środa, 17 czerwca 2015

40. I lied

  
GDZIEŚ TAM BĘDZIE CZERWONA CZCIONKA :D



  Kilkanaście minut póżniej, żegnaliśmy się na korytarzu. Gdy w końcu opuściliśmy mój rodzinny dom, nie rezygnowałam ze sztucznego uśmiechu. W końcu mu wygarnę. 
Bez słowa czeałam aż otworzy drzwi od samochodu. Wsiedliśmy również w milczeniu. 
Ruszyliśmy, a nadal żadne słowo nie padło. Ja wpatrywałam się w krajobraz za szybą, a Harry prowadził. Widziałam, że co chwila na mnie spogladał, chcąc coś powiedzieć, ale chyba jeszcze się nie zdecydował, co chce mi przekazać. 
Dopiero po kilunastu minutach jazdy, w końcu się odezwał.
-Julie, widzę, że jesteś na mnie wściekła. - stwierdził. 
-Ja? No coś ty, niby dlaczego? - Mój głoc ociekał sarkazmem. 
TO TAKIE DZIWNE, ŻE JESTEM AN NIEGO ZŁA, HM. 
Wywrócił oczami. Zaraz mnie tu rozniesie, przysięgam! 
-Przecież nie stało się nic, za co mogłabym być zła. - wzruszyłam ramionami, uśmiechając się wymuszenie. 
-Julie, przestań. - powiedział zniecierpliwiony. 
-Czego ty się spodziewałeś, Harry?! - wybuchłam w końcu. - Że ci podziękuje za to, że wybrałeś podlizywanie się mojemu ojcu, zamiast uprzedzenie mnie o tym, co mnie czeka?! 
-Shawty, ja... 
-Nie mów do mnie Shawty! - zawołałam.  
-Boże, nie histeryzuj, nie przemyślałem tego, okej? 
-Histeryzuję? - jak słowo daję, zaraz poleje się krew. - Może zaczekamy, aż to ja zrobię takie świństwo tobie i zobaczymy jak ty będziesz ''histeryzował'', co? 
-Julie, uspokój się! To był głupi pomysł, wiem! Ale nie rób scen, zachowujesz się jakbym kogoś zabił! A ja nic nie zrobiłem! To nawet nie był mój pomysł! - bronił się. 
-Zrobiłeś, Harry! Okłamałeś mnie. 
-Nie okłamałem. - zaprzeczył. 
-A co twoim zdaniem, zrobiłeś? 
-Po prostu nie powiedziałem całej prawdy. - odparł prosto. 
-Wsadź sobie to niemówienie całej prawdy w dupę. - warknęłam, skrzyżowałam ramiona na piersi i spojrzałam w okno, zaciskając zęby ze złości. 


