piątek, 13 marca 2015

35. Tres metros sobre el cielo


troszkę rzygamy tęczooo :D



*oczami Julie*
Przysięgam, nie wiem co do cholery się dzieje kiedy ten frajer mnie całuje.
Nienawidzę go za to jak na mnie działa, a jednocześnie to uwielbiam. To uzależniające, cholera.
Po kolejnym idealnym pocałunku odsunął się i z uśmiechem, bez słowa pociągnął mnie w stronę kanapy.
-A teraz nie rozmawiamy na tematy typu szanowny Dylan, tylko odpoczywamy.- powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu Harry.
Westchnęłam tylko i podeszłam do kanapy z zamiarem położenia się, gdy zatrzymała mnie dłoń Harry`ego na moim ramieniu.
Spojrzałam  na niego pytająco, na co on tylko się uśmiechnął, rozłożył na kanapie (zajmując przy okazji całe wolne miejsce) i poklepał swoją klatkę piersiową. Zmarszczyłam brwi, dalej nie ruszając się z miejsca.
Harry westchnął.
-No kładź się, nie utrudniaj. – jęknął marudnie, wyciągając w moją stronę ramiona.
Styles chce, żebym od tak sobie z nim leżała na kanapie, na jego torsie.
Moje życie zamienia się w jakąś tandetną komedię romantyczną, przysięgam.
,, -Po prostu zachowuj się tak, jak tylko tego chcesz. Jeśli czujesz… Tak jak ja… Po prostu zobaczmyco z tego wyjdzie i cieszmy się tym…?” 
Słowa Harry`ego rozbrzmiały w mojej głowie.
Mówiąc prostszym językiem (a raczej tak jak ja to po prostu zrozumiałam), mamy spróbować robić te wszystkie rzeczy, jakby, być razem i zobaczyć co z tego wyjdzie i jak nam pójdzie?
Cholera, nadal sama myśl o ,,związku” z Harry`m wręcz  bolała mnie, gdy tylko przyszła mi do głowy.
To takie… wow.
A pieprzyć to.
Bez dalszego zastanawiania, nieco niepewnie, położyłam się, w miarę możliwości obok Harry`ego, co i tak mi nie wyszło, bo zajął swoim ciałem całe wolne miejsce, wiec i tak chcąc nie chcąc (CHOLERA, CHCĄC I TO JAK) musiałam się położyć częściowo na nim.
Harry był wyraźnie rozbawiony moją niepewnością i nieco nieporadnymi ruchami.
W końcu objął mnie w pasie i przyciągnął na siebie, wręcz układając mnie na swoim torsie  w wygodny dla niego i O MÓJ BOZE dla mnie też sposób.
Odetchnęłam rozkoszując się ciepłem i zapachem jego ciała, odprężając się w jego ramionach.
Cholera, przecież ja wręcz na nim leżę, jak mu w końcu coś zrobię? Przecież nie ważę tyle co dziecko, trzymanie mnie na sobie nie może być proste.
Spanikowałam trochę, ale Harry nie wydawał się ani trochę, hm zmęczony…? Tym, że taka ja sobie na nim leży. Sięgnął za głowę po koc, którym nas okrył i O JEZU KOCHANY, przytulił mnie do siebie, delikatnie gładząc dłonią moje plecy.
Przysięgam to jest najlepsze uczucie ever.
-Co oglądamy? – zapytał cicho Harry, biorąc pilot do ręki. Jego klatka piersiowa przyjemnie zawibrowała pod wpływem jego głosu.
Boże, on jest zbyt idealny!
-Cokolwiek. – mruknęłam w odpowiedzi.
Naprawdę mogę w tym momencie oglądać wszystko, nawet jakieś masowe morderstwa, czy operację na otwartym sercu. Nawet turnieje szachowe.
Jest mi zbyt cudownie, żeby mnie obchodziło co będę oglądać. Tak długo jak Harry mnie przytula, tak mogę oglądać wszystko, znieść wszystko.
Harry przewijał listę filmów, szukając czegoś. Ja nawet nie wysilałam się na skupienie wzroku na tytułach, przymknęłam oczy i koncentrowałam się tylko na tym jak idealnie się czuję.
-Zgaduję, że możesz to lubić. – powiedział wesoło i odłożył pilot, skupiając swoją uwagę na mnie, na tym, żeby mnie przytulać, a ja ledwo powstrzymałam się od jęku zadowolenia.
Niechętnie otworzyłam oczy by sprawdzić co wybrał.
Gdy na ekranie pojawiła mi się tak dobrze znana twarz Mario Casasa, wiedziałam już co wybrał i jak słowo daję, miałam ochotę zacząć piszczeć.
To się cholera nie dzieje. Harry Styles z własnej woli wybrał ,,Trzy metry nad niebem”.
Nie.
Po prostu nie.
Uniosłam głowę z jego klatki piersiowej i spojrzałam na niego zdziwiona. Spojrzal na mnie.
- No co? – zaśmiał się krótko. – Jak nie lubisz, to możemy wybrać coś innego…- już sięgał po pilota, gdy szybko złapałam jego dłoń.
-Nie! – pisnęłam i ponownie wtuliłam się w jego ramiona, układając jego dłoń na moich plecach, gdzie leżała przed kilkoma chwilami.
Harry tylko zaśmiał się cicho po raz kolejny i ponownie zaczął rysować  palcami wzorki na moich plecach.
Jak słowo daję, jestem w niebie.

*dwie godziny później*
Wstrzymałam oddech i zagryzłam mocniej wargę, żeby się nie rozpłakać. Ten film działa tak na mnie za każdym razem.
Gdybym tylko mogła, sama bym przywaliła Babi za jej słowa.
NIEWAŻNE.
Harry lekko uniósł głowę, a ja spanikowana szybko zaczęłam mrugać by jakoś rozpędzić łzy cisnące mi się do oczu.
-Płaczesz? – szepnął mi nagle do ucha, wywołując tym samym przyjemne dreszcze, które nieco ukoiły moje rozchwiane emocje.
Pokręciłam tylko przecząco głową bo wiem, że gdybym spróbowała coś powiedzieć, to najprawdopodobniej bym się rozkleiła.
Harry tylko prychnął i przytulił mnie mocniej. Pocałował mnie w głowę.
-Kłamczucha. – szepnął znowu. Ja tylko westchnęłam głęboko i wtuliłam się w jego ciało.
Jest mi niewyobrażalnie dobrze w jego ramionach, mimo emocji wywołanych filmem.
-I jak słowo daję, kiedyś podpierdolę Malikowi jego motor. – mruknął bardziej poważnym głosem.
No tak, Zayn ma motor i nie uznaje innego środka transportu. Nie wiem co prawda, jak jest teraz, ale wiem, ze swego czasu i on się ścigał.
Ale to chyba już nie te czasy, bez Levine`a nikt się już nie bawi w wyścigi.
Podniosłam głowę i spojrzałam na niego nadal nieco załzawionymi oczami.
Film wpływa na Harry`ego Styles`a. Naprawdę nie wierze w to, co aktualnie dzieje się w moim życiu.
Harry spojrzał mi w oczy i z delikatnym uśmiechem starł łzę z mojego policzka.
-Ty nawet jak beczysz, jesteś piękna.- zaśmiał się. Uderzyłam go lekko w ramię i ponownie się w niego wtuliłam.
-Muszę się już zbierać, skarbie. – szepnął mi do ucha, lekko cmokając miejsce tuż za nim.
Wydałam z siebie tylko pomruk niezadowolenia i mocniej go przytuliłam.
Zaśmiał się tylko i po raz kolejny pocałował mnie w głowę.
-Naprawdę, mała, mam jeszcze trochę spraw do załatwienia. – powiedział spokojnie.
STYLES, CHOLERA, LEŻ NA TEJ PIEPRZONEJ KANAPIE, MI JEST DOBRZE, OKAY?!
Westchnęłam ciężko i wręcz z bólem podniosłam się z jego ciała, do siadu.
Cóż, hm, siadu na nim. Okrakiem.
Jak mogłam się tego spodziewać,  brunet złapał mnie w biodrach i zatrzymał mnie w tej pozycji, ze swoim firmowym, cwanym uśmieszkiem.
Wywróciłam tylko oczami.
Może i by to na mnie jakoś zadziałało gdyby nie fakt, że miał zamiar mnie zostawić samą, podczas gdy  było mi tak idealnie w jego ramionach.
-Przepraszam? – mruknęłam zaczepnie.
-Nie ma za co. – zaśmiał się krótko i dźwignął się do siadu, zsuwając mnie na swoje kolana. Ułożył dłonie w dole moich pleców i przysunął do siebie jeszcze bliżej, nie zostawiając między nami żadnej wolnej przestrzeni. Nie powiem, cholera, mocny ruch.
Nachylał się już, żeby mnie pocałować, ale odsunęłam się w miarę możliwości.
Spojrzał na mnie pytająco.
-Nie śpieszyło Ci się gdzieś przypadkiem? – zapytałam obrażonym tonem.
Parsknął i pokręcił głową.
-Jesteś niemoźliwa, Shawty. – mruknął, całując mój policzek.
-A ty, zdaje się, zajęty. – odparłam marudnie.
Momentalnie jego wyraz twarzy zmienił się. Przebiegł językiem po ustach. Oho.
O nie nie nie nie nie. Nie teraz.
Pochylił się jeszcze bliżej, do mojego ucha.
-Mam zostać i udowodnić Ci, że jedyne czym jestem naprawdę zajęty, to ty? Mam zająć się TOBĄ? –mruknął do mojego ucha, muskając ustami jego płatek i przesuwając się niżej, zaczął powoli całować moją szyję.
CHOLERA JASNA.
On nie może mieć na mnie takiego wpływu, to niesprawiedliwe!
Cholera, ale jakie przyjemne…
Wręcz rozpływałam się w jego objęciach rozkoszując się jego bliskością. Każdy mój nerw reagował na jego dotyk, zapach, ciepło. To aż chore.
Dłonie Harry`ego wsunęły się pod moją koszulkę i sunęły po mojej skórze, dostarczając kolejnej dawki doznań.
Nie, nie. Nie mogę mu za każdym razem pozwalać wygrać. On nie może wiedzieć, jaką władzę tak naprawdę nade mną ma.
Chciałam zaprotestować, naprawdę. Ale, JAK?!
Harry wsunął dłonie pod moje uda, bez trudu lekko mnie podnosząc i przesuwając do przodu, rozsuwając przy okazji moje nogi. Oderwał się od mojej szyi i nachylił się, układając się już między moimi nogami.
Nie tym razem, Harry. Nie zawsze dostaniesz to,  czego chcesz.
-O nie, nie, nie. – zaprotestowałam, kładąc dłonie na jego ramionach. Cholera, zatrzymywanie czegoś, czego tak bardzo chcę jest strasznie trudne. Aż bolesne.
Harry spojrzał na mnie zaskoczony.
Uśmiechnęłam się niewinnie.
-Ty mała cwaniaro. – zaśmiał się  i pokręcił głową.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu i zagryzłam wargę.
Widząc to ponownie się do mnie nachylił.
Momentalnie przyległ do mnie całym swoim ciałem, napierając na mnie.
Wstrzymałam oddech, powstrzymując jęk przyjemności.
-Może to ja zacznę się z Toba droczyć, hm? – mruknął. Boże, jest tak blisko moich ust, że aż sprawia mi ból nadal mnie nie całując.
Poruszył się lekko, ocierając się o mnie, aż rozchyliłam usta pod wpływem przyjemnego uczucia, jakie u mnie wywołał.
Pieprzony….
-Teraz też jest zabawnie? – zapytał z cwanym uśmieszkiem.
-Nienawidzę Cię. – jęknęłam.
Roześmiał się.
-Też Cię kocham, Shawty. – cmoknął mnie w nos. – A teraz naprawdę muszę iść. Ale przysięgam, że jak znowu Cię dorwę to odpłacę się za te twoje gierki. – mrugnął do mnie i przycisnął swoje usta do moich.
Na nic innego nie czekam, Styles.
Odwzajemniłam pocałunek, na który czekałam od dobrych kilku chwil, zdających się trwać wieczność.
Odsunął się ode mnie i już chciał coś powiedzieć, kiedy wpadłam mu w słowo.
-No, już idź. – powiedziałam z uśmiechem.
Odwzajemnił uśmiech i wstał. Ja natomiast rozłożyłam się na kocu.
Przeciągnął się i O MAMO wygląda tak gorąco…
Wziął swoją kurtkę puścił mi oczko i skierował się stronę drzwi.
I przysięgam, nie wiem skąd mi się to wzięło, to był odruch po prostu wstałam.
-Harry? – zawołałam go idąc szybko do niego.
Odwrócił się z pytającym spojrzeniem a ja jedyne co zrobiłam to zarzuciłam mu ręce na szyję i po prostu… pocałowałam.
Wyczułam jak uśmiecha się przez pocałunek. Objął mnie w pasie.
Po kilku chwilach odsunęłam się.
Na ustach Harry`ego gościł promienny uśmiech.
-Co jak co, ale lubię jak się ze mną zegnasz. – zaśmiał się, cmoknął mnie jeszcze raz, krótko w usta i wyszedł.
A ja nie mogąc się powstrzymać, wykonałam jakiś krótki, dziko taniec szczęścia, nie wiem, nazwijcie to jak tylko sobie chcecie.
Po prostu musiałam. Moja ekscytacja, nie wiem co to w ogóle było wręcz mnie rozsadzała. Czuję się po prostu niesamowicie.
W podskokach wróciłam do salonu i rzuciłam się na łózko, uśmiechając się do siebie jak idiotka.
Zdażyłam to zrobić,  gdy usłyszałam trzask drzwi wejściowych.
Co do cholery…?
Szybkie kroki…
Dźwignęłam się do siadu, dokładnie w momencie, gdy jakieś ciało momentalnie wpadło na mnie z impetem, przygniatając mnie z powrotem do leżenia.
Mnóstwo blond włosów na mojej twarzy, słodkie perfumy.
-Vic! – jęknęłam głośno i zepchnęłam ją z siebie.
Blondynka tylko mruknęła przeciągle (to był bardziej odgłos zdychającej foki, ale ja tam się nie znam) i przewróciła się na plecy, niemal spychając mnie z kanapy.
Już miałam ponownie się odezwać, gdy mi przerwała:
-Boże, dłużej się nie mogliście tu miziać? Jezus Maria, ileż można, no błagam! – jęknęła.
-Co? – spojrzałam na nią zaskoczona.
-Nie wiem czy wiesz kochana, ale spędziłam ponad półtorej godziny, siedząc na schodach twojego domu i czekając aż łaskawie Styles Cię zadowoli i sobie w końcu pójdzie! Mało tego, gdy w końcu raczył to zrobić, zaskoczył mnie i musiałam kombinować, żeby mnie nie zobaczył bo to już by była z lekka dziwna sytuacja, więc skoczyłam w te twoje przeklęte kwiatki i chciałabym zauważyć, że tam nie ma kwiatków tylko jakieś pieprzone korzenie, o które oczywiście musiałam się potknąć i zaliczyć mało przyjemny upadek! – skrzywiła się.
-Chcesz mi powiedzieć, że z moich schodów, skoczyłaś w koturnach przez obręcz w mój ogródek ? – zapytałam niedowierzając.
-To było pierwsze co przyszło mi do głowy! – zawołała obronnym tonem.
Wyobraziłam sobie całą sytuację i nie mogąc się opanować wybuchłam śmiechem.
Vicky tylko spojrzała na mnie z urażonym wyrazem twarzy i AUTENTYCZNIE zepchnęła mnie z kanapy tak, że wylądowałam na podłodze.
-AŁA, FRAJERZE! – krzyknęłam, nadal się śmiejąc.
-Tak właśnie się czułam leżąc w tej ziemi! – odgryzła się Vicky ale teraz i ona się śmiała.
-Czemu po prostu nie weszłaś do środka? –zapytałam, gdy już się trochę uspokoiłam.
-Widząc samochód Styles`a, co innego mogłam sobie pomyśleć, niż to, że w czymś wam przeszkodzę? Wybacz, jestem ciekawa wszystkiego, ale nie aż do tego stopnia żeby oglądać jak Cię pieprzy. – skrzywiła się.
-Vic. - jęknęłam.
-No co? Nie jest tak, że wspomniałaś mi o tym, że ruchasz Styles`a. – mruknęła z obrażoną miną.
-Vic na litość boską! – pisnęłam. Czasami aż przeraża mnie jej bezpośredniość.
-A teraz mówi mi, kiedy, dlaczego, i najważniejsze- JAK BYŁO? – zapytała rozemocjonowana.
Schowałam głowę w poduszce, czułam jak momentalnie się czerwienię i nic nie mogę na to poradzić.
-Julie, nie bądź taka no! – zachichotała, dając mi kuksańca w bok.
Wzięłam oddech i spojrzałam na nią.
-Jak wróciliśmy od Gemmy… - zaczęłam, ale wpadła mi w słowo.
-Wiedziałam, że to się musi wtedy stać ! – zawołała.
-Zamknij się ! – zaśmiałam się.
-Więc, pokłóciliśmy się u Gemmy… - po rak kolejny zaczęłam ale i tym razem nie dane mi było dokończyć.
-Wściekły seks? Boże, Blackburn, nie spodziewałam się tego po tobie! – pisnęła i poruszyła brwiami.
-Vic! – warknęłam.
-Już, już, nic nie mówię! – zachichotała.
- Jak przyjechaliśmy nie odzywałam się, aż sam zaczął.- kontynuowałam- No i zaczęliśmy się an siebie wydzierać, wyzywać, kłócić. Wykrzyczałam, że go nienawidzę, a on… Że mnie kocha.  No i … Vicky? – przerwałam, gdy ponownie na nią spojrzałam  ona patrzyła na mnie z rozchylonymi ustami.
-Styles powiedział Ci, że Cię kocha? – zapytała aż za spokojnie i zbyt wolno.
-Hm, tak. – mruknęłam. Uwierz Vic, dla mnie to też był szok. Ba, nadal jest.
-O chuj. – wypaliła i momentalnie rzuciła mi się na szyję ciesząc się jak glupia.
Roześmiałam się i przytuliłam ją mocno.
-Boże, czuję się jak dumna matka. – udała że wyciera łzę.
-Oj cicho, frajerze! – zaśmiałam się. – No i w sumie to jakoś tak wyszło.- wzruszyłam ramionami.
-Chyba, WESZŁO. – poruszyła wymownie brwiami.
-Vic! – roześmiałam się. Jest niemożliwa.
-Jak było? – przygryzła wargę szczerząc się.
Zaśmiałam się.  Niereformowalna, no.
-Głupie pytanie. – sama sobie odpowiedziała. – To jest aż oczywiste, że z nim zawsze jest bosko. – zachichotała.
Jęknęłam tylko przeciągle i śmiejąc się położyłam się obok niej.
-Rany, pieprzyć takiego Styles`a… - udała rozmarzenie.
-Nie bój się, nie grozi Ci to. – parsknęłam i dźgnęłam ją w brzuch. Roześmiała się.
-No dobra, mów co dalej. Jesteście razem, mam rozumieć? – zapytała podekscytowana.
-Tak jakby… Nie wiem. To znaczy, robimy te wszystkie rzeczy, jak para… Tak jakby zobaczymy co z tego wyjdzie. – wydusiłam w końcu.
-Oh. – mruknęła tylko wyraźnie zaskoczona.
Przygryzłam wargę. W mojej głowie i ustach Harry`ego nie brzmiało to tak… dziwnie.
-Powiedział Ci,  że Cię kocha, ty kochasz jego,  pieprzycie się a nie jesteście razem?- spojrzała na mnie marszcząc brwi.
-Po pierwsze: nie mówiłam nic, że go kocham – odpowiedziałam szybko, mimo że dziwnie się z tym poczułam. Już chciałam mówić dalej, ale Vic jak to Vic.
-A nie kochasz go? – zaatakowała znowu.
Otworzyłam usta, ale żaden dźwięk się ze mnie nie wydobył.
Nienawidzę go. Nienawidzę a jednocześnie …
Wręcz przeciwnie.
-Kochasz. Więc nie gadaj głupot. – skwitowała Vicky. Cholera.
-W każdym bądź razie nie rozumiem, jesteście razem? – zapytała znowu.
-Próbujemy. – odparłam.
-Hm, okay. –mruknęła Vic. – Tylko nie rozumiem po co tak komplikować? – zmarszczyła brwi.
-Właśnie nie chcemy tego komplikować, wręcz przeciwnie. –odpowiedziałam, a ta popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
-Boże. Chyba naprawdę jestem typową blondynką, bo za chuja was nie rozumiem. – zmarszczyła brwi.
Westchnęłam głęboko. Ja sama nawet nas nie rozumiem.
-Nie wiem, nieważne. Ale fakt, typową blondynką, to jesteś. – powiedziałam z cwanym uśmieszkiem.
-Blackburn! – zawołała z obrażoną miną i uderzyła mnie poduszką, śmiejąc się.
Po chwili głupawki, w końcu się uspokoiłyśmy.
-Zapraszałaś Harry`ego na twoją imprezę? – spojrzałam na nią.
-Zaprosiłam Ciebie, a to chyba logiczne, że Harry`ego razem z tobą.  – wzruszyła ramionami.
-Dylana też zaprosiłaś… - mruknęłam.
-Skąd wiesz? – spojrzała na mnie.
-Był u mnie. – odparłam.
Blondynka westchnęła głęboko.
-Długo nad tym myślałam. Ale ciężko jest mi go od tak skreślić. Nie wiem czy dobrze robię, ale trudno. Nie przekonam się, jeśli tego nie sprawdzę.
-Rozumiem. Nie mam do Ciebie o to pretensji. – odpowiedziałam.
Po raz kolejny westchnęła i rozluźniła się.
-To jest cholernie ciężkie, żeby od tak wyrzucić z życia osobę, która była dla Ciebie najważniejsza przez tyle czasu. – mruknęłam.
-Oj tak. – jęknęła.

