wtorek, 19 sierpnia 2014

WAŻNE ♥

 Hej Kochane <3

Tak jak pisałam wcześniej

ROBIĘ TINYCHATA
CZYLI?
Czyli jestem na kamerce i mikrofonie i odpowiadam na Wasze pytania odnośnie ff i mnie, gadam z Wami, głupieję :D
 I BĘDĘ SPOILEROWAĆ  i zdradzać trochę co będzie się działo w opowiadaniach.

KIEDY?
Jutro, od 12:20 do kiedy nam się znudzi :D

PODAM WAM LINK NA MOIM TT @awhniallable


CO ZROBIĆ ŻEBY UCZESTNICZYĆ?
podam wam linka, wchodzicie w niego.
wyświetli się wam okienko

Możecie wejść przez fb, tt ale wygodniej dla Was będzie przez opcję GUEST
wpisujecie tylko swoją nazwę (żebym wiedziała kto to :D ) i klikacie GO.


NASTĘPNIE.
Jak wejdziecie, będę tam już ja :D 
i macie kilka opcji.
1) Chcecie mnie widzieć słyszeć, ale tylko pisać, żebym ja Was nie widziała ani nie słyszała, 
jedyne co robicie dalej to piszecie to w okienku oznaczonym na obrazku 1

2) Chcecie ze mną rozmawiać, ale nie chcecie żebym Was widziała.
Klikacie Start Broadcasting
wyskakuje Wam okienko z pozwoleniem o użycie kamerki/mikrofonu
Zaznaczacie ,,Zezwól" i ,,Zamknij"
Wybieracie opcję ,,Microphone Only" albo kamera, jak wolicie.

 Wybieracie mikrofon swojego komputera  i macie 1 opcje:
naciskacie przycisk i mówicie, albo jak na skype, mówicie i od razu słyszę


3) Widzę Was i słyszę, wtedy wybieracie na poczatku opcję swojej kamerki.
Wtedy też tylko dobieracie mikrofon Waszego komputera, opcję mówienia, GOTOWE.


TO TYLKO WYGLĄDA NA SKOMPLIKOWANE :D
Macie pytania odnośnie tego jak to uruchomić, piszcie.
Jesli będą jakieś większe problemy to po prostu uruchomię livestreama.

LINK PODAM JUTRO TUTAJ: awhniallable
jakieś problemy z tym, żeby wejść na tinychat: piszcie do mnie na tt albo w komentarzach, tam najszybciej zareaguję.




PYTANIA DO MNIE I DO FF NA KTÓRE MAM ODPOWIEDZIEĆ JUTRO PISZCIE W KOMENTARZACH POD POSTEM <3


Mam nadzieję że to sie uda i będzie fajnie i sobie pogadamy :3 
PISZCIE W RAZIE PROBLEMÓW
buziaki
awhniallable


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

17. Is it right or is it wrong?




Odwiedź i skomentuj YTR kochanie, bardzo Cię proszę,
to dla mnie ważne 



Nagle rozdzwonił się mój telefon.
-Halo? – rzuciłam.
-Siemka Julce! – Usłyszałam dobrze znany mi głos. Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. 
-Hej Dylan. – odpowiedziałam z uśmiechem. Uświadomiłam sobie jak bardzo mi go brakowało.
-Co porabiasz mała? 
-Akurat w tej chwili siedzę w Northland i nudzę się przed telewizorem. 
-To wyjdź przed dom, przewietrz się. – powiedział wesoło.
-Jaki jest sens wychodzić na chwilę przed dom? – starałam się utrzymać normalny ton ale w duchu chciałam skakać z radości i biec do niego, bo wiem co mnie czeka.
-Wyjdź, nie pożałujesz. – powiedział ,,tajemniczo”.
-DYLAN! – pisnęłam nie wytrzymując z emocji. Rozłączyłam się i biegiem ruszyłam do drzwi. Wyskoczyłam z domu od razu rozglądając się na wszystkie strony.  Niedaleko stał znajomy samochód, a chodnikiem szedł nie kto inny jak mój Dylan.
Z piskiem rzuciłam się w jego stronę. Zobaczyłam tylko jego uśmiech i usłyszałam śmiech zanim wpadłam mu w ramiona czując znajome perfumy i ciepło wokół mojego ciała.
-No cześć mała. – zaśmiał mi się do ucha.

*oczami Harry`ego*
Po raz kolejny musiałem to zrobić. Ja pierdole, ileż można ćpać. 
Po raz kolejny wygłodniały wręcz wzrok Daniela. Fakt, jego źrenice to żadna nowość, dla mnie taki widok nic specjalnego. 
Ale ileż kurwa można to znosić?
Mknąłem przez miasto powoli zaciągając się papierosem. Lepiej.
Hm, co by tu dzisiaj… W firmie mam wolne, do ślubu zostało nam udekorowanie Sali. Prochy doręczyłem. Chłopaków chwilowo nie ma, na kluby jeszcze za wcześnie. Zresztą co to za frajda najebać się samemu. A dziwki to nie dla mnie. Nie lubię mieć tak podane wszystko na tacy. 
Lepiej smakuje jak masz satysfakcję, że do tego dążyłeś. A ostatnie na co miałem dzisiaj ochotę to bajerowanie jakiejś naiwnej laski.
No proszę, Styles samotny? Styles nie ma co ze sobą zrobić?
Uśmiechnąłem się do siebie. Nie, jest jeszcze coś. Shawty.
Bez zbędnych rozmyślań ostro skręciłem w ulicę prowadzącą do jej domu.
Minąłem czarne auto. Stało dziwnie blisko jej domu. Ma gości? Może jej ojciec? Po raz kolejny się uśmiechnąłem. Byłoby zabawnie.
Zatrzymałem się nieco dalej. Sprawdzi się. Zdążyłem zaparkować, z auta wysiadł jakiś facet. Na oko powiedzmy w moim wieku? Jej brat?
Przyjrzałem się lepiej. O kurwa. Cole. To jest kurwa Cole! 
Co on robi w Northland? Idzie w stronę domu Julie.
Co on kurwa chce od Shawty?! Już otwierałem wściekły drzwi, gdy z domu wyskoczyła Julce. Nawet się nie obejrzałem a już była w jego ramionach. Zacisnąłem szczękę. Przytulała go. Ona kurwa przytula Cole`a. Oplatała go w pasie nogami. A ten kutas ją przytulał. TEN CHUJ JĄ DOTYKA. 
Zacisnąłem dłonie na kierownicy. 
Cole tu jest. Cole przyjechał to Shawty. Cole zna Shawty. Cole się kurwa przytula z Shawty. No to jest chyba jakiś jebany żart.
Patrzyłem jak ta ciota wnosi dziewczynę z powrotem do jej domu. 
Spokój Styles. Tak,  mam ochotę rozjebać wszystko co mi się nawinie a w pierwszej kolejności tego leszcza a mam być spokojny. 
Ruszyłem z piskiem opon. Nie. Nie dbałem o prędkość, jebie mnie to, że tu jest teren zabudowany, ograniczenie, pierdolenie. 
Mknąłem jak najszybciej się da. Czego Cole tutaj szuka?
Skąd zna Julie? Czemu ją kurwa dotyka? Nie wierzę, że są razem. Julie mieszka w Northland od dłuższego czasu, Dylan nie ruszał dupy z Heatherfield. Co tu jest grane?