    Harry  moje słowa skomentował jedynie teatralnym westchnięciem. A ja w dalszym ciągu zagryzałam policzki ze złości. Wszystko się we mnie wręcz gotowało. Chciałabym, żeby dalej mówił, żebym mogła się z nim pokłócić, wykrzyczeć, wyładować się. Ewentualnie przywalić mu w tą przystojną buźkę.
Nie chodzi mi już o to, co zrobił. Chociaż fakt, nienawidzę kłamstwa i to, że mnie oszukał, lub też jak on to ujmuje ‘’nie powiedział mi całej prawdy’’,  mnie najzwyczajniej w świecie boli. Ale niesamowicie zdenerwował mnie swoim zachowaniem przy stole, gdy niebezpośrednio bronił sam siebie i teraz, gdy wszystko bagatelizuje i sądzi, że ja wyolbrzymiam.
Przysięgam, nikt nie jest w stanie zranić mnie czy wkurzyć jak Harry Pieprzony Styles. Nikt też nie jest w stanie zapewnić mi tego uczucia w środku, które towarzyszy mi za każdym razem gdy jest obok, ale to szczegół.
Cholera, stop. Zaczynam się oddalać myślami od mojej złości, a nie mam zamiaru od tak mu tego odpuścić. Jeśli uważa, że może od tak zlekceważyć moje pieprzone uczucia, to się myli.
Swoją drogą, czy to dla niego aż takie straszne, przyznać mi rację, powiedzieć głupie ,,przepraszam” i mnie pocałować ? Przecież gdyby tak było, z miejsca zapomniałabym o całej sprawie. Gdy w grę wchodzą usta Styles`a, mój gniew średnio sobie radzi.
- Masz zamiar się teraz do mnie nie odzywać? – odezwał się nagle Harry.
- Gdy się odzywałam, usłyszałam, że histeryzuję więc nie odzywam się wcale. – odparłam nonszalanckim tonem. Boże, zachowuję się jak stereotypowa baba.
Ale ani trochę mnie to teraz nie obchodzi.
- Nie rozmawiaj ze mną tak.  – niemalże warknął.
- Ja z tobą nie rozmawiam, Styles. – prychnęłam.
- Więc zacznij!
- Jakoś ty wcześniej nie byłeś skory do rozmowy, na przykład na temat prawdziwego powodu wyjazdu do taty. – ironizowałam, dalej uparcie patrząc przed siebie. 
- Boże, to było głupie, przepraszam, okej?! Nie przemyślałem tego! – podniósł głos.
- Nic nowego, ty nigdy nie myślisz! – Ja też to zrobiłam.
- Przykro mi, taki właśnie jestem, robię w chuj błędów!
- Więc może warto by było czasem chociaż normalnie się do tego przyznać? – zasugerowałam z ironią.
-A co ja dopiero zrobiłem? –prychnął.
- Hm, pomyślmy, nie powiedziałeś mi całej prawdy, zrobiłeś ze mnie idiotkę, zasugerowałeś, ze zachowuję się jak dzieciak i stwierdziłeś, że histeryzuję, a co? – spojrzałam na niego z pełnym nienawiści uśmiechem.
- PRZEPROSIŁEM! I dalej przepraszam! A poza tym,  bądźmy szczerzy, zachowałaś się jak dzieciak! – spojrzał na mnie karcącym wzrokiem.
NO NIE.
- JA?! – krzyknęłam, będąc u kresu wytrzymałości.
- Tak, ty! 
- Chyba miałam prawo poczuć się zraniona, kiedy mój ojciec i facet knują sobie rodzinne spotkanko i przedstawiają mi obcą kobietę mającą zastępować mi moją zmarłą mamę i oczekują ode mnie ciepłego przywitania! – zawołałam.
- Ale to nie znaczy, ze musiałaś odwalać taką scenę w obecności Samanthy! Zachowałaś się jak dzieciak, Julie! – wyrzucił mi.
Kiedy on w końcu zacznie mnie SŁUCHAĆ?
- Do cholery jasnej, czy ty naprawdę nie rozumiesz co ja poczułam?! – byłam bliska płaczu.
- Rozumiem, że się wkurwiłaś, ale…
- NIE!- wrzasnęłam. – Byłam rozczarowana tobą i tatą, nie byłoby tej sytuacji, gdybyście mnie uprzedzili! Samantha jest pierwszą kobietą w życiu mojego ojca po śmierci mamy, nie możesz oczekiwać, że nie obejdzie mnie fakt jej istnienia! A poza tym, zachowałam się, byłam miła!
- Dorośnij, Julie! – rzucił, a we mnie po raz kolejny się zagotowało. Co za dupek!
- Jestem cholernie dorosła!
- Nie zachowujesz się tak. – zaprzeczył.
- Cóż, w takim razie pieprzysz nieletnią, przykro mi. – warknęłam.
- Właśnie widzę. – syknął.
- Boże, jak ja Cię nienawidzę! – wręcz jęknęłam. Przysięgam, zaraz mnie tutaj rozniesie.
- A ja Cię ko… - zaczął, ale wpadłam mu z wściekłością w słowo.
- Nie kłam! – krzyknęłam.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Skąd pomysł, że kłamię?
- Oh, przepraszam, ty ‘’nie mówisz całej prawdy”. – warknęłam.
- Możesz zostawić to w spokoju? – westchnął znudzony.
- Możesz przestać lekceważyć to co czuję i chociaż raz pozwolić mi dojść do słowa i mnie zrozumieć? –zapytałam z żalem.
- Nigdy nie lekceważyłem twoich uczuć, Julie.
- To jest dokładnie to, co robisz! – zawołałam. – Nie przyszło ci do głowy, że boli mnie to, ze nie byłeś ze mną szczery w tak błahej sprawie? Jak ja mam ci ufać w jakiejkolwiek innej, poważniejszej?
- Julie, przepraszam, naprawdę kurwa tego żałuję! Ale to nie znaczy, ze nie możesz mi ufać! –spojrzał na mnie błagalnie.
- Niestety dla mnie to dokładnie to oznacza. – odparłam.
Harry położył dłoń na moim kolanie.
- To nieprawda Julie, chcę, żebyś mi ufała. – powiedział już spokojnie.
Strąciłam jego dłoń.
- Prowadzisz. – mruknęłam tylko.
- Julie… -zaczął, ale przerwałam mu.
- Mógłbyś czasami zwrócić większą uwagę na to, co próbuję ci powiedzieć, a nie od razu wmawiać mi, że histeryzuję. Bo tylko dajesz mi tym do zrozumienia, że masz w dupie moje zdanie i uczucia, no do cholery!  – skrzywiłam się.
-Julie, zrozum, że nie lekceważę twoich uczuć, ale kurwa, jestem beznadziejnych w tych ‘’związkowych sprawach”, tym całym związkowym gównie! Zalezy mi na tobie jak cholera, ale nie umiem zawsze robić tego, co wypada, co powinienem!
-To nie jest związkowe gówno tylko podstawowa rzecz w relacjach międzyludzkich, Harry! A poza tym, od kiedy my jesteśmy w związku?!
- O Boże, jak mam inaczej to nazwać?! Nie wiem czy umiem być w związku, ale myślę, że to co mamy, chyba można tak nazwać, nie sądzisz? – zapytał z ironią.
- Jeżeli masz się dalej tak zachowywać, to ja dziękuję za taki związek. – prychnęłam.
Spojrzał na mnie… dziwnie. Zły, zraniony…? Oh, błagam.
-I kto tu ma w dupie czyjeś uczucia? – syknął i wlepił wzrok w drogę przed sobą.
-Nie rób z siebie ofiary! Dobrze wiesz, że to czym jesteśmy jest chore.
-Może ja lubię to, jak chore to jest. – mruknął.
-To jesteś jedyny. – prychnęłam i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Kłamiesz. –odparł.
-Może po prostu nie mówię całej prawdy? – zapytałam sarkastycznie, posyłając mu wredny uśmiech.
- Kurwa, Julie!  - wybuchł.
-To w końcu  kurwa, czy Julie? – zapytałam nonszalancko.
W tym momencie zahamował z piskiem opon, stając na poboczu, wprawiając mnie w mały szok. Okej, tego się właściwie nie spodziewałam.
Spojrzałam szybko przez szybę. Okolice Northland, konkretnie las na obrzeżach.  Ściemnia się już.
Więc po cholerę zatrzymuje się na tym odludziu?!
Spojrzałam od razu na niego. W  tym samym momencie, gdy obróciłam głowę w jego stronę, odezwał się:
- Siadaj z tyłu. – powiedział tylko. Co, do cholery?
- Co ty… - zaczęłam ale mi przerwał.
- Idź na tylne siedzenie, Julie. – syknął.
- Harry, do cholery jasnej… -  tym razem także się było mi dane dokończyć.
- Teraz. – warknął. O nie.
O cokolwiek mu chodzi, nie będę robiła tego czego on chce. Absolutnie.
- Jesteś nienormalny. – warknęłam i wysiadłam z auta, trzaskając drzwiami. Wręcz widziałam oczami wyobraźni jak fizycznie zabolało go to trzaśnięcie. I to tylko przez jebany samochód…
Jednak Styles postanowił mnie kolejny raz tego dnia zaskoczyć i niemalże zaraz po mnie, wyskoczył z samochodu.
- Stój! – zawołał.  Ani mi się, cholera, śni.
Moje obcasy nieco utrudniały mi szybkie oddalenie się od niego, zwłaszcza biorąc pod uwagę teren i to, że targały mną niesamowite emocje.
- Blackburn, jesteś tak kurewsko nieznośna… - syknął, przerażająco szybko znajdując się tuż obok mnie.  Złapał mnie za ramiona i odwrócił do siebie przodem.
- Nie będę się z tobą szarpać, Harry! – ostrzegłam go i spróbowałam wydobyć się z jego uścisku.
Oczywiście nic nie osiągnęłam, a twarz Harry`ego dzieliło od mojej zaledwie kilka centymetrów, co cholernie mnie dekoncentrowało.
- Więc przestań ze mną walczyć i ode mnie uciekać. – powiedział cicho. Przez jego pieprzoną bliskość, niemalże musnął ustami moje, podczas wymawiania tych słów. Nie, nie, nie, nie.
- Nie dajesz mi innego wyboru. – prawie wyszeptałam. Nie zmienialiśmy swojej pozycji. Gdyby tylko złość całkowicie ze mnie wyparowała, mogłabym się napawać jego bliskością i naszym położeniem, jego dotykiem.
Ale to ostatnie czego teraz chcę.
- Mylisz się, kochanie. –mruknął, uśmiechając się.
- Nie wyjeżdżaj mi z ,,kochaniem” – skrzywiłam się ze złością – to że aktualnie na ciebie nie krzyczę nie znaczy, że o wszystkim zapomniałam.
- Aż za dobrze wiesz, że mogę sprawić, żebyś zapomniała. – wraz z momentem, gdy ostatnie słowo opuściło jego usta, przysunął moje ciało bliżej do niego, przez co między nami prawie w ogóle nie było pustej przestrzeni.
Cholera, wiem. 
- Ty i twoje metody rozwiązywania problemów. – prychnęłam, mimo że miałam niesamowitą ochotę po prostu go pocałować.
JESTEŚ ZŁA, JULIE.
Owszem, jestem zła i to jak. Nienawidzę go. Ale tak samo mocno jak go nienawidzę, tak go, kurwa, kocham.
- Kochasz te metody. – uśmiechnął się, muskając moje usta, wręcz sprawiając mi ból tak krótkim kontaktem naszych ust. Chcę więcej, Boże, o wiele więcej.
- Co nie zmienia faktu, że jesteś skończonym dupkiem. – syknęłam.
- Powiedz mi coś czego nie wiem, skarbie. – zaśmiał się.
Wyplątałam się z jego uścisku. Nie mogę się tak łatwo poddawać i mu ulegać. Nie na takich zasadach,  że  może mnie lekceważyć  i myśleć, że wszystko ujdzie mu na sucho.  Nie.
- Julie, nie skończyliśmy rozmawiać!
- To nie była rozmowa. – ucięłam i ruszyłam przed siebie. Oczywiście, nie pozwolił mi na to, zatrzymując mnie kolejny raz. Ale tym razem nie dałam się złapać, utrzymałam między nami dystans.   – Ty nie rozmawiasz, Harry. Ty wygłaszasz swoje racje, do których ja muszę się dostosować, jeśli nie – załatwiasz to w inny sposób.
- Zadowalając cię. – odparł z szerokim uśmiechem.
- Przestań, Harry nie traktuj mnie tak! Kurwa mać, tylko do tego jestem ci potrzebna?! – straciłam cierpliwość. Okej, cały czas mówi te wszystkie swoje brudne słowa, a ja je cholera, uwielbiam, ale nie w tym momencie. To tak, jakbyśmy nie byli niczym innym. A chyba tak nie jest…? Bynajmniej z mojej strony.
Spoważniał od razu.
- Nie, Boże, Julie, nie. Nie. Nie to miałem na myśli. Cholera, widzisz, to jest właśnie to o czym mówiłem. Jestem beznadziejny w gadaniu, okej? Pierdolę mnóstwo głupot, czasami nieumyślnie powiem coś co cię zrani, ale nie chcę tego, nigdy nie chciałem. Przepraszam, ale taki jestem.  – pociągnął lekko za włosy w akcie frustracji. Boże, jakim cudem tu wylądowaliśmy dalej wałkując ten nieokreślony, chory temat?
- Cokolwiek, Harry, naprawdę. – westchnęłam.
- Dlaczego nie możesz tego zaakceptować? – zawołał.
- Wymagasz ode mnie akceptacji twojego chorego zachowania? – prychnęłam. – Podczas gdy ty nie umiesz uszanować moich pieprzonych uczuć?
- Cholera, Julie ile razy mam powtarzać to samo?! Staram się, okej? Próbuję być lepszy! – podszedł bliżej, ale ja cofnęłam się o kilka kroków. On widząc to zrezygnował z kolejnych prób zbliżenia się do mnie.
- Chujowo ci to idzie. – skrzywiłam się.
-  Zabij mnie za to! – krzyknął. – Ale Cię kocham i dla Ciebie się staram,  chcę być dla ciebie takim chłopakiem, na jakiego zasługujesz, co nie jest łatwe! Staram się być godnym twojego zaufania, ta cała sytuacja z twoim ojcem też była w dobrej wierze, chciałem dobrze ! Próbuję robić co mogę, żeby ten nasz popieprzony związek jakoś wyglądał!
- Mam dość tego ‘’związku” ! Nie cierpię tego, w czym tkwimy! – ja też zaczęłam krzyczeć.
Boże, co my w ogóle robimy? Wydzieramy się na siebie na środku jakiegoś pieprzonego lasu.
Chore, CHORE. 
-Wcale nie. – zaprzeczył żywo Harry i w ciągu sekundy znowu znalazł się obok mnie, brutalnie naruszając moją przestrzeń osobistą.
Zanim zdążyłam zareagować, krzyknąć, odsunąć się, uderzyć go, cokolwiek, on przerzucił mnie przez ramię i zaczął nieść w kierunku samochodu, od którego swoja drogą, zdążyliśmy się oddalić o dobre kilkanaście metrów.
- Puść mnie ! – zawołałam, wiercąc się.
Sekundę później znalazłam się na tylnym siedzeniu auta Harry`ego, a on sam trzasnął drzwiami i układając się na mnie, wpił się w moje usta.
Kurwa jebana mać.
- Uwielbiasz to w czym tkwimy tak samo mocno jak ja. – powiedział nisko, patrząc mi w oczy. Ponownie jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej i samo to doprowadzało mnie do szaleństwa.
- Kocham Cię, Julie. – powiedział, a mnie przeszły ciarki. Zanim zdążyłam zareagować, zaczął całować moją szyję, lekko ją kąsając.  Zagryzłam wargę.
O dobry Boże.
- Cholernie mi na tobie zależy. I naprawdę staram się jakoś nad sobą pracować. – powiedział znowu, podnosząc głowę ponownie na wysokość mojej, tylko po to by spojrzeć mi w oczy i ponownie obcałowywać moją szyję, błądząc dłońmi po moim ciele.
Chcę więcej.
- Przepraszam cię za wszystko, co spieprzyłem i co jeszcze spieprzę.  -  powiedział gdy znowu przerwał na chwilę to co robił i zaraz wpił się w moje usta.  Z niemożliwym entuzjazmem odwzajemniłam pocałunek.  Z trudem stłumiłam jęk zawodu gdy znowu się ode mnie oderwał by coś powiedzieć.
- Chcę, żebyś mi ufała. I zrobię wszystko, żeby tak było.  – tym razem zsunął ramiączko mojej sukienki i całując moje obojczyki, wsunął dłoń pod materiał.
Narastała we mnie ekscytacja. Wszystkie emocje się we mnie kłębiły zamieniając się tylko w to jedno, które jak nikt inne potrafi dać mi Harry.
Ku mojej radości, jego dłoń nadal została pod moją sukienką, gdy znowu spojrzał mi w oczy by coś powiedzieć.
- Nasza relacja jest pojebana, nawet bardzo. Ale niesamowicie ją uwielbiam.  I cholernie mi się ona podoba, mimo wszystko. -  mruknął, całując mnie. Nagle poczułam jego dłoń, która otarła się o złączenie moich nóg, co wywołało mój cichy jęk zaskoczenia.  O mój Boże.
Poczułam jak Harry uśmiecha się przez pocałunek, a jego dłoń powędrowała wyżej, do moich piersi. Nie wiem w którym momencie i w jaki sposób pozbawił mnie stanika, ale chyba nie jest to istotne.
Co ważniejsze, za cholerę nie mogłam skupić myśli i przypomnieć sobie uczucia wściekłości i nienawiści, które jeszcze przed kilkunastoma minutami mnie wręcz rozsadzało.
Całe moje ciało błagało wręcz o jego uwagę i w niesamowity sposób reagowało na jego dotyk. Moje dłonie błądziły po jego plecach, ramionach, włosach, karku, policzkach, przymrużałam oczy z nieopisanej przyjemności, która mnie ogarniała, mimo że jedyne co na razie robił to po prostu mnie całował i dotykał. To było niewytłumaczalne i cholernie cudowne.
Przy jego pomocy pozbawiłam go koszulki i zaczęłam błądzić rękoma po jego torsie.
Gdy jego dłoń niby przypadkiem napotykała moje wrażliwsze miejsca, wręcz zaciskałam pięści. Jakim cudem on tak na mnie działa?! 
W pewnym momencie jego dłoń zatrzymała się w tym upragnionym miejscu.  A mnie ogarnęło istne podekscytowanie. Powoli, wręcz boleśnie powoli poruszał dłonią, wpadając w rytm.  Coraz głośniejsze westchnięcia opuszczały moje usta, gdy jego usta błądziły moim ciele, a jego dłoń skupiała całą uwagę tam, gdzie tego potrzebowałam.
Nagle Harry się zatrzymał, przestał ruszać dłonią, ale jej nie zabrał.   Niemalże zaskomlałam.
- Nadal uważasz, ze nie cierpisz tego co jest między nami? – wyszeptał mi w usta.
- Harry… - jęknęłam. To było wręcz bolesne. Był tak cholernie blisko, jego dłoń nadal nie zmieniała położenia,  a moje zmysły szalały.
- Odpowiedz mi, Julie. – mruknął, nieznacznie poruszając palcami, aż wstrzymałam oddech.  – Dalej nie cierpisz naszej relacji? Czy może kłamałaś?
Pokiwałam desperacko głową.
-Julce. – powiedział tonem nie złoszczącym sprzeciwu. DOBRY BOŻE…
- Kłamałam. – wyszeptałam.  