*kilka godzin później, 23:30*
Odetchnęłam głęboko i przewróciłam się na drugi bok.
Od godziny wierciłam się na łóżku, próbując zasnąć. Bezskutecznie.
Cały czas myślałam o Harry`m. I o tym, że powiedział, że jeszcze przyjdzie.
A nie przyszedł.
Nie jestem zła. Jestem, hm, zawiedziona?
Przyzwyczaiłam się do jego towarzystwa. Potrzebuję jego towarzystwa.
Jego głosu, uśmiechu, bliskości, wkurzających tekstów. Tego uczucia, jakie mi towarzyszy, kiedy z nim jestem.
Spojrzałam po raz kolejny tego wieczora na zegarek. Uhhh.
Ponownie ułożyłam się inaczej i zamknęłam powieki prosząc o sen.
Jutro będę wyglądać jak zombie.
Właśnie, jutro muszę zacząć szukać prezentu dla Vic.
Nie mam jeszcze żadnego wyjątkowego pomysłu. Zazwyczaj było łatwiej. Wymyślałam wszystko z Dylanem. Tym razem muszę radzić sobie sama. Cholera, zapominanie, czy odzwyczajanie się od bliskich ludzi jest trudne. Nawet bardzo. Moim skromym zdaniem, to niesprawiedliwe.

*godzinę później*
Delikatne ruchy materaca, przeszkodziły mi w śnie. Poczułam przyjemne i znajome ciepło blisko mojego ciała. Powoli zmusiłam się do otworzenia oczu. Niemalże w tym samym momencie ponownie je przymknęłam za sprawą przyjemnego dotyku miękkich ust na moim policzku i szyi.
-Obiecałem, że wrócę. – znajomy szept przy moim uchu wywołał przyjemne dreszcze na moim ciele.
Harry.
Przyszedł.
Jego ciepłe, silne ramiona owinęły się wokół mnie i zagarnęły do jego ciała.
Do jego nagiego torsu. O mamo.
Mruknęłam cicho i sama wtuliłam się w niego, chcąc więcej.
Poczułam delikatny pocałunek składany na moim czole i delikatne ruchy dłoni chłopaka na moich plecach.
Odprężyłam się w jego objęciach i w pełni szczęśliwa usnęłam.

____________________________________________________
Kto chce takiego Harry`ego?


Nieee, ja wcale nie oglądałam po
raz 1234567890 Trzech Metrów Nad Niebem
no skąd :')))

Pysie moje ♥
Rozdział krótszy niż zazwyczaj bo nie chciałam, zebyście czekały jeszcze dłużej. 
Mam nadzieję, ze ujdzie.
#SUODKOFCHUJ
anyways
as always przeprzaszm
cóż
mam wrażenie, że ostatnio wylądowałam w samym środku pieprzonego chaosu.
z której strony by nie spojrzeć, moje życie to ciągłe trudne sprawy
ostatnio to już przechodzi to wszystko wszelkie granice :)))))
to jest tak smutne i nieprawdopodobne, że aż śmieszne ok. 
że posłużę się sucharem, który gdzieś ostatnio usłyszałam (przeczytałam?)
NEIN, THANK YOU.
ktoś ma takie samo wrażenie?

w każdym razie
Co u Was aniołki?
nie ogarniam już terminów tych całych ezgaminów gimnazjalnych bo 
od momentu gdy mam je za sobą, nie chcę więcej o tym myśleć xd
 ale w każdym badź razie, jeśli któraś z Was pisze (pisała?) egzaminy, to trzymam kciuki
za 100% ♥
A mojej maturzystce Agnes - misiu pamiętaj o zakładzie, masz zdać pysiu, bo kto
mnie zdemoralizuje jak nie ty? :*