*oczami Julie*
-Cześć mała. – zaśmiał mi się do ucha.
-Przyjechałeś! – powiedziałam tuląc go mocno. Mój kochany Dylan. 
-Obiecałem Ci coś.– zachichotał i poczułam, że się przemieszczam. Szedł ze mną przylepioną do swojego ciała w kierunku domu. 
Zaśmiałam się tylko i mocniej go objęłam.
-Zaraz mnie udusisz i nie będzie miał Cię kto nieść.

Harry mnie będzie niósł. –Pomyślałam. Aż się zakrztusiłam. CO ?!
JA TAK POMYŚLAŁAM? CO KURWA? 
-Wszystko ok. J? –Usłyszałam rozbawiony głos Dylana.- Wiedziałem, że robię na Tobie wrażenie, ale z reguły dziewczyny nie duszą się na mój widok. – zaśmiał się.
No bardzo śmieszne. Nawet nie wiesz jakie głupoty mi siedzą w głowie.
Zeskoczyłam z niego dopiero gdy zamknął za nami drzwi.
-Czemu do mnie nie zadzwoniłeś, że przyjeżdżasz? 
-Miałem nadzieję, że chociaż tym razem niespodzianka wypali.- Zaśmiał się.
-Udała się. –przytaknęłam z uśmiechem.
– Co u Ciebie?
-Przygotowuję się do ślubu, ogólnie nuda. – zaśmiałam się. 
Śmiał się razem ze mną. Rozwaliliśmy się na moim łóżku jak za dawnych czasów.
-Kto się hajta? – zapytał.
-Lucy Levine i Niall Horan. – uśmiechnęłam się.
Zdziwiło mnie milczenie z jego strony. Po chwili jednak się odezwał.
-Niall Horan? 
-Tak…- powiedziałam powoli. – O co chodzi?
-O nic. Mam rozumieć, że kumplujesz się z tą laską?- wzruszył szybko ramionami.
-No, tak. – Popatrzyłam na niego uważnie. Pokiwał tylko głową. Dziwne. 
-Hm, a u Ciebie jak? – Zapytałam przerywając dziwną ciszę między nami.
-Po staremu. – uśmiechnął się. – Praca, praca, praca i nic ciekawego. Więc stwierdziłem, że przecież mała Blackburn sama nie ruszy łaskawie swojego tyłeczka do mnie, więc olałem ostatnie dni tygodnia i jestem. – Roześmiałam się.
-Brakuje mi Ciebie tutaj. – mruknęłam po chwili. Chyba mówiłam tym ckliwym tonem typowym dla komedii romantycznych, z których się zawsze śmieliśmy, czy coś, ale nic na to nie poradzę.
Objął mnie i przytulił mocno. O, jak dobrze. 
-Mi Ciebie też Julce. – uśmiechnął się.
-Na długo przyjechałeś? 
-Na weekend tylko. – odpowiedział. Skrzywiłam się.
-Czemu znowu tak krótko?
Zaśmiał się.
-Ktoś tu serio tęsknił. – Wywróciłam oczami na te słowa.
-W poniedziałek muszę wrócić do firmy, ale od wtorku będę tu częściej bo mam do pozałatwiania kilka spraw tutaj w Northland. – powiedział już normalnie.
-Czyli, mamy przyszły tydzień dla siebie? – zapytałam wesoło.
-Może nie cały i nie tylko dla siebie, ale fakt, będę Cię dręczył. – roześmiał się po raz kolejny.
-JEJ! – zawołałam jak małe dziecko. Pokręcił tylko głową z politowaniem i położył się wygodniej. Trwaliśmy chwilę w ciszy. Ale takiej naszej, przyjemnej ciszy. W końcu ją przerwałam.
-Zamieszkaj w Northland.- jęknęłam, chociaż wiedziałam co mi powie.
-.
Westchnął teatralnie.
-Julce, tyle razy o tym gadaliśmy. Nie chcę, nie mogę, zrozum. – odpowiedział rozluźniając uścisk wokół mojego ciała.
-A ja dalej nie rozumiem, czemu nie chcesz mi wprost powiedzieć o co chodzi. – skrzywiłam się.
Wywrócił oczami. TO JEST MOJA ROLA, HALO.
-Skończmy ten temat.
Zresztą, nie mam powodów, żeby tu przyjeżdżać.
-A masz powód żeby być w Heatherfield? – mruknęłam robiąc urażoną minę. Dotknęły mnie nieco jego słowa.
-Julce, skończ.-mruknął.
-A poza tym, jak to nie masz powodów? A ja? –usiadłam momentalnie naprzeciw niego. – No chyba, że się nie liczę…- mruknęłam ciszej. To miał być żart, ale chyba go tym wkurzyłam.
-Julce nie mów tak. – powiedział wyraźnie podirytowany czym mnie zdziwił. Spojrzałam na niego zaskoczona. – Oczywiście, że się liczysz, nawet nie wiesz jak bardzo. 
Um, no dobra… Co?
-Dylan…- zaczęłam, chociaż nie bardzo wiem co chcę powiedzieć.
-Siedzę sam w Heatherfield, jedyna rozrywka to ta pieprzona praca. Ty jesteś tutaj, straciłem Cię. Nie ma dnia, żeby nie pomyślał o Tobie,  czy jesteś szczęśliwa, czy smutna, czy nikt Cię nie skrzywdził, czy o mnie pamiętasz, czy potrzebujesz pomocy. Ale nic nie wiem o Tobie, jak wygląda twoje życie teraz. Twoje życie beze mnie. Więc do kurwy nie mów że się dla mnie nie liczysz.- wstał gwałtownie. Zaraz.
Huczało mi w głowie. Jego słowa przekazywały naraz tyle sprzecznych informacji że nie rozumiałam co próbuje mi powiedzieć.
-Dylan. – wstałam od razu. Tym razem też nie dane mi było dokończyć.
Nagle odwrócił się w moją stronę i mało delikatnie przyciągnął mnie do siebie. Ułamek sekundy później poczułam jego usta na swoich.