- Tak myślałem skarbie. – zaśmiał się i szybkim ruchem pozbawił mnie sukienki. – Boże kochany, uwielbiam widzieć cię w takim stanie… - mruknął bardziej do siebie niż do mnie i wpił się w moje usta, równocześnie wznawiając ruchy ręką, co wywołało kolejne westchnięcia.
- Głośniej. – mruknął tylko, a jego dotyk stał się bardziej intensywny.  Jęknęłam w jego usta, gdy przyległ do mnie nagle całym ciałem i poczułam go idealnie.
- Mógłbym się z tobą codziennie kłócić, jeśli mamy się tak godzić. – mruknął Harry, schodząc pocałunkami ponownie na moją szyję.
-Nawet nie próbuj tego robić. – zaoponowałam szybko. Zaśmiał się tylko i powrócił do całowania mojej skóry, krok po kroku, coraz niżej, czym doprowadzał mnie do narastającego szaleństwa. Czułam każdy powolny i długi pocałunek  zostawiany przez Harry`ego, układający się w ścieżkę wzdłuż mojego ciała od szyi.  Gdy zaczął całować moje podbrzusze, odprężyłam się i skupiłam się na każdym wrażeniu, które odbierało moje ciało.
Zsunął zębami moje majtki i zanim zdążyłam wziąć oddech,  głowa Harry`ego znalazła się między moimi nogami, a on zaczął całować moją kobiecość, dzięki czemu mój umysł stał się totalnie zamglony, a jedyne na czym się koncentrowałam to niesamowita przyjemność, jaką dawał mi ten dupek.
Przestałam przywiązywać wagę do moich jęków czy westchnień,  w momencie gdy dołączył swoją dłoń, co odebrało mi dech w piersiach.
Jego imię co kilka chwil uciekało z moich ust.  Ciepło w moim podbrzuszu przejmowało moją świadomość.
- Harry… - zdołałam wyszeptać.
- Cierpliwości, księżniczko. – zaśmiał się, podnosząc się do moją wysokość. Od razu skorzystałam z okazji i pośpiesznie rozpięłam jego spodnie.
Po raz kolejny się roześmiał, ale ku mojej uciesze, pozbył się spodni. Ścisnęłam lekko jego męskość, na co otrzymałam cichy pomruk zadowolenia. O dobry Boże, uwielbiam ten dźwięk.
Zsunęłam bokserki z jego bioder, czując narastającą ekscytację.
-Zaraz dostaniesz to, czego chcesz, Shawty. – mruknął mi do ucha i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, wszedł we mnie, wywołując długie westchnienie.
Zatrzymał się już za pierwszym ruchem.
-Spójrz na mnie. – zażądał.  Z trudem skupiłam wzrok na jego oczach.
-Harry… - wyszeptałam.
-Chcę, żebyś na mnie patrzyła. – powiedział powoli i ponowił swój ruch, na co zmrużyłam oczy.  – Chcę, żebyś na mnie patrzyła, Julie. – powtórzył dobitnie.
Patrząc mu w oczy, co było cholernie gorące, przygryzłam wargę, pragnąc jego całego.
Harry nie spuszczając ze mnie wzroku, wykonywał kolejne pchnięcia, znajdując nasz idealny rytm. Zapomniałam o jakimkolwiek  wstydzie. Kolejne jęki i westchnienia opuszczały moje usta, niektóre tłumione przez jego usta. Jego pomruki sprawiały mi przyjemność samą w sobie, dobry Boże…
Z każdym kolejnym pchnięciem coraz trudniej było mi utrzymać kontakt wzrokowy jak i względną świadomość.
-Harry… - zdołałam zaskomleć  będąc u kresu.
-Tak, skarbie, właśnie tak. – mruknął, gdy moje ciało ogarnęła fala nieograniczonej przyjemności, którą oddawał każdy nerw  w moim ciele. Wydałam z siebie przeciągły jęk, zaciskając dłoń na ramieniu Harry`ego.  Niski, gardłowy pomruk  Harry`ego powitał mnie, gdy powoli moja świadomość w pełni do mnie wracała. Harry nadal bardzo powoli się poruszał, oddychając ciężko i patrząc mi w oczy. Dopiero po chwili zdałam sobie  sprawę jak głośny jest mój oddech.  W milczeniu patrzyliśmy sobie w oczy, oddychając głośno, gdy Harry nadal powoli się we mnie poruszał. 

Powoli odprężałam się w jego ramionach. Ten moment zdecydowanie zapadnie mi w pamięć.
Nagle Harry się zatrzymał i złożył na moich ustach delikatny, perfekcyjny w każdym calu pocałunek.
- Moja mała, niegrzeczna Julie. – mruknął i ponownie cmoknął moje usta.
Uśmiechnęłam się na te słowa. Jest niemożliwy.
Objęłam go i przytuliłam do siebie chcąc rozkoszować się jego bliskością.  Harry pocałował mój obojczyk i ułożył się na mojej klatce piersiowej. 
- Naprawdę przepraszam, Julie. – wyszeptał.  Westchnęłam tylko i przymknęłam oczy.  Gdzie się podział mój żal i złość?
Już niczego nie miałam mu za złe. I zdałam sobie sprawę, że cokolwiek, kiedykolwiek by nie zrobił, ja i tak w końcu mu wybaczę.
Za bardzo mi na nim zależy.

***

- Harry, nie ma ich, no! – jęknęłam zdesperowana.
- Naprawdę mi przykro, Shawty. – Harry był wyraźnie rozbawiony moim zachowaniem.
- Styles, czy ty je naprawdę wyrzuciłeś? – spojrzałam na niego karcąco, patrząc w lusterko, chcąc widzieć jego reakcję.  Cóż, ja siedziałam na tyle szukając… moich majtek.
Na jego ustach pojawił się ten głupi uśmieszek.
- Skąd mam wiedzieć, Julie? Działałem pod wpływem chwili, nie wymagaj ode mnie, żebym zwracał na coś takiego uwagę.  – powiedział obronnym tonem.
Perfidnie się ze mnie nabija.
- Nienawidzę Cię.  – syknęłam i zajrzałam po raz setny pod siedzenie.
- Czy to  takie istotne? – zapytał marudnie.
- Biorąc pod uwagę, że mam tak wejść do restauracji i wziąć coś na wynos,  istotne. – skrzywiłam się.
- Właściwie, można powiedzieć, że ja już jadłem… - mruknął Harry.
Moje policzki zapłonęły na jego dwuznaczne słowa.
- Boże, Harry! – zawołałam. Roześmiał się tylko na moją reakcję.
- Uhhhh… - jęknęłam i zrezygnowana przeskoczyłam na fotel pasażera obok Harry`ego.
Był wyraźnie zadowolony.

Skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej i zrobiłam obrażoną minę.
- Kotku, nooo … - zaśmiał się Harry, kładąc dłoń na moim udzie, trochę za wysoko.
- Harry! – strzepnęłam jego dłoń oburzona.
- Jeszcze niedawno nie miałaś nic przeciwko… - powiedział, przygryzając dolną wargę.
 UHHHH.
- Przecież wiem, ze lubisz jak jestem ‘’dotykalski’’. – zaśmiał się.
Nigdy mi tego nie zapomni, no. 
- Zrobiłeś to specjalnie.  – zignorowałam jego wcześniejsze słowa.
- Ale co? –spojrzał na mnie zaciekawiony.
- To, ze tak szybko stamtąd odjechaliśmy, żebym nie znalazła mojej pieprzonej bielizny. – warknęłam.
- Ależ skąd, skarbie. – zaśmiał się.
- Przestań się ze mnie nabijać! – szturchnęłam go lekko.
- Nie śmiałbym. – parsknął i zaparkował pod restauracją.
- Ja stąd nie wyjdę. – powiedziałam stanowczo.
- Znaj mą litość, ja pójdę. – wyszczerzył się i nachylił się, żeby cmoknąć mój policzek.
Westchnęłam tylko. Rany boskie, do czego to doszło, siedzę w samochodzie pod restauracją w krótkiej sukience bez majtek.
Harry  wysiadł, zamknął drzwi i nachylił się jeszcze nad otwartą szybą.
- Powiem ci, ze już od dawna chciałem wziąć cię w moim samochodzie. – puścił mi oczko i posłał mi ten swój cwany uśmieszek.
BOŻE KOCHANY.  Ukryłam twarz w dłoniach. Policzki mnie paliły. Czemu on musi być AZ TAK bezpośredni?
Harry wyraźnie zadowolony z siebie wszedł do restauracji a ja zaczęłam się zastanawiać jak wiele jeszcze razy będę przy nim tracić kontrolę sama nad sobą i zapominać o bożym świecie.