loffki kisski przytulaski
♥
@sheeranable





niedziela, 1 marca 2015

34. Make it easy


WYJĘ, 21 KOMENTARZY *.*


*oczami Harry`ego*
Szliśmy spokojnie chodnikiem, nie śpiesząc się. Trzymałem Julie luźno za rękę.
Bawiło mnie jej zachowanie, jej mina.
Jest zdezorientowana. Pozwala mi na to wszystko, na pocałunki, na obejmowanie, trzymanie za rękę, nie komentuje moich zwrotów do niej.
Ale chyba sama nie do końca wie co powinna zrobić i jak się zachować.
Nie ukrywam, że poczucie pewności, które dzięki temu mi daje, odpowiada mi.
Z moich ust nie znika lekki uśmiech. Świadomość, że jestem panem sytuacji, zdecydowanie mi się podoba. Nie wspominając już nawet o tym jak podobają mi się te drobne, ,,słodkie” gesty, jak pocałunki, przytulanie czy trzymanie się za ręce.
W całym moim życiu, raczej nie wiele związków doświadczyłem. Mam na myśli, takich poważniejszych. Pierwszy taki, jeszcze za szczeniaka, w liceum, jakoś mnie zraził do tego wszystkiego. Katie była moją pierwszą ,,oficjalną” dziewczyną i cóż, sprawiła, że miałem jej dość. Robienie wszystkiego razem, stałe rozmowy, sms`y, spotkania, zero chwili wytchnienia. A przecież miałem swoje życie, kumpli, hobby. Ale nieee, dla Katie związek oznaczał wręcz zlepienie nas. Istna męczarnia.
Dlatego stwierdziłem na długi czas, że to nie dla mnie.
Z czasem zdarzały się poważniejsze znajomości, ale cóż, nie jestem w tym najlepszy. Zawsze denerwowała mnie dociekliwość ze strony dziewczyny.
No bo cholera, chyba nie musimy się tłumaczyć z każdej jednej jebanej, nic nie znaczącej rzeczy, nie?
Chyba że tak, to możliwe, że to jednak ja się nie nadaję i to nie dla mnie.
Właściwie wcześniej nie myślałem nad tym co robię wobec Julie, jak się zachowuję i jak ona może to odczytać.
Właściwie robię te wszystkie rzeczy, które robi się będąc w związku, prawda?
A my z Julie, nie jesteśmy przecież razem. Czy tego chcę? Chuj wie, naprawdę.
Jezu, zależy mi na niej, uwielbiam ją. Cholera, powiedziałem jej że ją kocham.
Co zresztą, hm, jest prawdą, tak myślę.
I potrzebuję jej w każdy możliwy sposób. Chcę mieć ją obok, chcę móc robić z nią te wszystkie kiczowate, urocze rzeczy, lubię czuć jej dotyk, zapach, uwielbiam smak jej ust.
Kocham się z nią droczyć, ale i śmiać, po prostu rozmawiać, uwielbiam ją przytulać, czuć, że jest obok, przy mnie.
Kocham jej idealne ciało. Pociąga mnie niesamowicie.
Uwielbiam jej charakter, no kurwa, kocham ją całą.
Chcę, żeby była moja. Chcę o tym wiedzieć, chcę żeby ona o tym wiedziała, chcę żeby wszyscy dookoła wiedzieli, że jest tylko moja.
Ale za nic w świecie nie chcę, żeby za jakiś czas okazało się, że mam tego wszystkiego dość, jej dość.
Nie chcę znowu sytuacji, gdzie czuje się jakbym nie był sobą, jakbym nie mógł mieć swojego życia. Jakbym żył w jakimś pieprzonym tandemie.
To wszystko nie powinno być takie skomplikowane. Po co to komu.
Otworzyłem przed nią drzwi restauracji i puściłem ją przodem, od razu ponownie chwytając jej dłoń, gdy tylko weszliśmy do środka. Ona sama nadal milczała i miała dziwną minę.
Usiedliśmy przy stoliku.
Uśmiech nie znikał z mojej twarzy, a ja nie przestawałem patrzeć na Julie. Widać, że krępowało ją to, bo cały czas uciekała wzrokiem, ale nic nie mówiła.
Co dziwne, bo zazwyczaj już w kąśliwy sposób zwróciła mi uwagę, że nie życzy sobie, żebym się na nią tak perfidnie gapił.
-Więc, jak Ci minął dzień? – zapytałem luźno, zerkając pozornie w menu, podczas gdy nie spuszczałem z niej oka.
Lekko drgnęła na mój głos, po tak długiej ciszy miedzy nami i gdy tylko złapałem z nią kontakt wzrokowy, od razu go przerwała, podnosząc pośpiesznie swoje menu i wręcz się nim zakrywając.
-Dobrze. – mruknęła tylko i udała, że z ogromnym zainteresowaniem czyta menu.
W tym samym momencie podeszła do nas kelnerka, niewysoka brunetka.
-Dzień dobry, czy mogę przyjąć państwa zamówienie? – głos miała wysoki, podobny do Vic. Spojrzałem na nią.
Cóż gapiła się centralnie na mnie z ogromnym uśmiechem na ustach.
Ups, chyba wpadłem komuś w oko.
I niewątpliwie, nie tylko ja to zauważyłem.
-Poproszę sałatkę z kurczaka i szklankę soku pomarańczowego. – powiedziała nieco oschłym tonem Julie, mierząc tą biedną dziewczynę ostrzegawczym wzrokiem.
Nie powiem, reakcja Julie mile połechtała moje ego. Nie wierzę, mała Blackburn zazdrosna.
Brunetka nie okazała większego zainteresowania moją towarzyszką, zapisała tylko w notesiku jej zamówienie i na powrót spojrzała na mnie z uśmiechem, lekko przekrzywiając głowę w prawo.
Czyli typ flirciary.
Bawiło mnie to. Jej tak bardzo oczywiste, że aż smieszne gesty, najzwyczajniej w świecie mnie rozśmieszały. Już nie wspominając o minie Julie i tym jak mordowała wzrokiem tą biedną dziewczynę.
-Stek i wodę. – powiedziałem spokojnie.
-Oczywiście. – przytaknęła z jeszcze szerszym ( jakim cudem nie bolą ją policzki?!) uśmiechem. – Może ma pan ochotę na jakiś deser? – zapytała oblizując usta.
Boże daj mi siłę, żeby się nie śmiać.
Julie momentalnie zmarszczyła brwi i zrobiła zdegustowaną minę.
-Nie, dziękuję. – odparłem starają się nie zdradzać tego, jak bardzo bawi mnie ta sytuacja.
Dziewczyna totalnie mnie nie interesuje, a jej sygnały, bądźmy szczerzy są aż nazbyt nachalne i nie tyle uwodzące, co po prostu śmieszne. Zero wyczucia smaku.
-Może jednak, mamy przepyszną… - zaczęła już mówić dziewczyna, ale nie było dane jej skończyć.
-Po chińsku powiedział? Nein, thank you! – warknęła Julie, sprawiając, że nie mogłem już powstrzymać chichotu. Natomiast dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona, zmierzyła ją wzrokiem i dumnie odeszła bez słowa.
Nein, thank you… Przysięgam, kocham tą dziewczynę.
-Byłaś niemiła. – zauważyłem, przyglądając się uważnie triumfującej Julie.
-A ona była chyba głucha. Albo ślepa, że mnie nie zauważyła. Albo,  po prostu głupia. – mruknęła spokojnie.
-A ty, po prostu zazdrosna. – rzuciłem.
Julie momentalnie spojrzała na mnie zaskoczona. Ale zaraz odzyskała rezon i przyjęła obojętną postawę.
-Zabawne. – rzuciła niby od niechcenia.
-Żebyś wiedziała. Jesteś niesamowicie zabawa gdy jesteś zazdrosna. Ale przy tym jaka ostra… - przerwałem na chwile zwracając jej uwagę na siebie, puszczając jej oczko - …Skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie to nie kręci. – poruszyłem sugestywnie brwiami.
Julie tylko prychnęła kpiąco.
-Nie jestem zazdrosna. – powiedziała dobitnie. – Ale nie toleruję takich pustych i nachalnych ludzi, którzy nie rozumieją słowa ,,nie”.
-Oh, oczywiście, skarbie. – przytaknąłem kpiąco, na co wywróciła oczami.
Do naszego stolika podeszła inna kelnerka, hm, ciekawe dlaczego.
-Państwa zamówienie.
-Dziękujemy. – powiedziała zadowolonym głosem Julie. Pokręciłem głową. Co za kobieta.

*oczami Julie*
Ja zazdrosna, też mi pomysł.
Niech sobie nie pochlebia. To, że cholernie mi na nim zależy i się z nim przespałam, nie znaczy, że jestem zazdrosna!
Ale gdybym tylko mogła rozpłaszczyć tą lalunię na ścianie, byłabym przeszczęśliwa.
I jeszcze ten jej numer z deserem i lizaniem ust.
PFFFFFFFFFFFFF.
Nie powiem co ona może sobie polizać.
Ale jak widać, w końcu do panienki dotarło, jak wnioskuję po uprzejmej kobiecie przynoszącej nasze zamówienie.
Ha, wygrałam.
-Planowałaś coś na dzisiaj? – zapytał Harry.
Hm, ja wiele rzeczy planuję, ale zawsze jakimś cudem, wszystko wywracasz do góry nogami, Styles.
-Chciałam się rozejrzeć za prezentem dla Vicky. – odparłam prosto.
-Prezentem? – zmarszczył brwi.
O, proszę.
Czyżby Vicki go nie zaprosiła?
-No tak, hm, jej urodziny są w ten weekend, robi imprezę… - spojrzałam na niego uważnie.
-Ach, okej. Nie wiedziałem. – wzruszył ramionami.
TEN MAŁY BLOND FRAJER NIE ZAPROSIŁ STYLES`A.
-Masz już jakiś pomysł? –zapytał brunet, kontynuując posiłek.
Momentalnie poczułam się jakby ktoś zrzucił mi na głowę z czwartego piętra fortepian.
Dobre pytanie, Harry.
Zawsze wybieraliśmy prezent dla Vicky z Dylanem. Najczęściej tworzyliśmy coś sami, zawsze prezent był typowo ,,od nas”, coś co wyjątkowo będzie jej się z nami kojarzyło.
Tak było zawsze, od momentu kiedy staliśmy się przyjaciółmi.
Na urodziny Vicky, razem z Dylanem przygotowywaliśmy prezent, na urodziny Dylana, robiłam prezent z Vicky, a na moje urodziny, to oni razem coś wymyślali.
Tym razem będzie, cholera, inaczej. I ta myśl chcąc nie chcąc mnie dobijała.
-Nie bardzo. – mruknęłam z kwaśną miną.
-Mogę spróbować Ci pomóc jeśli chcesz. – wzruszył ramionami.
O MÓJ BOŻE, HARRY EDWARD STYLES ZAPROPONOWAŁ MI POMOC.
Przysięgam, świat się kończy, bo to się dzieje, nie może być prawdziwe.
-Okej, dzięki. – odpowiedziałam nadal zaskoczona. Dzisiejszy dzień jest jak nic jednym z najdziwniejszych w moim życiu.
Wszystko jest na odwrót, nie rozumiem co się  tu w ogóle, przepraszam, odpierdala.
*godzinę później*
Drogę do mojego domu wypełniło nasze droczenie się i czysty sarkazm i wszystko byłoby pięknie i normalnie gdyby nie dalsza, dziwna, SŁODKA i urocza wersja Harry`ego, który nadal trzymał mnie za rękę, mówił różne, słodkie rzeczy.
Przysięgam, że jeszcze trochę i oszaleję, po prostu wybuchnę i zacznę go błagać, żeby zachowywał się normalnie, bo nie mam pojęcia jak się powinnam zachowywać, co robić i  o co mu w ogóle chodzi, czego on chce, oczekuje.
O losie.
Gdy zbliżyliśmy się do mojej ulicy, rozpoczęłam szukanie moich kluczy w torebce, co jest w moim przypadku nie lada wyzwaniem.
Harry przez cały ten czas, gdy ich szukałam, patrzył na mnie z wyraźnym rozbawieniem i kpiną, ale o dziwo nie skomentował tego co robię.
Gdy w końcu znalazłam to czego szukałam, przy okazji wyciągnęłam telefon i butelkę wody. Wzięłam spokojnie kilka łyków, odblokowując ekran. Czekała na mnie już wiadomość od Vicky.
Cóż, wysłała mi to jakoś w momencie gdy kończyłam pracę, szybka jestem, nie ma co.
Od: VickeyMouse
WIEM, ŻE PIEPRZYSZ SIĘ ZE STYLES`EM FRAJERZE, NIE ODPUSZCZĘ CI TEGO! <3
Nawiasem mówiąc, jakim cudem możesz chodzić? o.O
Momentalnie zakrztusiłam się wodą.
-Wszystko okej? – poczułam dotyk dłoni Harry`ego na moich plecach podczas mojego napadu kaszlu.
NIE WIERZĘ.
Jak?! Skąd?!
Przecież jeszcze kilka godzin temu była u mnie  w pracy, rozmawiałyśmy, nie mówiłam jej nic !
A ona też nic nie mówiła, do cholery.
SKĄD?! Przecież o tym wiem tylko ja.
-Coś się stało? – z zamyślenia wyrwał mnie głos Harry`ego.
 O MÓJ BOŻE, HARRY.
Od razu spojrzałam na niego z szeroko otworzonymi oczami.
Ale przecież to niemożliwe! On nie mógłby jej tego powiedzieć!
Co to w ogóle za akcja, rozmawianie o tym kto się  z kim… BOŻE KOCHANY TO NIE JAKIEŚ CHOLERNE GIMNAZJUM ŻEBY SIĘ ZWIERZAĆ Z TAKICH RZECZY!
Przecież Styles nie jest takim typem… Chociaż, kij go tam wie.
-Rozmawiałeś może z Vicky dzisiaj? – spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Tak, widziałem się z nią dzisiaj na mieście. – odpowiedział spokojnie.
No nie wierzę. Po prostu nie.
-Co ty jej powiedziałeś?! – zawołałam.
Nie mieści mi się to, cholera, w głowie.
Styles natomiast wybuchnął śmiechem na moją reakcję. Masz rację idioto, to takie zabawne, heheszki.
-Wiedziałem, że w końcu się odezwie! – parsknął.
Czuję, jak się we mnie gotuje.
-Styles!- warknęłam.
-Szkoda, że nie widzisz swojej miny! – rżał dalej, zarzucając mi swoją rękę na ramię.
Strąciłam je ze złością i już miałam zacząć rzucać mu w twarz wszystkimi obelgami jakie znam, gdy mi przerwał:
-Nie patrz tak na mnie, nic jej nie powiedziałem! – zaśmiał się po raz kolejny.
-Więc skąd…?! Jak?! – warknęłam.
-Co Ci napisała? – zapytał dalej świetnie się bawiąc.
-Co jej powiedziałeś? – zapytałam ostro, czym tylko jeszcze bardziej go rozbawiłam.
-Już nie burmusz się, powiedziałem tylko, że zostawiłaś u mnie bransoletkę jak rano wychodziłaś, a ona to od razu opacznie zrozumiała… - urwał wesoło i momentalnie zaczął się uśmiechać w ten swój łobuzerski, cholernie podniecający i wkurwiający zarazem sposób. - …Chociaż właściwie, ma słuszne podejrzenia. – dokończył wyraźnie zadowolony, zacieśniając uścisk wokół mojej talii.
Nie.
ZABIĆ TYCH DWOJE TO ZA MAŁO.
-Uh, nienawidzę Was. – jęknęłam marudnie i pociągnęłam Styles`a za  sobą w kierunku mojego domu.
Jak nic czeka mnie długie i mozolne przesłuchanie u Vicky. O mamo.
-Spójrz prawdzie w oczy, ty nasz kochasz, kochanie. – powiedział Styles CENTRALNIE do mojego ucha, tak, że idealnie poczułam jego ciepło i zapach.
To odurzyło mnie wystarczająco, żeby nie zrozumieć w pierwszej chwili sensu jego słów.

Ale zanim zdążyłam zareagować, zostałam nieco brutalnie zatrzymana przez  spięte ciało Harry`ego. Zatrzymał się w jednej chwili.
Zaskoczona spojrzałam na niego. Zaciskał szczęki.
-Co on do cholery tutaj robi? – syknął bardziej do siebie niż do mnie. Odwróciłam się w kierunku w którym patrzył, czyli w stronę mojego domu.
To co zobaczyłam, a raczej kogo, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.


