!
-Mówiłam o garniturze. – wywróciłam oczami.
-Przyznaj się sama przed sobą Shawty, lubisz mnie. – wyszczerzył się do mnie.
Pfff.
PFFF.
PFFFFFFFF.
-Nie pochlebiaj sobie. – mruknęłam. Roześmiał się na moje słowa.
Ruszyliśmy słuchając lecącego w radiu ,,Stolen Dance”.
W końcu usłyszałam cichy głos Harry`ego.
-Now want you, we can bring it on the floor
Never dance like this before.
Uśmiechnęłam się do siebie. No proszę.
-We don`t talk about it. – wtrąciłam zaraz. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale zaraz uśmiechnął się szeroko.
-Dancing on, doing the boogie  all night long.
Stoned in paradise
Shouldn`t talk about it.
Nie wierzę, że od tak śpiewam sobie w samochodzie ze Styles`em.
Gdy podjechaliśmy pod dom i chciałam wysiąść zatrzymał mnie kładąc dłoń na mojej dłoni.
-Nie pożegnałaś się ze mną kochanie. – mrugnął do mnie rozbawiony.
No znowu?
-Cześć Harry. – wywróciłam oczami.
-Zła odpowiedź.
-Czeeeść Haaarry – powtórzyłam wolniej i celowo przeciągając samogłoski niczym małe dzieci w przedszkolu przeciągając przeraźliwe ,,dzieeeeeeeeń doooobryyyy”.
-Ale ty jesteś wkurwiająca i uparta skarbie – mruknął nie przestając się uśmiechać i przycisnął wargi do mojego policzka jak kilka dni temu.
Wywróciłam oczami i wysiadłam.
-Pozdrów ode mnie Dylana! – zawołał gdy ruszyłam w stronę domu.
Co? Odwróciłam się znowu w jego stronę. Ale już odjechał.
Pozdrów Dylana?
_____________________________________________
Hej kochane :3
Zaskoczyłyście mnie, bo wiele z Was jest Team Dylan :D 
moja mina po przeczytaniu komentarzy:


HAHAHAHAAHA <3
Zobaczymy jak to będzie dalej :)
Tak, Harry zna Dylana, Dylan zna Hazzę.
Jakieś pomysły, skąd? 
I od razu mówię, koleś, któremu Hazz dostarczał narkotyki miał na imię Daniel, a nie Dylan i to dwie różne osoby :D


Pisząc komentarz, napisz coś miłego naszemu aniołkowi, Jess, ucieszy się <3

komentujcie kochane YTR bo naprawdę ciężko jest zaczynać :c