***

- Przysięgam, jeszcze raz mnie klepniesz, a nigdy więcej się do ciebie nie odezwę! – zawołałam wchodząc pośpiesznie do domu.
Harry bezczelnie przez całą drogę stwarzał aluzje, przez które moje policzki robiły nienaturalnie czerwone. Nie wspominam już o jego poklepywaniu mojego niemalże nieosłoniętego niczym tyłka.
- Są też inne rzeczy, które mogę zrobić korzystając z tego, ze nie masz na sobie bielizny, Shawty.  – zaśmiał się. Wywróciłam oczami.
Skierowałam się szybko w stronę schodów by zlikwidować problem brakującej części mojej garderoby, lecz w ciągu chwili znalazłam się w jego objęciach.
- Myślę, że gdy już jesteśmy w domu, wcale nie potrzebujesz tego, czego tyle czasu szukałaś. – mruknął mi rozbawiony do ucha, całując jego płatek.
Zaśmiałam się, próbując go odepchnąć.  
- Jesteś  taki zboczony, Harry, to przerażające! –  zachichotałam, gdy muskał ustami moją szyję, łaskocząc mnie.
Pisnęłam nagle zaskoczona, gdy jego dłoń znalazła się pod moją sukienką, uwolniłam się szybko z jego objęć i pognałam na górę, ciągnąc dół sukienki w dół.
Usłyszałam za sobą tylko śmiech Harry`ego.


***

- Nie idź tam, idiotko! – pisnęłam znad miski popcornu.
Harry był wyraźnie rozbawiony moim emocjonalnym podejściem do horroru, który akurat oglądaliśmy. 
- Zdecydowanie nie jesteś typem dziewczyny, która podczas horroru da się przytulać i całować. – zaśmiał się.
- No wybacz, ale ta Meredith  jest aż żałosna, no! Przecież to oczywiste, że to John jest psycholem! – oburzyłam się.
Harry tylko pokręcił głową.
- Wiesz, tak właściwie to on tylko miał ołtarzyki ze zdjęciami i ciuchami tych dziewczyn, co w tym złego? – zapytał ironicznie.
- Mhm, a majtki pewnie przypadkiem znalazł przy leśnej drodze, hm? -  mruknęłam sarkastycznie odwołując się do naszej dzisiejszej sytuacji.
- Cóż, możliwe. Ale twoich raczej nikt nie znajdzie, nie martw się. – zapewnił mnie rozbawiony.
- Może gdybyś ich celowo nie wyrzucił, to nie. – prychnęłam i skupiłam się znowu na filmie.
Harry się tylko zaśmiał i wyjął z kieszeni zapewne telefon. Ja rozumiem, ze może nie przypadł mu do gustu ten film, ale żeby nawet nie udawać, ze jest chociaż minimalnie zainteresowany tylko bawić się telefonem?
Pff.
Urażona sięgnęłam po kolejną porcję popcornu.
Harry nagle znacząco chrząknął.   
-Ohhh, co znowu… - zaczęłam ale zamilkłam gdy spojrzałam na jego dłoń.
W KTÓREJ TRZYMAŁ MOJE CHOLERNE MAJTKI.
Wyszczerzył się.

-NIENAWIDZĘ CIĘ, HARRY! – zawołałam, uderzając go poduszką.

_____________________________________
 po 1: W KOŃCU JESTEM, ŻYJĘ
jestę mistrzę :
 za zagrożenia na 4
z chujowej średniej, na średnią na pasek
ONLY ME

tylko takie tam całe półrocze z fizyki na piątek mam do ogarniecia, ale yolo xd

PRZEPRASZAM za to, że wszystko jest napisane chaotycznie i niezbyt dobrze, ale szerze to trochę odzwyczaiłam się od pisania i ciężko mi to szło :c


po 2: 
BOŻE KOCHANY
pierwszy raz w życiu sama pisałam coś +18 WIĘC BOŻE PRZEPRASZAM OK XD
mój biedny zdemoralizowany mózg xd


NIE PYTAJCIE SKĄD POMYSŁ Z TYMI MAJTKAMI XD 

po 3 :
 MAMY DRUGIE MIEJSCE W KONKURSIE NA BLOG MIESIĄCA OK :') 
AWW MISIE DZIĘKUJĘ MAX KAŻDEMU KTO GŁOSOWAŁ
JESTEM TAK MEGA SZCZĘŚLIWA ŻE ♥♥♥


DZIĘKUJĘ KAŻDEMU KTO CZEKAŁ I MNIE WSPIERAŁ ♥

wtorek, 26 maja 2015

40. Not okay.




Yup.
Hej misiaczki ♥
Nope, nie rozdział ALE DOCZYTAJ, TYLKO O TO CIĘ PROSZĘ OK ? c;

Pamiętam, wiem ile czasu minęło.
I you know what?
O niczym innym nie marzę niż rozsiąść się z soczkiem i czymś słodkim przed laptopem i pisać o Styles`ie i Julie.
Ale technikum gniecie :))))
SOŁ
Rozdział pojawi się dopiero w czerwu gdyż jak na razie mam od cholery popraw, spraw bieżących, wolontariatu i BANG piszę, ale supi mega długą pracę konkursową z historii  (y)
(pomińmy że termin mam do poniedziałku, a jedyne co zrobiłam to utworzyłam sobie folder na pulpicie xd )

Postaram się jakoś znaleźć czas, ale terminu nawet nie strzelam bo nie wiem co mi może wyskoczyc, na razie żyje z dnia na dzień, nie myślę dalej niż trzy dni wprzód :D

SOŁ
przepraszam misie, nie zapominajcie o mnie :c
z góry dziękuję za zrozumienie i cierpliwość :)


Miłego tygodnia pyszczki ♥

wtorek, 12 maja 2015

39. Perfectly fine, Styles.


Dedykacja dzisiaj dla Wiktorii Nykiel ♥
Dziękuję aniołku za komentowanie :*


komentarze nam lecoo :c

Przypominam o głosowaniu na Blog Miesiąca ---->


*oczami Harry`ego*

Od rana zjadał mnie stres.  Zaczynałem żałować, że nic nie powiedziałem Julie. 
Dopiero dzisiaj zacząłem nad tym myśleć, właściwie to w nocy. Mało spałem, głównie zastanawiałem się nad tym jak zareaguje. Co jej powiem, gdy zorientuje się, że o wszystkim wiedziałem. Że tylko ona nie wiedziała.
I stało się. Zaczęły mnie zżerać wyrzuty sumienia.  Zdążyłem przez ten czas, gdy znam Julie zauważyć, że ojciec jest dla niej bardzo ważny. I nie sądzę, żeby była zadowolona z tego, że zostanie postawiona przed faktem dokonanym.
Właściwie nie wiem czemu Charles zdecydował, żeby jej nic nie mówić. Że to ma być niespodzianka. Nie pomyślał o tym, że to nie będzie  miła niespodzianka? Raczej jak subtelny kubeł lodowatej wody w twarz. Od rana noszę się z myślą, że może jednak powiem Julie o co tak naprawdę chodzi z tą wizytą u jej ojca. Za każdym razem, gdy po raz kolejny pyta czy wszystko w porządku i śmieje się, że się stresuję mam ochotę wszystko powiedzieć. Zatrzymać się na środku drogi i jej powiedzieć. Ale rezygnowałem za każdym razem. Nie wiem czemu. 
   I oto jesteśmy, przed drzwiami domu jej ojca, a ja mam ochotę przerzucić Julie przez ramię i ją stąd zabrać. Kurwa, mogłem się jednak zatrzymać i ją uprzedzić. Wściekłaby się, ale przynajmniej byłaby nastawiona na to co ją czeka. Ja na jej miejscu nieźle bym się wkurwił.
Co ten jej ojciec w ogóle odstawia? I dlaczego do cholery nie mogłem przemyśleć tego wcześniej, tylko odpychałem to od siebie zasłaniając się tym, że Charles tak zdecydował? Cóż, kurwa.
Julie mnie zabije.
Gdy w drzwiach stanął rozpromieniony mężczyzna, zrozumiałem, że on nadal jest przekonany o świetności swojego pomysłu. Cholera.
-Nareszcie jesteście! – zawołał wesoło, zapraszając nas gestem do środka.
Twarz Julce rozjaśnił uśmiech, gdy tylko go zobaczyła.
-Julie, skarbie! –zawołał jej ojciec, przytulając ją.
-Harry. – podał mi z uśmiechem rękę, gdy wypuścił z objęć córkę.
-Dzień dobry, Charles. – uścisnąłem jego dłoń. Julie spojrzała na mnie nieco zaskoczona.
Cholera, zapomniałem. Ona chyba nie wie o tym, że zdążyliśmy przejść na ‘‘ty’’.
-Wchodźcie, wchodźcie! Czekaliśmy na was. – powiedział radośnie Charles.
-Czekaliście? – zauważyła Julie. Oho. – Tom też jest? – zapytała podekscytowana i nie czekając na nas, skierowała się szybko w stronę kuchni. 
Spojrzałem na Charlesa, on spojrzał na mnie, nieco zaaferowany.

To nie Tom, Julie. Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.

