piątek, 19 września 2014

21. It`s time to start.

*oczami Julie*

Odwróciłam się. Tom. Oczywiście.
-Julie, co ty odwalasz? – zapytał z surową miną.
-Mam lepsze pytanie. Co WY odwalacie? Czemu jesteście dla niego nagle tacy uprzejmi? Przecież mówiłam Ci, że się pokłóciliśmy! Mało tego, może mi wyjaśnisz, dlaczego ani ty, ani tata, nie jesteście zaskoczeni wizytą Harry`ego? Hm? – skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej.
Tom westchnął. Ha, dobrze uderzyłam.
-Chcieliśmy tylko, żebyście się pogodzili…
-TO BYŁ WASZ POMYSŁ?! – aż się zapowietrzyłam.
-Jezu, nie, to znaczy Harry był u taty bo mieli jakieś sprawy związane z firmą, a ojciec mu wspomniał o obiedzie, Harry mówił że może wpaść, wiec ojciec go zaprosił i tyle. A ty jesteś sama sobie winna, bo nie powiedziałaś od razu tacie, że się pokłóciliście i dlatego nie przyjdzie. Sama sobie narobiłaś bałaganu, Julce.
-NO OCZYWIŚCIE. – zaraz wyjdę z siebie. Zacisnęłam zęby i z głośnym
Szczękiem wkładałam naczynia do zmywarki.
-Julce… - Tom podszedł i zabrał mi z rąk naczynia.- Julce. – powtórzył zmuszając mnie tym samym, żebym spojrzała mu w oczy, co z niechecią zrobiłam.
-Daj mu szansę. Sam fakt, że przyszedł, znaczy, ze mu zależy. Wziął kwiaty, wino. Czyli stara się. Podczas obiadu ani razu nie strzelił gafy. STARA SIĘ DLA CIEBIE. – powiedział dobitnie.
Ani jednej gafy, spojrzał byś pod stół na tym obiedzie, to byś zmienił zdanie i sam wywalał go z domu.
Oczywiście nie odezwałam się. Bo co miałam powiedzieć? Jak mu wytłumaczyć?
-Julie. –spojrzał na mnie.- On chce to naprawić.
-A co jeśli ja nie chcę? – w końcu wypaliłam.
-Nie popełniaj tego błędu co ja. Jak widzisz, wcale nie jestem szczęśliwy dzięki temu co zrobiłem. Ty tez nie będziesz.
-Tom, Harry to nie Agnes. Ja to nie ty. Nie możesz wiedzieć jak będzie, nawet nie wiesz jak jest. Nie wiesz co czuję. Czemu mam to ciągnąć skoro… - zawiesiłam się.
-Skoro? – ponaglił mnie.
Cholera.
-Po prostu nie wtrącajcie się w moje życie, okej? Sama mogę decydować o sobie. To ja będę po tym cierpieć a nie wy. Więc mnie nie wyręczajcie.
Tom westchnął.
-Okej, rozumiem. Nie chcesz już z nim być.
Pokiwałam tylko niemrawo głową.
-Ale możesz coś dla mnie zrobić i chociaż go wysłuchać, pogadać z nim na spokojnie?
-Tom…
-Nie każę Ci się z nim godzić. Tylko z nim porozmawiaj. I błagam, bądź dla niego milsza przy nas. Nie jest tak łatwo wyjść z niezręcznej sytuacji, którą stwarzasz.
Westchnęłam, ale potwierdziłam wszystko skinięciem głowy.
Wróciliśmy do jadalni, gdzie tata i Harry dyskutowali zawzięcie.
Na nasz widok zamilkli. Harry chrząknął i wstał.
-Cóż, myślę, że będę już się zbierać. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia i… - urwał na chwilę patrząc na mnie uważnie. – Na mnie już czas.
Tata i Tom również mi się przyglądali. CO WY WSZYSCY SIĘ TAK NA MNIE UWZIĘLIŚCIE?
To on to zaczął, a nie ja!
Tom wręcz krzyczał na mnie spojrzeniem: ZATRZYMAJ GO.
O nie, nie.
Ale pamiętając czego ode mnie chciał, wysiliłam się na uśmiech.
Miałam wrażenie że widząc moje uniesione ku górze kąciki ust sprawiły, że wszystkie osoby w tym pokoju odczuły niewyobrażalną ulgę.
Od kiedy to moja rodzinka jest taka zaangażowana w moje sprawy ,,sercowe”?
-Julie, wracasz już do domu?- zapytał Styles.
Taki miałam zamiar, torba leży spakowana w pokoju.
-Hm, myślałam, żeby … - Tom nagle zakaszlał. Spiorunowałam go wzrokiem. To było jego ostrzeżenie skierowane do mnie. – Tak, myślę, że chcę już wrócić. – poprawiłam.
Tom był wyraźnie zadowolony.
-Mogę Cię podwieźć. – ciągnął brunet.
-Pewnie, dzięki. – powiedziałam nie chcąc kolejnych ataków kaszlu u Toma i posłusznie ruszyłam na górę po moją torbę.
Za chwilę koniec tej chorej szopki.
Gdy byłam już z powrotem na dole, Harry od razu wziął ode mnie torbę. Wywróciłam oczami.
-Cześć tato. – powiedziałam przytulając go mocno.
-Cześć córeczko. Wpadaj częściej do domu.
-Postaram się. – zapewniłam i objęłam Toma.
-Grzeczna dziewczynka, tylko się na niego nie wydzieraj od razu jak otworzy usta. – wyszeptał mi do ucha żegnając się ze mną.
-Zabiję Cię kiedyś. – odszepnęłam gdy udawałam, że całuję go w policzek.
-Do widzenia. – Harry pożegnał się z moim ojcem i bratem uściskiem dłoni.
Nigdy nie czułam takiej ulgi.
Odetchnęłam głęboko, gdy tylko drzwi się za nami zamknęły.
-Naprawdę Cię nienawidzę. – jęknęłam do Harry`ego i wsiadłam od razu do samochodu.
Widziałam jak ten wywraca oczami. Wrzucił torbę na tylne siedzenie i wsiadł za kierownicę.
-Nie wiem czemu tak przeżywasz, Shawty. – mruknął od niechcenia i ruszył.
-Harry, to zabrnęło za daleko. Żart, okej, ale to co się dzieje to już przegięcie, nie dociera to do Ciebie? Dlaczego przyszedłeś? – wyrzuciłam z siebie.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jestem zaproszony?
-Bo chciałam skończyć tą szopkę! – jęknęłam.
-Dobra, już nie unoś się! Zresztą byłaś dla mnie na tyle wredna cały czas, że pewnie są przekonani, że mnie rzuciłaś. – parsknął.
-Mam taką nadzieję. – burknęłam wlepiając wzrok w okno.
-Szkoda, że nie zajrzeli pod stół, to byliby innego zdania. – dodał i wręcz wyczułam jak szczerzy się w ten swój głupkowaty sposób.
-Wolałbyś, żebym zrobiła scenę przy moim ojcu i bracie?
-Oh, przestań, Shawty. Oboje dobrze wiemy, że Ci się podobało. – mówił celowo niskim głosem.
- Chciałbyś. – prychnęłam.
-Okłamujesz sama siebie. Ale przypomnę Ci co teraz mówisz jak będziesz dzięki mnie dochodzić , ciekawe co wtedy powiesz.
-Może nic, bo nie mam zamiaru dzięki Tobie dochodzić? –zasugerowałam wrednym tonem.
-Może nic, bo nie będziesz w stanie zrobić nic innego niż jęczeć. –rzucił z głupim uśmieszkiem.
-Jesteś nienormalny. – pokręciłam głową. Czułam palące ciepło na moich policzkach. Jezu, nie teraz.
-Biorąc pod uwagę o czym teraz myślę, powiedziałbym, że nie tyle nienormalny, co podniecony. – parsknął.
-JEZU, PRZESTAŃ! – jęknęłam chowając twarz w dłoniach. NIECH TA ŻENUJĄCA ROZMOWA SIĘ SKOŃCZY.
Usłyszałam jego głęboki śmiech.
-Czyżbyś się wstydziła? Czy ty się zaczerwieniłaś? – ożywił się jeszcze bardziej i odgarnął włosy z mojego policzka, na co szybko zareagowałam odwróceniem się w drugą stronę.
-Powiedz lepiej o której jutro dekorujemy tą salę weselną. – powiedziałam dobitnie czując się gorzej niż zażenowana.
Harry tylko się zaśmiał, ale na
szczęście nie ciągnął tematu.
-Wpadnę po Ciebie o 12. – powiedział z uśmiechem błąkającym się w dalszym ciągu po jego twarzy.
-Okej. – westchnęłam. Wtedy coś mi zaświtało.
-Harry? –zapytałam.
-Hmmm? – mruknął zerkając na mnie.
-Um… Skąd znasz Dylana? – zapytałam cicho. Nie wiem czy chcę znać odpowiedź biorąc pod uwagę to w jaki sposób Dylan potraktował moje pytanie czy zna Harry`ego.
Harry spojrzał na mnie zaskoczony, ale gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały odwrócił wzrok ponownie na drogę przed sobą.
Cisza. No halo?
-Harry? –ponagliłam go.
-A czemu nie zapytasz Dylana czy mnie zna? – zapytał.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. – przypomniałam nie chcąc mówić, że tak naprawdę mój przyjaciel mnie okłamał.
-Ty na moje też nie. – opyskował.
-Harry!
-Ale gdyby Ci powiedział, to nie pytałabyś mnie o to samo. A spytałaś go na pewno bo jak zwykle jestes na tyle wścibską i irytującą osobą, ze nie darowałabyś sobie tego. Czyli albo wcisnął Ci jakiś kit, w który nie wierzysz, albo nie powiedział Ci. – powiedział spokojnie.
UGH.
Zignorowałam niewyobrażalną ochotę na obronę mojego honoru i wszczęcie kłótni na temat mojego osobliwego charakteru.
- Więc, dowiem się? –spojrzałam na niego uważnie.
- Co z niego za przyjaciel, że nie jest z Tobą szczery nawet w sprawie takiego gówna? – mruknął.
Zacisnęłam zęby.
-Powiesz mi? – zapytałam zirytowana.
-Zależy co z tego będę miał. –spojrzał na mnie z głupim uśmieszkiem.
Prychnęłam.
-Na chuj robicie z tego taką tajemnicę? – wściekłam się.
-Czyli ten sukinsyn nie chciał Ci powiedzieć? – zerknął na mnie od razu.
-CO? –zmarszczyłam brwi.
Harry tylko odchylił się z powrotem na fotel.
-Harry?
-Co? – mruknął.
-Możesz do cholery jasnej normalnie odpowiedziec na moje pytanie? –zapytałam wściekła.
-Tak. Odpowiem na nie jutro, jeśli obiecasz coś dla mnie zrobić. – zatrzymał się. Byliśmy pod moim mieszkaniem.
-Coś dla Ciebie zrobię… -powtórzyłam ostrożnie. To co się działo w mojej głowie na te słowa przyprawiały mnie o zawroty głowy.
-Julie, uspokój swoje cycki, nie mam na myśli, zebyś mi od razu obciągała. – parsknął widząc moją minę.
Moje policzki zapłonęły.
-Przestań, nie miałam tego na myśli. – wycedziłam unikając jego wzroku.
-Jasne, Shawty. Nie musiałaś tego sugerować, wystarczyło powiedzieć, jeśli masz ochotę…
-JEZU NIE!- pisnęłam zakrywając jego usta ręką, na co odpowiedział mi tylko zduszonym chichotem.
-Podoba mi się jak jesteś taka dominująca, mrr. – wymamrotał w moją dłoń.
-UH, ZAMKNIJ SIĘ. – jęknęłam i zabrałam szybko dłoń z jego ust.
Wybuchnął śmiechem.
-Wyluzuj skarbie, mogę pierwszy sprawić, że się odprężysz… - zniżył głos a mi żołądek podszedł do gardła.
-HARRY. – wycedziłam. Znowu odpowiedział mi jego śmiech.
-POWIESZ MI W KOŃCU O CO CHODZIŁO Z DYLANEM? – warknęłam.