*oczami Harry`ego*
Nie wierzę, kurwa.
Zacisnąłem ze złości szczęki widząc pieprzonego Dylana kutasa Cole`a na schodach domu Julie.
Czego od do cholery jeszcze od niej chce?!
Julie miała zaskoczoną minę, czyli raczej nie spodziewała się jego wizyty.
Sam Dylan, gdy nas zobaczył, zmarszczył brwi  i wstał, robiąc kilka wolnych kroków w naszą stronę. Ścisnąłem dłoń Julie, wiedząc, że mam przewagę.
Pewnym krokiem ruszyłem w jego kierunku, prowadząc za sobą Julie.
-Wiedziałaś, że przyjedzie? – zapytałem cicho, nawet nie patrząc na Julie. Cały czas walczyłem na spojrzenia z Dylanem.
-Nie. – bąknęła cicho. Lekko ścisnąłem jej małą dłoń po raz kolejny, żeby dodać jej trochę otuchy. Nie mogę zapominać, ze to nie jest dla niej łatwe, prawda?
Ale cholera, nienawidzę tego dupka.
Dylan posyłał mi ‘’groźne” spojrzenia, najwyraźniej myśląc, że to coś da.
Momentalnie spojrzał na splecione dłonie Julie i moje.  Zmarszczył brwi.
Nie mogłem powstrzymać triumfalnego uśmiechu.
Julie jest moja, nie jego.  To ze mną spędziła noc, nie z nim. To ja trzymam jej dłoń, nie on.
Ta chwila gdy pokonywaliśmy te kilkadziesiąt metrów odległości między nami, zdawała się trwać wieki.
Ale w końcu stanęliśmy oko w oko.
-Cześć Julie. – chłopak uśmiechnął się do mojej Julie i KURWA JEBANA MAĆ nachylił się i pocałował jej policzek, nic sobie nawet nie robiąc z tego, że trzymam jej dłoń.
-Cześć, Dylan. – powiedziała nieco zaskoczona tym gestem Julie. Jest tak niesamowicie słodka, gdy nie wie jak się zachować i jest zagubiona.
Kurwa mać, ta dziewczyna uzależniła mnie od siebie do tego stopnia, że nawet w chwili takiego wkurwienia potrafię skupić się na tym,  jak cudowna jest.
Boże drogi…
-Cześć, Harry. – powiedział nieco oschłym tonem wyciągając do mnie dłoń.
Jeszcze sam się nadstawia, żeby mu tą łapę złamać…
Bez słowa ścisnąłem może odrobinkę za mocno jego dłoń, ale nie dał tego po sobie poznać. Julie tylko patrzyła na nas uważnie.
-Wybacz, nie wiedziałem, że masz jakieś plany… - zaczął ale Julie tylko puściła moją dłoń i ruszyła do drzwi z kluczami w ręku.
-Okej, nic się nie stało. – powiedziała tylko, a mnie mało szlag jasny nie trafił.
A Dylanowi-kutasowi w to graj!
Spojrzał na mnie z wyższością i poszedł za Julie.
O nie.
Ruszyłem od razu za nimi.
-Miałem zadzwonić, ale pomyślałem, że zrobię Ci  niespodziankę. – pieprzył wesoło dalej Cole.
Pierdolenie, nie zadzwonił bo wiedział, że nie odbierze, albo się wykręci żeby się z nim nie spotkać.
- Wiesz, że nie lubię niespodzianek. – zgasiła go ze stoickim spokojem Julie.
Miałem ochotę ją nosić na rękach.
To jest moja cudowna dziewczyna.
To znaczy… Moja dziewczyna..? Ja…
A pieprzyć to, nie mam czasu teraz się nad tym zastanawiać.
Weszliśmy do domu.
-Wiem o tym, wybacz. – powiedział już mniej wesołym tonem.
Ha.
-Napijesz się czegoś? – zapytała Julie odwieszając swój płaszczyk.
-Nie, dziękuję, właściwie to nie mam zbyt wiele czasu. – odparł i poszliśmy do salonu.
Bogu dzięki.
Chociaż właściwie, gdybym siedział z nią w tej restauracji dłużej, to może ten cwel pojechałby już tam skąd przyszedł i dał jej spokój.
Usiedliśmy na sofie.
-Więc, co się stało, że przyjechałeś? – zapytała Julie, siadając wygodnie po turecku na sofie. Dylan rozsiadł się naprzeciwko niej a ja ulokowałem się obok Julie. Chciałem objąć ją ramieniem, ale cholera, odsunęła się i usiadła nieco dalej, uniemożliwiając mi to.
Nie spodobało mi się to.
-No, zbliżają się urodziny Vicky i wiesz, zawsze szykowaliśmy prezent razem… Myślałem…
-Zaprosiła Cię?- wypaliła nagle z wyraźnym zaskoczeniem w  głosie. Cóż, miłe to nie było, punkt dla niej. Zuch dziewczynka.
Z Dylana trochę zeszło po tych słowach powietrze, co niezmiernie mnie ucieszyło.
Natomiast Julie otworzyła szerzej oczy gdy zdała sobie sprawę z tego co powiedziała i jak to zabrzmiało.
-To znaczy… Wybacz, to nie tak miało… - zaczęła się tłumaczyć.
Skarbie za co i kogo do chuja ty przepraszasz?!
-Nie, jest okej, Julie. – przerwał jej. Nikt go kurwa nie nauczył, że kobiecie się nie przerywa?! – Rozumiem, twoją reakcję, nie dziwię Ci się. Właściwie też byłem zaskoczony. Ale jednak. I naprawdę nie chcę tracić z wami kontaktu, naszej znajomości. Za dużo dla mnie znaczycie.
AAWW BŁAGAM, BO SIĘ WZRUSZĘ.
-Hm, okej. Mam rozumieć, że przyjechałeś żeby pogadac o tym, czy robimy razem jakiś prezent dla Vicky jak zawsze? – spojrzała na niego Julie.
-Tak. –przytaknął- Od zawsze tak było i… nie chcę tego zmieniać. Nie chcę zmieniać naszych relacji. – powiedział ze smutną miną.
Ma ktoś może chusteczkę, bo łezka mi poleciała?
Prychnąłem kpiąco, przyciągając tym samym  dziwny wzrok Dylana i karcące spojrzenie Julie.
No błagam, chyba ona w to nie wierzy i nie chce go bronić?!
-Wiesz Dylan, doceniam to, okej? I jestem pewna, że Vicky też. Ale nie sądzę, żeby to miało sens. To wszystko jest za świeże i wybacz, z całą sympatią, ale nie chcę dzielić prezentu dla Vic z kimś, kto może sprawić, że ten prezent zamiast wywoływać uśmiech, sprawi, że będzie smutna. Chcę dać jej coś, co będzie jej się kojarzyło w stu procentach dobrze. – powiedziała spokojnie.
Nie miałbym nic przeciwko, gdyby była mniej delikatna, ale taka wersja odrzucenia też mi odpowiada, nie powiem, że nie.
-Oh. – mruknął Dylan. Ha, suprise motherfucker. – Okej, rozumiem.
Teraz będzie udawał wielce zranionego, ojej.
Gdyby to zależało ode mnie, już dawno zbierałby się z drugiego końca ulicy.
-Naprawdę nie chcę Cię urazić tym, czy zrobić przykrosć, ale chcę być szczera. To wszystko. – wzruszyła ramionami. Mówiłą tak spokojnie, tak delikatnie.
Denerwowało mnie, że się z nim tak cacka.
-Rozumiem, Julie. – wysilił się na uśmiech.
-O właśnie, miałam Ci coś oddać. – Julie wstała i wyszła z salonu, a atmosfera w pokoju znacznie stężała.
Dylan bez skrępowania wbijał we mnie spojrzenie. Ale nie ostre, wrogie jak ja.
Raczej, zaciekawione…?
-Widzę, że korzystasz z tego, że straciłem kontakt z Julie, hm? – rzucił, niby od niechcenia.
-Nie ma z czego korzystać, ty nigdy nie byłeś przeszkodą. – odparłem spokojnie. Nie będę się z nim cackał, o nie.
Pokręcił wyraźnie rozbawiony głową.
-Czego taki koleś jak ty chce od Julie? – zmarszczył brwi.
-O to samo mogę zapytać Ciebie.
-Nie, Styles. To ty wpieprzyłeś się niewiadomo skąd w  jej życie. I to ty robisz jej wodę z mózgu. – powiedział oskarżycielskim tonem. Oh błagam.
-I to ja trzymam jej dłoń, to ja spędzam z nią czas. To ja ją całuję. To JA jestem z nią. Nie ty.  I to Cię boli. – uśmiechnąłem się triumfująco.
-Może i masz rację. Ale bardziej boli mnie to, że wiem jaki jesteś naprawdę i co masz za uszami. I to, że Julie nie ma o tym bladego pojęcia i pakuje się w to twoje całe gówno. A ty ją oszukujesz i wykorzystujesz. –podniósł nieco głos.
Spiąłem się momentalnie.
-Nie mieszaj Julie w moje sprawy. – warknąłem.
-A Julie przypadkiem nie jest twoją sprawą? – zapytał kpiąco.
-Na pewno nie jest twoją. – odgryzłem się.
-Nie zmieniaj tematu. – uciął zniecierpliwiony. – I nie zapominaj z kim rozmawiasz i co o tobie wiem, a czego nie wie Julie. Ona nadal mi ufa, mimo wszystko. A ja nie pozwolę, żebyś ją zranił.
-Julie wie wszystko. – zacząłem blefować.
-Nie wydaje mi się Styles. Gdyby wiedziała, nie siedziałbyś tutaj.Ale nie zapominaj, że może się dowiedzieć.
-Gdyby tak naprawdę Ci zależało na tym, żeby nikt jej nie zranił, już dawno byś jej to powiedział. –prychnąłem. To oczywiste, że wcale nie troszczy się o Julce tak jak o tym mówi.
-Bo mam w tym swój interes, Styles. Niezależnie od tego, kiedy bym jej to powiedział, ty i tak na tym ucierpisz. Nawet jeśli powiedziałbyś jej, że wiem od dłuższego czasu. Wtedy to ty będziesz tym, którego nienawidzi. – uśmiechnął się triumfalnie.
Zacisnąłem pięści. Przysięgam, jeszcze chwila a go uduszę gołymi rękami.
-Nie wpieprzaj się w to. –warknąłem.
-Tym razem to nie ty jesteś panem sytuacji, Styles. Pogódź się z tym. Może przegrałem bitwę, ale wojnę wygram w każdej chwili.
Zmarszczyłem brwi.
-Co to w ogóle ma być za tekst? – zapytałem kpiąco, na co tylko parsknął.
-Po prostu oglądaj się czasami za siebie Styles, bo nigdy niewiadomo. – mruknął od niechcenia.
-Zamknij ryj albo zaraz wylądujesz na ostrym dyżurze, przysięgam. – warknąłem. – Trzymaj się od Julie i ode mnie z daleka i nie mieszaj się w nasze sprawy, albo to będzie ostatnia rzecz, jaką zrobisz w swoim pieprzonym życiu.
-A co, sam jej się przyznasz? – zaczął mnie prowokować. Zacisnąłem szczęki.
Oczywiście, ze nie, kurwa.
-To nie jest coś, czym możesz mi zaszkodzić. To nie dotyczy mnie i Julie. Nic tym nie osiągniesz. Więc zamilcz albo Ci w tym pomogę.
-Czas pokaże, Styles. – powiedział spokojnie i dokładnie w tym momencie w progu pojawiła się Julie, trzymając w dłoniach męską bluzę.
Momentalnie moje myśli zajęło co innego.
Skąd do chuja ona ma jego bluzę?!
-Zapomniałeś ostatnio. –uśmiechnęła się lekko do Dylana i podała mu bluzę.
Spojrzał na nią dziwnie, dalej nie biorąc bluzy.
BIERZ TO I WYPIERDALAJ.
-Wiesz, że nie musisz mi jej oddawać? – spojrzał na nią uważnie.
Owszem, musi.
-Ale oddaję. – powiedziała spokojnie, nadal lekko się uśmiechając.
-Wiem, że ją lubisz, a mi to nie przeszkadza. – naciskał dalej.
-Po polsku nie rozumiesz? Nein, thank you! – wypaliłem.
Obydwoje spojrzeli na mnie z dziwnymi minami.
Julie już po chwili spuściła wzrok, kryjąc uśmiech, którego nie mogła powstrzymać.
Ja sam miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Jestem nienormalny.
Natomiast Dylan posyłał mi wredne spojrzenia.
-Naprawdę dziękuję Dylan, ale proszę Cię, żebyś ją wziął. –powiedziała w końcu Julie.
-Jak wolisz. – mruknął zrezygnowany Dylan i wziął bluzę z jej rąk.
Przez chwilę zapadła nieco niezręczna cisza, którą Julie pragnęła desperacko przerwać, jak sądzę po jej minie, ale nie bardzo wiedziała, co może powiedzieć.
Postanowiłem wkroczyć.
-Mówiłeś coś, że się śpieszysz. –spojrzałem na Dylana- A wiesz, nie chcemy Cię zatrzymywać…- uśmiechnąłem się tak fałszywie jak tylko mogłem.
Julie spojrzała na mnie karcącym wzrokiem, a Dylan zacisnął pięści.
Dziewczyna chciała już coś powiedzieć, ale Dylan jej przerwał:
-Tak, ja już będę się zbierał. Zobaczymy się w weekend na imprezie Vic.- wymusił uśmiech w stronę Julie i OCZYWIŚCIE KURWA objął ją i pocałował w policzek, co KURWA ona odwzajemniła.
No zabiję go kiedyś, przysięgam.
Wstałem od razu, co spowodowało, że chłopak szybko ją puścił. Miałem ochotę roześmiać się mu w twarz.
Tchórz, przestraszył się.
Podał mi rękę  z wyraźną niechęcią. Po raz kolejny uścisnąłem ją za mocno, testując jego wytrzymałość, ale i tym razem nie zareagował.
Julie poszła go odprowadzić do drzwi podczas gdy ja stwierdziłem, że nie będę się już narażał na większe nerwy i rozłożyłem się na jej kanapie w salonie.
Przysłuchiwałem się w skupieniu odgłosom z korytarza, chcąc mieć pewność, że Dylan nie zrobi nic, za co zapragnąłbym go zabić jeszcze mocniej niż pragnę to zrobić teraz.
Na szczęście szybko usłyszałem trzaśnięcie drzwiami. A już po chwili Julie stanęła w progu z…. ups, kwaśną mina.
-Coś nie tak? – zapytałem ostrożnie.
-Dlaczego byłeś dla niego taki wredny? – skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej. Oho, poza oskarżycielki.
-Bo na to zasługuje. – odparłem prosto.
-Rozumiem, że macie swoje sprawy i swój konflikt, ale mógłbyś uszanować fakt, że jest dla mnie ważny i przyszedł DO MNIE.
-Oh wybacz, nie sądziłem, że perfidni oszuści są dla Ciebie tak ważni. – burknąłem. Nie ukrywam, ten tekst mnie wkurzył.
-Oh błagam! – wyrzuciła dłonie w górę. – Był moim przyjacielem odkąd pamiętam, spędziłam tyle najważniejszych lat życia z nim, więc dobrze wiesz, że był, jest i będzie dla mnie ważny, nieważne co zrobi! Owszem, nadal pamiętam jego kłamstwa, ale to nie zmienia faktu, że od tak go znienawidzę! A ty zachowałeś się jak skończony dupek! Zresztą jak zawsze. – warknęła.
Aż wstałem.
-Po pierwsze: on nie był lepszy. Po drugie: uważaj, bo on nie tylko to ma na sumieniu i podejrzewam, że jeszcze nie raz się o tym przekonasz. A po trzecie, do cholery, jakie ,,jak zawsze”? – spojrzałem na nią ostro.
Nie wierzę, że znowu to od niej słyszę. I niby co ja takiego do chuja robię?!
-Sam dobrze wiesz jaki jesteś i jak się zachowujesz! – oburzyła się i podeszła jeszcze bliżej z buntowniczą postawą.
-No popatrz, jednak nie! Może mi przypomnisz co takiego strasznego robię, poza tym, że przez cały dzień staram się zachowywać jak idealny facet, którego byś chciała?! –wybuchłem.
Kurwa cały czas staram się być wystarczająco dobry dla niej, chcę być tym, którego ona chce, a w zamian słyszę jakim dupkiem jestem.
-Przez cały dzień, to ty zachowujesz się dziwnie! Nagle zrobiłeś się przeraźliwie słodki, uroczy, kochany, taki… - gestykulowała , szukając właściwego słowa - … dotykalski! – w końcu wydusiła z siebie.
Gdy to usłyszałem, nie mogłem ukryć rozbawienia.
-Dotykalski? – powtórzyłem nie kryjąc uśmiechu.
Wywróciła oczami.
-Mówić do Ciebie, to jak do ściany, przysięgam. – jęknęła.
Cholera, nic nie poradzę, że to jedno słowo tak na mnie zadziałało.
-Przecież dobrze wiem, że lubisz, jak jestem dotykalski. – uśmiechnąłem się do niej i podszedłem do niej bliżej. Ona natomiast tylko spojrzała na mnie nieco zaskoczona. Ale nie poruszyła się. Ha.
Jeszcze jakiś czas temu, cofnęłaby się o krok. Teraz sama tego chce.
Nagle jakby się otrząsnęła i na powrót przyjęła obronną postawę.
-Nie zmieniaj tematu, Styles. – warknęła.
-Proszę bardzo. Na czym skończyliśmy? – przyjąłem tą są postawę co ona, ale robiąc to w sposób żartobliwy, celowo, żeby się z nią podroczyć.
Boże, uwielbiam to.
Zmroziła mnie tylko spojrzeniem, ale nie skomentowała tego.
-Na tym, że nie rozumiem Cię, Harry. Zachowujesz się dzisiaj jak nie ty i po prostu… Gubię się, okej? Nie wiem jak mam to rozumieć i jak się zachować. – spojrzała na mnie nieco łagodniej.
Miło wiedzieć, że normalnie nie jestem ani słodki, ani uroczy, ani kochany ani, hm, dotykalski.
-Staram się zachowywać tak, jak ty byś tego chciała. – odparłem i zawahałem się. Kurwa. – Wiesz dobrze, co do Ciebie czuję. Chcę móc to jakoś… okazać:? Kurwa, Julce, nie jestem dobry w gadaniu, okej? Nie walnę Ci teraz wzruszającej i romantycznej mowy, nie umiem. Ale kurwa, zależy mi na tobie, chcę Ci to okazać i uh, to wszystko.
Patrzyła na mnie przez chwilę  w skupieniu.
-Uh, okej. Tylko nie wiem, jak mam się zachować co… - zaczęła mówić nieco zdezorientowana,  ale jej przerwałem.
-Po prostu zachowuj się tak, jak tylko tego chcesz. Jeśli czujesz… Tak jak ja… Po prostu zobaczmy co z tego wyjdzie i cieszmy się tym…? – spojrzałem  na nią z nadzieją.
-Myślę, że to będzie okej. – mruknęła nieco nieśmiało. – Ale nie zmienia to faktu, że wobec Dylana zachowałeś się jak dupek. – momentalnie moja Julie wróciła i znowu zaczęła mnie krytykować za moje zachowanie.
Pokręciłem z uśmiechem głową.
No niemożliwa.
Kurwa, jak ja ją kocham.
-Nie śmiej się Harry, ja mówię poważnie! Naprawdę zachowałeś się okropnie! Musisz zrozumieć, że… - zaczęła się produkować dalej ale przerwałem jej po raz kolejny, tym razem wpijając się w jej usta i przyciągając ją blisko do siebie.
Szybko poczułem jej dłonie, lekko mnie odpychające, ale tak samo szybko rozluźniła się w moich objęciach i oddała pocałunek.
-Nienawidzę Cię, Styles. – mruknęła w moje usta.
-Też Cię kocham, Shawty. – zaśmiałem się i ponownie ją pocałowałem.
____________________________________________________________
 wybaczcie, że bez gifów, ale nie mam siły już szukać :<