Z pustej zapewne kuchni, usłyszałem kroki Julie w stronę salonu.
Chcąc być tam szybciej, by być przy Julie od razu, wszedłem do salonu wejściem od korytarza.
Gdy zdążyłem tam wejść razem z ojcem Julie podążającym za mną, w tym samym momencie Julie weszła do salonu i momentalnie stanęła w miejscu, gdy zobaczyła kto stoi na środku pomieszczenia.
Uśmiech Julie zastygł na jej twarzy gdy patrzyła zaskoczona na kobietę stojącą przed nią. Sama zainteresowana spojrzała na Julie z niepewnym uśmiechem, zaraz potem w drugą stronę, na nas.

-Ty musisz być Julie. – powiedziała kobieta do zdezorientowanej Julce, z miłym uśmiechem.
Julie zmarszczyła brwi, spoglądając to na kobietę, to na swojego ojca, to na mnie. Nic nie rozumiała z tej sytuacji. Styles, idioto mogłeś ją uprzedzić. 
Charles szybko mnie wyminął, stając obok kobiety. Widać, że jest nieco zestresowany. No brawo, sam sobie nagrabiłeś, facet.
Gorzej, bo ja też w tym siedzę.
-Julie, mam dla Ciebie małą niespodziankę –zaczął jej ojciec, kładąc dłoń na plecach kobiety- to jest Samantha. Sam, to Julie, moja córka. – powiedział z szerokim uśmiechem. Oh, Samantha.
Julie z wahaniem wyciągnęła dłoń do Samanthy, którą ta z uśmiechem uścisnęła.
Julce wyraźnie zagubiona czekała na dalsze wyjaśnienia.
-Więc – wziął oddech jej ojciec jakby miał obwieszczać stan wojenny – ja i Samantha od pewnego czasu się spotykamy. 
BADUM TSS.
Oczy Julie się minimalnie rozszerzyły, podobnie jak jej usta.
-Chciałem, żebyście w końcu się poznały. – dodał jej ojciec.
Gdy dziewczyna zauważyła, że wszyscy w tym pokoju oczekują jakiejś jej reakcji, drgnęła, wzięła oddech.
-Oh. – wydusiła z siebie. Postanowiłem w tym momencie interweniować. Podszedłem do Julie, układając na jej plecach dłoń, chcąc dodać jej otuchy. Uśmiechnąłem się życzliwie do Samanthy, w końcu babka też nie jest w zbyt komfortowej sytuacji.
-Harry, chłopak Julie. – wyciągnąłem dłoń do kobiety, która uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością.
-Bardzo miło mi was poznać. – powiedziała.
-Nam panią również. – odpowiedziałem grzecznie, minimalne poruszając palcami na plecach Julie, chcąc wywołać jakąś jej reakcję. Żeby zaczęła mówić. Ale chyba jest byt zszokowana. Patrzyła tylko na każdego z nas.
-Oh, mówcie mi po imieniu, proszę. – powiedziała z uśmiechem Samantha. Kiwnąłem głową na znak zgody. Momentalnie zapadła mało wygodna cisza.
Spojrzałem błagalnie na Charlesa, który w końcu się ożywił. 
-Siądźmy już do stołu, wszystko wystygnie. Samantha spędziła cały dzień w kuchni! – zaśmiał się, prowadząc nas do stołu.  Popchnąłem nieznacznie Julie.
Posłusznie usiadła na miejscu obok mnie.  Okej, jak na razie nie jest najgorzej.

*oczami Julie*
-Wchodźcie, wchodźcie! Czekaliśmy na was. – powiedział radośnie tata.
-Czekaliście? –powtórzyłam– Tom też jest? – zapytałam podekscytowana.
Wręcz  jak na skrzydłach wpadłam do kuchni, w poszukiwaniu brata. Gdy tam go nie znalazłam, szybko weszłam do salonu z wielkim bananem na twarzy  na samą myśl, że go zobaczę.
Zatrzymałam się w pół kroku, widząc na środku salonu obcą kobietę. Co jest grane?
W tym samym momencie w wejściu od korytarza stanął Harry i tata. Spojrzałam na nich pytająco.  
Kim jest ta kobieta? Czyżbym nie poznała jakiejś dalekiej rodziny?

-Ty musisz być Julie. – powiedziała do mnie z miłym uśmiechem.
Zmarszczyłam brwi. O co chodzi?
Tata szybko podszedł do niej.
-Julie, mam dla Ciebie małą niespodziankę –zaczął, kładąc dłoń na plecach kobiety- to jest Samantha. Sam, to Julie, moja córka. – powiedział z szerokim uśmiechem.
Mhm, Samantha. Dalej nic mi to nie mówi. 
Ale ścisnęłam lekko wyciągniętą w moją stronę dłoń kobiety.
Spojrzałam na tatę pytająco. Miałam nadzieję, że zrozumie aluzję i pomoże mi zrozumieć kto to jest.
-Więc – wziął oddech– ja i Samantha od pewnego czasu się spotykamy. 
HM, CO?
Od pewnego czasu się spotykamy.
Co do cholery?
-Chciałem, żebyście w końcu się poznały. – dodał zaraz tata z szerokim uśmiechem, nadal obejmując tą kobietę, ekhm Samanthę. Swoją drogą, wyglądała na nieco zmieszaną, je uśmiech nadal był niepewny.
Poczułam się trochę jakby ktoś mi przywalił czymś w głowę, jakbym straciła na chwilę kontakt z rzeczywistością. To żart?
To niemożliwe. Tata nie miał żadnej kobiety po śmierci mamy. Nie lubił nawet rozmawiać na ten temat, gdy próbowałam poruszyć ten temat, że może powinien sobie kogoś znaleźć.
Czyżby, cholera, znalazł? 
Otrząsnęłam się nieco, zauważając, że zarówno tata, Samantha jak i Harry patrzą się na mnie wyczekująco, szaleńczo zaczęłam myśleć, co mogę powiedzieć, bo chyba tego chcą, prawda?
-Oh. – mruknęłam w końcu. Miałam ochotę sama sobie przywalić. C się tu w ogóle dzieje? Nie nadążam za własnymi myślami. Dlaczego tata nie powiedział mi nic wcześniej? Nie uprzedził mnie co mnie dzisiaj czeka?

Nagle Harry znalazł się przy mnie. Spojrzałam na niego. Nie wydawał się być zaskoczony. Właściwie co się dziwić, to nie jego ojciec, nie jego problem.
-Harry, chłopak Julie. – wyciągnął dłoń do kobiety, która uścisnęła ją z uśmiechem wdzięczności na twarzy. Stresowała się? 
-Bardzo miło mi was poznać. – powiedziała.
-Nam panią również. – odpowiedział Harry. Poczułam jak palce Harry`ego poruszają się na moich plecach. Co od odwala?
Ups, chyba chce, żebym się w końcu normalnie odezwała, inaczej ta Samantha pomyśli, że jestem niemową, czy coś.  
-Oh, mówcie mi po imieniu, proszę. – powiedziała z uśmiechem .
 Momentalnie zapadła mało wygodna cisza.
Tata nagle znowu się ożywił.
-Siądźmy już do stołu, wszystko wystygnie. Samantha spędziła cały dzień w kuchni! – zaśmiał się, prowadząc nas do stołu.  Poczułam jak Harry mnie lekko popycha w ich stronę. No tak, nie ruszyłam się jeszcze z miejsca. 

Okej, nie byłam na to przygotowana. Właściwie jestem bardzo, bardzo, bardzo, BARDZO nieprzygotowana.
Za dużo myśli naraz kłębiło mi się w głowie, nie wiedziałam na czym się skupić, co mnie bardziej dziwi, boli.
Czy to, że o niczym nie wiedziałam, czy to że tata ma pierwszą kobietę od czasu śmierci mamy.
I nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Cholera.
Z zamyślenia wyrwał mnie dotyk Harry`ego na moim kolanie, który posłał mi pokrzepiający uśmiech. Dał mi do zrozumienia, że jest ze mną. Odwzajemniłam niemrawo uśmiech. Samantha chrząknęła niepewnie. 
Potrząsnęłam głową, chcąc pozbyc się wszystkich myśli i skupić na tym co się dzieje wokół.  Przydałoby się zachować normalnie.
Naprawdę chciałam coś powiedzieć. Nawet bardzo, chciałam się otrząsnąć, zacząć temat żeby nie wyjść na totalnie niewychowanego dziwaka. Ba, dzieciaka. Bo pewnie można też moje zachowanie zinterpretować jako moją otwartą niechęć do niej. UH.
Jednak niezręczna cisza nie dawała nam spokoju. Ale tata dzielnie walczył.
-Więc co u was słychać? – zapytał wesoło tata.
Harry mnie lekko szturchnął pod stołem. Chrząknęłam szybko i chyba zbyt szybko odpowiedziałam:
-Wszystko w porządku. – słowa wyleciały ze mnie jak z karabinu. I było to zauważalne, Samantha się nieco zestresowała, Harry tylko spojrzał na mnie nieco karcącym wzrokiem, a tata patrzył na mnie błagalnie oczekując czegoś więcej.
-Pracujemy, właściwie zajmuje to większość naszego czasu, więc… - dodałam po chwili spokojniejszym tonem. Całkiem nieźle wypadło.
-Oh, a gdzie pracujecie? – włączyła się Samantha. Nie podobała mi się obecna sytuacja ani trochę, sama jeszcze nie wiem jaki jest mój stosunek do tego wszystkiego, do tej kobiety. Ale widać, że zależy jej na kontakcie ze mną i miłej atmosferze więc postanowiłam to docenić i też się postarać, mimo że w mojej głowie panował kompletny chaos. Nawet nie zdążyłam pomyśleć o tym, czy jestem zła na tatę, że mnie nie uprzedził, że nie powiedział nic, że się z kimś spotyka.
-Ja w kancelarii prawniczej, nie jestem adwokatem,  nie prowadzę własnych spraw, pełnię rolę doradcy, konsultanta w takich codziennych sprawach, nie związanych z koniecznością obrony czy oskarżenia w sądzie. – odpowiedziałam.
-W tej kancelarii  Clarka?– zapytała zaciekawiona.
-Nie – odparłam niemalże z ulgą. Niedoczekanie, żebym wróciła do Kevina – W tej  niedaleko centrum. U Clarka pracowałam wcześniej jako sekretarka, ale nie mam miłych wspomnień.
-Oh. A wracając do tego co robisz, czego konkretnie dotyczą te konsultacje, czy doradztwo?
-Na przykład formalności związanych z założeniem firmy, rozszerzeniem działalności, umów, zmian w ustawach, takie tam prawne bzdety, które wiem ze studiów. – uśmiechnęłam się. Nawet nieźle mi idzie. Powoli oswajam się z sytuacją. I stopniowo narasta we mnie gniew na tatę, że nie raczył mi nawet oznajmić, że w ogóle jest ktoś nowy w jego życiu. Sam wie jak wygląda sytuacja i że nie spodziewam się czegoś takiego. A on wymaga, żebym od tak była zadowolona?
-Będę wiedziała gdzie się  zgłosić na przyszłość. – zaśmiała się Samantha.
Zaczęłam jeść. Złość naprawdę we mnie narastała, a tempo myśli nie zwalniało. Wiedziałam tylko, że nie mogę dać odczuć Samanthcie, że jestem zła. Nie chcę jej tego utrudniać. Właściwie, nie mam nic przeciwko nowemu związkowi taty.
Ma prawo być szczęśliwy, tyle lat minęło. Ale biorąc pod uwagę ile tych lat minęło, mógłby chociaż poinformować mnie, że poznam dzisiaj jego nową kobietę. Czy to takie trudne?