-Spokojnie, skarbie. Jak już mówiłem, mogę powiedzieć Ci jutro, jeśli obiecasz, że wyświadczysz mi przysługę. – uśmiechnął się.
Wywróciłam oczami.
-A wal się. – mruknęłam i z furią wysiadłam z samochodu.
-Do jutra, Shawty!- usłyszałam jego krzyk za plecami gdy szłam szybkim krokiem do domu.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi. UGH.
Tak jak stałam, rzuciłam się na kanapę. Nigdy więcej takich dni, błagam.
Odetchnęłam głęboko. A jutro jeszcze czeka mnie zapieprz przy dekoracjach, świetnie. I to jeszcze ze Styles`em, więc będzie to jeszcze bardziej męczące.
Jest coś czego Harry ode mnie oczekuje? Chce czegoś w zamian za wyjaśnienie tej sprawy z Dylanem. Swoją drogą, to musi być coś, skoro nikt nie mówi tego wprost.
Tylko co? Harry wyraźnie nie lubi Dylana. Dylan z kolei w ogóle nie przyznaje się do znajomości z Harry`m
Więc co takiego się między nimi stało?
Chcę się tego dowiedzieć. Ale Styles oczywiście oczekuje czegoś ode mnie.
Gdyby tylko sytuacja między Dylanem a mną wyglądała inaczej, już bym z nim rozmawiała i wyciągała z niego o co chodzi. Ale teraz…
Uh. Dobra, zobaczymy jaką wersję przedstawi mi Styles. W razie czego, zawsze mogę się nie zgodzić na jego ,,oczekiwania”. Nie może mnie do niczego zmusić. Najwyżej się znowu pokłócimy i powyzywamy, nic nowego.
Złapałam telefon. Dawno nie gadałam z Lucy. Ciekawe jak tam w Mullingar.
-Halo? – usłyszałam jej głos kilka chwil po wybraniu numeru.
-No cześć, Levine? Jak tam?
-Jeju Julce! – pisnęła do słuchawki a ja automatycznie się uśmiechnęłam. Czyli jest dobrze. To super, kto jak kto, ale ona zasłużyła na bycie szczęśliwą.
-Mam rozumieć, ze jest dobrze?
-Jego rodzina jest wspaniała! Wszyscy są dla mnie mili i w ogóle chyba mnie zaakceptowali! I poznałam taką słodką dziewczynkę, Jade! W  ogóle nawet nie wiedziałam jakie Niall ma podejście do dzieci! Jest taki kochany, awww. – rozpływała się. Zachichotałam.
-Chłopak idealny, mąż idealny, nawet ojciec idealny! Ty to masz szczęście, Levine!
-Nawet tak nie mów Julce. – mruknęła nagle tracąc entuzjazm.
-Co jest Lucy? – aż usiadłam.
-Uh… Niall coraz częściej wspomina o dzieciach… W ogóle jego rodzina czasami żartuje też na ten temat, to on niby się śmieje, ale podchodzi do tego… poważnie? Um, może jestem przewrażliwiona, ale … Tak jakby on chce mieć dziecko..? Nie wiem, ale obawiam się, ze tak.
-Lucy, jeśli nawet, co w tym złego?
-Julce, jestem za młoda na dzieci! Ślub w moim wieku to dosyć odważne posunięcie, a co dopiero dzieci! Moje dwudzieste drugie urodziny się dopiero zbliżają! Kto w tym wieku ma dzieci?
-Wiele kobiet, Lucy.
-Ale ja nie chcę ich mieć! To znaczy, jeszcze nie. To za szybko, zdecydowanie.
-Rozumiem Lucy, ale w takim razie co ty jeszcze robisz? Powinnaś o tym pogadać z Niall`em na ten temat, być z nim szczera. Jeśli nic nie mówisz, a jemu faktycznie zależy na dzieciach, to twoje milczenie może odbierać jako zgodę. Tacy są faceci.
-O Boże.
-Lu, uspokój się. Przecież to nic złego. Zresztą, Niall jest starszy. Są faceci którzy w tym wieku tylko imprezują i zaliczają i tacy, którzy myślą o rodzinie, którą chcą założyć przed 30 rokiem życia.
-Julie, skąd ty wiesz takie rzeczy? To aż niepokojące. – mruknęła Lucy.
-Życie, mała. – parsknęłam. – Nie każdy facet jest taki jak Niall. Że zakochuje się w Tobie, nie widzi poza tobą świata, robi dla Ciebie wszystko i chce tylko być z tobą na zawsze jak w tandetnej komedii romantycznej. Taki Niall to wyjątek, skarbie.
-Oh.
-Więc ruszaj tyłek Levine i idź z nim pogadać zanim w końcu Cię przepieprzy bez gumki i dopiero będziesz miała problem.
-JULCE. – jęknęła Lucy. Mogłam przyrzec że się zarumieniła.
-No żartowałam. –parsknęłam. – Ale serio, pogadaj z nim. To Niall, zrobi dla Ciebie wszystko.
-Uh, okej. A jak u Was? Dajecie radę?
-Pytasz o przygotowania?
-Tak.
-Jest okej. Jutro dekorujemy.
-Okej. Cholera, już się stresuję przed sobotą. – jęknęła.
-Czego innego  mogłabym się po Tobie spodziewać, Lu? – parsknęłam.
-Oj… - zniecierpliwiła się, a ja zachichotałam. – Dobra Julce, zadzwonie jutro.
-Pewnie. I nie martw się. Cześć Lucy.
-Pa, Julie.
               ~*~
Torebka, klucze, perfumy, telefon, portfel… Chyba wszystko.
Harry już czeka pod domem, co oznajmił mi dźwiękiem klaksonu.
Złapałam pośpiesznie kurtkę i wyszłam z domu, zamykając go.
Szybkim krokiem ruszyłam do samochodu.
-Cześć, Shawty. – przywitał mnie gdy wsiadłam.
-Hej, Harry. – odpowiedziałam zapinając pasy.
-Powiem Ci, że nie mogę się doczekać. Aż wyślę Cię na drabinę. – zaśmiał się.
-Co? – zapytałam nic nie rozumiejąc.
-Zabijasz w tych legginsach, Julce. – mruknął wyraźnie zadowolony. UH.
Zakładając legginsy, trampki i zwykłą koszulkę kierowałam się raczej wygodą, biorąc pod uwagę że spędzę męczące godziny na dekorowaniu Sali weselnej. Nie pomyślałam, że Styles oczywiście będzie miał coś do mojego tyłka w tych legginsach. Cholera, mogłam chociaż założyć dłuższą koszulkę.
Nie odezwałam się do końca drogi.  Bez słowa wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka  budynku, w którym miało się odbyć wesele Lucy i Niall`a. To miejsce było niewątpliwie urocze. Sama sala była duża i przestronna, na ścianach królowała biel i bordowe akcenty. Trochę czerwieni, lekkiego kremowego odcienia. Długie stoły były już ustawione w części wielkiego pomieszczenia. Parkiet był wielki.
Stanęliśmy na środku parkietu nie bardzo wiedzac co teraz. Dekoracje były przywiezione tutaj, tylko nie wiadomo, gdzie są. Jest tu ktoś kto mógłby nam pomóc?
Jak na zawołanie do dali wszedł wysoki i szczupły mężczyzna w średnim wieku.
-Oh, państwo do strojenia Sali?
-Tak. – Harry odpowiedział za nas oboje.
-Młoda para? – zapytał nas wesoło.
-Nie. –odpowiedziałam szybko nie chcąc, żeby Harry znowu prowokował głupie sytuacje.
-Ah, rozumiem. Cóż, dekoracje są na zapleczu, a nasi ludzie, którzy państwu pomogą zaraz powinni być. Wszystko jest opłacone, państwo będą musieli właściwie tylko wszystko nadzorować, chyba że mają państwo życzenie pomagać. W każdym razie, nasi ludzie są opłaceni, myślę, że nie powinno być problemów.
Czyli nie będziemy musieli zasuwać? Jak miło.
Harry wyraźnie też był ucieszony. Żadnych drabin, żadnego gapienia się na mój tyłek.
-Dziękujemy. – odpowiedziałam, na co mężczyzna skinął głową i wyszedł.
Odetchnęłam i ruszyłam w kierunku zaplecza.
-Dobrze, że nie będziemy tego musieli robić. – powiedział wyraźnie zadowolony Harry.
-Co nie znaczy, że nie możemy pomóc. – mruknęłam otwierając pudełka.
-Serio Julce, chce Ci się? – zapytał marudnym tonem.
-Nie, ale korona nam z głowy nie spadnie, nie sądzisz? – westchnęłam.
-Cokolwiek powiesz, Shawty. – rzucił a ja wywróciłam oczami.
-Przydałoby się rozwinąć te światełka. – powiedziałam bardziej do siebie widząc w kartonie pęk ciasno zaplątanych światełek. Jest tego mnóstwo.
-Więc, rozplątujemy? – zapytał Harry, stawiając dwa krzesła obok mnie.
Skinęłam tylko głową i wyciągnęłam pierwszy pęk. Usiadłam wygodnie na krześle i zaczęłam szukać jednego końca wiązki lampek.
-Znajdę drugi. – mruknął Harry. Usłyszeliśmy kroki i głosy rozmowy. To pewnie Ci ludzi wynajęci do dekorowania.  Chwilę potem na zaplecze wszedł postawny mężczyzna w średnim wieku.
-Oh, dzień dobry. Państwo będą nadzorować te dekoracje? – upewnił się.
-Pomagać też  będziemy. – uśmiechnęłam się życzliwie do mężczyzny, na co ten odwzajemnił uśmiech.
-W takim razie, jaką opcję mamy najpierw? Bo światełka to dopiero po tych szczegółowych dekoracjach. Były zamawiane jakieś materiały do podwieszania u sufitu?
CO ? Serio, nawet materiały pod sufitem?
-W tamtym pudełku widziałem jakiś przeźroczysty materiał. – powiedział Harry wskazując jeden z kartonów.
-Oh, czyli jeszcze światełka będą tam kładzione. – mruknął mężczyzna.
JAKIE SWIATEŁKA, CO?
Mężczyzna widząc moją minę roześmiał się.
-Nie wie pani, jak ma wyglądać sala? – zapytał rozbawiony.
-Szczerze, nie. – mruknęłam.
-Jeden z pomocników ma chyba plan całej Sali, nie widziałem go jeszcze, ale skoro materiał jest prześwitujący, to prawdopodobnie na nim będą jeszcze lampki. Wie pani, taki jakby świecący sufit, te bajery.  – parsknął.
-Czego ten Horan nie wymyśli. – mruknął Harry kręcąc głową.
-Oh, okej. – powiedziałam nieco zaskoczona. Czyli impreza będzie konkretna.
Mężczyzna wziął trzy kartony naraz i wyniósł je z zaplecza na salę.
-Zaszaleli. – parsknął Harry gdy zostaliśmy znowu sami. Rozplątywaliśmy powoli wiązkę światełek.
-Taa… - mruknęłam.- Harry… -zaczęłam nieco niepewnie.
-Hm?
-Czego ode mnie chcesz w zamian za powiedzenie, co jest między Tobą a Dylanem?
-Julie…- moje pełne imię w jego ustach nadal brzmiało dziwnie –zrobisz, jak będziesz chciała, nie mogę Cię zmusić. Właściwie, to jest bardziej prośba niż jakieś żądanie… - zaczął nie patrząc mi w oczy. Chyba zaczynam się bać. Zrobił się poważny i niepewny. HARRY STYLES. On nie jest niepewny.Czyli to coś poważnego.
_________________________________________________
Helou Lejdis ♥
jak Wam piąteczek mija? :3
Wiem, umawiałyśmy się na soboty, ale że w soboty nie będę mogła, to prawdopodobnie zostanie piątek, chyba że coś się zmieni.