Muskał je powoli, delikatnie, ostrożnie. Kompletnie straciłam kontrolę. 
Odwzajemniałam powoli muśnięcia ust, aż pocałunek stawał się intensywniejszy. Poczułam jak obejmuje mnie ciaśniej, wodząc przy tym dłońmi po moim ciele. Nawet nie zauważyłam gdy uniósł mnie do góry. Oplotłam go w pasie nogami.
Nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Poczułam jego dłonie pod moją koszulką, ja sama zauważyłam przez ułamek sekundy moje własne dłonie, które rozpinały jego koszulę. Rozsiadł się na łóżku, a ja na jego kolanach okrakiem

Przebłysk świadomości. Cholera, co ja robię?!
Gwałtownie przerwałam pocałunek  wstałam z jego kolan poprawiając koszulkę. Głośno oddychałam, sama nie wiem czy dlatego, że za jakieś 15 minut prawdopodobnie wylądowałabym w łóżku z najlepszym przyjacielem, czy z czystego przerażenia tym co się dzieje.
Dylan patrzył na mnie wpółprzytomnym wzrokiem nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. Kurwa mać.
I co ja mam teraz powiedzieć? I to ja? Ja zawsze coś spieprzę bo palnę jakąś głupotę, której później żałuję.
-Dylan… - Oh, uwaga, Blackburn będzie przemawiać, szykujcie popcorn. Ja pierdole. – To… Ty… -NO WYSŁÓW SIĘ IDIOTKO.
-Czyli się wygłupiłem? – przerwał moje bezsensowne dukanie. Cholera wyglądał na smutnego. Zawiedzionego. CHOLERA NO. 
-Nie, nie. – zaprzeczyłam od razu. Zmarszczył brwi. – To znaczy… 
-Julie. – przerwał znaczącym tonem. Wzięłam głębszy oddech. Boże, co ja mam zrobić?!
-Dylan, to… Przepraszam…- dołałam wydukać jedno słowo więcej.
-Julie do cholery! – wybuchł. Wstał gwałtownie i zbliżył się do mnie. Odsunęłam się nieznacznie. I tak się przysunął. – Co jest nie tak? Do cholery musisz mi powiedzieć co czujesz! –powiedział bezradnie.
-Ale… A ty? –przełknęłam ślinę. Chwila ciszy. Jednak odważyłam się znowu odezwać.
-Co to było dla Ciebie? Dlaczego to zrobiłeś? – spojrzałam mu w oczy.
-Dlaczego mnie nie odepchnęłaś? – zaoponował od razu.
-Dylan. – mruknęłam ostrzegawczo. 
Westchnął głośno i potarł dłonią kark.
-Julie… Dobrze wiesz, że nie umiem gadać o uczuciach. Sama dobrze wiesz, masz tak samo. Po prostu… Jesteś dla mnie ważna, ok.? – wydusił w końcu. – Zależy mi na Tobie.
Milczałam. Pięknie. Wygląda na to, że rozjebałam przyjaźń. 
Co się ze mną stało? Czemu do cholery go nie odepchnęłam? CZEMU?
Przecież to mój przyjaciel, nie czuję do niego nic… TAKIEGO.
I to nieprawda, że nie umiem gadać o uczuciach. Umiem, ale… tylko z kimś, kto by mnie naprawdę kochał, a ja kochałabym jego.
Czyli kurwa jednak chyba nie umiem.
-Przepraszam Dylan. Ja… Mi też zalezy na Tobie i jesteś dla mnie ważny. Jak brat, sam dobrze wiesz. I jeśli o to Ci chodzi… Tylko jak brat, tak myślę. – wydukałam w końcu.
Chwila ciszy. Słyszałam jednak bicie mojego serca. Sorry, walenie.
-Więc dlaczego mnie nie odepchnęłaś? – odezwał się w końcu.
Dobre pytanie. Nie znam odpowiedzi.
-Nie wiem. – odparłam szczerze.
-Do cholery Julie czemu ty cały czas mnie do siebie nie dopuszczasz? Wcześniej zanim wyjechałaś było to samo. Nie dałaś nam szansy. Teraz? Pozwalasz mi żebym Cię całował, dotykał  i mówisz dalej że traktujesz mnie jak brata? – pokręcił głową.
Cholera.
-Nie powinnam była tego robić, wiem. Nie wiem czemu to zrobiłam, nie mam pojęcia! 
-Skoro jednak to zrobiłaś, to może coś jednak czujesz? Do mnie? Więcej? – podszedł znowu bliżej. 
-Dylan…- zaczęłam ale zamilkłam. Staliśmy tak w ciszy. Oddychał głośno. W końcu sam się ode mnie odsunął.
-Dobra, nieważne.– mruknął tylko.
-Dylan, ja …
-Nie, Julie. –odparł. – Przepraszam Cię za to. Ale pamiętaj, że ja zawsze jestem. Trzymaj się.  – nachylił się nade mną i pocałował mnie w czoło. 
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale nagle się zatrzymał w połowie drogi do drzwi,
-Myślę, że... przyjdę jutro. – powiedział i wyszedł. Po prostu wyszedł.
________________________________________-
 Hej kochane <3
 TAK WIEM, CO JA W OGÓLE ROBIĘ XD 



WHAT DO YOU THINK?
Julie dobrze zrobiła, czy spieprzyła?
DYLAN&JULIE - tak czy nie?

Team Harry vs Team Dylan
 HA


podejrzewam, że nikt nie stanie za Dylanem, ała :c 

                                        
ZAGLĄDAJCIE, OBSERWUJCIE : Harry


   

              LICZBA KOMENTARZY WPŁYWA NA SZYBKOŚĆ DODAWANIA ROZDZIAŁÓW
(na YTR też kochane :c)


Aśś.