-A ty, Harry? – zapytała Samantha.
-Zajmuję się współpracą z innymi wspólnikami w jednej z firm. Załatwiam i wypisuję papiery, ogłaszam przetargi, tego typu rzeczy, Tak też poznałem Charlesa – uśmiechnął się w jego stronę Harry – jest jednym z kontrahentów firmy, w której pracuję.
-Tak, dowiedziałem się o ich związku w momencie, kiedy przychodząc do Harry`ego z dokumentami, napotkałem moją córkę w jego koszuli w jego salonie, a jego samego w samych spodniach. –powiedział mój tata z ironicznym uśmieszkiem.
Zakrztusiłam się moim sokiem na jego słowa. Samantha razem z tatą się roześmiała, natomiast Harry miał ten swój cwany uśmieszek wymalowany na twarzy.
Przysięgam, wyglądam jak burak. Czuję gorąco na moich policzkach.
-Pierwsze spotkanie udane, widzę. – zaśmiała się Samantha. 
Wymusiłam uśmiech. O mamo. 
Na chwilę zapomniałam o złości na tatę.  
-A ty czym się zajmujesz?- zapytałam. 
-Jestem fryzjerką, mam swój salon na przedmieściu. – odpowiedziała. Pokiwałam głową. Okej.
Kontynuowałam jedzenie, słuchając ich luźnej rozmowy. Swoją drogą, Boże kocham tą sałatkę!
 I przypomniały mi się słowa taty, gdy siadaliśmy do stołu.
Samantha cały dzień siedziała w kuchni!
Okej.
-Świetna sałatka- powiedziałam z uznaniem, połykając mój kęs. –Muszę mieć ten przepis.  – uśmiechnęłam się.
-Mówisz i masz! – zawołała Samantha – Cieszę się, że smakuje. – uśmiechnęła się z wdzięcznością. Miła kobieta. Bynajmniej na razie.
Tata również posłał mi życzliwy uśmiech. Ale tylko zgromiłam go wzrokiem i wróciłam do tej boskiej sałatki. 
Cały czas starałam się być uprzejma dla Samanthy, która także starała się wywrzeć dobre pierwsze wrażenie. Dla mnie jej starania były równoznaczne z tym, że zależy jej na tacie więc doceniałam to i ja również byłam miła. Nadal mały szok mnie nie opuszczał, podobnie jak złość na tatę, która w tym momencie wyszła na wierzch i sprawiała że najchętniej wyciągnęłabym go do kuchni i wygarnęła jak się  z tym czuję. Ciężko jest też oswoić się z myślą, że tata jest z kimś. Ale tą właśnie myśl odsuwałam od siebie jak mogłam. Koncentrowałam się na tym, żeby poznać kobietę, która zawróciła w głowie mojemu tacie.
Jak dotychczas dowiedziałam się, że ma syna, niewiele młodszego ode mnie, a jej mąż zostawił ich gdy jej syn, Cody miał 3 lata. Dowiedziałam się także, że Cody jest w szkole sportowej, jest zapalonym koszykarzem i piłkarzem.
Wysłuchałam też historii poznania jej i taty, kilku historii z ich wspólnego życia, swoją drogą trwającego już ponad pół roku. Nie, wcale nie jest mi przykro, że przez tak długi czas tata nawet nie wspomniał, że kogoś ma.
Byłam też naprawdę wdzięczna Harry`emu, że  też się udziela i jest miły, że mi pomaga.
Aktualnie Samantha opowiada historię, jaka jej się przydarzyła ostatnio w pracy. Nie powiem, nieco się wyłączyłam i nie do końca wiedziałam o czym mówi, ale starałam się skupić ponownie na jej słowach.
-… I nagle okazało się, że muszę to wszystko załatwić na teraz!  Nigdy w życiu nie byłam tak zła, naprawdę. Rozumiem wszystko, procedury i tak dalej, ale wystarczyło powiedzieć wcześniej, uprzedzić i nie byłoby całej tej sytuacji! Nienawidzę jak ktoś stawia mnie przed faktem dokonanym i każe się dostosować. – skrzywiła się i wzięła łyk wody.
-Oj ja też. To najgorsze co można mi zrobić. Nie powiedzieć prawdy a potem wymagać mojej akceptacji.– powiedziałam szybko nieco sugestywnym tonem, patrząc z niemałą irytacją na tatę, który od razu zrozumiał aluzję.Właściwie, chyba nie tylko on, bo poczułam jak dłoń Harry`ego zaciska się nieco na moim kolanie, a uśmiech Samanthy nieco zbladł. I ona zrozumiała, że coś jest nie tak. I prawdopodobnie zorientowała się, że mowa o niej.
   Tata odchrząknął nieco zakłopotany.
-Ale czasami nie ma innego wyjścia. – wtrącił się nagle Harry.
Że przepraszam, co?  
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Mam na myśli, że czasami są takie sytuacje… Na przykład ten facet, o którym mówisz – zwrócił się do Samanthy – mógł też nie otrzymać wcześniej informacji, czy po prostu takie miał zalecenia, nie wiem. Czasami tak się zdarza, że nie ma innego wyjścia, niż postawić kogoś w mało wygodnej sytuacji. Czasami to wychodzi na dobre. – dokończył, unikając mojego wzroku. 