Kto jeszcze pamięta Lucy i Niall`a? :') 
Jeeeju jak sobie przypomnę to omfnausWUYFD <33
Jak widzicie, sprawa ,,związku" nierozstrzygnięta XD
Ale za to dowiecie sie niedługo co z tym naszym Dylanem XD
No i co takiego Harry potrzebuje od Julie ?^^
Nanananana see you next time  babes <3


KOMENTARZE MOTYWUJĄ, AMEN :3

Miłego weekendu <3

środa, 10 września 2014

20. You have to go, NOW!

*oczami Julie*
Obudziłam się prawie nie czując nóg. Jezus Maria, co się dzieje?
Przetarłam oczy i powoli dźwignęłam się do siadu. Ah tak.
Na moich nogach spał Tom.
Wczoraj gdy wrócił z piwem gadaliśmy praktycznie do rana. Głównie o tym co działo się u niego, no bo…
Cóż, mój brat i ojciec są przekonani, że jestem z Harry`m. Chociaż teoretycznie dawałam sygnały, że prawdopodobnie nasze rozstanie niedługo nastąpi.
Tak bardzo chciałam się poradzić Toma w sprawie Dylana.
Ale nie mogłam. Powiem mu wszystko a on co?
,,Ale jak to, jaki Dylan, przecież ty jestes z Harry`m, to czemu się całowałaś z Dylanem”
UH.
Byłoby o wiele łatwiej gdyby Harry nie zaczynał tej głupiej gry. Albo gdybym o wiele wcześniej to przerwała.
Spojrzałam z czułością na Toma. Biedactwo. Wczoraj dowiedziałam się konkretnie o co chodziło z tą Agnes.
Mój biedny zakochany brat.

*wspomnienie, poprzedni wieczór*


-Tata dał Ci piwo? – zaśmiałam się widząc Toma rozwalającego się na moim łóżku z kilkoma piwami w dłoniach.

-Z relacjami brata z siostrą nie pogadasz. – parsknął otwierając dwie butelki i podał mi jedną.  

-No dobra, to mów, co się stało z Agnes. –usiadłam wygodniej i wzięłam łyk.

Tom westchnął pociągnął dużego łyka z butelki i dopiero zaczął mówić.
-Byliśmy razem od 7 miesięcy. Właściwie rzecz biorąc pomijając okresy gdy byliśmy na siebie śmiertelnie obrażeni i nie odzywaliśmy się do siebie, to pewnie wyszłoby jakieś 5 miesięcy. Cóż, sama wiesz jaki mam charakter. Zresztą to rodzinne, ty też taka jesteś. A Agnes jest z kolei zawsze spokojna, wrażliwa, delikatna. I wszystko bierze do siebie. Do momentu aż wybuchnie i wtedy wścieka się, krzyczy, przeklina… No a biorąc pod uwagę mój charakter, nie trudno się domyślić, że bardzo często doprowadzałem do sytuacji, kiedy wybuchała. Nawet nie wiedziałem, że jakaś głupota może ją dotknąć. Nie panowałem nad tym. A kiedy już straciła cierpliwość i się kłóciliśmy, to też się nie hamowałem, znasz mnie. Jedyne co mogłem zrobić to błagać ją o wybaczenie jak już emocje opadły. Przez dłuższy czas, jeszcze jak dzwoniłaś, wszystko się układało. Naprawdę byliśmy szczęśliwi. Chciałem ją zabrać tutaj, do domu, żebyście ją poznali. Traktowałem to poważnie. – głos mu nieco zadrżał.- Byliśmy na imprezie. Nasze grono znajomych, zwykłe spotkanie.

 Poszedłem po piwo i jak wróciłem, usłyszałem jak gada z Quinnem, Paige i Noelem. Quinn wyskoczył z jakimś żartem, że tak długo się nie kłócimy, że to jakiś cud i znak, że czas na ślub. Śmiała się. Ja też od razu się uśmiechnąłem, bo sam często o tym myślałem. Nie raz oglądałem pierścionki… - w tym momencie aż pisnęłam z zachwytu, ale szybko się opanowałam widząc jego smutny uśmiech. – w końcu niedługo 30 urodziny. Myślę o rodzinie. Pragnę tego. I wtedy ona powiedziała coś w stylu, że co on w ogóle gada, jaki ślub, niech tak nawet nie żartuje, że w naszym przypadku ślub to najgorszy pomysł z możliwych. Poczułem się wtedy jakby ktoś mi przypierdolił.  Kurwa, to najgorsze uczucie w życiu, Julie, serio. – pokręcił głową i urwał.