środa, 13 sierpnia 2014

16. Shut up, Styles!

-Zapewniam Pana, że wszystko będzie do jutra  załatwione. – Usłyszałam głos Harry`ego. Pewnie gada przez telefon z kimś z pracy. Ruszyłam do kuchni skąd słyszałam jego głos. Nie chciałam mu przeszkadzać więc od razu skierowałam się do stolika z zaproszeniami.
-Julie? – Usłyszałam znajomy głos za plecami. Zaskoczona odwróciłam się.
-Tata? – O kurwa. 
 -Julie. – powtórzył jakby nie wierzył kogo widzi. Ja walę. Przede mną stał mój własny ojciec. Mierzył zdziwionym wzrokiem to mnie to Styles`a, który skupił wzrok na swoich butach i  się głupio uśmiechał. On chyba przez całe życie nie robił nic innego.
Dotarło do mnie jak to wszystko wygląda. Harry bez koszulki, ja tylko w jego koszulce z lekko wilgotnymi włosami, za mną na stole wino i kieliszki…  I dobry Boże...
-Hm, cześć tato. – mruknęłam nie bardzo wiedząc co mam powiedzieć. Co on w ogóle tu robił?
Spiorunowałam wzrokiem Styles`a, które najwyraźniej bardzo bawiła zaistniała sytuacja bo przez cały czas się szczerzył, hamując śmiech.
-Nie mówiłaś nic, że… Się z kimś spotykasz. – powiedział powoli mój tata.
Bo się nie spotykam.
-Hm, Panie Blackburn wybaczy Pan takie okoliczności, powinniśmy się raczej oficjalnie poznać, ale może zostanie Pan na kolacji? – Harry uśmiechnął się serdecznie do mojego taty.
Mój tata miał podobną minę do mojej.
-Hm, nie, nie będę Wam przeszkadzał… Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Cóż Panie Styles, nie spodziewałem się, że spotyka się Pan z moją córką, nie chwaliła się w ogóle. – Widać było, że mój ojciec sam nie wie jak ma się zachować.
-Wiem, też uważam, że powinna być z Panem szczera. – powiedział Harry obejmując mnie w pasie. Co do cholery??
Odsunęłam się od niego od razu. On tylko się krótko zaśmiał.
-Mam nadzieję, że nie ma Pan nam tego za złe. –ciągnął Styles dalej. Nie wierzę. Co on pieprzy?!
-Um, tato… - zaczęłam ale oczywiście Harry musiał mi przerwać.
-Obiecuję, że Pana córka jest w dobrych rękach. 
-Hm, cieszę się. Dobranoc. Zadzwonię do Ciebie, Julie. – powiedział już nieco bardziej oswojony tata. Ale też nieco bardziej zdenerwowany tą sytuacją.
-Cześć tato. – mruknęłam. Gdy zamknęły się za nim drzwi tak właściwie dotarło do mnie co w ogóle się stało. TEN IDIOTA WMÓWIŁ MOJEMU OJCU ŻE JESTESMY RAZEM? A ja  idiotka naturalnie nie zareagowałam jak potrzeba. Co za sierota ze mnie.
-Czy Ciebie do reszty pojebało?! –wydarłam się na uchachanego Styles`a.
-O co Ci chodzi? – udawał głupka. Oj nie musisz Haroldzie, nie musisz. Już nim jesteś.
-Po co to zrobiłeś? Mój ojciec teraz myśli, że jesteśmy razem ! – Co za palant!
-Biorąc pod uwagę nasze stroje pomyślał nie tylko to. – zachichotał. No trzymajcie mnie !
-I z czego się cieszysz?! Będę mu to musiała teraz tłumaczyć z tego, co tu robiłam w twojej koszulce! – jęknęłam.
-Jak nie chcesz to nie musisz nic tłumaczyć. Możemy zostać przy obecnej wersji jaką zna. – puścił mi oczko. 
-Och, zamknij się. – jęknęłam i usiadłam bezradnie na podłodze.
Roześmiał się i usiadł obok mnie, opierając się plecami o sofę.
-Co on w ogóle tu robił? – zapytałam.
-Mówiłem Ci, że zajmuję się relacjami ze wspólnikami. Firma twojego ojca współpracuje z tą, w której pracuję ja. – uśmiechnął się.
-Czyli wiedziałeś o tym? – No debil, debil,debil.
-Skąd miałem wiedzieć, że przyjedzie? A zresztą to, że załatwiam interesy z twoim ojcem nie znaczy, że nie mogę się z Tobą spotykać.
Zmroziłam go wzrokiem.
-W stosunkach czysto przyjacielskich oczywiście. – dodał widząc moje spojrzenie.
Wywróciłam oczami.
-Chociaż w sumie, nawet gdybyśmy się pieprzyli to i tak nie ma to nic wspólnego z twoim ojcem. – dodał zaraz wyszczerzając się.
-No chciałbyś. – prychnęłam.
-No nie zaprzeczę. – zaśmiał się. Poczułam ciepło na policzkach. Ja pierdole. Nie.
Aż mnie głowa rozbolała.
-Masz jakieś tabletki przeciwbólowe? – zapytałam go.
-W szafce na samej górze, w regale po lewo. – Powiedział wypisując kolejne zaproszenie. 
Oh, dżentelmenie, nie musisz się trudzić, żeby mi je podać, nie przemęczaj się.
Wstałam i ruszyłam na poszukiwanie tabletek. Otworzyłam szafkę którą mi wskazał.
-Do twarzy Ci w moich ciuchach. – Usłyszałam jego głos za sobą. Zignorowałam to.
Są. Kurwa na samej górze. Co za idiota wsadza w takim miejscu środki przeciwbólowe? Oh no tak, Pan Harry Styles.
Wspięłam się na palce i wyciągnęłam rękę w kierunku upragnionego pudełka.
-Nie tylko do twarzy. – Usłyszałam. O nie. Fakt, w tej pozycji koszulka odsłaniała mój Tylek. Ja pierdole. Szybko złapałam pudełko i poprawiłam koszulkę, ciągnąc ją jak najniżej w dół.
Jeszcze mi tego brakowało. Udawałam, że tego nie było i wzięłam tabletkę popijając szklanką wody.
-Co Ci jest? – usłyszałam nagle przy uchu.
Upuściłam szklankę. Oczywiście rozbiła się w drobny mak.
-Cholera, przestraszyłeś mnie! – warknęłam. Od razu zaczęłam zbierać szkło.
-Zostaw… Przepraszam no, nie chciałem. Zostaw to, skaleczysz się. – osunął mnie. Od razu pociągnęłam rąbki koszulki niżej. Gdy się schyliłam koszulka zachowywała się tak samo jak wcześniej gdy wyciągałam się ku górze.
-No nie gapię się, wyluzuj. – westchnął. Nie odezwałam się tylko zbierałam dalej szkło.
Złapał mnie w pasie i pociągnął ku górze, żebym wstała.
-Powiedziałem, żebyś to zostawiła. – powtórzył patrząc mi w oczy. Oczy też ma całkiem fajne.
Tylko może by tak mnie nie straszył?
-Wybacz Shawty, nie chciałem Cię przestraszyć. Co Ci jest? – zapytał wręcz z troską. 
Westchnęłam.
-Głowa mnie trochę boli. – odpowiedziałam opierając się o blat.
On sam szybko posprzątał całe szkło.
-Nie dziwię się, można ochujeć z tymi zaproszeniami. – mruknął.
-Przepraszam za tą szklankę. – bąknęłam.

-Nic się nie stało, Julce. – uśmiechnął się. Nie mogłam się powstrzymać i musiałam wywrócić oczami. Ma irytujący sposób bycia.
Wróciłam na miejsce. Wzięłam kolejne zaproszenia
-Odpocznij może jak Cię głowa boli. – zaproponował siadając obok mnie.
-Nie, spoko, dam radę. – uśmiechnęłam się krzywo.
-Ej no mała, żebyś mi tu nie padła. – zaśmiał się.
Pokiwałam tylko głową. Zmęczenie dawało mi się we znaki.  Ledwo widziałam na oczy. Monotonia wypisywania kolejnych nazwisk nie sprzyjała przypływowi energii. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła pierwsza.
Uh. Pocieszałam się, że już niedużo zostało. Nawet nie zauważyłam jak pięć zaproszeń później odpłynęłam.

*oczami Harry`ego*
Można dostać pierdolca z tymi zaproszeniami. No ale i tak myślałem, że jeszcze dłużej nam zejdzie. Jednak świadkowanie to nie jest taka prosta sprawa. Kurde, chciało mi się już spać. Chyba potrzebuję kawy.
-Mała, napijesz się kawy? – odwróciłem się w kierunku milczącej dziewczyny.
Uśmiechnąłem się od razu gdy ją zobaczyłem. Spała w głową w zaproszeniu. Pokręciłem z uśmiechem głową. Ułożyłem gotowe zaproszenia na jednej kupce, a na drugiej kilka jeszcze pustych.
Powoli objąłem dziewczynę w pasie. Jak najdelikatniej się dało przygarnąłem ją do swojego ciała. W połowie wypisane zaproszenie odłożyłem na bok, a dziewczynę powoli wziąłem na ręce. Od razu wtuliła się w moje ramiona. Uśmiechnąłem się do siebie. Normalnie od razu zaczęłaby się szarpać, kopać i wyzywać. Mała wredota. Ale jaka seksowna. I urocza. Słodko wyglądała śpiąc. Taka cicha, zero sarkazmu.