Co on w ogóle pieprzy?
-Możliwe. – zgodziła się nieco sceptycznie Samantha. Tata najwidoczniej się rozpogodził na słowa Styles`a. Czy to się dzieje naprawdę?
Harry pieprzy głupoty tylko po to, żeby się podlizać mojemu ojcu?
-Czyżby? – rzuciłam kąśliwie – Myślałam, że ty też nie lubisz takich sytuacji, gdy ktoś nie raczy cię o czymś uprzedzić, a ty później musisz sobie z tym radzić?
Harry mimo, że widać że traci grunt pod nogami, nadal był opanowany i sprawiał wrażenie, że jest pewny swoich racji.
Ale cały czas uciekał od dłuższego kontaktu wzrokowego ze mną.
-Nie powiedziałem, że lubię. Mówię tylko, że czasami takie wyjście  wydaje się najlepsze. – wzruszył ramionami.
Świetnie.
-Nie wiedziałam, że jesteś taki wyrozumiały w takich sprawach, ale na pewno zapamiętam. – powiedziałam pogardliwie.
Myślałby kto.  Gdyby to jego coś takiego spotkało, na pewno byłby taki wyrozumiały,  nie wątpię. Żeby się nie zdziwił, jak to ja kiedyś go postawię w takiej sytuacji, ciekawe jak to się sprawdzi.
Atmosfera zgęstniała,
cóż.
-Nie jestem za takim wyjściem, ale myślę, że potrafiłbym to zrozumieć i nie burmuszyć się jak dzieciak. – odparł Harry, nieco poirytowanym tonem.
CZY ON WŁAŚNIE ZASUGEROWAŁ, ŻE BURMUSZĘ SIĘ JAK DZIECIAK?
O nie. Nie.
-Co nazywasz ,,bur muszeniem się jak dzieciak”, Harry? – zapytałam zdenerwowana-złość i rozczarowanie, że ktoś tak zagrał? Bo chyba to się właśnie czuje w takich sytuacjach, tak Samantho? – zwróciłam się do kobiety, niby odwołując się do jej historii, nie chcąc dawać Harry`emu satysfakcji – Czy nie tak się czułaś?
-Ja… Zdenerwowałam się, owszem… - wydukała Samantha zaskoczona, że w ogóle wciągnęłam ją w tą ukrytą kłótnię z Harry`m.
-No właśnie. – spojrzałam znowu na chłopaka.
-Mogę Cię prosić na chwilę, Julie? – odezwał się nagle tata, przerywając tą dyskusję.
Westchnęłam cicho i wstałam od stołu posyłając mordercze spojrzenie Harry`emu.
Mówiłam coś o wdzięczności, że mi pomaga i mnie wspiera? PFF.
Weszłam do kuchni i oparłam się o brat, krzyżując ramiona na piersiach. Spojrzałam wyczekująco na tatę.
-Julie, wiem, że jesteś na mnie zła, ale zrozum… -zaczął tata, ale nie dałam mu skończyć. Wybuchłam.
-Jak mogłeś mi nie powiedzieć?!  - uciszył mnie od razu, więc nieco ściszyłam gło s- Nawet wspomnieć słowa, że ktoś pojawił się w twoim życiu? Zresztą, okej, nie chciałeś, nie musiałeś mówić, to twoje życie. Ale w momencie kiedy chciałeś, żebym ją poznała, powinieneś mnie chociaż uprzedzić! Zwłaszcza, że nigdy nikogo nie miałeś po mamie i dobrze wiesz, że to dla mnie nowa sytuacja! Chociaż, właściwie – dodałam z ironią po krótkim namyśle – kto wie, może i miałeś kogoś, ale też  nie raczyłeś mnie o tym poinformować. – nie kryłam żalu. 
Nie mogłam nic poradzić na łzy cisnące mi się do oczu. Fakt, że nie chciał mi powiedzieć o czymś tak ważnym w jego życiu mnie bolał.
-Julie, to nie tak. – westchnął tata. – Samantha jest pierwszą kobietą w moim życiu po twojej mamie. A nie mówiłem Ci nic dlatego, że chciałem się upewnić, że to coś poważnego. Nie chciałem wprowadzać chaosu, dla czegoś co nie byłoby tego warte.
-Masz rację, teraz wcale nie wprowadziłeś chaosu. –prychnęłam – Nie jestem dzieckiem tato. Nie robiłabym scen twojej nowej kobiecie. No chyba, że okazałaby się łasą na pieniądze głupiutką 20-latką, no to może. – sprostowałam.
-Nie wiedziałem jak do tego podejdziesz, Julie. Pomyślałem, że może jeśli poznasz ją w normalny sposób, łatwiej będzie CI się z tym oswoić. Ze to będzie miła niespodzianka.
-Nie była. – odparłam – Masz pojęcie, jak się poczułam? Tato, to nie było fajne!
-Przepraszam, Julie, zrobiłem błąd. Nie chciałem, żebyś była urażona. – westchnął tata. – rozmowa z Harry`m mnie utwierdziła w tym, że to nie jest zły pomysł. A teraz się o to kłócicie. Naprawdę Julie… 
Zaraz, co?
-Rozmowa z Harry`m? – wtrąciłam, nic nierozumiejąc.
Tata się zawahał.  A do mnie dotarło. Harry wiedział.
Harry wiedział, o tym co mnie tu czeka. I milczał.  To by wszystko wyjaśniało, jego dobry kontakt z moim ojcem, chęć przyjechania tutaj, jego stres… 
A ja głupia pomyślałam, że on naprawdę mógłby mi się oświadczyć?!
Kipiałam ze złości.
Tata chciał coś dodać, ale powstrzymałam go.
-Nic już nie mów, już wszystko wiem.  – wręcz wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Najchętniej poszłabym do salonu i uderzyła go w twarz.
Jeszcze się mną wykłócał przy stole, że zachowuję się jak dzieciak! Usprawiedliwiał tak ojca tylko dlatego, że on sam też był w to wplątany i tak naprawdę usprawiedliwiał siebie!
Co za dupek! I ja mam mu ufać?!  Jak on nie jest ze mną szczery nawet w takiej sytuacji?
No nie wytrzymam!
-Julie, Harry mi tylko pomógł, sam go o to prosiłem… Nie miej mu tego za złe. – powiedział tata.
-Czy ty naprawdę bronisz mojego chłopaka? –spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Po prostu nie bądź taka surowa, bo to ja go prosiłem o dyskrecję, dobrze? – spojrzał na mnie łagodnie.
UH. I tak się z nim policzę. Ale postanowiłam udawać, że jest okej dopóki tu jesteśmy.
-Dobrze, tato. Ale na przyszłość, uprzedzaj mnie o różnych sytuacjach i bądź ze mną szczery, dobrze? – spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem. 
-Dobrze, kochanie. – uśmiechnał się i mnie przytulił.
-Naprawdę cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Samantha jest bardzo sympatyczna. – powiedziałam, trwając z nim w uścisku.
-Dziękuję, Julcey, cieszę się, ze ją polubiłaś. I dziękuję, że byłaś dla niej miła mimo całej tej sytuacji. –powiedział, głaszcząc mnie po plecach.
-Nie ma za co, tato. – uśmiechnęłam się, puszczając go.
-Chodźmy już, pewnie zastanawiają się co się tutaj dzieje. – zaśmiał się.
Skierowaliśmy się korytarzem do salonu, napotykając w wejściu Samanthę z brudnymi naczyniami.
-Pomogę Ci. – uśmiechnęłam się do niej, zabierając szybko resztę naczyń ze stołu i posyłając przy okazji Harry`emu mordercze spojrzenie.
-Dziękuję Julie, ale nie ma potrzeby. – powiedziała uśmiechając się, gdy dołączyłam do niej.
-Błagam, pozwól mi pomóc, bo jeśli tam wrócę, to poleje się krew. – powiedziałam do niej cicho.
-Oh, okej, pewnie. – zaśmiała się, nieco zaskoczona. Uśmiechnęłam się do niej z ulgą i ruszyłyśmy do kuchni.
Postawiłam naczynia na blacie i od razu z przyzwyczajenia podeszłam do zmywarki, chcąc ją otworzyć. Jak się okazało, Samantha miała taki sam zamiar.  W momencie gdy obie złapałyśmy za uchwyt, spojrzałyśmy tylko na siebie i od razu zabrałam dłoń.  Czy ona bywa tu na tyle często, by znać już tu każdy kąt i mieć takie przyzwyczajenia jak ja?
-Przepraszam. – bąknęłam. Cóż, chyba muszę się przyzwyczaić, że jest tu inna pani domu. I najwyraźniej nieźle sprawdza się w tej roli.
-Nie Julie, to ja przepraszam. Wiem, że to dla Ciebie pewnie trudne. Nie mówię nawet i tej głupiej zmywarce. – westchnęła – Nie trudno się domyśleć, że Charles cię nie uprzedził, że mnie dzisiaj poznasz. Byłam przekonana, że wiesz o moim istnieniu. Fakt, Charles mówił, że to będzie niespodzianka, ale myślałam, że chociaż wiesz o tym, że się spotykamy. Gdybym wiedziała, na pewno bym się nie zgodziła. I przepraszam Cię za to, domyślam się, że nie jest Ci łatwo.
-Nie musisz mnie przepraszać, naprawdę. – odpowiedziałam od razu- Nie mam Ci niczego za złe. Po prostu jest mi przykro, że tata mi o niczym nie powiedział, wolałabym się chociaż jakos nastawić na tą nową sytuację. Na pewno oszczędziłby mi szoku i nerwów.  –westchnęłam.
-Rozumiem, Julie. Naprawdę nie chciałam, żeby tak wyszło. Liczyłam, że poznamy się w nieco milszych okolicznościach. – Samantha była nieco smutna. Niby się uśmiechała i była miła, ale i jej nie pasowało to co się stało.
-Ale jest w porządku Samantho, naprawdę. – uśmiechnęłam się do niej pocieszająco – Cieszę się, że mogłam Cię poznać.
-Ja też się cieszę. – odwzajemniła uśmiech. – I proszę, nie miej za złe tego Charles`owi, chciał pewnie dobrze.
-Nie, jest już w porządku. – zapewniłam ją.
Włożyła część naczyń do zmywarki, a te do umycia, postawiła blisko zlewu.
-Więc w czym problem Julie, że mówiłaś coś o krwi? – zapytała wesoło.
-Nadal jestem wściekła na Harry`ego. – niemalże burknęłam, gdy złość powróciła. – O wszystkim wiedział.
-Naprawdę? – zapytała zaskoczona- Właściwie to by wiele wyjaśniało. – dodała po chwili.
-Najchętniej bym go rozniosła. – jęknęłam.
-Może mniej inwazyjna metoda? Ja zmywam, ty wycierasz? – zaproponowała z szerokim uśmiechem.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
-Pewnie. – zgodziłam się z ochotą. Zawsze gdy jestem wściekła albo muszę się czymś zająć, albo z miejsca się wyładować, krzycząc, czy coś.
Samantha zaczęła zmywać, stanęłam obok niej  gotowa do wycierania.
-Więc, jak to było z Harry`m? Charles go uprzedził? – zapytała.
-Oni to razem zaplanowali. – powiedziałam ze złością – Rozmawiali bez mojej wiedzy, Harry wiedział, że dzisiaj Cię poznam. I uwierzysz, że ja nawet myślałam, że on chce mi się dzisiaj oświadczyć? – nie hamowałam negatywnych emocji, które we mnie siedziały.
-Naprawdę? – spojrzała na mnie.
-Uh, tak. Z mojej perspektywy, gdy Harry sam proponuje wizytę u taty, uzgadnia ją z nim, stresuje się, udaje, że jest okej, było to całkiem prawdopodobne. A tu, proszę!
-Faktycznie, można było tak pomyśleć. Masz mu za złe, że tego nie zrobił? Mam na myśli, chciałabyś tego? – spojrzała na mnie uważnie, podając mi talerz, który od razu zaczęłam wycierać.
-Nie. – odpowiedziałam szybko, czym ją zaskoczyłam. – To znaczy, znamy się właściwie dość krótko, a raczej krótko ze sobą, hm, jesteśmy. Na dobrą sprawę nawet nasza relacja nie jest do końca, hm, nie wiem, ustalona? To tak jakby, jest nam ze sobą dobrze, zależy nam na sobie i po prostu… Pozwalamy, że to się toczyło własnym tempem? Cieszymy się tym co jest, tak myślę. – wydusiłam w końcu z siebie. UH.
-Oh, rozumiem. –odparła Samantha.
-W mojej głowie brzmiało to mniej głupio. – zaśmiałam się ponuro.
-Ależ nie, Julie. – zaprzeczyła. – Doskonale rozumiem. Właściwie, to całkiem zdrowe podejście, macie na wszystko czas. Ale jeśli mam być szczera, wyglądacie na zakochaną w sobie nawzajem, szczęśliwą parę pewną swojego związku. – uśmiechnęła się do mnie. 
Uh, nie do końca tak jest.
-To chyba dobrze. – zaśmiałam się.
-Podejrzewam, że nawet nie zauważycie kiedy, tacy właśnie się staniecie. – uśmiechnęła się.
Tak, hm.
Myślę, że naprawdę bym tego chciała.
-Cóż, kto wie. – odetchnęłam, wycierając talerz. -A poznałaś Toma, mojego brata? –zapytałam zmieniając temat.
-Sytuacja ma się tak samo jak z tobą, poza pierwszym spotkaniem. –westchnęła. – Muszę chyba porozmawiać z Charlesem, bo jego plan niespodzianki pod hasłem ‘Samantha’ ma sporo wad. – zaśmiała się krótko.
-Oj tak. – zawtórowałam jej.
-Dziękuję Julie, że mimo całej tej mało komfortowej sytuacji, byłaś dla mnie wyrozumiała i miła, naprawdę to doceniam. – uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością.
-Nie ma sprawy. Właściwie to dziękuję, że masz oko na tego mojego tatusia. – zaśmiałam się. – Oh i wybacz za tą scenę przy stole z Harry`m. Wyprowadził mnie z równowagi i cóż, nasze charakterki dały o sobie znać. – dodałam po chwili, wzdychając.
-Nic się nie stało, naprawdę. –odparła.  – Widać, że obydwoje macie silne osobowości.
-Czasami widać aż za bardzo. – mruknęłam.
-I chyba na tym polega cała frajda z tego wszystkiego, hm? – rzuciła, nie oczekując mojej odpowiedzi. Coś czuję, że jak już nawrzucam Styles`owi, to czeka mnie długa noc rozmyślań.