Przysunęłam się do niego i wzięłam go za rękę.
-Co wtedy zrobiłes? –zapytałam łagodnie, powoli głaszcząc jego knykcie, chcąc dac mu wsparcie.
-Poczekałem do końca imprezy. Udawałem że nic nie słyszałem. Jak wszyscy się rozeszli i zostaliśmy sami, miałem nadzieję, że jest pijana i po prostu powiedziała to pod wpływem nie wiem, emocji? Ale  była trzeźwa. Wtedy spytała mnie chyba czy nie pojechałbym z nią do jej siostry, na chrzciny jej dziecka. Ja wypaliłem, że po co. Wściekła się, miała pretensje, że nie traktuję jej poważnie, że czym my w ogóle jesteśmy. Zadałem te same pytania i dodałem, że słyszałem co powiedziała o małżeństwie. Zatkało ją. Przestała krzyczeć. Zaczęła mówić coś, że  po prostu kłócimy się co chwila i że małżeństwo nie ma sensu dopóki się nie dotrzemy, nie poznamy na tyle, żeby żyć razem bez kłótni co chwilę. Ale wtedy to ja krzyczałem. Byłem wściekły, byłem… zraniony… - po raz kolejny głos mu zadrżał.
Westchnął głęboko.
-W każdym razie, w końcu powiedziałem, ze skoro małżeństwo nie ma sensu, to jaki sens ma nasz związek. Powiedziała, że… Że może nie ma. I to mi wystarczyło, żeby stamtąd wyjść. Nie dzwoniłem, nie przepraszałem, jak zawsze. Ona też nie. I do tej pory nie miałem z nią żadnego kontaktu.  – skończył z wyraźną ulgą.
-Jejku Tom. – jęknęłam i przytuliłam go mocno. Wtulił się we mnie z całej siły. Mój biedny braciszek. Tak bardzo było mi go szkoda. Nadal mu na niej zależy, to pewne. Ale …
-Nie ma szans, żebyście się spotkali, pogadali na spokojnie?- zapytałam ostrożnie.
-Nie wiem, Julce. Nie wiem. – mruknął.
-Kochasz ją. – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam. Odpowiedziała mi wymowna cisza.
-Jeszcze się ułoży Tommy. – mówiłam cicho głaszcząc go po plecach.
-Błagam Julce, tylko nie Tommy. – jęknął, ale zaśmiał się lekko więc chyba udało mi się trochę go odciążyć.
-Okej, wybacz.- zachichotałam.
-A ty i ten Harry? – zapytał odsuwając się trochę.
-Co? – zapytałam nie wiedząc o co chodzi.
-No o co poszło konkretnie?
O cholera. Zupełnie zapomniałam.
-Nie bardzo mam ochotę o tym gadać. – wycedziłam, nie wiedząc co wymyślić.
-No dalej Julce,mów co się dzieje.- trącił mnie łokciem.
-Po prostu… To bardzo podobnie jak z Tobą i Agnes. Nasze charaktery… Wszystko… Po prostu… Tak myślę, ze… Um, że to.. koniec. – wydusiłam z siebie.
-Ale jak to? – drążył, najwyraźniej zaskoczony tym co powiedziałam.
-Ja… My po prostu do siebie nie pasujemy. Nie sądzę, żebyśmy mogli być razem. – powiedziałam w końcu coś konkretnego.
-Nie zależy Ci na nim?
-Zależy! – zaprotestowałam od razu. Zaraz, co?
-To czemu nie dasz wam szansy?
-Czemu ty nie dasz szansy sobie i Agnes? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie powiedziałem, ze nie dałbym nam szansy.
Kurwa, ja też nie.
-A ja tak. – powiedziałam. – Nie gadajmy o tym, okej? Niektóre rzeczy muszą się skończyć i umrzeć śmiercią naturalną. Jestem z tym pogodzona. – ucięłam ku jego zaskoczeniu.
-Hm, okej. To twoje życie.
Skinęłam głową. Jezus Maria, jakim cudem to zaszło tak daleko…
-Opowiadaj lepiej jak z pracą, w ogóle, jak u Ciebie poza ta sprawą z Agnes. – zmieniłam od razu temat. 
Udało się. Do rana gadaliśmy o tym jak nam się układa, co u naszych wspólnych znajomych i innych pierdołach. 
Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem albo się przepychaliśmy.
Jakby czas wcale nie mijał. Jakbyśmy nie byli dorosłymi ludźmi.
*koniec wspomnienia*

Niesamowicie gryzło mnie sumienie. Naprawdę.

Tom tak bardzo przeżywał rozstanie z Agnes, a ja wciskam mu taki kit i udaję zranioną, a potem niezależną, gotową ruszyć dalej bez chłopaka. JEZU.
 - Julie, zaniesiesz sztućce? Ja przypilnuję sosu. – zawołał tata wchodząc do kuchni.
-Pewnie. –uśmiechnęłam się i oddałam mu łyżkę, a sama wzięłam sztućce i zaczęłam rozkładać w jadalni.
Dzwonek do drzwi. Kogo tam niesie w takim momencie?
-Otworzysz Julcy? – zawołał tato.
-Okej! –odkrzyknęłam i ruszyłam do drzwi. Myślałam, ze ten obiad ma być w naszym rodzinnym gronie. Może zaprosił ciocię Lydię? Albo… może tata ma kobietę?
Zaintrygowana przejrzałam się tylko w lustrze i otworzyłam pośpiesznie drzwi.
Zatkało mnie.
-Witaj, Julie. – przede mną stał Harry.
Harry Styles w swojej własnej pieprzonej, kurwa, osobie.
Otworzyłam usta ze zdziwienia. 
Zamrugałam dla pewności. Harry. Zamknęłam oczy. Otworzyłam. Harry.
TO JEST HARRY W ELEGANCKIEJ KOSZULI, MARYNARCE, SPODNIACH I KWIATAMI I WINEM W DŁONI.
-Co ty tu do cholery robisz? – mój głos mnie zawiódł i wyszło na to, że wypiszczałam to co miałam zamiar powiedzieć ze złością.
-Rodzinny obiad, kochanie. Twój tata mnie zaprosił, a ja się zgodziłem. Swoją drogą, nieładnie tak za moimi plecami odrzucać w moim imieniu zaproszenie. – mrugnął do mnie i wszedł bezceremonialnie do środka.
-Nie, nie, nie, NIE. Musisz stąd wyjść. TERAZ, Harry, ja nie żartuję. – powiedziałam tym razem normalnie. Przecież to niemożliwe. O mój Boze, przecież my mieliśmy zerwać!
To znaczy… My w ogóle nie.. 
-HARRY! – syknęłam zatrzymując go siłą w pół kroku. – Nie rozumiesz? Nie możesz tu być, MUSISZ wyjść, błagam Harry, naprawdę, chociaż raz mnie posłuchaj, PROSZĘ. – panikowałam coraz bardziej.
-Skarbie, spokojnie. – zachichotał i wręczył mi bukiet pięknych róż. Przy okazji objął mnie luźno i pocałował w policzek. – Mnie tez jest miło Cię widzieć, kochanie. – szepnął mi do ucha, niby przypadkiem muskając jego płatek. JAKIE TO TYPOWE.
-Ty nic nie rozumiesz Harry, nie możesz zostać, powiedziałam im, że się pokłóciliśmy, zerwiemy, rozumiesz Harry?! - mój głos stał się przeraźliwie cienki.
-Czyli jednak się w to bawisz. – stwierdził z zadowoleniem.
-Kurwa, Harry! – syknęłam jak najciszej umiałam. – Nie dociera?! MY ZRYWAMY, rozstajemy się, break kurwa up, koniec, kumasz? A przynajmniej dla mojej rodziny, której wmówiłeś, że jesteśmy razem!
-Nie protestowałaś, skarbie.
-HARRY. –jęknęłam z bezradności.
-Tak kochanie, idealnie. Tylko poczekaj z tymi jękami do wieczora, jak zabiorę Cię do domu.  Wtedy będziesz mogła jęczeć moje imię ile tylko będziesz chciała. – szepnął uśmiechając się jak idiota.
NO NIE WIERZĘ.
-I przy okazji, nie poinformowałaś mnie, ze masz zamiar ze mną zerwać. Ale jakbyś nie zauważyła też mam coś w tej sprawie do powiedzenia, cóż, będę walczył, kochanie. – mrugnął, wziął mnie za rękę i pociągnął w głąb domu. Wyrwałam się od razu.
-Przestań, to nie jest śmieszne! To się musi skończyć, wyjdź, błagam Cię Harry, teraz!
-Harry! – usłyszałam nagle głos mojego taty wchodzącego do pokoju. Cholera jasna, no!
-Panie Blackburn. – Harry z uśmiechem uścisnął dłoń mojego ojca.
Tom patrzył na mnie i uśmiechał się porozumiewawczo. JAKIM CUDEM, PRZEPRASZAM BARDZO, NIE DZIWI ICH, ZE HARRY TU JEST?
-Jestem Tom. – wyciągnął dłoń w kierunku Harry`ego, którą ten uścisnął.
-Harry. – odpowiedział i objął mnie w pasie. ZABIERZ TE ŁAPY STYLES, BO CI JE POURYWAM.
Ostentacyjnie się odsunęłam i bez słowa ruszyłam po wazon, wychodząc z pokoju. Nie obchodziło mnie, jak bardzo niezręczną sytuację stworzyłam zostawiając ich tam po moim wymownym geście.
Co ja mam teraz robić, Boże. 
Usiadłam na krześle, na którym zaczęłam się monotonnie obracać wznosząc oczy w górę. Błagam, niech ktoś mnie zabije.
Próbowałam skupić jakoś myśli, cokolwiek.
Ale kręcenie się w kółko nie pomagało. A czas mijał.