Bo z Julie i Hazzą nigdy nie może być normalnie XD
Dylan again biczyyys :D
Przepraszam, że tak mi znowu zeszło, ale tyle mi się dzieje teraz naraz w życiu i to niekoniecznie dobrego, że po prostu nie ogarniam już nawet jak szybko leci czas od rozdziału. 
I jest mi z tym źle, bo cholera, widzę, że wy dotrzymujecie słowa, kuwa, dobijacie 21 KOMENTARZY
 a ja?
 he. 
he.
he.
zawodzę , as always. 
przepraszam.

Ale jestem Wam niesamowicie wdzięczna za docenianie mojej pracy i komentowanie, naprawdę ♥
uprzedzam, że nie wiem jak będzie z następnym,  na kiedy się wyrobię.
Od poniedziałku nie miałam nawet jednego dnia wolnego :))))
 jak wiecie (lub też nie) mam szkołe  w soboty, zamiast tego mam wolny inny dzień w tygodniu.
Więc ten wolny dzień był tak w chuj wolny, że aż musiałam wstac rano i cały dzień spędziłam na prezentacją z geografii.
Wczoraj szkoła, dzisiaj wolontariat. 
KIEDY JA MAM ŻYĆ lel ._.
 a nauczyciele się chyba wściekli z tymi wszystkimi testami.
Do tego stopnia już nie ogarniam co się dzieje, że ostatnio dowiedziałam się, ze jest sprawdzian z biologii w momencie gdy przyszłam do szkoły w dniu, w którym jest biologia :))))
więc uprzedzam, nie wiem jak się uwinę.
 przepraszam tez, że nie odwiedzam waszych blogów ale naprawdę nie mam kiedy :c

KOCHAM WAS MOCNO I DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO ♥

@sheeranable 


środa, 18 lutego 2015

33. Give me what I want then I`ll give you what you like


*oczami Julie*
Powoli otworzyłam powieki, mrugając kilka razy, by przyzwyczaić się do wścibskich promieni słońca świecących centralnie w moją twarz.   Zapomniałam zasłonić zasłony?
Która godzina do cholery? Jeśli spóźniłam się do pracy, którą mam zaledwie od dwóch tygodni, chyba się zastrzelę, przysięgam.
Pośpiesznie zerknęłam na budzik stojący na mojej szafce nocnej po prawej stronie łóżka. O dziwo, na szafce ni było mojego budzika. Ba, to nie jest moja szafka nocna.
Automatycznie obróciłam głowę w lewo. Umięśnione plecy, ciemne loki rozwalone na poduszce.
Styles.
Wczoraj.
Noc.
Wspomnienie z wczoraj uderzyły we mnie z subtelnością rozpędzonego pociągu.
Momentalnie poczułam ciepło na policzkach i dotarło do mnie, że  nieświadomie zaczęłam się uśmiechać do siebie jak idiotka.
CHOELRA JASNA, BLACKBURN, OGARNIJ DUPĘ!
Spałam z Harry`m.
SPAŁAM Z HARRY`M.
Spokojnie, uspokój się, musisz znaleźć telefon i lecieć do pracy.
Cholera, już 7.
Powiedział, że mnie kocha.
JULIE, DO JASNEJ ANIELKI.
Zacisnęłam wargi i wstrzymując oddech, starałam się możliwie jak najciszej i jak najsubtelniej wyślizgnąć się  z łóżka.
Zamarłam gdy usłyszałam, że rytm oddechu Harry`ego się zmienił. BŁAGAM, STYLES, NIE UTRUDNIAJ, ŚPIJ.
Chcę tylko spokojnie stąd wyjść i zdążyć do pracy.
Nie jestem dobra w jakichś rozmowach ,,po” , czy czymś w tym stylu.
Kogo ja oszukuję, nie jestem dobra w żadnych rozmowach.
Może boję się, że kłamał? Wczoraj z tym kochaniem, ze wszystkim?
Ba, na pewno kłamał. Albo przynajmniej przesadzał, wyolbrzymiał.
Czułam dziwne uczucie na myśl o jego słowach.
,,Kocham cię”.
PRZECIEŻ TO DO CHOLERY SĄ DUŻE SŁOWA, NIE MÓWI SIĘ ICH OD TAK.
Poza np. ,, O Boże, ten prezent jest super, KOCHAM CIĘ!”  albo ,,OMG ta piosenka jest świetna, Justin, KOCHAM CIĘ”.
Może to wczoraj było jak:
,,Powiem że ją kocham, może się zamknie”
Albo
,,Ale fajnie się kłócisz, KOCHAM CIĘ!”
albo
,, Ale supi majtki, KOCHAM CIĘ!”

BOŻE KOCHANY NIE WIERZĘ, O CZYM JA DO CHOLERY MYŚLĘ.
Sięgnęłam po moją bieliznę leżącą na podłodze i na palcach jak najszybciej  się dało skierowałam  się do drzwi.
Musi to wyglądać komicznie, bo robię dziwne miny,  wstrzymując oddech i błagając  w duchu Boga żeby Harry się nie obudził.
Przecież gdyby teraz się obudził i zobaczył mnie nagą na środku pokoju…
O MAMO, BŁAGAM WSZYSTKO TYLKO NIE TO.
To znaczy, nie jest tak że mnie nie widział w tak niecodziennym wydaniu ale…
ALE. 
Spaliłabym się ze wstydu. Niemal pisnęłam z radości gdy udało mi się wyjść na korytarz.  Moja radość nie trwała długo, gdyż moje kolano zaliczyło bliskie spotkanie z rogiem solidnej komody postanowionej przy ścianie na korytarzu.
Bezgłośnie wykrzyczałam całą litanię  wszystkich znanych mi przekleństw i kulejąc ruszyłam do łazienki, gdzie zostały moje rzeczy z wczoraj.

Styles, może i dobrze całujesz, ale architekt z Ciebie beznadziejny.
KTO NORMALNY STAWIA W TAKIM MIEJSCU KOMODĘ, O KTÓRĄ MOŻNA SIĘ ZABIĆ, WYMYKAJĄC SIĘ NAGO Z SYPIALNI?
Szybko się ubrałam, ogarnęłam i ostrożnie wyszłam z łazienki, nie chcąc narobić hałasu.
Zostało mi jakieś 40 minut na to żeby pojechać do siebie, odświeżyć się, przebrać i dojechać do pracy. Cholera,  to nie będzie łatwe.
Minimalnie wstrzymując oddech by lepiej słyszeć, stawiałam pośpieszne, ale ostrożne kroki, zbliżając się do schodów.
Prawdopodobnie konfrontacja z Harry`m mnie nie ominie, tak samo jak niekomfortowa rozmowa ale w tym momencie to ostatnia rzecz o jakiej myślę.
Zeszłam po schodach, wsunęłam nogi w szpilki i spojrzałam na siebie w lustrze, poprawiając się.
-Nieładnie tak uciekać facetowi  z łóżka, wiesz?
Serce podeszło mi momentalnie do gardła ze strachu, a ja głośno wciągnęłam powietrze.
Harry stał przy schodach, oparty nonszalancko o poręcz i OMÓJSŁODKIBOŻE ma na sobie tylko bokserki.
-Doprowadzisz mnie kiedyś do zawału. – syknęłam, opanowując oddech.
Sam Harry pokręcił tylko głową z tym swoim uśmiechem i ruszył w moją stronę.
O dobry Boże, nie.
Niech on się w takim stanie do mnie nie zbliża. Rozczochrany, zaspany, prawie nagi i cholernie gorący. O nie nie nie nie.
Nie mam czasu na szybkie numerki z rana.
Boże, czy ja naprawdę o tym pomyślałam?
Serce zabiło mi mocniej gdy objął mnie w talii, lekko do siebie przyciągając.
Błagam, tylko nie rozmawiajmy teraz o zeszłej nocy, błagam.
-Hm, z tego co pamiętam, to jedyne do czego Cię doprowadziłem do szał i ewentualnie orgazm. – powiedział to nieco ściszonym i cholernie niskim głosem do mojego ucha, wywołując u mnie ciarki.
CZY ON WŁAŚNIE POWIEDZIAŁ TO CO POWIEDZIAŁ?!
Ciepło na policzkach. Nie.
Postanowiłam jednak się z nim droczyć.
-Nie bądź tego taki pewny. – powiedziałam nonszalancko.

Chyba nie tego Harry się spodziewał ale nie tracił rezonu, przysuwając mnie jeszcze bliżej, tak, że  OCHOLERAJASNA czułam GO  przez te pieprzone bokserki.
-Twoje jęki świadczyły o mojej racji, wiesz? –ten jego uśmieszek mnie kiedyś zabije.  – Zawsze mogę to zrobić  ponownie teraz, żeby przypomnieć Ci jakie to uczucie. – po raz kolejny zniżył głos i pocałował moją szyję kończąc zdanie.
NIE WIERZĘ, ŻE TO POWIEDZIAŁ.
-Z ogromną przyjemnością wzięłabym udział w tej niewątpliwie absorbującej retrospekcji, ale muszę iść do pracy. – dalej się z nim bawiłam, ale CHOLERA jeśli zaraz nie wyjdę to się spóźnię. Właściwie to jeśli zaraz stąd nie wyjdę to różne rzeczy mogą się stać przy tej ścianie albo tej komodzie, stojącej obok nas, jeśli Harry się nie zamknie i nie przestanie obcałowywać mojej szyi.
Tak przy okazji, alternatywa ze ścianą bardziej mi odpowiada.
NIE POMYŚLAŁAM TEGO.
-Jestem przekonany, że mogę Cię przekonać, żebyś została. – zacisnął dłoń na moim biodrze, patrząc mi w oczy i będąc, cholera jasna, tak blisko moich ust.
AŻ ZA DOBRZE WIEM, ŻE MOŻESZ MNIE PRZEKONAĆ DO ZOSTANIA.
-Optymizm jest rzadkością w dzisiejszych czasach, ale w twoim wykonaniu jest uroczy, naprawdę. – kontynuowałam zabawę z nim, bezwiednie obejmując luźno jego szyję, na co zareagował zadowolonym uśmiechem.
-Ktoś chyba ma dzisiaj  wyjątkowo dobry humor, ciekawe dlaczego? Może to przez miło spędzoną noc, hm… - mruknął mi do ucha i momentalnie zostałam przyciśnięta do ściany, znowu go czując.
CZYLI JEDNAK ŚCIANA, WYGRAŁAM.
Ja nic nie mówiłam.
-Cóż, faktycznie,  masz niesamowicie wygodne poduszki. – ostatnie słowo nieco mi się zniekształciło ze względu na to, jak Harry zassał moje czułe miejsce na szyi. Właściwie, ostatnie słowo wyjąkałam, ups.
On musi przestać to robić.
Albo, nie przestawać. O mamo.
-Rób dalej to co robisz zła kobieto, a przysięgam, wezmę Cię przy tej pieprzonej ścianie. – warknął w moją szyję i spojrzał mi w oczy OMÓJBÓŻE oblizując usta.
-Brzmi kusząco, ale muszę iść. – powiedziałam szybko i starałam się zwiększyć nieco dystans między nami.
-Julie. – mruknął, zacieśniając uścisk.
-Naprawdę, Harry, muszę. Spóźnię się. – powiedziałam już całkiem poważnie odchylając się.
-Nie pożegnasz się? – spojrzał na mnie wymownie. Hm?
Momentalnie spojrzał centralnie na moje usta.
ON CHCE ŻEBYM GO POCAŁOWAŁA.
To jest dziwne, że po tylu przeżyciach z Harry`m i jego bliskością jeszcze mi serce nie padło, bo to co on z nim robi jest aż chore.
Czy to nie pary całują się na pożegnanie?
A może przyjaciele z przywilejami?
CHYBA ZA DUŻO MYŚLĘ.
Nie myśląc zbyt wiele pocałowałam go. Cholera, aż mi nogi zmiękły.
To jak na mnie działa jest aż niemożliwe.
Mogłabym tak trwać całą wieczność, ale cholera, PRACA.
Z ociąganiem odsunęłam się od niego.
Jakby mi tych wszystkich wrażeń było mało, Styles jeszcze mnie uraczył swoim szczerym i cholera, idealnym uśmiechem.
-Teraz ewentualnie mogę Cię puścić. – mruknął wesoło, cmokając ustami mój policzek.
Rozluźnił uśmiech a ja od razu podeszłam do lustra skontrolować mój wygląd.
O cholera. Wygląda na to, że przez ten cały czas nieświadomie się uśmiechałam.
To chyba za dużo jak na mnie.
Odwróciłam się w kierunku drzwi, miałam już się pożegnać z Harry`m, ale zatrzymały mnie jego dłonie na moich biodrach.
NIE UŁATWIASZ MI WYJŚCIA STĄD, STYLES.
-Widzimy się wieczorem, kochanie. – mruknął i pocałował mnie w czoło.
O MÓJ SŁODKI JEZU CZY ON WŁAŚNIE
-Khm, cześć. – udało mi się wydusić i w końcu wyszłam. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, AUTENTYCZNIE skakałam schodząc szybko po schodach.
HARRY STYLES POTRAFI BYĆ SŁODKI. I TO CHOLERNIE SŁODKI.
O Boże.
HARRY STYLES POWIEDZIAŁ DO MNIE ,,KOCHANIE”.
Moje serce urządza sobie właśnie sesyjkę zumby.
Mało tego, policzki mnie centralnie bolą od wyszczerzu, który złapałam gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi.
Nie ogarniam co się ze mną dzieje.