Wniosłem ją na górę do mojego pokoju i ułożyłem na łóżku. Kurwa, wygląda gorąco w mojej koszulce. Zignorowałem moje kolejne myśli na temat jej ciała i okryłem ją kołdrą. Zsunąłem spodnie. Już miałem też się położyć kiedy pomyślałem, że przecież ta mała wredota znowu się wkurwi jak mnie rano zobaczy obok siebie. Westchnąłem. Pewnie znowu by mi się oberwało. A szkoda, najchętniej położyłbym się obok niej i wtulił w nią. Oj tak. Ale dobra, nie będę ryzykował życia. No i zostało jeszcze kilka tych zaproszeń. Z ciężkim sercem wróciłem na dół i dokończyłem wypisywanie. Dopiłem moje wino i poszedłem do starego pokoju Niall`a. Padłem na łóżko i od razu zasnąłem. O tak, zajebiście.

*oczami Julie*
Coś mnie razi. A pieprzyć to.
Kurde. Otworzyłam powoli oczy. Słońce. No jasne.
Odwróciłam się plecami do okna i wtuliłam w pościel. Pościel, która pachniała jakoś obco. Przyjemnie ale inaczej. Niechętnie otworzyłam jedno oko. Zaraz, to nie jest mój pokój.
Usiadłam na łóżku. Kurka. No tak spałam u Harry`ego. Ale nie kładłam się. Cholera musiałam zasnąć. I gdzie Harry?
Wstałam powoli z łóżka przeciągając się. Zeszłam na dół.
Pachnie pięknie. Czyli Harry nie śpi.
Nie myliłam się. Weszłam do kuchni i powitał mnie wygląd chłopaka standardowo bez koszulki, przygotowującego śniadanie. 
-Cześć. – powiedziałam. To co się stało przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
-KURWA! – syknął zanim zdążyłam ogarnąć co się dzieje. Zahaczył dłonią o patelnię wywalając jej zawartość. I przy okazji poparzył sobie ręce. O cholera.
Od razu do niego podeszłam, odkręcając szybko kran pamiętając o zrównoważonej temperaturze wody. Kurde, autentycznie go wystraszyłam. Ja, Julie Blacburn wystraszyłam postrach Northland, zwykłym ,,cześć”.
-Jejku przepraszam. – jęknęłam.
-To moja wina, żyję. – odparł chociaż zaciskał zęby.
-Chodź, opatrzę Ci to jakoś. – powiedziałam odciągając go od zlewu.
-Tylko jedna dłoń, nic mi nie jest. – odparł wyrywając się trochę.
-Nie wkurzaj mnie Styles.- warknęłam i popchnęłam go w kierunku krzesła. O dziwo, usiadł posłusznie.
-Gdzie masz jakąś apteczkę?
-W łazience, w szafce. – po chwili już wyjmowałam z apteczki wszystko co potrzebne. Stanęłam między jego nogami i delikatnie wzięłam jego poparzoną dłoń w moją własną. O kurde, nieźle się urządził.
-Może lepiej lekarz to obejrzy? – zadałam niepotrzebne pytanie. Wiedziałam jaka będzie jego odpowiedź. 
-Po co. Tylko trochę się oparzyłem. – mruknął.
Starałam się delikatnie obejrzeć jego dłoń. Krzywił się gdy ją obracałam.
Kurde.
Niepewnie wzięłam do ręki maść. Teraz to się będzie krzywił.
Starałam się możliwie delikatnie posmarować poparzoną skórę.
Spodziewałam się usłyszeć jego jęk, ale zamiast tego poczułam jak zaciska zdrową dłoń na mojej koszulce.
Ściskał w dłoni materiał, opierając ją o moje nagie biodro. Pod wpływem ciepła jego skóry przeszły mnie miłe dreszcze.
Opamiętałam się po chwili i dokończyłam opatrywanie jego ręki. Delikatnie ją owinęłam bandażem i gotowe.
-Dzięki Shawty. – powiedział puszczając materiał koszulki, która na powrót zasłoniła moje ciało.
-Nie ma za co. To moja wina. – mruknęłam i pochowałam wszystko. Od razu ruszyłam posprzątać bałagan w kuchni,
-Ej, zostaw, nie będziesz mi sprzątać. – Styles wszedł za mną do kuchni.
-Nie przesadzaj już. – powiedziałam porządkując wszystko.
Okej, teraz zostało mi zrobienie śniadania. W końcu przeze mnie teraz się do niczego nie nadaje.
-Co ty robisz? – zapytał.
-Śniadanie. – Odpowiedziałam.
-Julce, daj spokój.- westchnął.
-Zamknij się Styles i chociaż raz mnie nie wkurwiaj. – mruknęłam marudnie. Roześmiał się na moje słowa, ale usiadł.
Po kilkunastu minutach podałam mu śniadanie.
-Smacznego.
-Dziękuję, - uśmiechnął się szeroko.- Widzisz, niby taka grzeczna a tu proszę, jestes niebezpieczna. –zadrwił.
Wywróciłam oczami.
-Bywa. – rzuciłam
-Przepraszam, że zasnęłam i zostawiłam Cię z tymi zaproszeniami. – dodałam po chwili. Zrobiło mi się głupio.
-Nic się nie stało, nie zostało tego dużo. Wszystko już jest gotowe. – odpowiedział.
-Dzięki. – mruknęłam. 
-Czyli z naszych obowiązków, do ślubu zostało nam tylko dekorowanie Sali i ogarnięcie młodej pary? – zapytał.
-Mam nadzieję, że tak.