*oczami Toma*

Dzwonek do drzwi. Oho. Romeo naszej Julie w czarnym BMW przybył.
Zszedłem pośpiesznie na dół do kuchni posyłając w stronę taty porozumiewawcze spojrzenie.
-Dajmy im może chwilę na rozmowę. – szepnął tata. Kiwnąłem tylko głową i staliśmy jak idioci w kuchni czekając na ewentualne krzyki, trzaski, brzęk tłuczonego szkła, albo coś w stylu:
-Oh, Julie, kocham Cię!
-Oh, Harry, ja Ciebie też !
I mlaskanie oznaczające wymienianie śliny. Ale nic nie nastąpiło. Tylko niewyraźne głosy rozmowy. Miałem szczerą nadzieję, że się pogodzą. Jeśli Julie czuła się tak jak ja po kłótniach z Agnes, to trzeba wykorzystać każdą, nawet najmniejszą szansę na ich pogodzenie.
Zbliżyłem się po cichu do korytarza, ciągnąc za sobą ojca.
-…cóż, będę walczył, kochanie. – usłyszałem głęboki głos.
-Przestań, to nie jest śmieszne! To się musi skończyć, wyjdź, błagam Cię Harry, teraz! – rozhisteryzowany ton Julce zaważył.
-Wchodzimy, tato. – rzuciłem tylko i wparowaliśmy do pokoju.
Julie najwyraźniej była przerażona. Pewnie po naszej rozmowie, fakt, że ten cały Harry tu jest narobił jej bałaganu w głowie.
Chłopak witał się z moim ojcem. Ja posłałem tylko Julie uspokajające spojrzenie i za chwilę sam witałem się z gościem.
Spojrzałem na niego wymownie. Wymownie, czytaj: jestem starszym bratem twojej kobiety, skrzywdź ją, a urwę Ci jaja.
Zrozumiał moje intencje bo tylko skinął mi porozumiewawczo. No i bardzo dobrze, że się rozumiemy.
Brunet od razu objął Julie w pasie. Po jej minie widać było, że jest wściekła. Stanowczo się odsunęła i wyszła bez słowa z kwiatami w ręku. Cóż, zrobiło się niezręcznie. Ten Harry też chyba był zbity z tropu.
-Cóż, chodźmy może do jadalni. – tata uratował sytuację. Harry uśmiechnął się z wdzięcznością i podążył za nami. W końcu dołączyła do nas Julie z grymasem niezadowolenia na twarzy.
Bez słowa usiadła na swoim miejscu obok Harry`ego.
Zaczęliśmy jeść. 
-Więc, czym się zajmujesz Harry? – zapytałem nie chcąc niezręcznej ciszy.
-Zajmuję się współpracą w firmie. Mam na myśli dbanie o umowy, przetargi, negocjacje, wszelkiego rodzaju interakcje między korporacjami.
-Fajna sprawa. – stwierdziłem.
-Nie narzekam. – uśmiechnął się.
-Hm, a… jak się poznaliście? – pytałem dalej, mając nadzieję na wciągnięcie Julie do rozmowy. 
Ta jednak tylko spiorunowała mnie wzrokiem i dalej milczała.
Ale Harry nie miał nic przeciwko mówieniu, był spokojny i opanowany.
- W kancelarii, gdzie pracowała Julce. Miałem sprawę do jej szefa, przyszedłem tak, spotkałem ją no i tak się w sumie poznaliśmy. – uśmiechnął się pod nosem.

*oczami Harry`ego*

-Hm, a… jak się poznaliście? – zapytał jej brat, wyraźnie próbując zwrócić uwagę uparcie milczącej Shawty, siedzącej obok mnie.
Pomijając fakt, ze byłem zaniepokojony tym, że jest na mnie obrażona, to dobrze się bawiłem. Mimo nietypowej sytuacji, miałem wrażenie, że zyskałem sympatię jej ojca i brata.
Co do pytania postanowiłem pominąć nasz spotkanie w klubie.
- W kancelarii, gdzie pracowała Julce. Miałem sprawę do jej szefa, przyszedłem tak, spotkałem ją no i tak się w sumie poznaliśmy. – uśmiechnąłem się sam do siebie.
Wczuwałem się w swoją rolę. Nie powiem, gdybym rzeczywiście był z Julie, to rodzinne spotkania nie stanowiłyby najmniejszego problemu.
Po chwili już przestałem grać. Wciągnąłem się w rozmowę z jej bratem i ojcem o samochodach, polityce, firmach. Czułem się jakbym rzeczywiście był na obiedze u rodziny mojej dziewczyny. Jak dla mnie, tak może być zawsze. 

Starałem się w naszej rozmowie dawać okazje Julie do dołączenia do konwersacji, ale ta uparcie milczała. Postanowiłem działać inaczej. Podczas gdy Tom mówił o tym jak bardzo niesprawiedliwy był sędzia na meczu jego ulubionej drużyny (swoją drogą mamy podobny gust jeśli o to chodzi), ja nie postrzeżenie wsunąłem dłoń pod stół, tak, że zakrywał mnie obrus. Odnalazłem dłonią gładką skórę kolana Julie.

Gdy dziewczyna poczuła mój dotyk wzdrygnęła się. Oczy jej ojca i brata od razu zwróciły się na nią. Próba. Jeśli chce mnie ostatecznie udupić i to skończyć, ma okazję. Ale ona tylko poprawiła się jak gdyby nigdy nic na krześle i wzięła kieliszek do ręki.
Uśmiechnąłem się tylko do siebie w duchu. Czyli nie jest na mnie aż tak zła. Cóż, mam zamiar ją dzisiaj trochę odstresować. Ponownie odszukałem jej kolano i ułożyłem delikatnie na nim dłoń. Wyczułem, że przeszły ją dreszcze, co mnie usatysfakcjonowało.
Udawałem że słucham z przejęciem jej brata, skupiając się na tyle, żeby wiedzieć o czym mówi, a opuszkami palców powoli zacząłem kreślić małe wzorki na jej nagiej skórze. Siedziała spokojnie, o dziwo, co jakiś czas wtrącając słowo do dyskusji.
Udało się.
Teraz jej tata mówił o współpracy naszej firmy opowiadając anegdoty, a ja lekko przesunąłem dłoń wyżej, do jej uda. Spięła się nieco. Nie odtrącała mnie, ale już nie była zrelaksowana.
Powtórzyłem czynność, tym razem na jej udzie. Powoli masowałem jej skórę, aż znowu poczułem, że się odpręża i udziela w rozmowie.
Tym razem małe kroczki. Nie przestawałem, ale przesuwałem powoli dłoń wyżej. Milimetr po milimetrze. Poczułem na dłoni materiał jej sukienki. Gładziłem jej udo, zahaczając o wewnętrzną stronę uda. 

Kurwa coś zaczyna się dziać w moich bokserkach. Jak na razie Julie mnie nie odtrącała. Pozwoliłaby mi, gdybym zaczął dotykać ją jeszcze wyżej? …O mój Boże, Styles ogarnij się.

Jak tak dalej pójdzie to dojdę podczas obiadu z jej ojcem i bratem.
Odrzuciłem wszystkie mało odpowiednie myśli i dalej masowałem jej udo. W pewnym momencie gdy to ja mówiłem, nie skupiłem się i musnąłem ręką materiał jej bielizny na jej biodrze. Poczułem jak robi mi się gorąco, gdy dotarło do mnie co zrobiłem. Julie też natychmiast zareagowała. Poczułem jej dłoń na swojej, zsunęła moją rękę w dół nogi, przed kolano. Ale nie strąciła jej.
Uśmiechnąłem się do siebie.
Coraz lepiej.
Kontynuowałem muskanie jej delikatnej skóry aż w końcu poczułem, że wstaje. Zabrałem rękę jak gdyby nigdy nic.

*oczami Julie*

Obiad zjedliśmy już dawno, od ponad godziny toczyła się zagorzała rozmowa.Na początku denerwowało mnie to, że Harry tak szybko zyskał sympatię taty i Toma i uparcie nie odzywałam się przez cały czas. Ale z czasem mi przeszło. To było nawet miłe. A byłoby świetne, gdybyśmy faktycznie byli razem…
W końcu się zrelaksowałam i zaczęłam się udzielać w rozmowie.
I TO WCALE NIE DLATEGO, ŻE HARRY TRZYMA RĘKĘ NA MOIM KOLANIE.
W pierwszym momencie musiałam powstrzymać pisk przerażenia gdy poczułam jego dotyk. Ale od razu się zreflektowałam i udałam, ze tylko siadam wygodniej. 
Mój mózg i cało wysyłało mi mnóstwo sprzecznych sygnałów.
Ale poddałam się i przestałam myśleć. Siedziałam spokojnie i rozluźniałam się stopniowo pod wpływem jego dotyku.
Było w cholerę przyjemnie. Zapomniałam, ze mam się na niego gniewać.
Ale kiedy jego dłoń zaczęła wędrować wyżej, spięłam się momentalnie. Przerażenie mnie ogarnęło. CO ON ZAMIERZA.
Ale trzymałam dłonie na stole. Zacisnęłam zęby i czekałam na rozwój wydarzeń. Pominę fakt, ze nie miałam pojecia o czym wszyscy rozmawiają, bo nie mogłam skupić się na niczym więcej niż przyjemność jaką daje mi dotyk Harry`ego.
Kolejny moment mrożący krew w moich żyłach nastąpił niedługo potem.
Dłoń Harry`ego wylądowała ZBYT wysoko, zahaczył palcami o moją bieliznę na biodrze. Wtedy ledwo powstrzymałam się przed jęknięciem.
Zamiast tego pierwszym odruchem było zabranie dłoni Styles`a z niebezpiecznego obszaru. Ale nie strąciłam jego ręki, tylko zsunęłam ją niżej. Dlaczego?
Sama nie wiem. Chyba za bardzo mi się to spodobało. Najgorsze jest to, że nie przewidziałam co powiem Stylesowi po obiedzie. Na bank zapyta o to, czemu go nie odpchnęłam, nie uderzyłam, nie wyzwałam, nie wywaliłam z domu.
Nie mogę powiedzieć mu, ze tak po prostu mi się podobało, bo nie da mi spokoju. To w końcu on.
O matko.
Dobra, myślę, że Harry, Tom i mój tata zaprzyjaźnili się wystarczająco.
Wstałam chcąc zebrać naczynia ze stołu.  Ku mojemu niezadowoleniu poczułam jak ciepło dłoni chłopaka znika z mojego ciała.
-Pomogę Ci. – Harry poderwał się z miejsca i wziął resztę talerzy.
-Nie potrzebuję pomocy. – powiedziałam. Nie byłam wredna, najzwyczajniej mu odmówiłam. Brunet spojrzał na mnie uważnie, tak samo jak mój ojciec i brat. Cholera, zapomniałam, że oni myślą, że się pokłóciliśmy. Cóż, trzeba to w takim razie doprowadzić do końca i tyle.
-Daj spokój, Julce. – rzucił Harry.
-Nie potrzebuję TWOJEJ pomocy. – powiedziałam sucho. Skoro mamy się ,,rozstawać” to się ,,rozstajemy” i już.  
Wzięłam naczynia i bez słowa poszłam do kuchni.
Odetchnęłam. Niech ten dzień się już skończy.
Usłyszałam za sobą kroki. Jak to Harry, to nie będę się bawić tylko go wywalę i powiem wszystkim prawdę, niezależnie od tego co mogą sobie pomyśleć.
Odwróciłam się. Tom. Oczywiście.