Tak swoją drogą, w którym momencie w ogóle zaczęło mi się tak dobrze z nią rozmawiać?
-Mój Cody ma wiele z wami wspólnego. - uśmiechnęła się do siebie- Uparty, ambitny i walczący o swoje. Oczywiście przy okazji narwany jak nikt. - zasmiała się. 
-To faktycznie, mamy wiele wspólnego. - zaśmiałam się, wycierając szklankę. 
-Miałabyś coś przeciwko, żeby za jakiś czas poznać mojego syna? - spojrzała na mnie. 
-Nie, skąd. Chętnie go poznam. - uśmiechnęłam się do niej ciepło. Może to jej sposób bycia, nie wiem. Ale naprawdę polubiłam Samanthę, szybko wzbudziła moje zaufanie i sympatię. 
-Dziękuję, Julie. -odwzajemniła z wdzięcznością uśmiech. 
-A jak ogólnie u was, u taty? - zapytałam luźno, biorąc kolejny talerz.

***
-Wpuścić kobiety do kuchni, to zginą. - zaśmiał się tata wchodząc do kuchni, z Harry`m.
Zachichotałyśmy z Samanthą. 
Faktycznie, nie zauważyłam nawet kiedy skończyłyśmy zmywać i usiadłyśmy przy stoliku śmiejąc się rozmawiając. Naprawdę swobodnie się przy niej czułam. Dowiedziałam się wiele o tym, co ostatnio działo się u taty i Sam, Przyłapałam się kilkukrotnie na tym, że mimowolnie, gdzieś z tyłu mojej głowy była myśl, czy tak samo byłoby, gdyby mama żyła. Chyba tak właśnie to sobie wyobrażam. 
Siedzenie z nią w kuchni z kawą i gadanie o wszystkim i o niczym. Nie mogłam  nic poradzić na towarzyszące mi ukłucie w sercu na myśl o mamie. 
Ale starałam sie na tym nie skupiać. Szybko znalazłam wspólny język z Sam, z czego sie bardzo cieszę. Nie znam jej jeszcze dobrze, ale myślę, że naprawdę zależy jej na tacie i będą razem szczęśliwi. 
Przy okazji, podczas pogawędki z Samanthą, moja złość na Styles`a wyparowała.
Ale tak szybko jak brunet stanął w progu kuchni zaraz za moim tatą, powróciła, 
Sam Harry patrzył na mnie nieco spięty, ale i hm, skruszony?
Pewnie tata już go poinformował, że wiem o wszystkim. Cóż, mógł mnie uprzedzić. Nie zamierzam mu tak łatwo tego odpuścić. Jeśli nie ze mną ma być szczery, to z kim?!
-Porozmawiałyśmy trochę. - powiedziała uśmiechnięta Samantha.
-Bardzo się cieszę. - rozpromienił się tata. Ja natomiast przykleiłam na twarz sztuczny uśmiech, chcąc trochę potorturować Harry`ego. On sam zaś, stał cichy i właściwie nie wiedział jak sie zachować.
Nie ukrywam, dziwiło mnie to. Cudowny Styles zapomniał języka w gębie? Nie wie jak się zachować?  
Ciekawe, nie powiem. 
-Biorąc pod uwagę godzinę, proponuję, żebyśmy napili się wina. - zaproponował tata. Oho, czyli radości aż nadto. Rzeczywiście, był juz wieczór. Cóż. 
-Biorąc pod uwagę godzinę -zaczęłam w ten sam sposób- będziemy się zbierać do domu, bo jutro wcześnie wstajemy do pracy. - dokończyłam z usmiechem. 
Oczywiście była to nieprawda, do pracy szłam  na popołudnie, podobnie jak Harry, z tego co pamiętam. 
Oh, chyba, że i w tej sprawie nie był szczery. 
Okej, to już zabrzmiało jak tekst histeryzującej żony. Co to, to nie. 
Harry zmarszczył brwi, szybko orientujac się, że kłamę. Celowo podeszłam do niego, i ujęłam jego dłoń. 
-Prawda, Harry? - zapytałam, patrząc mu w oczy. Wywrócił oczami, czym wprawił mnie w szał,  ale potwierdził. 
Tata był wyraźnie zawiedziony. 
-Spokojnie, jeszcze nie raz tu wrócimy, zwłaszcza teraz. - zapewniłam z uśmiechem. 

    Kilkanaście minut póżniej, żegnaliśmy się na korytarzu. Gdy w końcu opuściliśmy mój rodzinny dom, nie rezygnowałam ze sztucznego uśmiechu. W końcu mu wygarnę. 
Bez słowa czeałam aż otworzy drzwi od samochodu. Wsiedliśmy również w milczeniu. 
Ruszyliśmy, a nadal żadne słowo nie padło. Ja wpatrywałam się w krajobraz za szybą, a Harry prowadził. Widziałam, że co chwila na mnie spogladał, chcąc coś powiedzieć, ale chyba jeszcze się nie zdecydował, co chce mi przekazać. 
Dopiero po kilunastu minutach jazdy, w końcu się odezwał.
-Julie, widzę, że jesteś na mnie wściekła. - stwierdził. 
-Ja? No coś ty, niby dlaczego? - Mój głoc ociekał sarkazmem. 
TO TAKIE DZIWNE, ŻE JESTEM AN NIEGO ZŁA, HM. 
Wywrócił oczami. Zaraz mnie tu rozniesie, przysięgam! 
-Przecież nie stało się nic, za co mogłabym być zła. - wzruszyłam ramionami, uśmiechając się wymuszenie. 
-Julie, przestań. - powiedział zniecierpliwiony. 
-Czego ty się spodziewałeś, Harry?! - wybuchłam w końcu. - Że ci podziękuje za to, że wybrałeś podlizywanie się mojemu ojcu, zamiast uprzedzenie mnie o tym, co mnie czeka?! 
-Shawty, ja... 
-Nie mów do mnie Shawty! - zawołałam.  
-Boże, nie histeryzuj, nie przemyślałem tego, okej? 
-Histeryzuję? - jak słowo daję, zaraz poleje się krew. - Może zaczekamy, aż to ja zrobię takie świństwo tobie i zobaczymy jak ty będziesz ''histeryzował'', co? 
-Julie, uspokój się! To był głupi pomysł, wiem! Ale nie rób scen, zachowujesz się jakbym kogoś zabił! A ja nic nie zrobiłem! To nawet nie był mój pomysł! - bronił się. 
-Zrobiłeś, Harry! Okłamałeś mnie. 
-Nie okłamałem. - zaprzeczył. 
-A co twoim zdaniem, zrobiłeś? 
-Po prostu nie powiedziałem całej prawdy. - odparł prosto. 
-Wsadź sobie to niemówienie całej prawdy w dupę. - warknęłam, skrzyżowałam ramiona na piersi i spojrzałam w okno, zaciskając zęby ze złości. 
_____________________________________________________
Hej misie moje ♥
BADUM TSS - ot i cała wielka, misterna, cholernie trudna tajemnica, uknuta przez Styles`a i tatę Julie XD
Powiem tak: rozwiązujecie od tak moje diableskie plany i tajemnice, a takich głupot nie, to tam właście szukacie mojej chorej wyobraźni :D
Ale czuję się spełniona - chociaż raz nikt się nie zorientował o co chodzi :3
Julia Roberts aka Samantha - what do you think?
anyways

co u was aniołki? 
Ja sobie w dalszym ciągu lece po równi pochyłej 
(dwie jedynki na jednej godzinie z tego samego przedmiotu to nie lada wyczyn, hm? xd)
ale jakoś to będzie, może nie  najlepiej, ale cóż. 
ale misie martwi mnie jedna sprawa - komentarze. 
niedawno od tak potrafiłyście mnie zszokować ponad dwidziestoma komentarzami, a teraz 11 jest dopiero po kilku dniach. 
I idk, czy mam czekać, czy wstawiać, czy o co chodzi ._. 
Wiem, że obowiązki, że maj, poprawianie ocen, ale zwykła emotikonka w komentarzu aka 'jestem' przy liście obecności czytelniczek, wymaga tylko kilku sekund
MOGĘ PROSIĆ O TWOJE KILKA SEKUND ŻYCIA? :>
bardzo ładnie proszę :c


kocham i pozdraiwam misie :>
życzę powodzenia w poprawianiu ocen, wynikach ezgaminów, matur, etc ♥
L.

sobota, 2 maja 2015

BLOG MIESIĄCA



Cześć skarby ♥
Jest mi niezmiernie miło ogłosić że Sinister został nominowany do Bloga Miesiąca Kwiecień na blogu  Spis Opowiadań 1D (sonda ->) http://spis1d.blogspot.com/2015/05/blog-miesiaca-kwiecien.html
Niesamowicie sie cieszę i dziękuję z całego serca osobie, która mnie zgłosiła ♥
Proszę też ładnie o głosy na Sinistera w sondzie tutaj ---> KLIK

jeszcze raz dziękuję bo asdfghjkl to jest takie *>* 

mam ogromną radochę, że komuś spodobało się na tyle, żeby mnie zgłosić *.*
Kocham mocno i pozdrawiam ♥

L. :*