Po pół godzinie odwoził mnie już do domu. Co prawda nieco sceptycznie podchodziłam do tego pomysłu z uwagi na jego rękę, no ale jego nie przekonasz.
Zatrzymał się pod moim domem.
-Dzięki Harry. Cześć. – rzuciłam i otworzyłam drzwi. Chyba się przeliczyłam. Zamknięte. Popatrzyłam na Styles`a.
Uśmiechał się cwaniacko.
-A buziak na pożegnanie? Nawet na przeprosiny nie dostałem to chociaż na pożegnanie byś dała. – puścił oczko.
Wywróciłam oczami. Kiedyś przez niego nabawię się zeza jak nic.
Pośpiesznie musnęłam jego policzek ustami.
-Cześć Harry. – powtórzyłam patrząc na niego wyczekująco.
Nachylił się nade mną i przycisnął wargi do mojego policzka.
Jego loki łaskotały moją skórę. Przeszły mnie ciarki. Czemu? Dobre pytanie, nie znam na nie odpowiedzi.
-Cześć Shawty. – powiedział odsuwając się ode mnie. Naturalnie już wyszczerzał się w tym swoim uśmiechu.
Odblokował drzwi z mojej strony.
Wysiadłam i ruszyłam do domu.
Z ulgą weszłam do środka. Z ulgą? Właściwie nadal byłam nieco oszołomiona jego bliskością. I nadal czułam na sobie jego zapach.
Zdecydowanie pasowało mi noszenie jego koszulki.
-A gdzie to się było? – Aż podskoczyłam.
-Jezu, Vic, zabiję Cię kiedyś! – syknęłam widząc blondynkę opartą framugę kuchni. No tak, miała klucze.  
-Dobra, dobra lepiej powiedz skąd wracasz. – uśmiechnęła się cwaniacko. Normalnie w taki sam irytujący sposób jak Harry.
-Od taty. – mruknęłam zdejmując bluzę.
Momentalnie podeszła do mnie i mnie przytuliła. Co?
-Skąd ten napad czułości?
Puściła mnie.
-Pachniesz męskimi perfumami. Ale nie perfumami, których używa pięćdziesięciolatek, ale jakiś gorący facet. – stwierdziła. Oh, czyli po to ta czułość.
Wywróciłam oczami. Jak nie przez Harry`ego to przez Vic będę mieć zeza.
-Wyluzuj Vic. – rzuciłam.
-No mów, nie bądź taka! –rozwaliła się na moim łóżku. – U kogo byłaś? Fajny? Znam? Ile ma lat? No i dobry w łóżku?
-Ejejej. Stop. – zatrzymałam jej lawinę pytań. – Czemu zakładasz, że byłam u jakiegoś faceta żeby się z nim przespać? –zapytałam retorycznie i wyciągnęłam z szafy ulubiony sweter i legginsy.
-No, nie chwaliłaś się, że jesteś lesbijką. – powiedziała wręcz urazonym tonem.
Jak słowo daję, oszaleję kiedyś z nimi wszystkimi.
-Nie jestem lesbijką, nie jestem Bi uprzedzając twoje następne domysły. Nie przyszło Ci do głowy, że byłam u brata?
-Po pierwsze, jakbyś była u brata, nie kłamałabyś, ze byłaś u ojca. Po drugie: twój brat nie jeździ takim zajebistym wozem! – wyrzuciła ręce w górę. – Więc gadaj, z kim byłaś.
-Uh. No z nikim ważnym. – mruknęłam.
-Gadaj.
-No… z Harry`m. –wycedziłam.
Odpowiedziała mi cisza. Spojrzałam zaniepokojona na Vic. Zaniemówiła.
Nie na długo. Za chwilę skoczyła na równe nogi.
-Pieprzyłaś się ze Styles`em ! – wykrzyczała. Skuliłam się i spaliłam buraka. Czy ja naprawdę muszę mieć aż tak bezpośrednią przyjaciółkę?  
-Zamknij się Vic, z nikim się nie pieprzyłam! – syknęłam.
-Ach tak, puzzle układaliście. – mruknęła. Jezu.
-Serio Vic, musiałam u niego zostać, żeby wypisać zaproszenia na ślub Lucy i Niall`a. To wszystko.- wywróciłam oczami.
-Jasne, jasne. – uśmiechnęła się.
-Boże… - jęknęłam.
-Ale ja nic nie mówię! – uniosła dłonie w obronnym geście. – Udaję, że Ci wierzę. Dobry jest?
JAPIERDOLEKURWAMAĆ.
-Vic do jasnej cholery ! – Zaśmiała się na moją reakcję.
-Dobra już dobra. – uśmiechnęła się.- Mogłaś od razu powiedzieć gdzie byłaś. 
-Żebyś zareagowała tak jak zrobiłaś to przed chwilą?
-Oj luzik Shawty. Słuchaj piękna ja muszę lecieć już, umówiłam się Connor`em.  – wstała. Liam, Connor. Wow.
-Connor? No ładnie, Smith. – spojrzałam na nią znacząco.
-Styles? No ładnie Blackburn. –odgryzła się.
CO?
Już miałam coś powiedzieć, ale zniknęła za drzwiami.
Styles. Też coś.
Nagle rozdzwonił się mój telefon.
_____________________________________________
  Hej kochane <3
Jak Wam się podoba nowy wygląd? 
Ja się szczerze zakochałam w tym szablonie *.*
Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)
Zmieniłam user na tt na @awhniallable.
Informować kogoś o nowych rozdziałach? :)

EJ PYSIE MOJE KOCHANE
Pytam poważnie i potrzebuję Waszej odpowiedzi.
Chciałybyście, żebym zrobiła twitcama/tinychata, na którym będę odpowiadać na Wasze pytania o ff, o mnie, o cokolwiek chcecie, będę dostawać głupawki, gadać z Wami itp? 
Naprawdę zależy mi na Waszej odpowiedzi bo nie wiem czy w ogóle jest sens to robić.


I JESZCZE JEDNA RZECZ
Jess męczy mnie o konto na tt z cytatami z Sinistera.
Co Wy na to? 

No cóż, właściwie co do rozdziału to idk w sumie, ciężko powiedzieć czy mi się podoba. 

WPADAJCIE > You`re The Reason 
                            > Harry
                          > Julie
                            > Dylan

ILOŚĆ KOMENTARZY MA WPŁYW NA SZYBKOŚĆ DODAWANIA ROZDZIAŁÓW.


miłego dnia kochane<3
Aśś.