*oczami Harry`ego*
Zaraz po wyjściu Julie, zrobiłem sobie kawę i śniadanie.
Najbardziej chciałbym, żeby zjadła to śniadanie ze mną, żeby ze mną została.
Na myśl o niej, automatycznie moje usta rozciągnęły się w uśmiechu. To niesamowite co ta dziewczyna ze mną robi, jak się dzięki niej czuję.
To niecodziennie uczucie ale dzisiaj po prostu czuję… szczęśliwy. Tak po prostu.
Mnóstwo myśli naraz kłębi się w mojej głowie.
Od wczorajszej kłótni, ciągłych wyrzutów sumienia przez to co jej powiedziałem i jak ją potraktowałem, aż po dzisiejszy ranek i naszą ,,sytuację”  w korytarzu.
Na samą myśl tego jak się ze mną droczyła, uśmiechnąłem się szerzej.
Dalej też trochę dziwnie się czułem z tym, co jej wczoraj powiedziałem, właściwie nieświadomie. Sam do końca nie zdawałem sobie sprawy z tego co czuję, co mówię.
Wrzeszczałem na nią, ona na mnie, a myślałem tylko o tym, jak bardzo chcę, żeby po prostu była ze mną zawsze.
Nie panowałem nad tym.  Właściwie nie spodziewałem się, że jeśli kiedykolwiek bym jej powiedział co do niej czuję to tak by się to skończyło.
Samo uczucie, świadomość, nie wiem nawet jak to nazwać, że ją kocham, że jej to powiedziałem jest… dziwne.  Po prostu sam nie umiem nawet opisać co czuję.
Ale biorąc pod uwagę co się wczoraj wydarzyło, nie jestem jej obojętny. Co zdecydowanie sprawiało, że uśmiech pojawiał się na mojej twarzy.
Żałuję tylko, że nie obudziłem się pierwszy. Na pewno nie wypuściłbym jej tak szybko.  Jej mina, gdy złapałem ją gdy chciała wyjść była bezcenna. Byłem ciekawy jej zachowania po tym wszystkim. Właściwie jednocześnie się tego obawiałem. Ale moje obawy znikły tak szybko, jak zaczęła się ze mną droczyć.
Jest niesamowita. A sposób w jaki się ze mną przedrzeźnia i uwodzi działa na mnie jak nic innego. Jest cholernie dobra w tym co robi.
A nasz pocałunek na pożegnanie był idealnym początkiem dnia.
Mam tylko wrażenie, że niekoniecznie ma ochotę na hm, rozmowę o tym co się stało, o tym co ode mnie usłyszała. Chociaż właściwie to dobrze, nie jestem w takich gadkach dobry. To nie dla mnie.
Ale mam nadzieję, że  nie odsunie się ode mnie, albo nie wiem, nie będzie między nami jakichś niezręcznych sytuacji z tego tytułu.
Julie mimo wszystko jest skomplikowaną osobą, zresztą tak jak ja.
Nie będę za dużo o tym myśleć, w końcu zwariuję. Przejdę się do niej jak będzie kończyć pracę, muszę ją znowu zobaczyć, objąć, pocałować.
Zjadłem śniadanie, dokończyłem kawę i postanowiłem wziąć prysznic.
Podszedłem do szafy by wziąć ubrania. Siarczyście zakląłem gdy nadepnąłem na coś ostrego i cholernie twardego.
Dokładając kolejną wiązankę przekleństw schyliłem się po obiekt mojego bólu.
Srebrna bransoletka z zawieszkami. To się jakoś nazywało, słyszałem o tym, na pewno. CHOLERA, WALIĆ TO NIE JESTEM DZIEWCZYNĄ, NIE MUSZĘ WIEDZIEĆ TAKICH RZECZY.
Julie. Na samą myśl o brunetce mącącej mi w głowie,  po raz kolejny się uśmiechnąłem.
Ale cholera, chyba coś jest nie tak. Przyjrzałem się uważniej bransoletce. Cholera, jest zerwana.  Pewnie niechcący ją zerwałem w trakcie niesienia jej tutaj i cóż, pozbawiania jej ubrań.
Przejechałem usta językiem na samo wspomnienie.
Wszystko fajnie, ale popsułem jej tą bransoletkę. Uh.
Dziwne, że nie zauważyła jej rano, gdy wstała.
Rozsiadłem się na łóżku i zacząłem próbować jakoś ją naprawić.

*kilka godzin później*
Szedłem spokojnie do biura, w którym pracuje Julie, rozmyślając już tylko o słodkiej brunetce i o tym jak ją przywitam.
Cholera, totalnie zawróciła mi w głowie. Brzmię jak jakaś nastolatka ale to jest pieprzona prawda.
W dłoni już obracam naprawioną bransoletkę Julie. Jestem z siebie dumny.
Pieprzyłem się z tym upartym pomiotem szatana prawie godzinę, ale udało mi się ją naprawić, tak żeby wyglądała jakby nie spotkała jej żadna przykra przygoda.
Przy okazji zdążyłam przyjrzeć się wszystkim tym malutkim zawieszkom, które miały jakąś swoją pieprzoną nazwę,  na niej.
Jakaś kuleczka, serduszko,  nutka, klucz, kolejna kuleczka, śnieżynka, kłódka, kolejne serduszko i kilka  jakichś diamencików, czy czegoś w tym stylu.
Ciekawe czy miały jakieś znaczenie dla niej. Cóż, dowiem się.
-Cześć Harry! – usłyszałem nagle jakiś wysoki, znajomy głos, który wyrwał mnie z zamyślenia. Podniosłem wzrok i poznałem blondynkę z zaraźliwym uśmiechem idącym w moją stronę, kręcąc przy tym biodrami.
Kilku facetów oczywiście aż się za nią obejrzało. Zaśmiałem się w duchu.
-Hej, Vic. – uśmiechnąłem się do niej.
-Dawno Cię nie widziałam. Zresztą Julie tak samo. Ciekawe czemu… - uśmiechnęła się sugestywnie.
Pokręciłem tylko głową z uśmiechem. Podejrzewam, że doskonale wie, gdzie byłem ja i Julie.
-Co u Ciebie? – zapytała wesoło. Czy ona kiedyś traci tą swoją energię? Zastanawiające.
-W porządku, idę właśnie do Julie. A u Ciebie?
-Ja od niej wracam. – zaśmiała się.
Czyli rozmawiały… Ciekawe. Rozmawiały o wczoraj…?
-A to nie jest przypadkiem jej bransoletka? – wskazała palcem na mały przedmiot w mojej dłoni.
-Tak, to jej. Zostawiła ją u mnie, jak wychodziła rano. – powiedziałem od razu.
Vicky na chwilę zastygła.  Zamrugała i patrzyła to na bransoletkę to na mnie.
O chuj. Zorientowałem się co powiedziałem i jak można to zrozumieć. Właściwie wnioski, jakie można wysnuć z mojej wypowiedzi, są cholera, słuszne.  I to jak.
Ale sądząc po jej reakcji i tym co niewątpliwie sobie pomyślała, Julie nie wspominała jej najwyraźniej o tym co działo się wczoraj. Hm.
-Oh. – w końcu się, hm, odezwała, o ile można to tak nazwać.
-Tak, hm. Wybacz Vic, ale ja chyba już pójdę, chciałbym zdążyć zanim wyjdzie z pracy. – powiedziałem z przepraszającym uśmiechem.
-Tak, pewnie. – odzyskała rezon i uśmiechnęła się. – To do zobaczenia. – posłała mi pewniejszy uśmiech.
-Na razie. – skinąłem jej z uśmiechem i rozminęliśmy się. Wygląda na to, że właśnie załatwiłem Julie małe przesłuchanie.
Spojrzałem na zegarek. Za 15 minut Julie kończy pracę. Jak na zawołanie znowu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.  Nie mogę się doczekać aż znowu ją zobaczę, to jest aż chore.
Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.
Od razu skierowałem swoje kroki do kwiaciarni.

*oczami Julie*
Ostatnie pięć minut i będę miała spokój. Słowo daję, myślałam, że nie wytrzymam w tej pracy. Nie mogę się na niczym skupić, dręczą mnie myśli o wczoraj i o dzisiejszym poranku.
Przerabiałam w głowie wszystkie możliwe scenariusze naszej ewentualnej rozmowy, czy też może kolejnej kłótni, analizowałam jego najróżniejsze zachowania, słowa, a zwłaszcza te dwa szczególne, które usłyszałam wczoraj. Może to było tylko z emocji?
W końcu to jest COŚ, tego się nie mówi od tak. Z drugiej strony OMÓJBOŻE.
Nie mogę nawet myśleć o tym, ze on naprawdę może…
I jeszcze jedna sprawa, czy ja mogłabym powiedzieć to samo do niego?
Niewątpliwie zależy mi na tym dupku, ale…
Nie mogę nawet myśleć o tym, ze on naprawdę może…
BOŻE MAM JUŻ DOŚĆ MYŚLENIA, ANALIZOWANIA I CAŁEGO TEGO GÓWNA.
Czemu to nie może być łatwiejsze?
O ironio, jestem fanką jasnych sytuacji, mówienia sobie wszystkiego wprost, a uwielbiam się droczyć ze Styles`em i mało tego, panicznie boję się jakiejkolwiek konfrontacji z nim a sama w życiu nie powiem mu o tym co czuję ja. O mamo, nie, za bardzo się boję.

Boże, jestem beznadziejna w takich sprawach, nie nadaję się do tego.
Chociaż właściwie do czego?  Jak nazwać to w czym teraz tkwię ze Styles`em?
Przecież to chyba nie jest związek…?
OMÓJBOŻE BYĆ  Z HARRY`M STYLES`EM.
Ta myśl jebła we mnie równie subtelnie co tona cegieł.
Boże kochany, za dużo myślę. Stanowczo za dużo. Chcę tylko stąd wyjść, odetchnąć i mieć święty spokój.
Miło było by też pocałować Styles`a.
To znaczy, zobaczyć go.
Cholera jednocześnie tak bardzo nie chcę się z nim konfrontować, a z drugiej chcę go znowu zobaczyć, usłyszeć, przytulić…
Czemu jeśli chodzi o niego, zawsze czuję w sobie tak sprzeczne emocje?
Nie może być jakoś, no nie wiem, normalnie?
Uh.
Wierciłam się na tym krześle, a ostatnie pięć minut zdaje się dłużyć bardziej niż cały ten dzień.
Ze zniecierpliwienia zaczęłam klikać długopisem.
Uuuuuuuuuuuuuhhh.
-Komuś się chyba nudzi. – głęboki głos wypełnił pomieszczenie, w którym siedziałam. Serce zabiło mi mocniej. Harry.
Stał w drzwiach jak gdyby nigdy nic i OMÓJBOŻE trzyma za plecami jakieś kwiaty.
No proszę, czyżby jedna noc potrafiła zmienić Harry`ego Styles`a w najsłodszego faceta pod słońcem?
Gdybym tylko wiedziała kilka miesięcy wcześniej…
-Tobie chyba też, skoro postanowiłeś przyjść tutaj.- zabawa w droczenie zaczęta.
-Oh proszę Cię, przecież oboje dobrze wiemy, że tego chcesz. – uśmiechnął się cwaniacko i podszedł do mnie, wyjmując zza pleców bukiet kwiatów. OMAMODOSTAŁAMKWIATYODSTYLES`A.
-Łał, hm, dziękuję. – powiedziałam biorąc od niego uroczy bukiet. Harry był wyraźnie z siebie zadowolony.
-Nie ma za co. – powiedział i objął mnie jedną ręką w pasie, przysuwając do siebie. O mamo. Pocałował mnie, a kolana się pode mną ugięły. W porę go objęłam i rozkoszowałam się tą chwilą. Cholera, uwielbiam go całować.
Oderwał się ode mnie z uśmiechem na ustach. Gdybym tylko mogła wiedzieć o czym myśli.
-Zostawiłaś u mnie bransoletkę. – powiedział wyjmując z kieszeni moją srebrną bransoletkę z charmsami.
Spojrzałam od razu na mój nadgarstek. O nie, faktycznie!
JAK TO MOŻLIWE ŻE DO TEJ PORY NIE ZAUWAŻYŁAM BRAKU TAK WAŻNEJ DLA MNIE RZECZY?!
Co ten Styles robi z moją głową i sercem… Uh.
-Właściwie to ucierpiała z mojej winy wczoraj, gdy Cię rozbierałem. – powiedział spokojnie, patrząc mi w oczy I O MAMO przebiegając językiem po ustach.
ON NIE MOŻE OD TAK PO PROSTU MÓWIĆ TAKICH RZECZY.
Czemu on to wyciąga, uh.
-Nie wygląda na popsutą. – przyjrzałam się jej, postanawiając zignorować jego słowa o rozbieraniu mnie.
-Naprawiłem. – powiedział dumnym głosem.
-Oh. Dziękuję. – mruknęłam.
-Nie ma za co. – uśmiechnął się szeroko, nie wypuszczając mnie z objęć. – To jak,  idziemy? – spojrzał na mnie.
-Gdzie? – zmarszczyłam brwi.
-Proponuję spacer i obiad. – uśmiechnął się szeroko.
Jak Boga kocham, coś mu się stało.
Przecież on nie jest słodki, to Harry Styles, halo.
-Oh, okej. – odwzajemniłam uśmiech nadal zaskoczona.
Zadowolony Harry wziął mnie OBOŻE za rękę i poprowadził do wyjścia. Pożegnałam się z sekretarką. Olivią i szłam dalej zszokowana za Harry`m.
Zapowiada się ciekawie
______________________________________________________

AUTENTYCZNIE DZIĘKI WAM MOJA BABCIA SIE NA MNIE TERAZ
DZIWNIE PATRZY OK XD
Wchodzę sobie na sinistera, na luzie, patrzę. DWADZIEŚCIA komentarzy
moja reakcja: 
-O CHUJ!
I taka podjarka etc.
Patrzę w prawo: BABCIA W DRZWIACH
ja:

nie skomentowała mojego odchyłu ale jej wzrok do końca dnia bezcenny XD
ALE TO DOBRZE PYSIE, UWIELBIAM TAKIE NIESPODZIANKI ♥

chciałabym też zauważyć że  moje ff się na mnie mszczą
jak nie dziwny ,,przyjaciel" TO CHOLERA
po napisaniu tej sceny pod drzwiami Hazzy
 w szkole w tłumie i ścisku przy szatni
POCZUŁAM CHŁOPAKA NA SOBIE
KONKRETNIE NA MOIM TYŁKU
I W TAKIM SENSIE GO POCZUŁAM
już nigdy nic takie nie napiszę
 to NIE JEST jednak fajne okej
nie.
JUST NO/
ANYWAYS.