_________________________________________

Hej Lejdis ♥
HERI SIĘ POJAWIŁ XD
TeamHarry może się jarać sytuacją pod stołem xd
Hahahah w ogóle nie wierzę, że ciągnę tą sytuację dalej, serio :D

ALE YOLO
jeśli się Wam podoba, to mi wystarczy :P

Jak myślicie, co będzie dalej? Jak skończy się ten obiad? Julie pęknie i wszystko wyjaśni? 
,,Zerwie"? Czy może wręcz przeciwnie? 



Pasowałoby Wam jakby sinister był dodawany w soboty a YTR w środy? 

>> KLIKAMYY << 

Wcześniej 11 komentarzy pojawiało się już po kilku godzinach.
Teraz 8 pojawia się po tygodniu :c
Why?
Coś jest nie tak?
Naprawdę zależy mi na tym, żebyście pokazywały mi swoją obecność.
Nie mówię tu o niewiadomo jakich koemntarzach, kropka, przecinek WYSTARCZY.


cóż, miłego dnia kochane <3
@awhniallable



środa, 3 września 2014

19. Did he hurt her?

*oczami Julie*
To co powiedział Harry nie daje mi spokoju. Po pierwsze, skąd on zna Dylana?
Po drugie, kurwa mać, nadal nie wiem jak jest między mną a Dylanem.
To aż dziwne, dzięki Styles`owi zapomniałam na chwilę o tej sprawie.
Nie powiem, wolałabym, żeby to się nie wydarzyło. Wszystko byłoby po staremu.
Biłam się z myślami. Dylan powinien być w mieście. Powiedział, że jeszcze się spotkamy. Chyba że… Tak naprawdę wcale nie chce mnie widzieć. Cholera.
Jeszcze ślub zbliża się wielkimi krokami. Właściwie zostało tylko udekorować salę. Dwa tygodnie. Moim jedynym zmartwieniem w tym momencie powinno być to, czy buty pasują mi do sukienki.
Ale to w końcu ja.
Za dwa dni, jadę ze Styles`em szykować salę. O Boże.
Telefon. Z bijącym sercem zerknęłam na ekran. Tata.
Ciężko powiedzieć czy poczułam ulgę, czy zawód.
-Halo?
-Cześć kochanie. Nie przeszkadzam?
-Nie tato. – powiedziałam z uśmiechem. Stęskniłam się za nim.
-Wiesz, że Tom przyjeżdża? Pomyślałem że miło by było mieć waszą dwójkę znowu w domu, chociaż na jeden obiad.
-Wraca? Kiedy? – ucieszyłam się.
-Tak właściwie ma przyjechać dzisiaj wieczorem a myślałem, żebyśmy jutro spotkali się na obiedzie.
-Przyjeżdżam dzisiaj! – zawołałam uradowana.
-Naprawdę? – mój tata wydawał się być przeszczęśliwy.
-Pewnie! Spędzimy czas jak rodzina.
-Świetnie córeczko, czekamy na Ciebie. A i…. No wiesz, jeśli chcesz to… zaproś też Harry`ego…
CO?
-Tato…
-Wiem.- przerwał mi.- Ale chcę żebyś wiedziała, że zaakceptuję każdy twój wybór. Chciałbym go lepiej poznać. Tom pewnie też. Rozumiem, że to coś poważnego, więc nie bój się, możesz swobodnie zaprosić go na obiad.
-Tato…
-No dobra, ostatecznie mógłbym przeżyć, jeśli będzie u nas spał. Ale nie zgadzam się na jedno łóżko, nie w domu.
O MÓJ BOŻE TATO BŁAGAM.
-TATO.
-DOBRA, NIECH BĘDZIE JEDNO ŁÓŻKO. Ale nie chcę Was słyszeć albo widzieć w podobnej sytuacji jak ostatnio. To moje ostatnie słowo.
JEZUS MARIA.
-Mogę już coś powiedzieć?
-Oczywiście kochanie.
-Myślę, że nie będzie problemu. Harry i tak nie mógłby przyjechać.
-Dlaczego?
MOŻE DLATEGO ŻE NIE JESTEŚMY PARĄ.
-Ma sporo zajęć.
-Nawet na jutrzejszy obiad?
-Nawet na jutrzejszy obiad. Może innym razem.
Ewentualnie nigdy.
-No cóż, dobrze. W każdym razie, czekamy na Ciebie.
-Do zobaczenia.
-Pa kochanie. Jedź ostrożnie!
-Będę. – powiedziałam z uśmiechem. Kochany tato. Rozłączyłam się.
Mój tata naprawdę jest przekonany, że jestem ze Styles`em. Brawo Harry.
Przecież nie mogę powiedzieć tacie prawdy.
Jakby to zabrzmiało? Nie jesteśmy razem.
Widział nas w takiej sytuacji. Pomyśli, że…. Że się puszczam.
Lepiej za jakiś czas po prostu powiem mu że się rozstaliśmy i tyle. To na pewno łatwiej przełknie niż moje słowo że nie jesteśmy razem, a wtedy, wbrew pozorom, nie spaliśmy ze sobą.
Cholera.
Wzięłam głębszy oddech. Dobra, teraz o tym nie myślimy.
Wyjęłam z szafy moją torbę i zaczęłam pakować kilka rzeczy na noc w domu w Brown Hill.
Po godzinie byłam spakowana. Dzwonek do drzwi.
Zaczęłam zbiegać po schodach.
-UWAŻAJ NA SCHODACH! – usłyszałam donośny głos. Zamarłam. Dylan.
Od kiedy się tu wprowadziłam, zauważył, że jeden z ostatnich schodków jest źle wyprofilowany i można spaść. Oczywiście zauważył to, kiedy po raz pierwszy wyrżnęłam ze schodów. Od tego czasu zawsze albo ratował mnie przed upadkiem, albo darł się z daleka, żebym uważała, bo mam tendencję do zbiegania ze schodów.
DYLAN.
DYLAN PRZYSZEDŁ.
DYLANOWI DALEJ ZALEŻY NA TYM, ŻEBYM SOBIE NIC NIE ZROBIŁA.
Może mnie nie nienawidzi?
Z głośno bijącym sercem podeszłam do drzwi. Jeden głęboki wdech. Otworzyłam drzwi.
Dylan patrzył na mnie nieco zakłopotany.
-Przyszedłeś. – wydusiłam z siebie.
Pokiwał tylko głową i wszedł do srodka. Nie wchodził dalej, stanął na holu.
Zamknęłam drzwi. Co teraz?
-Julce… Powiem wprost. Sama dobrze wiesz, że nie jestem dobry w gadaniu o uczuciach, Ty zresztą też.
O racja.
-Dlatego… - urwał na chwilę.- Po prostu nie chcę Cię stracić, okej? Wiem co zrobiłem, zrobiliśmy… Nie przeproszę Cię za to teraz. Bo dla mnie to nie było nic złego. Ale wiem, że jeśli będę na cokolwiek naciskać, to Cię stracę. A tego nie chcę. Dlatego po prostu nie odsuwaj mnie od siebie.
Patrzył na mnie wyczekująco.
-Nie mam zamiaru Cię odsuwać. – powiedziałam ostrożnie. – Po prostu zapomnijmy…
-Nie. –przerwał mi.- Nie będę o niczym zapominać, bo chcę to pamiętać. To nie było dla mnie złe, nie chcę tego zapomnieć, nie chcę udawać, że tego nie było. Ale nadal chcę być blisko. Aż się do mnie przekonasz.
-Dylan to nie jest takie proste jak Ci się wydaje. Że od tak się przekonam, że od tak…
-Wiem. - wpadł mi w słowo.-  Ale mogę mieć nadzieję.
-Wolałabym, żebyś jej nie miał, bo to Cię krzywdzi. –powiedziałam cicho.
-Ale ja chcę ją mieć. I będę ją miał. Po prostu mnie nie odsuwaj. Nie traktuj inaczej. Chcesz, to zapomnij. Tylko traktuj mnie jak wcześniej. Ja nie zapomnę. A przypomnisz sobie dopiero, kiedy i ty zechcesz to powtórzyć.
Trawiłam w ciszy jego słowa. To jest złe. Złe, że nie chce ruszyć dalej. Złe, że będzie się łudził.
Złe, że będzie się doszukiwał moich uczuć w każdym geście.
Złe, bo go skrzywdzę.
-W porządku. – powiedziałam. Co ja najlepszego robię.
Jestem pieprzoną egoistką. Po prostu nadal chcę go jako przyjaciela w moim życiu nawet za cenę jego cierpienia.
CHOLERNA EGOISTKA.
Ale co innego mogę zrobić? Nie ma wyjścia z tej sytuacji. Albo skrzywdzę go teraz i go stracę, albo przez trochę będzie przy mnie, ale będę go krzywdzić cały czas. Boże.
Odetchnął głęboko i lekko się uśmiechnął.
-Więc… Masz jakieś plany?
-Tak, jadę do domu. Tom przyjeżdża. – odpowiedziałam.
-To super. Pozdrów ich do mnie, dawno się nie widzieliśmy.
Przez moją głowę przebiegł szalony pomysł. Żeby zaprosić Dylana na obiad. ALE CHOLERA NIE.
To tylko zaszkodzi i da mu nadzieję. Nie mogę mu tego zrobić.
A możesz teraz udawać że nic się nie stało?
Cholera, gadam do siebie.
UH.
-Może zgadamy się na jakiegoś grilla, czy coś w tym stylu? Z Tomem…
-Pewnie, czemu nie. Będziemy w kontakcie. – rozpromienił się.
KURWA, JULIE.
-To ja będę leciał. – ruszył do drzwi.
-Jasne. – mruknęłam. Kolejna myśl przebiegła po mojej głowie. – Dylan?
-Tak? – zatrzymał się.
-Znasz może Harry`ego Styles`a? – zapytałam.
Chyba zbiłam go z tropu. Zmarszczył brwi. Zdziwiła mnie chwila ciszy. Przecież to proste pytanie.
-Nie, nie znam. A co? – zapytał.
Teraz to mnie zbił z tropu.
-Nie, nic, tak tylko pytam.
Wzruszył ramionami.
-Ok. To cześć, baw się dobrze. – uśmiechnął się i przytulił mnie.
-Pa. – wycedziłam zamykając za nim drzwi. Byłam w szoku.
Mój najlepszy przyjaciel.
Właśnie.
Po raz pierwszy.
Mnie.
Okłamał.