czwartek, 7 sierpnia 2014

15. Dad?

-Kluczyki. – rzuciłam do zdziwionego chłopaka.
-Co?
-Kluczyki. – powtórzyłam patrząc na niego wyczekująco.
-Jak zrobisz najdrobniejszą ryskę, to nie wiem co Ci zrobię. – wycedził dając mi niechętnie kluczyki. Bez słowa wsiadłam do środka. Siedząc na miejscu kierowcy poczułam się idealnie. Styles wsiadł.
Ruszyłam. Cholerka to autko jest fenomenalne! Z dziką przyjemnością rozłożyłam dłonie na kierownicy. Nie mogłam się doczekać aż dotrę na TĄ drogę. Na moją drogę. Jeszcze tylko niecały kilometr.
Czułam na sobie zaciekawiony wzrok Styles`a. Widziałam jego uśmiech gdy zobaczył jaką frajdę sprawia mi jazda. Och, jestem w swoim żywiole.
TAK!
Nareszcie moja droga! No to małe piękne czarne cudeńko, pokaż co potrafisz! Nacisnęłam pedał gazu stanowczo i zdecydowanie. O Boże, jestem w niebie!
Auto gładko pędziło po polnej drodze. Zerknęłam w lusterko. Pył.
Wiatr łaskotał moją twarz. Zapragnęłam uchylić szybę do końca, ale powstrzymałam się. Nie dam mu takiej satysfakcji. Skupiłam się na jeździe.
Kocham moje autko, ale to…. Poezja. Zerknęłam ukradkiem w bok. Harry  uśmiechał się szeroko. Był cały uchachany. Jemu to też sprawia przyjemność. Najlepsza rzecz ever.
Przyśpieszyłam jeszcze bardziej widząc, że niedługo przejażdżka dobiegnie końca. Napawałam się dźwiękiem silnika i szumem wiatru. W końcu nieco zwolniłam wjeżdżając na teren zabudowany.
Cholerka, to było zajebiste.
Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Skierowałam się do mojego domu.
-Shawty fanka prędkości. To dopiero niespodzianka. – mruknął Harry.
Uśmiechał się. Tym razem nie dałam rady wysilić się na wredny uśmieszek czy prychnięcie. Byłam maksymalnie zrelaksowana, szczęśliwa i odprężona.
-Jedź do mnie. – usłyszałam.
-Co?
-Jedź do mnie, zajmiemy się zaproszeniami. – powtórzył. Ale..
-Do mnie jest bliżej. – powiedział. Uh.
-W którą stronę mam jechać? – zapytałam nieco speszona. Przecież nie pamiętałam z tamtej kolacji gdzie mieszkał!
-Przecież już u mnie byłaś. – uśmiechnął się w ten swój wnerwiający sposób.
-Tylko że nie myślałam o tym gdzie mnie wieziesz, a kto mnie wiezie i w jakim celu. – wypaliłam. Zaśmiał się. Uh.
-Za kinem w prawo, do objazdu, skręcasz w lewo, prosto i jesteś. – rzucił nie przestając się uśmiechać.  Dziwne, biorąc pod uwagę moje wspomnienia z tamtego wieczoru, miałam wrażenie że wywiózł mnie o wiele dalej, gdzieś poza miasto. A tu proszę, nie tak daleko.
Jechałam według jego wskazówek.
Faktycznie dojechałam pod znajomo wyglądający budynek.
Ale ten budynek mi o czymś przypomniał.
-Mówiłeś, że mieszkasz z chłopakami. Nie będą mieli nic przeciwko? – skinęłam głową w kierunku domu.
-Zayn z Perrie u jej rodziny, George we Włoszech, Liam, Sophie, Louis i El pojechali na wspólny weekend w góry. Jedyne osoby, które mogą nam przeszkadzać to pojedyncze osoby z mojej firmy.  – powiedział z uśmiechem. Aha.
Wysiedliśmy. Od razu do mnie podszedł.
-Kluczyki. – powiedział naśladując celowo mój ton. Wywróciłam oczami i oddałam mu je powodując u niego kolejny wkurwiający uśmieszek.
Wpuścił mnie do domu pierwszą. Rozejrzałam się. Nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty. Przyjrzałam się zdjęciom na ścianie. Potknęłam się. Kurwa mać ten jebany próg też się nie zmienił. Znowu zaliczyłabym bliskie spotkanie z  posadzką gdyby nie… hm, Styles.
-Patrz czasami pod te swoje zgrabne nóżki, Shawty. – mruknął z rozbawieniem. Brawo Julce.
Bez słowa stanęłam o własnych nogach.
Pokręcił tylko głową z rozbawieniem i rozłożył na dużym stole zaproszenia. O losie.
-O kurwa. – powiedział. – Mamy to wszystko wypisać? – przeniósł spojrzenie na mnie.
-Z tego co wiem to tak. Na jutro. – mruknęłam rozwalając się na krześle.
-Nie wyrobimy się.
-Musimy. –wzięłam do ręki pierwsze zaproszenie. Ładne. Uśmiechnęłam się do siebie. Lucy Levine i Niall Horan.
-Długopisy. – rzuciłam do niego.
Zniknął z pokoju za chwilę pojawiając się z kilkoma w ręku.
Wzięłam jeden i od razu zabrałam się do pracy. Lista od Lucy.
Długa. Eh.
Harry wyszedł z pokoju. No co on sobie myśli? Że sama to wypisze? I co jeszcze?
-Harry! Może byś ruszył dupę i mi pomógł? – zawołałam.
Po chwili pojawił się w progu z winem i kieliszkami w dłoniach.
Serio?
-Zatroszczyłem się o milszą atmosferę pracy, skarbie, nie spinaj.
Oh.
Usiadł na podłodze. Tak na podłodze. Jeny.
Spojrzałam na niego głupawym wzrokiem.
-Tu wygodniej? – wzruszył ramionami widząc moje spojrzenie.
Uniosłam z powątpiewaniem brew.
-Sama zobaczysz że w końcu tu wylądujesz. – mruknął i zgarnął ze stołu kilka zaproszeń. Nalał do kieliszków wina.
-Za naszą zakochaną parę. – uniósł swój. Delikatnie stuknęłam swoim o jego i upiłam łyk.
Zaczęłam wypisywać. Harry zrobił to samo.
-Słyszałem, że już nie pracujesz w kancelarii Shawty. – powiedział.
-Nie pracuję.
-Dlaczego?
-Kevinowi się odwidziało. – rzuciłam krzywiąc się nieznacznie. Oj ten facet działał mi na nerwy chyba tak samo bardzo jak Harry. No, może poza momentami gdy da się z nim rozmawiać normalnie. Niezwykle rzadko.
-Palant. – skwitował. Nie wiem czemu ale miałam ochotę ciągnąć tę rozmowę dalej, nawet o głupotach. Jakaś rozrywka przy okazji tego wypisywania.
-Mówiłeś, że jedyne osoby które mogą nam przeszkadzać to te z twojej firmy. To co tak właściwie robisz? – zapytałam.
-To zależy. Jestem właściwie wielofunkcyjny. – zaśmiał się. – Głównie albo jestem w terenie załatwiając umowy albo za biurkiem nadrabiając w papierach. Ja zajmuję się głównie relacjami ze wspólnikami.
-Lubisz to co robisz? – brnęłam dalej.
-Może to nie jest szczyt moich marzeń ale jest spoko. Jak się w szkole wagarowało i pyskowało to tak bywa. – zaśmiał się.
-Bad boy Styles. – zadrwiłam w myślach.
-Zdziwiłabyś się. – parsknął. Cholerka powiedziałam to na głos?
-Ale ty też do grzecznych dziewczynek nie należysz. – wyszczerzył się do mnie znacząco. Spojrzałam na niego pytająco.