MISIE MOJE CUDOWNE
KOCHAM WAS 
CENTRALNIE KOCHAM
Uprzedzam też, że mogę mieć małe poślizgi z dodawaniem bo FERIE SIĘ SKONCZYŁY ZANIM SIĘ ZACZĘŁY OK :c
I po prostu jak już się wciągnę w tą szkolną rutynę to tracę orientację ile minęło i nie zawsze mam wszystko zrobione. 
ALE BĘDĘ SIĘ STARAŁA ZE WSZYSTKICH SIŁ.

Tym, którzy mjaą ferie- zazdro, bawcie się dobrze, odpocznijcie pysie ♥
tym, którzy męczą się zze mną w szkole - byle do Wielkanocy
byle do maja
byle do wakacji ♥

KOCHAM MAAAX ♥

STRZAŁKA, MAŁA :*
*małe? hm ._.

(wybaczcie, małe zboczenie po 50 twarzach Greya XD)

poniedziałek, 9 lutego 2015

32. I hate you much but I love you more



18 komentarzy - AUTENTYCZNIE ZACZĘŁAM BECZEĆ I ŚMIAĆ SIĘ JEDNOCZEŚNIE OK
 DZIĘKUJĘ ANIOŁKI MOJE CUDOWNE ♥



*oczami Julie*
- A JA, CIĘ KOCHAM! – wydarł się nagle i poczułam momentalnie jego usta na swoich.
Chwycił pewnie moje policzki w swoje dłonie i przysunął się do mnie maksymalnie.
O CHOLERA.
Z jednej strony chciałam go natychmiast od siebie odsunąć, ale z drugiej…
Smakował tak dobrze. Tak idealnie.
Nim mogłam cokolwiek zrobić, podniósł mnie do góry i złapał za moje uda, żebym nie spadła. Mimowolnie wplątałam dłonie w jego włosy i lekko za nie pociągnęłam. Wydał z siebie cichy pomruk i pogłębił pocałunek. Zrobiłam to jeszcze raz, żeby go usłyszeć.
Julie co ty do cholery robisz?!
Nie mogłam się od niego oderwać, to było zbyt trudne. Cholera.
Julie, opanuj się!
Jego ręce wkradły się pod koszulkę i ścisnął skórę na moich żebrach. Przygniótł mnie do równoległej ściany tak mocno, że jęknęłam.
I to jak.
Co ja w ogóle wyprawiam…
Jego usta zachłannie całowały moje. Jakbym była powietrzem, a on za wszelką cenę pragnął wziąć porządny oddech.
Czemu ja mu się nie sprzeciwiam? Czemu poddaje mu się w tak prosty sposób?
Kurwa, nie mogę. Ale ten frajer całuje tak dobrze, że nie sposób się od niego oderwać.
-Julie –szepnął, a mnie przeszedł dreszcz na sam ton jego cichego głosu. –Przepraszam.
Łał. Styles umie przepraszać. Ale nadal to nie zmienia faktu, że jest kłamcą. Kłamie na każdym kroku. Nawet przed chwilą, mówiąc, że mnie kocha.
Przeniósł usta na moją szyję i zaczął ją intensywnie całować.
Zaraz dojdę, jeżeli nie przestanie, przysięgam.
Zaskomlałam, gdy przyssał się do skóry na ramieniu i zostawił na niej prawdopodobnie malinkę.
-Harry – wypadło szybko z moich ust i słowo daję, zabrzmiało to wręcz lamentacyjnie.
Nie mogłam się powstrzymać i podniosłam jego głowę, żeby ponownie złączyć się z nim wargami.
Tak kurewsko go nienawidzę. Tego jak na mnie działa. W jednej chwili udusiłabym go gołymi rękoma, a w drugiej mogłabym zrobić dla niego wszystko. Jest taki sprzeczny. Ugh, doprowadza mnie to do szaleństwa.
Cholera, no.
Odrywa mnie od ściany i idzie ze mną w stronę swojego pokoju. O NIE. Pcha jedną ręką drzwi, a drugą nadal trzyma mnie pod moją, a właściwie swoją, bluzką. Gdy tylko się tam znajdujemy, wplątuje palce w moje włosy i przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie, chociaż myślałam, że nie jest to możliwe.
Rzuca mnie na łóżko.
Autentycznie, mnie rzuca i natychmiast nade mną góruje.
Jego wargi niemal kłócą się z moimi o dominację.
DLACZEGO JA TO ROBIĘ?!

 czerwona czcionka
if you know what I mean ^^

Jestem zdenerwowana. Na siebie, że pozwoliłam mu się dotknąć i na niego, że to wykorzystał. Rosnąca frustracja przejmuję kontrolę nad moimi ruchami.
Przejeżdżam paznokciami po materiale jego koszulki na plecach, ale nie wywołuje to u niego żadnej reakcji. Postanawiam, więc zrobić to na jego gołej skórze i otrzymuję pożądany efekt.
Warczy.
Cholera, naprawdę warczy.
Nie ze złości, nie z frustracji.
Z przyjemności.
Z przyjemności, którą sprawiam mu ja.
Nie wiem co mną kieruje, ale chcę więcej. Dużo więcej.
Harry podciąga się wyżej i wtedy to czuję.
Jego. Pragnie mnie. 
Poruszyłam lekko biodrami i znowu się o siebie otarliśmy. Jęknęłam i chwyciłam go za kark. To uczucie. Zupełnie zapomniałam, że istnieje.
-Jesteś najbardziej wkurwiającym człowiekiem na tej ziemi –mówi i ponownie przejeżdża kroczem z góry na dół wywołując u mnie ciarki.
-Nie, Styles. Ty stoisz na pierwszym stopniu podium –odpyskuję i podwijam jego koszulkę w górę.
Przyciska do mnie biodra, a ja tracę dech. To jest nienormalne. 
-Nienawidzę cię –powiedziałam szeptem, chcąc bardziej przekonać siebie niż jego o prawdziwości tego krótkiego stwierdzenia. –Nienawidzę cię –powtórzyłam jeszcze raz, ale wydało mi się, że te słowa straciły swoją moc.
Co się w ogóle ze mną dzieje?
-Kłamiesz. – mruknął zadziornie w moją szyję, wywołując falę dreszczy i obezwładniającej przyjemności.
 Przeciągnęłam koszulkę przez jego głowę i zbadałam palcami jego skórę. Cholera. Podniosłam głowę i pocałowałam jego nagie ramię. Mocno kąsałam jego skórę przechodząc coraz wyżej po jego szyi aż do linii szczęki.
Szarpnął gwałtownie moją koszulkę i zdjął ją nim się obejrzałam.
Czy ja właśnie leżę w samej bieliźnie na łóżku Styles’a, który całuje tak namiętnie, że zaraz jebnę na zawał?
Jeśli by mi ktoś powiedział to jakąś godzinę temu, wyśmiałabym go.
A teraz proszę!
Nie umiem się ogarnąć, przysięgam nie umiem.
Jego ręce pieszczą moje ciało. Całuje mocno mój dekolt, piersi, brzuch… Nie mogłam się powstrzymać od cichych jęknięć kiedy zostawiał sine i purpurowe ślady na mojej skórze od malinek, które robił mi dosłownie wszędzie gdzie popadnie. Zacisnął palce na moich majtkach i zaczął je delikatnie zsuwać, badając uważnie moją reakcję.
Jedyne co wiedziałam to, że muszę wymieniać powietrze w płucach, żeby się nie udusić. Jego wzrok był przenikliwy. Zamknęłam oczy, żeby oddać się jego dotykowi. Czułam jak ostrożnie materiał przesuwa się po moich nogach, aż w końcu się od niego uwolniłam.
Westchnęłam i zgarnęłam włosy do tyłu.
BOŻE.
Powoli dotykał pacami moje uda i talię. Za chwilę zwariuję.
Zsunął ramiączka od biustonosza i pocałował miejsca, gdzie przed chwilą były. Złożył ręce pod moje plecy i zwinnym rucham pozbył się ze mnie biustonosza. Westchnęłam na brak jakiegokolwiek okrycia mojego ciała i czułam jak z każdą sekundą, kiedy Harry mnie skanował, moje ciało nabierało temperatury.
-Jesteś taka piękna, Julie. –szepnął i wpił się w moje usta.
Cholera jasna, on całuje za dobrze. Jest zbyt pewny siebie i za bardzo na mnie działa.
Nie mogę odpowiedzieć. Po prostu nie mogę wydusić z siebie nawet jednego prostego słowa, którym mogłabym opisać to co on mi robi.
Słyszę jak rozsuwa swoje spodnie, a chwilę później lądują na podłodze wraz z bokserkami. 
To naprawdę na mnie za dużo.
Nie mogę się z nim kochać po tym jak powiedział mi dzisiaj tyle sprzecznych rzeczy, do cholery!
Pieprzony Styles!
Słyszę szelest rozrywanej folii i odrywam się od niego momentalnie.
-Nie –odpowiadam obronnie i chcę uwolnić się z jego objęć.
-Julie –przylega na krótko do moich ust i ściska moje ramię.
-Nie pozwolę byś znowu wygrał. Zawsze dostajesz to czego chcesz, idioto. –jęknęłam, gdy złapał w zęby moją wargę po ostatnim moim słowie.
-Jedyne czego chcę teraz to, żebyś pragnęła mnie tak bardzo jak ja ciebie. –szepnął w moje usta.
I TAK JEST, MÓJ BOŻE, TAK JEST.
Robię najgłupszą rzecz na tym świecie.
Nie ma głupszej.
Otulam dłońmi tą jego cholernie seksowną twarz i przyciągam ją do pocałunku.
Jestem największą idiotką na tym świecie. Wiem o tym doskonale, ale po prostu on jest… ugh, idealny.
Wchodzi między moje nogi i nasuwa na siebie prezerwatywę. Rosnące między moimi nogami napięcie sprawia mi katusze , bo cholera, Harry jest tak blisko, a nadal go nie poczułam. Jego pocałunki są takie zachłanne, takie zaborcze. Kurewsko tego potrzebowałam. Po całych tych zgrzytach między nami, ciągłymi kłótniami i wyzwiskami, potrzebowałam tej przyjemności. Cholera, tak dawno tego nie czułam.
Harry oderwał się ode mnie i przyłożył czoło do mojego. Nasze oddechy były tak nierówne, zmęczone. Przejechał dłonią po mojej talii i zaraz ułożył ją pod moim udem. Rozsunął szerzej moje nogi i ustawił się zaraz przed moim wejściem.
-Mam nadzieję, że chociaż raz w życiu uda mi się zamknąć na długo te twoje słodkie, pyskate usta, Shawty. –powiedział i wszedł we mnie odrobinę.
Kurwa.
KURWA.
Nabrałam powietrza w płuca i odchyliłam głowę do tyłu. To uczucie…
Niepowtarzalne.
Nigdy nie czułam kogoś TAK dobrze. Cholera.
Wypchnął biodra mocniej, a ja zaskomlałam. Złapał moje ramiona i zaczął ponownie znaczyć ścieżkę pocałunków na mojej szyi. Jego ruchy szybko nabrały pewnego tempa. Nie mogłam oddychać. Wiem, że dawno się nie kochałam, ale nie sądziłam, że ponownie będę w sytuacji gdzie po prostu wszystko wiruje i jestem jak w transie, skupiając się tylko na tym co dzieje się z moim ciałem.
A ewidentnie ono płonęło.
Żywym, pieprzonym ogniem.
Od każdego pchnięcia jego bioder chciało mi się krzyczeć z rozkoszy. Gryzł lekko moją skórę co wywoływało u mnie jęki. Wbiłam pięty w materac, a paznokcie w jego bicepsy. Mało obchodziło mnie to, że zrobię na nich ślady. Musiałam to zrobić.
Przestaje mnie całować i podnosi głowę, żeby na mnie spojrzeć. Porusza się we mnie brutalnie i mocno, tak że pojedyncze westchnięcia opuszczają moje usta, gdy tylko dociska swoje biodra do moich. Jego mięśnie po raz pierwszy zadrżały. Dopiero teraz się im przyjrzałam. Rozluźniłam ucisk na jego bicepsach i obserwowałam jak jego ramiona za każdym ruchem napinają się i rozluźniają zaraz po tym jak się wycofywał. Dotykam ich i wywołuje u nas obojga ciche westchnięcie.
Postanawia jeszcze bardziej przyśpieszyć swoje ruchy. Dyszy ciężko i zaraz łączy na krótko nasze usta. Wiercę się pod nim i jęczę głośno jego imię.
-Powiedz mi… -sapie i muska nieudolnie moje usta –Jakie to uczucie? –kończy zdanie i znowu drży.
-Nie mogę –odpowiadam niewyraźnie i drapię jego plecy, nie mogąc się powstrzymać. 
Nie potrafię tego opisać. Czuję wszystko. Każdy najmniejszy nerw krzyczy z przyjemności, którą obdarza mnie Harry. Nie potrafię wyrazić tego słowami. Jego ruchy, są zdecydowane, precyzyjne, całkowicie wie czego od niego chcę.
-Proszę… Spróbuj mi powiedzieć. Co czujesz? –dyszy cicho nie przestając się poruszać.
-Ciepło –mówię w końcu i odchylam głowę w tył –właściwie, gorąco. –skomlę, a jego usta gorączkowo poszukują moich.
Drażni je zębami i całuje na zmianę. Wbija się we mnie coraz szybciej i zaciska palce na mojej skórze.
-Ból –kontynuuję, ale ani mu się śni zatrzymywać się.
-Jaki ból? –pyta i opiera się o moje czoło, wpatrując się w moje oczy.
-Przyjemny –szepnęłam i zarzuciłam ręce na jego ramiona. –Harry, czuję cię wszędzie. Jesteś takim… pieprzonym kretynem. –oddycham głęboko powietrzem, które Harry wypuścił z ust. Uśmiecha się zadziornie i pociera nosem o mój.
-Widzę, że mechanizm obronny nadal masz włączony. –komentuje i przywiera do mnie ustami. Wkłada dłonie pod moje łopatki, dzięki czemu jesteśmy maksymalnie blisko siebie.
Dreszcz przebiega moje ciało i zarzucam sobie łydki na jego plecy. Mruczy cicho i choć to jest naprawdę dla mnie ciężkie otwieram oczy i patrzę jak wiele wysiłku wkłada, by było nam dobrze. Włosy opadły mu na czoło, a pulsująca żyłka pojawiła się na jego szyi. Dyszę ciężko i czuję jak fala przyjemności obmywa moje ciało.
-Oh, Harry –jęczę i zaciskam powieki dochodząc. Skomlę jeszcze bardziej, gdy nie przestaje się we mnie poruszać.
-Spójrz na mnie… skarbie –z ogromnym trudem dodaje po chwili, a ja nie mogę się powstrzymać przed nie spełnieniem tej prośby i patrzę na niego.
W jego oczach jest coś niewyjaśnionego, tajemniczego. Stara się powstrzymać jęk, który pragnie wydostać się z jego ust, ale rozwiera wargi i słyszę jak dochodzi. Gładzę jego policzek i unoszę lekko jego głowę, żeby złączyć nasze usta.
Pocałował mnie… delikatnie.
Z pasją, ale uroczo i lekko.
Wtulam się w jego bark i masuję delikatnie jego kark. Staram się powoli uspokoić przyśpieszony oddech i otworzyć te cholernie zmęczone powieki. Harry sapie głęboko w moje ramię i głaszcze moje włosy.
Cholera jasna. 
Pieprzyłam się ze Styles’em.
-Tak strasznie cię nienawidzę. –szepnęłam i poczułam jak się uśmiecha.