*oczami Harry`ego*
Jak zwykle bałagan w księgowości. Dno totalne.
I jak zwykle to ja musiałem się z tym bujać. Właśnie skończyłem z trzecim wspólnikiem.
Zostało mi jeszcze dwóch. Na szczęście nie potrwa to długo, tylko podpisy
Zerknąłem na papiery. Withmore i Blackburn. Uśmiechnąłem się pod nosem. Chyba nie trudno zgadnąć, gdzie wybieram się najpierw.
~*~
Zadzwoniłem do drzwi.
Poprawiłem się lekko i rozluźniłem mięśnie.
Bawiło mnie to, co zacząłem z ojcem Julie. Był przekonany, że jestem chłopakiem jego córki. Podobało mi się to. No i ta pamiętna mina Julie.
Lubię jej ojca. Sprawiedliwy i miły człowiek. A jaką ma córkę…
-Harry. – pan Blackburn był zdziwiony moją obecnością.
-Dzień dobry panie Blackburn. Przepraszam, że niepokoję, ale był mały problem w księgowości i potrzebuję pana podpisu. – uśmiechnąłem się serdecznie do mężczyzny.
-Oczywiście, wejdź. – otworzył szerzej drzwi.
-Dziękuję. – wszedłem do środka.
-Julie mówiła, że masz dużo pracy i dlatego nie możesz przyjść, ale nie sądziłem, ze jest jakiś problem z dokumentami.
Zaraz, Julie?
-Julie coś panu wspominała?- zainteresowałem się.
-Oh, Harry, myślę, ze powinieneś do mnie mówić po imieniu. Myślę że moja córka też by sobie tego życzyła. Mów mi George. –uśmiechnął się.
O proszę.
-Dobrze. – odwzajemniłem gest.
-Więc tak, jak wiesz, Julie dzisiaj do nas przyjeżdża i jutro mamy wszyscy w końcu jako rodzina spędzić czas. Zaproponowałem, żeby zaprosiła Cię na obiad, żeby nie było że mam coś przeciwko Wam. – zaśmiał się nieco nerwowo. – Ale mówiła, że masz dużo pracy i nie możesz. A szkoda, poznałbyś jej  starszego brata Toma.
Oho. To już zabrzmiało jak groźba. Coś w stylu : ,,udaję że Cię lubie dla mojej córki, ale wiedz, że jeśli ją skrzywdzisz to masz przejebane i u mnie i u starszego brata”.
Pięknie.
Hm, czyli Julie też ciągnęła tą grę, którą zacząłem. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Powiedziała, że nie mam czasu.
- Wie pan, tak właściwie, to na obiad mógłbym przyjechać. Z chęcią poznam Toma. Julie sporo o nim mówiła.
-Oh. Świetnie. – uśmiechnął się niemrawo.
-Tylko niech pan jej nie mówi, że przyjadę. Będzie miała miłą niespodziankę. – uśmiechnąłem się.
-Oczywiście. –odwzajemnił uśmiech.- To co z tym podpisem?

~*~
*oczami Julie*
Z dziką radością otwierałam drzwi mojego rodzinnego domu.
Rzuciłam torbę już w progu i wpadłam do kuchni.
-Julcy! – zawołał tata używając określenia z czasów gdy byłam mała.
-Tato! – wpadłam w jego ramiona, mocno się wtulając. Znowu poczułam się jak małe dziecko
-Moja mała córeczka… - zachichotałam cicho słysząc jego słowa.
Ile bym dała, żeby być beztroskim dzieckiem.
-Dobrze Cię widzieć. – mruknęłam dalej tkwiąc w silnych ramionach taty.
-Ciebie też kochanie. –puścił mnie powoli uważnie mi się przyglądając. – schudłaś. – zatroskał się nieco.
Przewróciłam oczami.
-Dziękuję za komplement tato. – uśmiechnęłam się wymownie.
-Dbasz o siebie? – spojrzał na mnie badawczo ignorując to co powiedziałam.
-Tak tato. –westchnęłam sięgając po szklankę soku i wzięłam łyk.
-Myślałem, że Harry lepiej się Tobą zajmuje.- skrzywił się nieco.
Zakrztusiłam się.
-Hm, jestem na tyle dorosła, że nie potrzebuję opieki tato. – mruknęłam.
Cholera co mnie podkusiło żeby dalej to ciągnąć.
-Co nie zmienia faktu, że spodziewałbym się po nim większej troski o Ciebie. Myślałem, że to coś poważnego i że mu zależy.
KONIEC TEGO DOBREGO. To zachodzi za daleko.
-Tak właściwie to jeśli chodzi o mnie i Harry`ego…
-DZIEŃ DOBRY! – usłyszałam trzask drzwi wejściowych i dobrze mi znany donośny głos.
TOM.
W ciagu sekundy zapomniałam co chciałam powiedzieć tacie i pędem rzuciłam się do korytarza.
-Tom! – pisnęłam gdy wpadłam do pomieszczenia.
-Juce! – Tom rozpostarł szeroko ramiona uśmiechając się szeroko.
Wskoczyłam na niego jak jeszcze niedawno na Dylana. Na myśl o Dylanie poczułam ukłucie w środku.
Ale szybko pozbyłam się tego uczucia wtulając się w ciało mojego starszego brata.
-Cześć seksie. – mruknęłam ściskając go.
-Cześć mała. – zaśmiał się tuląc mnie.
-Tom. – rozpromieniony tata pojawił się w drzwiach.
-Cześć tato. – Tom powoli mnie postawił i przywitał się z tatą.
-Jak dobrze mieć Was znowu w domu. – tata był wniebowzięty.
-Jak dobrze być znowu w domu. – zaśmiał się Tom. –Co tak pachnie?
-Tata zrobił kolację. – pochwaliłam.
-Od kiedy to nasz kochany ojczulek bawi się w gotowanie? – zaśmiał się Tom wchodząc do jadalni.
-Od kiedy moje dzieci dorosły i ojciec został sam. – rzucił ironicznie tato. – Siadajcie do stołu.
-Pomogę Ci. – wstałam od razu.
-Siadaj. – powiedział stanowczo wskazując palcem krzesło.-
-Ok., ok. – zaśmiałam się i usiadłam.
Tata znikł w kuchni a ja zostałam z Tomem.
-Jak w Californii? – zapytałam z uśmiechem.
-Dobrze, radzę sobie. – odpowiedział.
-Spodziewałam się, że przyjedziesz z jakąś narzeczoną. – puściłam mu oczko.
-To samo mogę powiedzieć o tobie. – zaśmiał się.
-Ze będę miała narzeczoną? –zmarszczyłam brwi powstrzymując śmiech.
Wywrócił oczami. To jest u nas chyba rodzinne.
-Spodziewałem się że będziesz miała faceta.
-A no widzisz. –wzruszyłam ramionami.- Ale przecież jak gadaliśmy przez telefon ostatnio to mówiłeś coś o jakiejś Alice…?
-Agnes. –parsknął.
-Wybacz.
-To było miesiąc temu, Julce. Pokłóciliśmy się.
-Oh. –mruknęłam. – Ale to pokłóciliście się tak już na zawsze?-zabrzmiałam jak małe dziecko.
-Tak jakby już na zawsze. –zaśmiał się z mojego doboru słów.
-Szkoda.
-Szkoda. – przytaknął. Chyba nie do końca jest  z tym pogodzony. Ale o tym pogadamy we dwójkę na spokojnie. Dowiem się co się stało.
-Gotowe. – tata wszedł do jadalni z talerzami i półmiskiem.
-Skoczę po sztućce.- zaoferowałam szybko i po chwili wróciłam ze sztućcami.
                                                             ~*~
-I mam spore szanse na stanowisko menadżera. – uśmiechnął się Tom.
-Wow. – byłam pod wrażeniem.
-To świetne, jestem z Ciebie dumny. – tatę aż rozpierało poczucie dumy.
Od godziny siedzieliśmy przy stole rozmawiając o tym, co się u nas dzieje.
-Dzięki tato. –uśmiechnął się ciepło Tom.
-A poza pracą? Układa Ci się?
-Jeśli masz na myśli dziewczynę, to nie, nie mam dziewczyny. – uśmiechnął się pod nosem.
-Okay, tylko pytam. – tata uniósł dłonie w geście obronnym. –Szkoda, że Harry nie mógł przyjechać, to byś go poznał.
Zakrztusiłam się powietrzem. O KURWA.
-Jaki Harry? – ożywił się Tom spoglądając to na mnie, to na tatę.
Cholera jasna, miałam to odkręcić.
-Chłopak Julie. – powiedział tata. Ciężko wyczuć czy w miły sposób czy niekoniecznie.
JAKI CHŁOPAK JULIE, O MATKO.
-To nie… -zaczęłam, ale było za późno.
-Chłopak?! Julie ty małpo, mówiłaś, że nikogo nie masz!
BO NIE MAM.
-Nie powiedziałam tego ! Nie zaprzeczyłam ani nie potwierdziłam.
Julce, co ty pieprzysz.
Niech to się już skończy.
-Ty mała…! – rzucił we mnie winogronem. –Jak mogłaś mi nie powiedzieć?
-Nie rzucaj jedzeniem. – wtrącił tata jak to on.
-Nie ma o czym. – mruknęłam.
-No cóż, ostatnim razem gdy Was widziałem, to nie wydawało się niczym. – chrząknął tata.
O. MÓJ.BOŻE.
-Co widziałeś? – zainteresował się Tom.
-Możemy skończyć ten temat? – rzuciłam błagalnie.
-Coś, czego niekoniecznie życzyłby sobie widzieć ojciec. – mruknął.
-NO NIE MÓW! –parsknął Tom.
Czułam jak moje policzki palą mnie niemiłosiernie.
-To naprawdę…
-Wszedłeś im?
-Słucham? – tatę aż zamurowała bezpośredniość Toma.
-O BOŻE. – jęknęłam kuląc się na krześle.
Tom parsknął głośnym śmiechem.
-JEZU NIE, NIKT NAM NIGDZIE NIE WSZEDŁ, TOM BŁAGAM SKOŃCZ. – starałam się jakoś zapanować nad tym co się właśnie dzieje.
Wyszło na to, że jestem ze Stylesem, pieprzymy się, mało tego, mój tata wszedł nam w trakcie.
W co ja się wpakowałam. Chyba wolałam już tłumaczyć tacie prawdę i żeby podejrzewał ze to była jednorazowa przygoda czy coś.
-Pocieszyłaś mnie. – mruknął tata.
-Dobra pomijając, co z tym Harry`m? Opowiedz trochę o nim.
O mój…
-Nie ma o czym opowiadać.
-Pracuje w jednej z firm, której jestem wspólnikiem, skąd go znam. – odpowiedział tata totalnie mnie ignorując.
HALO, gadamy o moim…. O Harry`m!
-Czyli jakiś poważny facet? Starszy?
-EJ, JA TU WCIĄŻ JESTEM. – rzuciłam.
-No właśnie Julie, kiedy go poznam? –nagle Tom przypomniał sobie o moim istnieniu.
-Proponowałem jutrzejszy obiad. – wtrącił tato.
-To świetnie. – uśmiechnął się Tom.
-Harry nie przyjdzie, nie ma czasu. – jęknęłam. NIECH KTOŚ MI POMOŻE.
Tata patrzył na mnie nieco dziwnie. Co?
-Jak to nie ma czasu? Nie ma chwili na poznanie brata swojej dziewczyny? – zmarszczył brwi Tom.
-Nie. – mruknęłam wstawiając od stołu. – Nie wiem jak ty, ale ja jestem zmęczona, pójdę się już położyć.
-Ej, co to za unikanie tematu? – Tom popatrzył na mnie uważnie.
-Nie unikanie, tylko zmęczenie. –wywróciłam oczami.
Niech to się już skończy, błagam.
-Ej no powiedz prawdę. Nie chce mnie poznać? Angażować? – drążył dalej Tom, a tata tylko się przysłuchiwał. UH.
Nagle zaświtało mi w głowie, jak rozwiązać tą sprawę.
-Właściwie to… trochę się pokłóciliśmy. I tyle. – powiedziałam kierując się z naczyniami do kuchni.
Nie usłyszałam już więcej pytań. DZIĘKI CI BOŻE.
Wzięłam głęboki wdech, zanim do nich wróciłam.
Uśmiechnęłam się i weszłam do pokoju.
-Dobranoc. – rzuciłam możliwe jak najweselej i pożegnałam się z nimi buziakiem w policzek.
Odpowiedzieli mi i nie zadając więcej pytań pozwolili iśc do pokoju.
Uff.
Teraz mam plan. Kłótnia już na nich zadziałała.
Za jakiś czas swobodnie będę mogła powiedzieć, że się rozstaliśmy i ten beznadziejny epizod Styles`a jako mojego chłopaka się zakończy.
Matko jak dobrze, że Harry o niczym nie wie.