-W klubie kusisz, do szefa spierdalaj… - zaczął uśmiechając się głupkowato. Lekko się zarumieniłam na samo wspomnienie tamtej nocy w klubie.
- Powiedziałabym, że jestem bardziej szczera niż niegrzeczna. – mruknęłam starając się sprowadzić rozmowę na tor Kevina, a nie imprezy.
Roześmiał się po raz kolejny.
-Szczere spierdalaj. – mruknął. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Zapadła chwila ciszy. Usiadłam wygodniej na krześle. Kurcze chyba miał rację z tą podłogą. Westchnęłam cicho i wypisywałam dalej.
-No chodź tu. – usłyszałam.
-Co?
-No siadaj tu ze mną. – powiedział z uśmiechem.
-Bez przesady… -zaczęłam, ale nie dane mi było dokończyć.
-Chociaż raz się zamknij i słuchaj mądrzejszych. – rzucił zniecierpliwiony i po chwili już siedziałam obok niego na podłodze. Najzwyczajniej w świecie ściągnął mnie z tego krzesła siłą. Pff.
-Wygodniej, prawda? – rzucił przesłodzonym głosem szczerząc się do mnie.
Wywróciłam oczami i rozsiadłam się wygodnie. Wzięłam łyk wina i kontynuowałam.
-Ja pierdole, więcej tych Horanów nie było? – mruknął krzywiąc się. – Musimy to wszystko mieć na jutro? – popatrzył na mnie.
Naprawdę nie mogę się nadziwić jak to jest tak normalnie z nim gadać, bez tony sarkazmu i ironii.
-Tak, jutro muszą być gotowe. – odparłam.
-Czyli zostajesz u mnie na noc. – wzruszył ramionami. Chwila, chwila, co?
-Co?
-No chyba samego mnie z tym nie zostawisz. – znowu się wyszczerzył. – A ja muszę Ci pomagać więc nie widzę innego wyjścia. Jest już 19, a my nawet połowy nie mamy.
-Więc się podzielimy? – zasugerowałam.
-Nawet gdyby skarbie, to i tak nie wrócisz dzisiaj do domu. Samochodu nie masz, a ja już wypiłem i nie mogę prowadzić. – kolejny wnerwiający uśmieszek.
-Jakoś ostatnim razem twierdziłeś, że kieliszkiem wina nie da się Ciebie upić. – No i miła atmosfera się skończyła.
-Zazwyczaj Shawty, ale teraz czuję się pijany a nie będę ryzykować twojego bezpieczeństwa. – puścił mi oczko. No palant, no.
-Więc wezwę taksówkę? – też jestem uparta.
-Jesteś pod moją opieką, nie pozwolę Ci tłuc się taksówkami. – na wszystko ma odpowiedź.
-Na szczęście jestem na tyle duża, żeby wrócić do domu taksówką i nie potrzebuję na to niczyjego pozwolenia. – warknęłam. Rozbawiłam go tym.
-Na szczęście jesteś u mnie a ja mam prawo Cię nie wypuścić. – mrugnął do mnie. No jeszcze czego.
-Na szczęście to już by było przestępstwo więc mogę wrócić do domu. – syknęłam. Coraz bardziej mnie irytował.
-Shawty chociaż raz byś odpuściła. Gdybym miał Cię zabić to już dawno bym to zrobił, a jak widzisz, żyjesz. Więc nie spinaj tylko grzecznie przyjmij miły gest. – tym razem on wywrócił oczami. TO MOJA ROLA STYLES.
Otwierałam już usta, ale momentalnie wpadł mi w słowo.
-Koniec dyskusji, przeżyjesz. – powiedział. –Uszykuję Ci zaraz jakąś koszulkę i zrobię coś na kolację.
Zacisnęłam pięść ale nie odezwałam się. Co za uparty… UGH.
Wstał i powolnym krokiem wyszedł z pokoju. A ja biłam się z myślami. Uciec? Zostać? Mogłabym wziąć połowę zaproszeń i uciec.
Tylko w sumie… Chcę?
Nie dane było mi dokończyć moje rozmyślania bo do pokoju wrócił Harry z koszulką w ręku.
-Proszę, ręczniki i całą resztę masz w łazience, czuj się jak u siebie. – uśmiechnął się do mnie cwaniacko podając mi dużo za dużą na mnie koszulkę.
-Dzięki. – mruknęłam i wzięłam ją od chłopaka.
-To ja pójdę pod prysznic. – dodałam po chwili wstając.
-Ostatnie drzwi na lewo. –powiedział ściągając koszulkę. O kurwa.
Aż zaniemówiłam. Na chuj on się przy mnie rozbiera?
O Cholerka. Idealnie umięśnione ramiona, klata, brzuch, tatuaże… Oh..
Szybko odwróciłam wzrok. Nie dam mu się przyłapać na przyglądaniu się jego ciału.
-Ja zrobię w tym czasie coś na kolację. – powiedział jakby nigdy nic. Koszulkę rzucił na krzesło i wszedł do kuchni.
Skierowałam się powoli w stronę łazienki. I tak się obejrzałam by jeszcze na niego spojrzeć. Kurcze, gorący. Przygryzłam lekko wargę. Może i idiota i psychol, ale za to gorący. Zawiesiłam oko na dłużej na jego tatuażach. Ten kaloryfer, ramiona, usta rozciągnięte w głupawym uśmiechu… Co?
Otrząsnęłam się. Spoglądał na mnie z głupawym wyrazem twarzy. O kurwa, zauważył.
-Coś nie tak Shawty? – zapytał unosząc brew rozbawiony.
-Um, nie. – powiedziałam i szybko zniknęłam w łazience. Brawo Julce, mistrzyni dyskrecji.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Od razu się rozluźniłam. Zrelaksowana założyłam koszulkę Styles`a. Pachniała tymi jego boskimi perfumami. Mógłby mi ją dać tak nawiasem mówiąc. Uwielbiam męskie perfumy. Miałam nadzieję pożyczyć koszulkę Dylana, jak ostatnio u mnie był, ale od połowy naszej imprezy urwał mi się film, a rano gdy się obudziłam Dylana już nie było. A szkoda, taka koszulka by mi się przydała. Myślałam ze będzie nieco dłuższa. Sięgała mi nieco za tyłek. Chociaż tyle. Spojrzałam na siebie w lustrze ostatni raz i wyszłam z łazienki.
-Zapewniam Pana, że wszystko będzie do jutra  załatwione. – usłyszałam głos Harry`ego. Pewnie gada przez telefon z kimś z pracy. Ruszyłam do kuchni skąd słyszałam jego głos. Nie chciałam mu przeszkadzać więc od razu skierowałam się do stolika z zaproszeniami.
-Julie? – usłyszałam znajomy głos za plecami. Zaskoczona odwróciłam się.
-Tata? – O kurwa.
__________________________________________________________________
 JUŻ WIDZĘ TĄ MINĘ JESS I JEJ BEKE Z OSTANICH DWÓCH ZDAŃ XD

ale nieważne xd 
1 rozdział na YTR :3 KLIKAJ :)

 MAMY KONTO HAZZY NA TT! 
Hahaha tutaj możecie wchodzić i będzie sie tam działo XD
Już się dzieje, zapraszam do sprawdzenia :D
toczą się tam ciekawe rozmowy... :D


PISAŁAM O TYM NA YTR:
TWITCAM/TINYCHAT
Chciałybyście ze mną pogadać, macie pytania do moich ff, do mnie, do mojego życia, do mojej głupoty, cokolwiek? xd 
albo macie ochotę pośmiać sie ze mną z niczego? xd
piszcie, czy wzięłybyście udział :)

spróbuję jakoś ogarnąć działanie tinychatu bo wolałabym mieć z Wami kontakt bezpośredni a nie tylko ten na twitcamie :D
SO WHAT DO YOU THINK?


ściskam
Aśś 
<3