-Zamknij się –odpowiedział i znów złączył nasze usta razem.

*oczami Harry`ego*
Kurwa, nie mogę powstrzymać. Jej usta są tak cholernie idealne, ciepłe, miękkie i ewidentnie kłócą się z moimi o dominację. Mam ochotę po prostu jęczeć w jej pieprzone pyskate usta tylko dlatego, że pozwoliła mi je choćby dotknąć. 
Tak wiele chciałbym jej teraz powiedzieć. Chcę na nią nakrzyczeć i chcę ją przeprosić. Chcę nią potrząsnąć za to, że mnie tak denerwuje i przytulić za to, że jeszcze ze mną wytrzymuje. Chcę się od niej odsunąć i przyciągnąć do siebie jeszcze bliżej. 
Sunę dłońmi po jej ciele. Boże, dlaczego ona jest taka idealna. Słodka i zadziorna jednocześnie. Ponownie tłumię w sobie jęk kiedy lekko ocieram kroczem o jej. Tylko dwie pieprzone warstwy cienkiego materiału dzielą mnie od jej kobiecości. Napięcie między moimi nogami staje się uporczywe i brakuje mi miejsca.
Pierdolić, muszę ją rozebrać. I choć wiem, że prawdopodobnie mnie zaraz zabije i strzeli w ryj, muszę to zrobić. Delikatnie zsuwam ramiączka jej stanika i całuję nowo odkryte miejsca. Wkładam dłonie pod jej ramiona i bez przeszkód rozpinam biustonosz i pozbywam się go w końcu z jej ciała. Wzdycha i o Chryste skanuję jej nagie ciało. Wierci się niespokojnie. 
Cholera, wstydzi się.
Wstydzi się, że na nią patrzę.
Ale, kurwa czego ona ma się wstydzić?! 
Wygląda jak pieprzona Afrodyta.
Bogini, kurewsko szaleńczego, seksu.
-Jesteś taka piękna, Julie. –szepczę i muszę ją pocałować. 
Znowu czuję wszystko. Kurwa, no co ona ze mną robi?! Obejmuję delikatnie moją twarz i nie broni się od pocałunków. Moje jaja niemal błagają mnie, żebym je uwolnił. Nie mogę tego nie zrobić. Wyjmuję prezerwatywę z tylniej kieszeni i trzymam ją kurczowo w dłoni. Drugą ciągnę w dół za materiał dżinsów i bokserek i wyswobadzam się z nich z ulgą. Gdy wiem, że są już na ziemi rozrywam folię i słyszę jedno pierdolone słowo, którego nie ma w tej chwili w moim słowniku. 
-Nie –mówi, a ja klnę w duchu na wszystkie świętości tego świata. Błagam tylko nie w tym momencie, Julie. Mogłaś odtrącić mnie dużo wcześniej zanim nas, do cholery, porozbierałem do naga.
-Julie –ostrzegam się, jednocześnie prosząc, gdy zaczyna wyrywać się z moich objęć. 
- Nie pozwolę byś znowu wygrał. Zawsze dostajesz to czego chcesz, idioto. – jest niemożliwa. Kąsam jej wargę po tym jak nazwała mnie idiotą, na co jęczy cicho. 
- Jedyne czego chcę teraz to, żebyś pragnęła mnie tak bardzo jak ja ciebie. – szepczę cicho i błagam dobrego Boga, żeby się na mnie rzuciła. Wiem, że jestem samolubny i za cholerę, nie wiem dlaczego tak długo udało mi się ją przy sobie zatrzymać, ale chyba ktoś bardzo musi mnie lubić, bo to co robi Julie, przechodzi ludzkie pojęcie.
Szczerze? To myślałem, że prędzej da mi w pysk i powie coś co by mnie wkurwiło, a ona przyciąga mnie do pocałunku. 
Powinienem to zatrzymać już dawno temu, ale nie potrafię. Nie umiem pozbyć się jej z moich myśli, z chęci dotykania jej, całowania i przebywania z nią. 
A teraz, właśnie tym jednym pocałunkiem, pozwala mi zrobić coś jeszcze. Nic nie mówię, nawet nie próbuję, bo nie chcę się od niej odrywać. Po prostu nasuwam na siebie gumkę, ustawiając się między jej nogami. Całuję ją tak, żeby zapamiętała, że nikt inny nie będzie całował jej równie mocno jak ja, że nikt nie dorówna mojej zachłanności i pewnego rodzaju brutalności jaką wkładam w każdy jeden pocałunek. Opieram swoje czoło o jej i oddycham głęboko. Dyszy słodko ze zmęczenia, ale nic nie mówi. 
Dobrze. 
Tak właśnie miało być. 
Miałem sprawić by głośno milczała. 
-Mam nadzieję, że chociaż raz w życiu uda mi się zamknąć na długo te twoje słodkie, pyskate usta, Shawty. –mówię z radością i wchodzę w nią lekko.
JA PIERDOLE. 
To naprawdę się dzieje.
Moje ciało jest w niej. 
Powstrzymuje się, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Ale ja chce ją słyszeć. Chcę słyszeć każde pojedyncze westchnięcie jakie będzie wychodziło z jej gardła. 
Cofam lekko biodra i wypycham je mocno w jej stronę. 
Skomli.
Chryste Panie, skomli tak głośno, że sam wypuszczam z siebie westchnięcie. Zaczynam całować jej szyję, miejsce za uchem, znaczę ścieżkę pocałunków na jej ciele i jestem pewien, że gdy spojrzy w lustro, będzie wiedziała, gdzie i JAK ją całowałem. Liczne ślady ukąszeń czy malinek przypomną jej, jak bardzo ją pragnę. Wiem, że moje pchnięcia są jak nasz pierwszy seks zbyt brutalne, ale nie potrafię za cholerę przestać. Nawet gdy próbuję się powstrzymać i lekko zwolnić, ona wzdycha lub jęczy, a mnie szlag jasny trafia i chcę więcej jej dźwięków, więc poruszam się mocniej. 
Z jej ust wychodzi moje imię i słowo daję, moje mięśnie zaczynają przez to drżeć. Co ona ze mną do cholery robi? Wbija paznokcie w moje ramiona, drapie, przeczesuje moje włosy i wierci się na łóżku i mam ochotę wyć i jęczeć całując jej delikatną skórę. 
Chcę wiedzieć czy czuje to wszystko co ja. Całuję ją lekko i patrzę jak ciężko oddycha.
-Powiedz mi… -zaczynam i jest to o wiele trudniejsze niż się spodziewałem, chcę sobie jakoś ulżyć i znów ją pocałować, ale jedynie wypuszczam powietrze w jej wargi. – Jakie to uczucie? –kończę swoją myśl, będąc dumnych, że w ogóle cokolwiek więcej dodałem. 
-Nie mogę. –odpowiada natychmiast. Jezu, muszę to wiedzieć. 
-Proszę… Spróbuj mi powiedzieć. Co czujesz? –dyszę i za cholerę nie mogę powstrzymać się przed wypychaniem bioder w jej stronę.
-Ciepło –mówi odchylając głowę tył. Chcę, żeby na mnie patrzyła dlatego natychmiast wędruję ręką do jej szyi i przywracam jej głowę do poprzedniej pozycji –właściwie, gorąco. –dodaje skomląc i muszę pocałować jej usta, które tak podrażniłem, że stały się mocno malinowe.
Nie mogę się powstrzymać, po prostu nie mogę. 
-Ból –kontynuuje. Kurwa, oszaleję z nią, przysięgam.
-Jaki ból? –pytam i modlę się, żeby nie kazała mi przestać.
-Przyjemny –szepcze i mam ochotę przywrzeć do niej mocniej, ale nie będę ryzykował. Jest taka słodka, masakra. –Harry, czuję cię wszędzie. Jesteś takim… pieprzonym kretynem. –wiedziałem, że humorek jej nie opuścił. Cholera, uśmiecham się i łaskoczę jej nos swoim.
-Widzę, że mechanizm obronny nadal masz włączony. –komentuję i ponownie ją całuję.  
Chcę być bliżej. Chcę ją usłyszeć, dosadnie i głośno jak nigdy dotychczas. Chcę, żeby krzyczała moje imię, gdy będę wlewał w nią swoje spełnienie.
Nie wytrzymam długo, a przecież to panie mają pierwszeństwo. 
Przez jej ciało przechodzi dreszcz. 
Dobrze, to znaczy, że to już nie może wytrzymać. 
Ze wszystkich sił staram się nie wypuścić z siebie niczego, pomijając delikatne westchnięcia, ale z każdą sekundą jest coraz ciężej. 
Otwiera usta. Patrzę na nie, a ona wydaje się tego nie zauważać, jakby była zupełnie indziej. 
Cholera jasna, chcę usłyszeć cokolwiek. Nawet lekki pomruk, ale musi coś zrobić. Nie mam pojęcia dlatego tak rozpaczliwie tego pragnę, ale to niesamowicie podnieca. 
-Oh Harry. –jęczy tak głośno i tak cudownie, że mam ochotę się rozpłakać. Zaciskające się wokół mnie jej ścianki i rozchodzące ciepło jej orgazmu, sprawiają, że poruszam się jeszcze mocniej. 
Ma zaciśnięte oczy i skomli moje imię nieustannie, ale pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
-Spójrz na mnie… skarbie. –mówię do niej, a ona wykonuje moją prośbę od razu. 
Dochodzę, gdy tylko jej oczy odnajdują moje. Nie spodziewałem się, że zachowam się tak cholernie bezbronnie i wyjęczę pół litanii, bo sądząc po długości moich dźwięków, właśnie mniej więcej tyle to trwało. 
Julie zaczyna lekko mnie głaskać i otulać ramionami, gdy głośno dyszę. Podnosi moją głowę za podbródek i łączy razem nasze usta. 
Chcę jej podziękować za jej oddanie. Całuję ją najdelikatniej jak potrafię i chcę przemówić pierwszy, ale jest szybsza.
-Tak strasznie Cię nienawidzę – szepcze, a ja się uśmiecham.

-Zamknij się. – uciszam ją, muskając ponownie jej wargi.

*oczami Julie*
Głaszcze moje włosy i muska moje usta. Jest taki delikatny, spokojny. Jakby w ogóle mnie przed chwilą nie przeleciał. 
-Harry, nie wybaczę ci tego. -mówię i sunę dłońmi po jego plecach. Jestem idiotką, ale cholera nigdy nie było mi tak dobrze.
-Cicho Julie, nie atakuj mnie tak szybko.
-Nie atakuję cię, po prostu... ugh- jęknęłam i schowałam twarz w dłonie.
-Zobacz jak do siebie idealnie pasujemy. -powiedział i poruszył się we mnie lekko. Westchnęłam i momentalnie zamknęłam oczy. -Czujesz mnie Julie? Czujesz jak jest nam dobrze? Cholera jesteś taka wygodna. -zaskomlał i pocałował mnie za uchem. 
Jeśli zaraz nie przestanie, dojadę jeszcze raz. 
Jezu, nie mogę.
Jego delikatne ruchy doprowadzały mnie do obłędu. 
Jak to możliwe, że podobają mi się jego powolne jak i te stanowcze pchnięcia ?
Muszę to przestać chociaż bardzo nie chcę. 
Jęknęłam mimowolnie i otuliłam jego policzki, żeby spojrzał mi w oczy.
-Przestań Harry. -powiedziałam z ogromną niechęcią i stęknęłam cicho. 
-Daj mi się tobą nacieszyć, zanim znowu staniesz się wkurwialajcą wiariatką, którą jakimś cudem pokochałem. -jęknął i przytulił się do mojej piersi słuchając jak bije mi serce.
A waliło jak popieprzone. 
Ja pierdole.
On musi przestać, bo ja nie wytrzymam dłużej dzisiejszego dnia.
Wbyt wiele się zdarzyło, żeby wyznawał mi jeszcze takie rzeczy, do cholery. 
PIEPRZONY KRETYN.

A jednocześnie uroczy mężczyzna. Mój mężczyzna.
O słodki Jezu...


______________________________________________


hihihihihihii ^^
zaskoczone? XD

koniecznie dzielcie się wrażeniami ! :D


Rozdział pisany z moją kochaną pisareczką 
gdyz iż ponieważ ona lepiej  ogarnia pisanie takich
rzeczy XD
Blog tego aniołka : http://dont-you-say.blogspot.com/
  
SPOTKAŁAM SIĘ Z TYM ANIOŁKIEM W ZESZŁĄ SOBOTĘ PO PONAD PÓŁ ROKU 
PISANIA, ROZMÓW NA SKYPE, ROZMÓW PRZEZ TELEFON, SMS-ÓW
I BYŁAM W TĄ SOBOTĘ NAJSZCZĘŚLIWSZA NA ŚWIECIE BO W KOŃCU JĄ PRZYTULIŁAM
SIEDZIAŁA NAPRZECIWKO MNIE 
Jezu to uczucie gdy ją zobaczyłam, jest nie do opisania, ale to jedno z najlepszych przeżyć ok ♥
więc dziękuję Ci kochanie za to, że jesteś, że mogłam Cię zobaczyć, przytulić, porozmawiać, za pomoc z rozdziałem, za pomoc we wszystkim, wsparcie i wszystko wszystko ♥
KOCHAM CIĘ SKARBIE♥


 A WAM MISIE DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERDUSZKA ZA WASZ REKORD 18 KOMENTARZY
JESTEŚCIE CUDOWNE ♥