*oczami Toma*
Julie ruszyła po schodach do swojego starego pokoju.
-Wiesz coś o tej ich kłótni? – zapytałem taty.
-Nie mówiła mi o tym wcześniej. Powiedziała tylko, że nie ma czasu.
-Jak ją skrzywdził, to zatłukę sukinsyna. – syknąłem.
-Teraz żałuję, że go zaprosiłem. – skrzywił się ojciec.
-Przecież i tak ,,nie ma czasu” – prychnąłem.
-Ale przyjdzie.
-Co?
-Spotkałem się z nim wczoraj przy okazji załatwiania papierów. I wspomniałem o obiedzie, że Julie mówiła, że nie może. A on powiedział, że da radę wpaść na obiad. Tylko żeby to była niespodzianka dla Julie. No i zgodziłem się, myślałem że jest z nimi okej i Julce się ucieszy.
-Pff.
-No właśnie. – skrzywił się ponownie.
-Ale w sumie, myślę że  jakby mu nie zależało czy coś, to by się tu nie pchał. –mruknąłem.
-Albo Julie go do siebie nie dopuszcza i robi to specjalnie. Może ją zdradził i próbuje ją odzyskać. – zacisnął szczęki.
-Jeśli ją skrzywdził to się tego dowiem jeszcze dzisiaj, a on jutro tu nawet nie wejdzie. Nie zdąży się obejrzeć a mu wpierdolę. – powiedziałem wstając od stołu. –Nie martw się tato. – poklepałem go po ramieniu.
-Dobranoc.
-Dobranoc synu.
Wszedłem po schodach na górę, ale zamiast do siebie, poszedłem do pokoju Julie.
*oczami Julie*
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.
W drzwiach pojawił się Tom. Wiedziałam, ze nie odpuści.
To ten opiekuńczy typ brata.
-Mogę?
-Pewnie. –przesunęłam się na łóżku, żeby mógł usiąść obok.
-Wiesz, przyszedłbym z czekoladą, ale nie wiem czy znajdę ją w tym domu, więc musi Ci wystarczyć moja osoba. – zasmiał się cicho.
Zachichotałam na jego słowa. Ale to był wymuszony chichot. Zaraz będę musiała mu wcisnąć jakąś bajeczkę.
-To jak jest z tobą i tym Harry`m? O co poszło? – zapytał rozkładając się obok mnie na łóżku.
UH.
-No po prostu, pokłóciliśmy się… - mruknęłam.
-Zdradził Cię?
-Nie…
-Skrzywdził? Oszukał?
-Nie. –O MATKO CO JA MAM POWIEDZIEĆ. – To tak jakby… Um. Posprzeczaliśmy się o drobnostkę i… samo tak wyszło.-wydusiłam z siebie.
-I o drobnostkę go odtrącasz?
-Skąd pomysł, że go odtrącam?
-No bo wiesz… Chyba nie wciśniesz mi kitu, że on wie o zaproszeniu na obiad. Pewnie mu nie powiedziałaś.
-No…nie.
-Czyli go odtrącasz. Tylko dlaczego z powodu drobnostki? -przyjrzał mi się uważnie.
-Uh… Po prostu… Jego charakter, mój… Kłócimy się bardzo często… uh. To męczące ciągle sprzeczać się o takie głupoty. To chyba nie ma… sensu. –dukałam kombinując jak mogę.
Na szczęście Tom chyba odbierał moje dukanie jako fakt, że jest mi ciężko,  a nie, że najzwyczajniej w świecie ściemniam.
-Chcesz zrezygnować z niego bo macie ciężkie charaktery?
-Nie chcę rezygnować…- Boże co ja gadam…
-Czyli Ci na nim zależy. I wydaje mi się że jemu na Tobie też. Uważam, że powinnaś dać Wam szansę a nie odpuszczać po pierwszych niepowodzeniach.
-Od kiedy ty taki mądry jesteś? – rzuciłam ironicznie chcąc zrobić cokolwiek by skończyć ten temat.
-Od kiedy straciłem przez takie drobnostki Agnes. – odpowiedział od razu a mnie zamurowało.
-Uh, przepraszam, nie wiedziałam…
-Nie szkodzi Julie. Ale nie popełniaj tego błędu co ja.
-Powiesz mi co się stało? – chciałam, żeby mu ulżyło. On w przeciwieństwie do mnie, naprawdę ma problem i jest mu ciężko.
-Idę się przebrać i wracam z piwem. Albo przynajmniej kakaem. Tak bez niczego nie przebrnę. – parsknął wstając z łóżka.
-Okej. – uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco. Wyszedł z pokoju.
*oczami Toma*
Zamknąłem drzwi jej pokoju i zszedłem na dół.
-Tato?
-Tak, Tom?
-Masz jakieś piwa?
-Tom… - rzucił ostrzegawczo.
-Tato, sprawy sercowe do obgadania, no. – zaśmiałem się.
-Ostatnia szafka po prawo.-westchnął.
-Dzięki.
-I co? Skrzywdził ją?  - spojrzał na mnie poważnie.
-Nie, tato. A jutro musimy się postarać, żeby się pogodzili. Koniecznie. Nie mogą siebie stracić.
______________________________________________________
Heej c; 
Rozdział podoba mi się osobiście jakoś do połowy only XD
ale yolo 

Co wy na to? 
Co TeamDylan na właśnie takie zachowanie Cole`a?
A co TeamHarry na tą ,,niespodziankę" dla Julce? :D
Jak Wam się podoba postać brata Julie? :D
Jak widzicie, kłamstewka się piętrzą xd
Rozdział wyszedł długi :o 

Komentujcie, piszcie co myślicie, wpadajcie:
 KLIKAJCIE :)

ilość komentarzy wpływa na szybkość dodawania rodziałów

szybkiego końca szkolnego tygodnia Pysie <3
awh niallable